PORTAL
start
Aktualności
Filmy polskie
Box office
Baza wiedzy
Książki filmowe
Dokument
Scenarzyści
Po godzinach
Blogi
Konkursy
SFP
start
Wydarzenia
Pożegnania
Zostań członkiem SFP
Informacje
Dla członków SFP
Kontakt
ZAPA
start
Komunikaty
Informacje
Zapisy do ZAPA
Kontakt
KINO KULTURA
start
Aktualności
Informacje
Repertuar
Kontakt
STUDIO MUNKA
start
Aktualności
Informacje
Zgłoś projekt
Kontakt
AKTORZY POLSCY
start
Aktualności
Informacje
Szukaj
Kontakt
FILMOWCY POLSCY
start
Aktualnosci
Informacje
Szukaj
Kontakt
MAGAZYN FILMOWY
start
O magazynie
Kontakt
STARA ŁAŹNIA
start
Aktualności
Informacje
Rezerwacja
Kontakt
PKMW
start
Aktualności
Filmy
O programie
Kontakt
Połącz
Logowanie
Rejestracja
Portal
SFP
ZAPA
Kino Kultura
Studio Munka
Aktorzy Polscy
Filmowcy Polscy
Magazyn Filmowy
Stara Łaźnia
PKMW
MENU
16 grudnia 2016 roku odbyła się w Warszawie konferencja "MISSing Creativity" poświęcona sytuacji kobiet filmowców. W konferencji wzięło udział znakomite grono specjalistów, filmowców, producentów, reprezentantów Eurimages, EVA Network oraz polskich firm producenckich. O podsumowanie konferencji i wnioski Anna Wróblewska poprosiła reżyserkę Barbarę Białowąs, prezes Stowarzyszenia Kobiet Filmowców.
W jakim celu zorganizowana została konferencja Missing Creativity?

Konferencja była zorganizowana z inicjatywy Eurimages oraz Eva Network, międzynarodowych organizacji filmowych. Stowarzyszenie Kobiet Filmowców stało się oficjalnym współorganizatorem ze strony polskiej. Pomysł konferencji był kontynuacją programu, nazwijmy go roboczo, uświadamiającego, jaki prowadzi Eurimages w  całej Europie. Podobne konferencje odbyły się przy największych festiwalach w Berlinie, Cannes i Wenecji. Celem naszym było skonfrontowanie badań na temat sytuacji kobiet filmowców w Polsce, z tym co się dzieje w Europie. Eva Network na swojej stronie zamieszcza raport mający 300 stron na ten temat, natomiast u nas takich bardzo detalicznych badań wciąż brakuje. Dlatego wielkim walorem konferencji było zaprezentowanie przez profesor Monikę Talarczyk-Gubałę specjalnie na potrzeby konferencji badań statystycznych dotyczących sytuacji w Polsce. Również Jerzy Kapuściński przygotował statystyki dotyczące Studia Munka. Mimo to temat wciąż nie jest wyczerpany, gdyż przydałyby się nie tylko statystyki, ale również pogłębiona analiza socjologiczna, kulturoznawcza i psychologiczna.

Barbara Białowąs, fot. Barbara Orlińska/Radio Opole

Po ogłoszeniu programu 41. FFG odbyła się w mediach dyskusja na temat braku kobiet w polskim kinie. Czy stosunkowo niewielka liczba reżyserek fabuły w stosunku do mężczyzn może niepokoić?


To jest efekt szerszego zjawiska, o którym rozmawiałyśmy właśnie na konferencji MISSing Creativity, że w większości przypadków kobiety filmowcy realizują kino niskobudżetowe, np. specjalizują się w dokumentach czy filmach animowanych wymagających wielkiego poświęcenia, cierpliwości i lat pracy nad jednym projektem. Gdyby podzielić otrzymaną gratyfikację na miesiące to wychodzą sumy śmiesznie niskie. Film fabularny zapewnia większe pieniądze w krótszym czasie. I tutaj okazuje się, że czym większe pieniądze tym mniej kobiet. Stąd deficyt kobiet w fabułach, serialach, a w reklamie czyli tam gdzie dochód jest największy, kobiet reżyserek, operatorek jest dosłownie kilka. W dużym stopniu to efekt krzywdzącego i nieprawdziwego stereotypu, że kobiety robią filmy z pasji, a i tak utrzymuje je bogaty mąż, więc być może między innymi dlatego wysokobudżetowe produkcje, jakimi są fabuły, częściej trafiają w ręce mężczyzn.

Czy mówisz tylko o Polsce, czy tego typu prawidłowość można zauważyć także  w innych krajach europejskich?

