PORTAL
start
Aktualności
Filmy polskie
Box office
Baza wiedzy
Książki filmowe
Dokument
Scenarzyści
Po godzinach
Blogi
Konkursy
SFP
start
Wydarzenia
Komunikaty
Pożegnania
Zostań członkiem SFP
Informacje
Dla członków SFP
Kontakt
ZAPA
www.zapa.org.pl
Komunikaty
Informacje
Zapisy do ZAPA
Kontakt
KINO KULTURA
www.kinokultura.pl
Aktualności
Informacje
Repertuar
Kontakt
STUDIO MUNKA
www.studiomunka.pl
Aktualności
Informacje
Zgłoś projekt
Kontakt
AKTORZY POLSCY
www.aktorzypolscy.pl
Aktualności
Informacje
Szukaj
Kontakt
FILMOWCY POLSCY
www.filmowcypolscy.pl
Aktualnosci
Informacje
Szukaj
Kontakt
MAGAZYN FILMOWY
start
O magazynie
Kontakt
STARA ŁAŹNIA
www.restauracjalaznia.pl
Aktualności
Informacje
Rezerwacja
Kontakt
PKMW
start
Aktualności
Filmy
O programie
Kontakt
Portal
SFP
ZAPA
Kino Kultura
Studio Munka
Magazyn Filmowy
Stara Łaźnia
PKMW
Aktorzy Polscy
Filmowcy Polscy
MENU
Z Maciejem Żakiem, reżyserem filmu „Konwój”, w nowym numerze „Magazynu Filmowego” (nr 1/2017), rozmawia Kuba Armata. Oto fragment wywiadu, który w całości będzie można przeczytać na łamach pisma już 16 stycznia.
Kuba Armata: "Konwój" to ujęta w ramy thrillera mroczna opowieść o pracownikach Służby Więziennej. I to właśnie oni, wraz z osadzonymi, byli jednymi z pierwszych widzów podczas specjalnej projekcji filmu zorganizowanej w zakładzie karnym. Jak reagowali?

Maciej Żak: Przede wszystkim podziękowania należą się dyrektorowi aresztu, który wykazał się dużą odwagą. Z jednej strony sali siedziało czterdziestu osadzonych, z drugiej pracownicy SW. To było dla mnie bardzo ciekawe doświadczenie. Po projekcji doszło do otwartej rozmowy, w której pojawił się też głos krytyczny, że tym filmem zniszczyliśmy wieloletnią pracę resocjalizacyjną, że po jego obejrzeniu osadzeni będą się bali odbywać karę. Przekonywałem, że w „Konwoju” największą ofiarę ponosi nie więzień, a właśnie pracownik aresztu.

 

Pracownicy służby więziennej to ludzie z cienia, niewiele się o nich mówi. Dużo pana w nich zaskoczyło?

Największe wrażenie zrobiło to, że oni żyją w nieprawdopodobnym napięciu. Podczas dokumentacji scenariuszowej sugerowałem jednemu z moich rozmówców spotkanie na mieście, na co on przekonywał, że to nie ma sensu, bo i tak cały czas nerwowo patrzyłby na telefon. Zrozumiałem, że to cholernie ciężka robota. Poza tym boli tych ludzi częsta opinia w mediach, że nadużywają siły czy swoich kompetencji. Stąd trudno o zaufanie. W publicznej recepcji „klawisz” traktowany jest jako ktoś gorszy niż policjant. A kto wie, czy ta służba nie jest trudniejsza. Stamtąd nie ma gdzie uciec. Cały czas przebywa się z osadzonymi, a ci potrafią być bardzo różni. Od spokojnych po kompletnych wariatów do tzw. bestii.

 

Pana film to z jednej strony kino gatunkowe, z drugiej obraz społeczny, ukazujący świat więziennictwa i ludzi w nim uwikłanych.

Zależało mi na tym, żeby to zbalansować. Forma to jedno, pod gatunkowym płaszczykiem próbujemy widza przeprowadzić w napięciu przez całą historię. Ale równie ważna jest opowieść o pewnej grupie ludzi i decyzjach, które muszą podejmować. Chciałbym, żeby widzowie uświadomili sobie, że istnieje jakiś dziwny, zamknięty świat i on jest tuż obok nas. Dlatego zależało mi, aby filmowy areszt był w mieście, dosłownie za murem, za którym dzieją się rzeczy wstrząsające. Trwa walka o życie, sumienie, sprawiedliwość i godność człowieka. To moim zdaniem przesłanie „Konwoju”. Ci, którzy będą szukać w nim pierwiastka sensacyjnego, z pewnością go znajdą, ale i osoby, które poczują, że to jakiś rodzaj metafory i opowieści o naszym życiu, będą miały rację.

 

Napisał pan scenariusz do „Konwoju”, podobnie jak do większości swoich filmów. Wyjątkiem były tylko "Rozmowy nocą".

Pisanie bardzo mnie pociąga. Nie chodzi wyłącznie o scenariusze, mam wiele opowiadań, powoli otwieram się na większe formy prozatorskie. Jeśli chodzi o film, tak naprawdę, byłbym bardzo szczęśliwy, gdyby ktoś przyniósł mi scenariusz, po przeczytaniu którego chciałbym go zrealizować. Tak się jednak nie zdarza. Nie mówię, że takich scenariuszy nie ma, tylko po prostu nie trafiają w moje ręce. Nie wiem, czy to do końca dobre, że sam piszę i reżyseruję. Łatwo w takiej sytuacji stracić dystans. W przypadku „Supermarketu” przyjąłem na swoje barki jeszcze funkcję producenta, co przysporzyło presji i bardzo utrudniło mi osiągnięcie zamierzonego efektu filmowego. Wracając do kwestii swojego scenariusza, to nie trzymam się kurczowo jednej wersji, jestem otwarty na zmiany, nie mam z tym problemu. Kiedy pracuję nad tekstem dla filmu, bardzo często równolegle rozwijam temat w odrębnym opowiadaniu. To pomaga mi choćby w konstrukcji postaci, w dopełnieniu jej charakterystyki, na którą nie zawsze jest miejsce w scenariuszu, tym bardziej w scenariuszu thrillera. Zdarza się, że te opowiadania przesyłam aktorom, by pomóc im w budowaniu roli. Ta wiedza pozwala im poznać bliżej motywacje i uwarunkowania psychologiczne postaci.

 

Kuba Armata
Magazyn Filmowy (1/2017)
Ostatnia aktualizacja:  13.01.2017
Zobacz również
fot. Jacek Drygała
Konferencja filmoznawcza: nabór zgłoszeń
Styczniowe premiery Studia Munka
Copyright © by Stowarzyszenie Filmowców Polskich 2002 - 2021
Scroll