PORTAL
start
Aktualności
Filmy polskie
Box office
Baza wiedzy
Książki filmowe
Dokument
Scenarzyści
Po godzinach
Blogi
Konkursy
SFP
start
Wydarzenia
Pożegnania
Zostań członkiem SFP
Informacje
Dla członków SFP
Kontakt
ZAPA
www.zapa.org.pl
Komunikaty
Informacje
Zapisy do ZAPA
Kontakt
KINO KULTURA
www.kinokultura.pl
Aktualności
Informacje
Repertuar
Kontakt
STUDIO MUNKA
www.studiomunka.pl
Aktualności
Informacje
Zgłoś projekt
Kontakt
AKTORZY POLSCY
www.aktorzypolscy.pl
Aktualności
Informacje
Szukaj
Kontakt
NIEPODLEGŁOŚĆ
FILMOWCY POLSCY
www.filmowcypolscy.pl
Aktualnosci
Informacje
Szukaj
Kontakt
MAGAZYN FILMOWY
start
O magazynie
Kontakt
STARA ŁAŹNIA
www.restauracjalaznia.pl
Aktualności
Informacje
Rezerwacja
Kontakt
PKMW
start
Aktualności
Filmy
O programie
Kontakt
Portal
SFP
ZAPA
Kino Kultura
Studio Munka
Magazyn Filmowy
Stara Łaźnia
Niepodległość
PKMW
Aktorzy Polscy
Filmowcy Polscy
MENU
Zorika Zarzycka, Edward Zajiček, Andrzej Szenajch, Andrzej Kołodyński, Stanisław Lenartowicz, Wojciech Marczewski oraz Józef Hen (Nagroda Specjalna) to laureaci dziesiątej edycji Nagród Stowarzyszenia Filmowców Polskich. Te specjalne wyróżnienia przyznawane są przez Zarząd Stowarzyszenia filmowcom, których praca przyczyniła się w wyjątkowy sposób do rozwoju polskiej kinematografii.

Nagrody Stowarzyszenia Filmowców Polskich przyznawane są od 2007 roku. Ich powstaniu towarzyszyła obowiązująca do dziś idea, by statuetki trafiały w ręce nie tylko tych przedstawicieli filmowych zawodów, którzy stoją na pierwszej linii – reżyserów, operatorów – ale także tych, którzy pozostając nieco w cieniu, mają ogromny wpływ na ostateczny kształt dzieła filmowego - dźwiękowców, montażystów czy scenografów.



fot. Borys Skrzyński/ SFP


Wśród zdobywców Nagród SFP w poprzednich latach są m.in.: reżyser filmów animowanych Witold Giersz, montażystka Irena Choryńska, kierownik produkcji Zygmunt Król, operator Wiesław Zdort, reżyser Sylwester Chęciński, scenograf i kostiumolog Wiesława Chojkowska, operator dźwięku Halina Paszkowska czy Jerzy Płażewski – krytyk filmowy, historyk i teoretyk sztuki filmowej.

 

W tym roku statuetki Nagród SFP wykonane przez Dorotę Dziekiewicz – Pilich otrzymali:

 

  • Zorika Zarzycka – II reżyser
  • Edward Zajiček - kierownik produkcji, historyk kinematografii polskiej
  • Andrzej Szenajch – kostiumograf, aktor
  • Andrzej Kołodyński - krytyk filmowy, historyk kina
  • Stanisław Lenartowicz - twórca filmów animowanych
  • Wojciech Marczewski - reżyser, scenarzysta, pedagog
  • Józef Hen – pisarz, scenarzysta

 

Gala Nagród Stowarzyszenia Filmowców Polskich odbyła się 16 grudnia 2016 roku w Hotelu Hilton w Warszawie.

 

Sylwetki nagrodzonych

 

Zorika Zarzycka

II reżyser



Prawa ręka większości polskich reżyserów filmowych, od Lesiewicza po Zaorskiego, od Lenartowicza (fabularzysty) po Bromskiego, od Wajdy po Machulskiego. W kinematografii pracowała 50 lat przy ponad 70 filmach, serialach i widowiskach TV.

 