Ta tendencja jest ogólnoświatowa. W USA tylko trzy kobiety zdołały zrobić filmy fabularne za ponad 100 milionów dolarów, a w zasadzie dwa z nich dopiero powstają. Dano szansę reżyserce Avie DuVernay oraz Petty Jenkins, dopiero wtedy gdy kobiety w Hollywood zaczęły głośno wskazywać na nierówne zarobki. Wtedy ktoś z producentów obudził się i stworzył im taką możliwość. Zrobiono wokół tego pokazowy szum medialny rodem z cyrku czy zoo, a powinno być to wydarzenie branżowe normalne i przejrzyste, ale nie jest, czyli znaczy jest jakiś problem w systemie. Dlatego warto organizować takie konferencje, aby nazywać i wskazywać na pewne zjawiska i problemy.
 
Jak wytłumaczyć, że jest coraz więcej kobiet w szkołach filmowych, dużo kobiet realizuje świetne etiudy, ale nie ma wiele reżyserek fabuł. Dlaczego tak się dzieje?
Wydaje mi się, że jest to właśnie efekt tzw. "celuloidowego szklanego sufitu", żeby się przebić i w ogóle uprawiać swój wyuczony zawód reżyserki czy operatorki, trzeba być wybitnym i mieć mnóstwo szczęścia. Mężczyzna, wystarczy, że jest przeciętny i już ma jakoś zapewnioną ciągłość kariery zawodowej. Dużo moich koleżanek reżyserek po studiach w ogóle nie pracuje w swoim zawodzie, nie mówiąc już o robieniu autorskich fabuł. Jak mówi Ewa Puszczyńska, nie uciekniemy od kobiecej biologii, ale sprowadzanie powodów znikania kobiet po szkole filmowej do macierzyństwa jest sporym uproszczeniem i zbyt łatwym wytłumaczeniem dla głębszych problemów systemowych, a jednocześnie idealnym argumentem dla mizoginów. Ukryty problem tkwi też w tym, że to nigdy nie jest artykułowane wprost, ale podskórnie każda z nas wyczuwa, że nie otrzymujemy jakiś propozycji zawodowych z powodu płci. Staramy się to raczej postrzegać jako niepełne wykorzystanie potencjału zawodowego kobiet filmowców. Realizujemy o wiele mniej, niż byśmy mogły i chciały.


 

Czy można mówić o zwiększaniu się obecności i aktywności kobiet jako producentów filmowych?
To obszar, na przykładzie którego widać, jak dobrze może być wykorzystany potencjał młodych producentek, jak dobrze sobie radzą w Polsce i na rynku międzynarodowym. Statystyki są bardzo korzystne dla kobiet producentek młodego pokolenia. Jest ich coraz więcej i są niezwykle dynamiczne. Jedynie, co niepokoi, to fakt, że rzadziej współpracują z kobietami reżyserkami i operatorkami. Częściej wybierają projekty kolegów reżyserów. To z kolei może być przejawem tzw. syndromu zwijanej drabiny, który przejawia się tym, że kobiety, które osiągają sukces, chcą prędko zapomnieć o trudnej drodze, jaką pokonały i będąc na szczycie, identyfikują się z ludźmi sukcesu czyli z mężczyznami. Same siebie zaczynają postrzegać jako mężczyzn w spódnicy, a współpracowników szukają wśród kolegów. To zjawisko psychologiczne obecne we wszystkich branżach, nie tylko  w filmie. Wiele osób na konferencji zwracało uwagę na fakt, żeby poprawić właśnie ten obszar współpracy, żeby kobiety kobietom mocniej pomagały i zadały kłam mitowi, że kobieta kobietę utopi nawet w łyżce wody - bo z taką opinią często się spotykamy. Gdy ponad dwa lata temu powstawało Stowarzyszenie Kobiet Filmowców, wszyscy wróżyli, że się pokłócimy i tyle z tego będzie. Na razie działamy bez swad.