Zorika Zarzycka pochodzi z Pomiechówka, z rodziny ziemiańsko – – wojskowej. W dzieciństwie i młodości filmem się nie interesowała, uprawiała sport. Miała 15 lat, kiedy wybuchła wojna. Uczyła się na tajnych kompletach, walczyła w powstaniu warszawskim. Po wojnie wyjechała do Krakowa, by na Uniwersytecie Jagiellońskim studiować filologię angielską i filozofię. Dostrzegłszy na Starym Teatrze ogłoszenie o egzaminach wstępnych do Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej, postanowiła spróbować szczęścia. Została przyjęta, studiowała z przyszłymi sławami sceny i ekranu: Haliną Mikołajską, Wiesławem Drzewiczem, Tadeuszem Łomnickim, Andrzejem Szczepkowskim. Debiutowała w Teatrze Domu Wojska Polskiego w Warszawie, do którego zaangażował ją Janusz Warnecki. Wkrótce przeniosła się do Teatru Komedia w Łodzi, ówczesnej stolicy polskiego kina. Był rok 1951, Aleksander Ford kręcił Młodość Chopina. Nad choreografią w tym filmie czuwał Feliks Parnell, a pomagała mu Zarzycka, którą znał z teatru. Tak weszła do kinematografii. Ford powiedział mi, że powinnam w niej zostać – wspomina. Za jego radą podjęła pracę w Wytwórni Filmów Fabularnych we Wrocławiu. Zagrała epizodyczną rolę w Uczcie Baltazara Jerzego Zarzyckiego (zbieżność nazwisk przypadkowa), a oficjalnie po drugiej stronie kamery, w pionie reżyserskim, zadebiutowała w 1955 roku komedią Jana Fethkego Irena do domu!

 

Przy Zimowym zmierzchu Stanisława Lenartowicza pracowała jako sekretarka planu, ale praktycznie już tam przesunęła się bliżej pozycji, które niebawem zaczęła kolejno zajmować, określanych mianem „asystenta reżysera”, „współpracy reżyserskiej”, wreszcie „II reżysera”. W połowie lat 50. w zasadzie rozstała się z aktorstwem, choć w epizodach pojawiała się na ekranie niemal do zakończenia kariery reżyserskiej, co nastąpiło w późnych latach 90.

 

Będąc II reżyserem, Zorika Zarzycka często stawiała czoła trudnym sytuacjom. Największego wyczynu dokonała w 1961 roku w Gliwicach, podczas zdjęć do polsko-enerdowskiego filmu o tamtejszej słynnej prowokacji hitlerowskiej. Pewnej niedzieli niemiecki asystent nie dostarczył na plan ważnych, w kręconej wtedy scenie, rekwizytów i jeszcze pozwolił sobie na kąśliwą uwagę pod adresem Polski. Wtedy Zarzycka spowodowała otwarcie w niedzielę domu handlowego i zjawiła się na planie z niezbędnymi rekwizytami. Niemcy oniemieli. - Zorika Zarzycka to rzadki przypadek osoby bez reszty oddanej filmom kręconym z jej udziałem. Obrotna, operatywna, wszystkiego pilnująca osobiście. A przy tym bardzo wesoła – mówi Janusz Zaorski, który pracował z nią m.in. przy Awansiei Pokoju z widokiem na morze.

 

U Janusza Majewskiego II reżyserem była zazwyczaj Halina Garus, równie niezawodna jak Zarzycka. Jednak, kiedy przystępowałem do „C.K. Dezerterów”, okazało się, że była zajęta przy innym filmie. Poprosiłem więc o pomoc Zorikę i świetnie nam się pracowało. Imponowała zawsze doskonałym przygotowaniem do zdjęć. Bardzo przydatne było też jej dobre rozeznanie wśród aktorów – uważa Majewski. Laureatka Nagrody SFP talentem organizacyjnym wspierała także Jacka Bromskiego, Feliksa Falka, Kazimierza Kutza, Janusza Morgensterna, Juliusza Machulskiego, Stanisława Różewicza czy – przy Smudze cienia i Nocy listopadowej (TV) – Andrzeja Wajdę. W mojej pracy najpiękniejsze było to, że reżyserzy obdarzyli mnie swoim zaufaniem. Wielu z nich, po pierwszym filmie, nad którym razem pracowaliśmy, chciało, abym towarzyszyła im przy kolejnych, co z przyjemnością czyniłam – wyznaje Zorika Zarzycka.

 

Członkini SFP od początku jego istnienia, została w 2014 roku odznaczona Złotym Medalem Zasłużony Kulturze – Gloria Artis.

 

Edward Zajiček

Kierownik produkcji, historyk kinematografii polskiej



Profesor nauk ekonomicznych i zarządzania, związany z kinem od 1945 roku. Kierował produkcją wielu filmów fabularnych i dokumentalnych. Napisał unikatowe książki o dziejach gospodarczych filmu polskiego. W PWSFTviT w Łodzi wciąż kształci kolejne pokolenia filmowców. 

 

Edward Zajiček urodził się 27 września 1922 roku w Bydgoszczy. Prawdą jest, co w „Images”, nr 22/2013, napisał prof. Marek Hendrykowski o moich pierwszych fascynacjach filmowych w łódzkim kinie Czary przed wojną. Ale przygody Toma Mixa czy wygłupy Pata i Pataszona nie przełożyły się wtedy na moje zainteresowania zawodowe. Marzyłem o wielkim budownictwie. Skończyło się na zwykłej murarce. Z tego, co wymurowałem w czasie okupacji zostało kilka arkad na Pradze w Warszawie – mówi prof. Zajiček. Znalazł się tam pod koniec 1939 roku, wysiedlony przez hitlerowców z domu rodzinnego w Łodzi.

 

Po epizodzie powstańczym na Pradze wyjechał do Lublina, a stamtąd – do Łodzi i Krakowa, gdzie w latach 1945-1946 kierował Bazą Produkcyjną Wytwórni Filmowej Wojska Polskiego. Kiedy w lutym 1945 roku zetknąłem się z filmowcami, stwierdziłem, że ich praca daje efekty równie widoczne i pożyteczne jak budownictwo, a oni sami bywają nie mniej kreatywni niż budowlańcy – wspomina profesor. Zajiček należy więc do pokolenia, które kładło podwaliny powojennej kinematografii polskiej. W tamtych czasach najważniejsi byli dla mnie ci, od których uczyłem się organizowania twórczości filmowej, świetni przedwojenni fachowcy: Stefan Dękierowski, Ludwik Hager, Zygmunt Szyndler. Wiele zawdzięczam Ludwikowi Starskiemu i Jerzemu Toeplitzowi oraz tym, z którymi później współpracowałem: Aleksandrowi Fordowi, Wojciechowi Jerzemu Hasowi, Jerzemu Kawalerowiczowi – wylicza. W okresie krakowskim kierował produkcją odłożonego na półkę filmu fabularnego Janusza Stara Orły i sokoły (w którym także  zagrał) oraz klasycznych dziś dokumentów: Łopuszna. Ziemia nieznana Tadeusza Makarczyńskiego czy Wieliczka Jarosława Brzozowskiego.

 

W latach 1959-1970 Zajiček, który w 1960 roku ukończył studia w ówczesnej SGPiS (obecnej SGH) w Warszawie, był kierownikiem produkcji kilkunastu filmów fabularnych, np. Milczącej gwiazdy Kurta Maetziga (Polska/NRD), Małżeństwa z rozsądku Stanisława Barei, Twarzą w twarz Krzysztofa Zanussiego (TV) i Albumu polskiego Jana Rybkowskiego.Kierowanie produkcją pełnometrażowego filmu fabularnego w skrajnie zbiurokratyzowanej gospodarce niedoboru zawsze było przygodą – twierdzi profesor. Od roku 1949 do 1977 Zajiček oddał duże zasługi kinematografii, pracując w związanych z nią instytucjach. Był m.in. szefem produkcji Zespołów Filmowych „Syrena”, „Iluzjon” i „Kadr”. W 1974 roku uzyskał stopień doktora, w 1984 – doktora habilitowanego, zaś w 1989 – tytuł profesora nauk ekonomicznych. Jest profesorem zwyczajnym PWSFTviT w Łodzi; w latach 1989-1996 był prorektorem uczelni. Wykładał również na Wydziale Radia i Telewizji Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach (1980-2006) i pełnił funkcję dziekana Wydziału (1980-1986). Wykładał też w Instytucie Literatury, Teatru i Filmu Uniwersytetu Łódzkiego (1983-1986).

 

- Do naukowego filmoznawstwa Edward Zajiček wchodzi stopniowo w latach 70. jako absolutny unikat: jedyny w Polsce badacz-specjalista w dziedzinie historii gospodarczej kinematografii i organizacji produkcji filmowej – pisze Marek Hendrykowski (op.cit.). Zagadnieniom tym Zajiček poświęcił m.in. prace naukowe Film polski – ekonomika i organizacja produkcji oraz Polska produkcja filmowa – problemy rentowności, a także kultową, pełną anegdot książkę Poza ekranem (dwa wydania). Dzięki [niej]udało mi się dobrze prześledzić drogę Zespołów Filmowych od spółdzielczych idei „Startu” do własnych doświadczeń z Zespołem „X” – napisał Andrzej Wajda. Edward Zajiček został odznaczony Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski (2005) i Złotym Medalem Zasłużony Kulturze – Gloria Artis (2013). Jest członkiem założycielem Stowarzyszenia Filmowców Polskich. Nagroda SFP jest dla mnie niespodzianką i ogromnym zaszczytem – podkreśla jej laureat.

 

Andrzej Szenajch

Kostiumograf, aktor



Specjalista od kostiumów wojskowych i militariów. Za kostiumy zdobył dwa Orły – Polskie Nagrody Filmowe i dwie nagrody na Festiwalu Filmowym w Gdyni. W latach 1966-2016 zagrał w 180 produkcjach filmowych i telewizyjnych.

 

Orły zawdzięcza Katyniowi Andrzeja Wajdy i Hiszpance Łukasza Barczyka. Nagrody w Gdyni – Hiszpance i filmowi Michała Kwiecińskiego Jutro idziemy do kina (TV).