Czy jako Stowarzyszenie Kobiet Filmowców widzicie konkretne ekonomiczne i zawodowe nierówności np.  w wynagrodzeniach?
Jeśli chodzi o wynagrodzenie, nie mogę się powołać na twarde dane z Polski, bo ich nie ma. Są tylko informacje, że taka sytuacja może mieć miejsce, ale umowy często są objęte klauzulą poufności, więc ciężko to udowodnić. Wiadomo, że w tych krajach gdzie w branży filmowej przeprowadzono badania szczegółowe okazało się, że nierówność w wynagrodzeniu jest dość spora zarówno wśród aktorów jak i wszystkich pozostałych pionów produkcyjnych. W Polsce mamy tylko badania, które dotyczą całej kultury, w tym filmu. Najnowsze dane pochodzą z GUS-u z 2014 i różnica w zarobkach godzinowych między kobietami i mężczyznami to około 10 proc. na niekorzyść kobiet. Często wygląda to tak, że kobiety mają robić sztukę przez wielkie S, ale za darmo - takie panuje społeczne przeświadczenie. Robienie Sztuki i pytanie, ile za to dostanę, nie jest godne kobiety artystki - tak nas widzą. A jak o to pytamy, to często postrzega się to jako faux pas. Według ekspertów Światowego Forum Ekonomicznego w roku 2186 dojdzie do całkowitej równości na polu ekonomicznym między kobietami i mężczyznami. Czyli mamy przed sobą jeszcze 170 lat.


Uczestnicy konferencji w CSW Zamek Ujazdowski, fot. Joanna Kaczmarek

Czy płeć może być kategorią artystyczną? Czy istnieje coś takiego jak kino kobiet?
Absolutnie płeć nie jest kategorią artystyczną, film ma być dziełem autonomicznym i oceniany powinien być tak samo bez względu na to czy za kamerą stała kobieta czy mężczyzna. Rozważanie filmu pod kątem tego, że zrobiła go kobieta, a ona ma trudniejszą drogę zawodową, więc oceńmy go bardziej pobłażliwie, niemalże jak pracę przedszkolaka - to byłoby najgorsze co mogłoby nas spotkać. To nie jest równość, tylko traktowanie kogoś z przymrużeniem oka, a to jest uwłaczające. To dokładnie odwrotność tego, o co nam chodzi. A pragniemy, żeby szanse dojścia do realizacji filmów były takie same, a nie, żeby już skończone filmy oceniać w bardziej uprzywilejowanych kategoriach. Gdyby sam system i nasze doświadczenia zawodowe nie przypominały nam o naszej płci, to nie byłoby potrzeby powoływania Stowarzyszenia Kobiet Filmowców oraz podobnych stowarzyszeń na całym świecie. Sytuacja spowodowała, że kobiety zaczęły się jednoczyć i głośno o tym mówić, a wcześniej pokornie milczały, żeby nie wyjść na "wrzeszczące baby histeryczki" - bo taką łatkę przykleja nam mit społeczny. Ostatnio o tym mówiła nawet Madonna w kontekście branży muzycznej. My wolałybyśmy, żeby nasze życie zawodowe nie było naznaczone tym, że jesteśmy kobietami. Wciąż się nas pytają; jak pani sobie poradzi z realizacją filmu i z dziećmi? Dlaczego nie pytają o to mężczyzn? O takich pytaniach z życia zawodowego na konferencji wspominały zarówno Anna Kazejak, jak i Anna Jadowska. Ciągle nam ktoś wytyka i przypomina, że coś ma wyjść lub nie w naszym życiu filmowca ze względu na naszą płeć. Jeśli dla decydentów płeć nie ma znaczenia, to skąd biorą te pytania? Dlatego raczej postrzegamy Stowarzyszenie Kobiet Filmowców jako związek zawodowy walczący o pewne ułatwienia systemowe, żeby problemy rozwiązywać, a nie narzekać i zwalać niepowodzenia zawodowe czy nieudany film na płeć. Stąd też nie opowiadamy się za parytetami.

  Natomiast rozważania, czy istnieje kino kobiet czy też nie, zostawiamy teoretykom kina, my koncentrujemy się w tym momencie na sprawach bardziej konkretnych i przyziemnych, jak zwiększyć naszą obecność zawodową na rynku filmowym zarówno na płaszczyźnie komercyjnej, jak i art-housowej, na przykład poprzez: kobiecy networking, zwiększenie współpracy kobiet z kobietami oraz pracę u podstaw czyli zwiększanie świadomości o pewnych nierównościach zawodowych na drodze do realizacji filmów oraz poprzez poszukiwanie rozwiązań systemowych. Nie chcemy, żeby ktoś uważał, że mężczyzna filmowiec to nasz wróg, jest wręcz odwrotnie, chcemy zacieśniać współpracę na normalnych zasadach partnerskich, z równymi możliwościami artystycznymi i zawodowymi. Nie chcemy nikomu niczego zabrać, żeby samemu zyskać.


Anna Wróblewska
artykuł redakcyjny
Ostatnia aktualizacja:  17.01.2017
fot. Joanna Kaczmarek
Weronika Czołnowska w Stowarzyszeniu Nowe Horyzonty
„Młodzi zdolni” – w NInA ruszył nowy cykl projekcji
Copyright © by Stowarzyszenie Filmowców Polskich 2002 - 2017
Scroll