Za kostiumy w Kochankach Roku Tygrysa Jacka Bromskiego otrzymał nominację do Orła. Trzy filmy z mego dorobku: „Lista Schindlera” Stevena Spielberga, „Pianista” Romana Polańskiego i „Katyń”, ubiegały się o Oscary – mówi z dumą. Urodził się 14 lipca 1930 roku w Warszawie. Pochodzi z ewangelickiej rodziny niemieckiej, która przywędrowała do Polski z Augustem II Mocnym. Zamiłowania wojskowe odziedziczył po ojcu, poruczniku 1 Pułku Szwoleżerów. Od dzieciństwa był wysportowany i jeździł konno.

Upodobania do recytacji sprawiły, że studiował w Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej w Warszawie. W uczelni tej zdał egzamin eksternistyczny (1958). W latach 1960-1985 występował w Teatrze Współczesnym w Warszawie, do którego zaangażował go Erwin Axer.

 

Przygodę z aktorstwem filmowym zaczął od filmu Jerzego Antczaka Mistrz (1966, TV). -Role drugoplanowe lub epizodyczne grałem chyba u wszystkich polskich reżyserów, wielokrotnie u Antczaka, Wajdy, Zaorskiego, Zanussiego – wylicza Andrzej Szenajch. Kostiumografem zostałem dzięki Wajdzie. W jego „Pannach z Wilka” miałem epizod aktorski, „grały” też moje konie. Kiedy poczyniłem trafną uwagę o jednym z mundurów, reżyser poradził mi, abym zajął się profesjonalnie kostiumami wojskowymi i militariami w filmach. Wstąpiłem więc do Stowarzyszenia Filmowców Polskich. Z czasem wyrobiłem sobie kolejno II i I kategorię zawodową – mówi artysta, dziś członek także Polskiej Akademii Filmowej. Z Wajdą pracowałem przy 17 filmach, m.in. „Panu Tadeuszu” i „Kronice wypadków miłosnych”, w której wiele trudu, ale i satysfakcji sprawiło mi przygotowanie 210 jeźdźców oraz dwóch zaprzęgów artyleryjskich do sceny wymarszu 13 Pułku Ułanów Wileńskich.

 

Inny wyczyn Szenajcha wiąże się z pamiętną sceną z Pianisty: wkroczenia hitlerowców w 1939 roku do Warszawy. Polański chciał ukazać grozę sytuacji poprzez maszerowanie i stukot podkutych butów niemieckiej piechoty. Tydzień uczyłem 300 poborowych kroku marszowego. Wyznaję zasadę, że na ekranie wszystko musi wyglądać dokładnie tak samo jak w odtwarzanej epoce. Toteż, kiedy kręciliśmy tę scenę, baczyłem, by poszczególne formacje były uzbrojone i umundurowane zgodnie z prawdą historyczną. Kurtki i spodnie filmowych żołnierzy niemieckich różniły się kolorem, bo w 1939 roku tak było w rzeczywistości. Moją rolą było o tym wiedzieć, bo moja praca polega w dużej mierze na zdobywaniu i nieustannym pogłębianiu wiedzy historycznej – mówi Szenajch.

 

Uwagę zwraca też na zwyczaje i zachowania. Nie wystarczy poprawnie uszyć kostium, żeby dobrze prezentował się na ekranie. Aktor musi go odpowiednio nosić na sobie. Tego też uczę aktorów. Miło było popatrzeć, jak Mateusz Damięcki i Jakub Wesołowski na planie filmu „Jutro idziemy do kina” brali sobie moje lekcje do serca – mówi nasz laureat, który w charakterze kostiumografa i militarysty filmowego współpracował też z Jerzym Hoffmanem, Tadeuszem Konwickim, Januszem Majewskim, Juliuszem Machulskim, Andrzejem Trzosem-Rastawieckim, Krzysztofem Zanussim oraz wieloma innymi reżyserami.

 

Krzysztof Zanussi: Andrzej Szenajch mimo germańsko brzmiącego nazwiska jest dla mnie uosobieniem Sarmacji. Kawalerzysta i znawca wojskowości, ze szczególną kompetencją w zakresie mundurów i broni, do tego człowiek teatru i kina, świetny kompan obdarzony poczuciem humoru. Zawadiaka, lecz także odpowiedzialny współpracownik, godzien nie tylko Nagrody SFP, ale i skrzydeł husarza.

 

Andrzej Kołodyński

Krytyk filmowy, historyk kina



Od 1994 roku redaktor naczelny Kina, wcześniej wieloletni kierownik działu zagranicznego Filmu. Autor, współautor, redaktor lub tłumacz wielu książek o kinie. Doktor filmoznawstwa wykładający obecnie na dwóch uczelniach.  

 

Na dorobek Andrzeja Kołodyńskiego składają się też publikacje w pracach zbiorowych, niezliczone recenzje filmów oraz osiągnięcia w pracy w instytucjach filmowych. Andrzej Kołodyński pisze i mówi o kinie przejrzyście i ciekawie dla każdego czytelnika czy słuchacza, łącząc rzetelność konesera sztuki filmowej z pasją kinomana. Bożena Janicka: Andrzej jest krytykiem filmowym z prawdziwego zdarzenia: znawcą nie tylko kina, ale także literatury, muzyki i malarstwa. Staje się dzięki temu pełnoprawnym partnerem w dialogu z wpisaną w ambitne dzieło filmowe myślą autora. Konrad J. Zarębski: Jeśli kino jest oknem na świat, to Andrzej – mój wieloletni szef i przyjaciel – jest po tym świecie najlepszym przewodnikiem.

 

Nasz laureat urodził się 17 lutego 1937 roku w Warszawie. Miał iść na medycynę, ale przejawiał uzdolnienia muzyczne, więc ukończył średnią szkołę muzyczną w klasie fortepianu we Wrocławiu. W trakcie nauki zainteresował się powieścią młodopolską i w 1958 roku był już absolwentem filologii polskiej na Uniwersytecie Wrocławskim. Bakcyla filmu połknął w dyskusyjnych klubach filmowych. Wrócił na stałe do Warszawy i został słuchaczem Studium Wiedzy o Filmie w Instytucie Sztuki PAN, które prowadził prof. Aleksander Jackiewicz. Słuchało się tam świetnych wykładów i do późna oglądało film za filmem – wspomina Andrzej Kołodyński.

 

Wkrótce podjął pracę w Przedsiębiorstwie Państwowym Film Polski. Czy to bawiąc jako jego przedstawiciel za granicą, czy to w kraju – na pokazach dla Filmowej Rady Repertuarowej przy Centrali Wynajmu Filmów, w których uczestniczył trochę potajemnie, zapoznawał się z bieżącą zagraniczną produkcją filmową. Z wysiadywania przed ekranem zrodziła się moja pierwsza książka: „Film grozy” – o horrorze, moim ulubionym gatunku – wydana w 1970 roku w serii „Dziesiąta Muza”. Rozeszła się w tydzień – cieszy się autor. Wzięcie miały też inne książki Kołodyńskiego, m.in.: Filmy fantastyczno-naukowe, 100 filmów angielskich, Seans z wampirem, Dziedzictwo wyobraźni. Historia filmu SF, Słownik adaptacji filmowych (współautor: Konrad J. Zarębski).

 

Tropami filmowej prawdy: teoria dokumentu to tytuł wydania książkowego pracy doktorskiej naszego laureata, którą obronił w 1981 roku u prof. Jackiewicza. Cenię kino dokumentalne, gdyż dotyka konkretu, twardej rzeczywistości – tłumaczy Kołodyński. Miałem szczęście poznać osobiście brytyjskich klasyków dokumentu: Griersona, Leacocka, Wrighta. Pracując swego czasu w Wytwórni Filmów Dokumentalnych w Warszawie, czy też będąc w latach 1989-1991 dyrektorem programowym Festiwalu Filmów Krótkometrażowych w Krakowie, zaprzyjaźniłem się z wieloma polskimi dokumentalistami – dodaje.

 

Już podczas pracy w Filmie Polskim Andrzej Kołodyński pisywał teksty do Filmowego Serwisu Prasowego. W latach 1973-1992 kierował działem zagranicznym Filmu. - Po przejściu do Kina został wkrótce jego redaktorem naczelnym. Nadaliśmy mu model repertuarowy, powiązany z filmami na ekranach kin. Wybrane filmy omawiamy w sposób poszerzony, nie tylko je recenzując, ale również zamieszczając wywiady z twórcami itp., co ma walor edukacyjny – podkreśla Kołodyński.

 

Od 1997 roku Kino przyznaje Nagrodę im. Bolesława Michałka za książkę filmową. Od 2005 – reaktywowaną Nagrodę im. Zbyszka Cybulskiego dla młodego aktora/aktorki. Andrzej Kołodyński wykłada obecnie sztukę filmową na Uniwersytecie im. Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie oraz w Warszawskiej Szkole Filmowej, której jest prorektorem. Tkwię w branży kinematograficznej i sprawia mi to mnóstwo radości – wyznaje.

 

Stanisław Lenartowicz

Twórca filmów animowanych



Reżyser, scenarzysta, scenograf, animator. Zrealizował blisko 50 filmów w różnych gatunkach kina animowanego, nie stroniąc od efektów specjalnych, którymi uświetniał też filmy fabularne innych reżyserów. Zdobył ponad 30 nagród w kraju i za granicą.

 

Stanisław Lenartowicz urodził się 19 lipca 1939 roku w Łodzi. W dzieciństwie lubił rysować. W rodzinnym mieście uczył się w Liceum Technik Plastycznych w klasie Grafiki Filmowej, a jakiś czas później ukończył studia na Wydziale Reżyserii w Państwowej Wyższej Szkole Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej. Byłem pierwszym z absolwentów mego liceum, którzy na początku lat 60. trafili do łódzkiego Studia Małych Form Filmowych Se-Ma-For. Poszedłem tam zaraz po maturze. Z początku wykonywałem prace pomocnicze w pracowni plastycznej i na planie zdjęciowym. Miałem zaszczyt asystować Zenonowi Wasilewskiemu, potem współpracowałem z innymi znanymi twórcami filmów animowanych, Jerzym Kotowskim czy Stefanem Schabenbeckiem, ale najczęściej z Danielem Szczechurą – mówi Stanisław Lenartowicz.

 

Nasza wieloletnia współpraca przerodziła się w przyjaźń. Za ogromny trud, który Staszek włożył w moje filmy, będę mu wdzięczny do końca życia. O animacji wiedział wszystko, w pracy był bezkompromisowy. Odkąd zaczął realizować własne filmy, z radością obserwowałem jego karierę i sukcesy – mówi Szczechura.

 

Sam Lenartowicz, spośród prawie 50 filmów, które nakręcił między rokiem 1969 a 2008, a więc w ciągu bez mała 40 lat, za najbardziej znaczące uważa: Kontrapunkt, Wózek, Jak Stolem gasił gwiazdy, Portret, Śniadanie na trawie, Jak w bajce, Fortepian, Rozkład zajęć, Urodził się motyl, Martwą naturę z ptakiem, Klucz, Ruchome okno. Są to filmy w pełni autorskie, do których reżyser napisał scenariusze, projektował animację, nierzadko też scenografię, względnie łączył poszczególne funkcje. Niemniej artysta ceni sobie również adaptację fińskiego eposu Kalevala i pracochłonną animację około stu filmików w polskiej wersji Ulicy Sezamkowej, amerykańskiego telewizyjnego programu edukacyjnego dla dzieci. Sprostaliśmy bardzo wysokim wymaganiom Amerykanów – mówi z dumą. Pracę nad filmem zaczynam często od pomysłu na formę. Uprawiam wszystkie gatunki filmu animowanego, poczynając od rysunkowego, poprzez lalkowy, po wycinankowy. W moich filmach przewija się motyw okna, który mnie fascynuje. Rozjaśnianie się ekranu wraz z początkiem projekcji filmu jest według mnie swoistym otwieraniem okna – wyjawia. - Staszek jest niezwykle twórczy, a przy tym udziela fantastycznego wsparcia młodzieży filmowej, która wprost lgnie do niego – mówi Jadwiga Wendorff, producentka od lat współpracująca z Lenartowiczem, obecnie w łódzkim Studio Anima-Pol. Za twórczość w dziedzinie filmu animowanego nasz laureat otrzymał nagrody i wyróżnienia m.in. na Międzynarodowym Festiwalu Filmów Krótkometrażowych w Krakowie, Międzynarodowym Festiwalu Filmów Młodego Widza Ale Kino! w Poznaniu (wielokrotnie), Przeglądzie Filmów o Sztuce w Zakopanem oraz na festiwalach w Linzu i Espinho.

 

Wielką pasją Stanisława Lenartowicza są specjalne efekty wizualne. Stosował je w swoich filmach animowanych, ale i w fabularnych obrazach innych reżyserów, np. Przygodach wesołego diabła Jerzego Łukaszewicza czy Trójkącie bermudzkim Wojciecha Wójcika. Ponadto był współautorem kilku widowisk telewizyjnych dla młodzieży. Od 20 lat prowadzi warsztaty filmowe dla dzieci i młodzieży w Legnicy, Poznaniu i Dreźnie. Działając od 1969 roku w Stowarzyszeniu Filmowców Polskich, przyczynił się do uznania animacji za pracę twórczą. Uhonorowany Nagrodą Ministra Kultury i Sztuki II Stopnia za Całokształt Twórczości (1989), odznaczony Złotym Medalem Zasłużony Kulturze – Gloria Artis (2008), nie spoczywa na laurach: przygotowuje film, który być może zrealizuje w technice 3D.

 

Wojciech Marczewski

Reżyser, scenarzysta, pedagog



Laureat wielu krajowych i zagranicznych nagród za twórczość filmową. Wykładowca renomowanych europejskich uczelni filmowych, w tym Mistrzowskiej Szkoły Reżyserii Filmowej Andrzeja Wajdy, której był współzałożycielem. 

 

Najważniejsze filmy Wojciecha Marczewskiego: Zmory, Klucznik, Dreszcze, Ucieczka z kina Wolność, Czas zdrady, Weiser uczyniły go jednym z czołowych przedstawicieli polskiego kina kreacyjnego. Jest w nich miejsce dla tajemnicy, zwłaszcza w „Weiserze”, który po każdym obejrzeniu coraz bardziej mi się podoba – mówi historyk sztuki filmowej prof. Tadeusz Lubelski. Film pozwala marzyć. Kiedy jest gotów, nie ziszcza marzeń w pełni, w tym sensie jest porażką. Dla nich jednak warto ją przeżyć – wyznaje Wojciech Marczewski. Urodził się 28 lutego 1944 roku w Łodzi. Po maturze dostał się na reżyserię w PWSTiF. Źle się stało. Miałem wtedy niewiele do zaoferowania jako twórca – mówi dzisiaj. Przerwał studia, rozpoczął inne, humanistyczne, na Uniwersytecie Łódzkim. Do PWSTiF wrócił po trzech latach asystowania w Se-Ma-Forze. W 1969 roku otrzymał absolutorium (dyplom w 1998). Pierwszy fi lm, Podróżni jak inni (TV), zrobił w „Czołówce”. Tamże, w 1972 roku – serial Odejścia, powroty, który dwa lata leżał na półce, gdyż dotknął tematu wileńskiej AK. Serialem tym Marczewski zwrócił na siebie uwagę Zespołu Filmowego „TOR”. W 1978 roku zadebiutował w nim dla kin głośnymi Zmorami – adaptacją skandalizującej powieści Emila Zegadłowicza, nagrodzoną Srebrnymi Lwami na FPFF w Gdańsku.

 

W Polsce Kościół zniechęcał do oglądania „Zmór”, a na festiwalu w San Sebastian fi lm otrzymał nagrodę katolicką – przypomina reżyser. W świetnym Kluczniku (TV) zekranizował dramat Wiesława Myśliwskiego, rozpoczynając owocną współpracę z operatorem Jerzym Zielińskim.  Prawdziwe boje Marczewski i „TOR” toczyli o Dreszcze, wybitny fi lm antystalinowski z 1981 roku. Nie bez trudu udało się skierować go do produkcji, zrealizować i wprowadzić na ekrany przed 13 grudnia. Zdążył dostać Srebrne Lwy w Gdańsku. W stanie wojennym został na trzy lata wycofany z kin, ale reżyser wygrał walkę o udział Dreszczy w festiwalu w Berlinie Zachodnim w 1982 roku. Film otrzymał tam m.in. Srebrnego Niedźwiedzia. W czasach pierwszej Solidarności Marczewski był wiceprezesem Stowarzyszenia Filmowców Polskich. Lata 80. spędził w większości na zajęciach ze studentami szkół filmowych w Danii i RFN.

 

Na festiwalu w Gdańsku w 1986 roku – na Forum SFP – słynnym pytaniem: Koledzy, czy musieliście robić te wszystkie filmy?, gorzko ocenił konformizm części środowiska w stanie wojennym. Cztery lata później festiwal, już w Gdyni, nagrodził Złotymi Lwami jego Ucieczkę z kina Wolność, która zdobyła też m.in. Złotą Taśmę Koła Piśmiennictwa Filmowego SFP. W latach 1992-94 Marczewski był dziekanem Wydziału Reżyserii w Th e National Film and Television School w Wielkiej Brytanii. W 1997 roku za kostiumowy Czas zdrady odebrał w Gdyni Nagrodę Specjalną Jury. W 2000, za poetyckiego Weisera wg powieści Pawła Huelle – Nagrodę SFP. Laury tego filmu to także trzy Orły – Polskie Nagrody Filmowe – oraz siedem nominacji do Orła (w tym za najlepszy fi lm, scenariusz – pióra Marczewskiego – i reżyserię).

 

W międzyczasie Marczewski został wykładowcą reżyserii w PWSFTviT w Łodzi i otrzymał tytuł profesora sztuki filmowej. Kiedy robiłem „Weisera”, Andrzej Wajda zaproponował mi, byśmy wspólnie otworzyli szkołę filmową. Realizację pomysłu uzależnił od mojej decyzji. Nie sądziłem, że Szkoła Wajdy, gdzie już od lat rozwijamy projekty naszych studentów, przygotowując ich do pracy w kinematografii zawodowej, pochłonie mnie tak bardzo i nie pozostawi czasu na własną twórczość – mówi Wojciech Marczewski. Ależ on w ciągu ostatnich 15 lat współtworzył kilkadziesiąt krótkich i kilkanaście pełnometrażowych filmów swoich studentów – mówi absolwentka Szkoły Wajdy Agnieszka Smoczyńska. Jego wkład w te filmy jest nie do przecenienia – podkreśla. 

 

Józef Hen

Pisarz, scenarzysta



Na podstawie prozy Józefa Hena, który współpracuje z kinematografią od 1958 roku, powstały m.in. głośne filmy: Krzyż walecznych, Nikt nie woła, Kwiecień, Bokser i śmierć, Prawo i pięść, a także popularne seriale telewizyjne. 

 

Józef Hen urodził się 8 listopada 1923 roku w Warszawie na Nowolipiu, w rzemieślniczej rodzinie żydowskiej. Zamiłowanie do opowiadania historii przejawiał od dzieciństwa. Wychowałem się w kinie – wyznaje. Swoje pierwsze scenariusze układał z fotosów filmowych. W wieku 9 lat miał debiut literacki w Małym Przeglądzie Janusza Korczaka. II wojnę światową spędził w ZSRR. Mimo starań, nie dostał się do armii Andersa. Do kraju wrócił z 2 Armią LWP. Kiedy w 1947 roku ukazała się moja pierwsza książka „Kijów, Taszkient, Berlin”, filmowcy uznali, że piszę jak dla kina. Niestety, nastał socrealizm, do którego się nie nadawałem – mówi Józef Hen. Pobyt pisarza we Lwówku Śląskim zaowocował nowelą Wdowa po Joczysie. Po niej Hen napisał opowiadanie Bokser i śmierć. Zanim sfilmował je Słowak Peter Solan, zwróciło ono uwagę zespołu „Kadr”, który zaprosił Hena do współpracy. I tak w 1958 roku powstał Krzyż walecznych Kazimierza Kutza, oparty na nowelach Hena, w tym Wdowie po Joczysie, i jego scenariuszu. Film był udanym debiutem reżysera i scenarzysty. Dawaj coś następnego – usłyszał Hen w „Kadrze”. Dał zatrzymaną przez cenzurę (aż do upadku komuny!) powieść Nikt nie woła. Kutz nakręcił według niej słynny film.

 

Za bliskie ideału ekranizacje swoich utworów pisarz uważa Kwiecień Witolda Lesiewicza, serial Grzegorza Warchoła Królewskie sny oraz popularny western Jerzego Hoffmana i Edwarda Skórzewskiego Prawo i pięść, poruszający – w ślad za powieścią Hena Toast – problem osadnictwa po wojnie na ziemiach zachodnich.  Z Henem pracowałem też przy „Starej baśni”. Darzę go szacunkiem, sympatią, dziękuję mu za wszystko, co wniósł do moich filmów – mówi Hoffman. Kiedy adaptowałem na ekran klasykę, „Granicę” Zofii Nałkowskiej, sfilmowaną przez Jana Rybkowskiego, czy „Chama” Elizy Orzeszkowej dla Laco Adamika, nie trzymałem się niewolniczo pierwowzoru, ale zawsze zadawałem sobie pytanie, czy moja adaptacja zadowoliłaby autora – zaznacza Józef Hen. Za wzorowe ekranizacje własnych scenariuszy uznaje serial WarchołaŻycie Kamila Kuranta oraz film Ewy i Czesława Petelskich Don Gabriel, o wyobrażonym starciu dwóch intelektualistów we wrześniu 1939 roku, których pierwowzorami byli Karol Irzykowski i Tadeusz Boy-Żeleński. W przypadku „Dwóch żeber Adama” zainspirował mnie autentyczny konflikt – dodaje. Sam próbował reżyserować własne scenariusze w Autobusach jak żółwiach (wspólnie z Wadimem Berestowskim) oraz Perłach i dukatach (TV).

 

Na sfilmowanie czeka wiele książek Hena: powieści Milczące między nami, Odejście Afrodyty, Bruliony profesora T., Pingpongista, wspomnienia Nowolipie,dzienniki Nie boję się bezsennych nocy iDziennik na nowy wiek, biografie Montaigne’a, Boya-Żeleńskiego i Stanisława Augusta Poniatowskiego, szereg opowiadań. Józefa Hena cenię przede wszystkim za jego książki. Wiele można się z nich dowiedzieć, bo autor ma fascynującą biografię i fenomenalną pamięć – mówi reżyser Janusz Majewski. Hen wciąż wiedzie aktywne życie literackie. Od lat otwiera warszawski festiwal „Żydowskie Motywy”. Przypomina, że jeszcze do niedawna towarzyszył mu w tym Andrzej Wajda. Odczuwam troskę i życzliwość SFP, do którego należę od 1966 roku – podkreśla. Pisarz został odznaczony Złotym Medalem Zasłużony Kulturze – Gloria Artis (2006). Jest też laureatem Nagrody m.st. Warszawy (2009). Najważniejsze, że choć filmy oglądam teraz głównie w telewizji, pozostaję kinomanem – konstatuje z uśmiechem.

gw
SFP
Ostatnia aktualizacja:  15.03.2017
fot. Kuźnia Zdjęć/SFP
Urodziny Jacka Bromskiego
Młodzi o Ukrainie: 10 projektów dokumentalnych
Copyright © by Stowarzyszenie Filmowców Polskich 2002 - 2019
Scroll