PORTAL
start
Aktualności
Filmy polskie
Box office
Baza wiedzy
Książki filmowe
Dokument
Scenarzyści
Po godzinach
Blogi
Konkursy
SFP
start
Wydarzenia
Komunikaty
Pożegnania
Zostań członkiem SFP
Informacje
Dla członków SFP
Kontakt
ZAPA
www.zapa.org.pl
Komunikaty
Informacje
Zapisy do ZAPA
Kontakt
KINO KULTURA
www.kinokultura.pl
Aktualności
Informacje
Repertuar
Kontakt
STUDIO MUNKA
www.studiomunka.pl
Aktualności
Informacje
Zgłoś projekt
Kontakt
AKTORZY POLSCY
www.aktorzypolscy.pl
Aktualności
Informacje
Szukaj
Kontakt
FILMOWCY POLSCY
www.filmowcypolscy.pl
Aktualnosci
Informacje
Szukaj
Kontakt
MAGAZYN FILMOWY
start
O magazynie
Kontakt
STARA ŁAŹNIA
www.restauracjalaznia.pl
Aktualności
Informacje
Rezerwacja
Kontakt
PKMW
start
Aktualności
Filmy
O programie
Kontakt
Portal
SFP
ZAPA
Kino Kultura
Studio Munka
Magazyn Filmowy
Stara Łaźnia
PKMW
Aktorzy Polscy
Filmowcy Polscy
MENU
– Jedna z polskich wokalistek śpiewała kiedyś piosenkę "Krótki metraż". Tekst oczywiście nie odnosił się do filmu, lecz do rozterek życiowych, ale to dobry pomysł, by zastanowić się, czy krótki metraż rzeczywiście jest rodzajem flirtu – rozpoczął Marcin Radomski, krytyk filmowy i koordynator programowy Cinemaforum, gospodarz debaty, w której udział wzięli również Zofia Horszczaruk (specjalistka ds. sprzedaży filmów krótkometrażowych), Paweł Wieszczeciński (założyciel i dyrektor programowy Kinoscope.org), dr Kuba Mikurda (krytyk, tłumacz, redaktor, teoretyk filmu) oraz Jordan Mattos (dyrektor ds. dystrybucji Kinoscope.org).
Recepta na uwodzenie

Kuba Mikurda przywołał casus filmu "Whiplash" jako sposób na uwiedzenie osób, które mogłyby sfinansować pełny metraż: – W Stanach Zjednoczonych o wiele trudniej zadebiutować, nie ma tak dostępnych programów jak w Polsce, więc żeby przekonać potencjalnych producentów czy partnerów, reżyser Damien Chazelle zrobił krótką wersję swojego filmu. Wyjął połowę drugiego aktu i zrealizował ją dokładnie tak, jak później pojawiła się w wersji pełnometrażowej. Efektem były sukcesy między innymi na Sundance czy Oscar dla J.K. Simmonsa, więc z całą pewnością można powiedzieć, że film stał się przebojem.

W Polsce film krótkometrażowy to zdecydowanie częściej wprawka, ćwiczenie czy też zapowiedź potencjału, który w pełnej krasie ujawnia się dopiero w filmie pełnometrażowym. – Krótki metraż jako flirt jest dla mnie grą wstępną zapowiadającą akt w postaci filmu pełnometrażowego – przyznała Zofia Horszczaruk, która przez kilka lat współpracowała z New Europe Film Sales. Podała przykład Grzegorza Jaroszuka i jego "Opowieści z chłodni": – Dzięki temu, że zakupiliśmy "Opowieści z chłodni", mieliśmy zapowiedź talentu i wiedzieliśmy, że chcemy mieć tego reżysera u siebie w katalogu.


Zofia Horszczaruk, fot. Radek Szyprowski/Cinemaforum

Grzegorz Jaroszuk jest bardzo ciekawym filmowcem, ponieważ u niego już w szkole od samego początku widać było pewien styl, obsesje tematyczne, tych samych aktorów. Jeśli obejrzymy jego filmy w kontekście tego, co powstało później ("Kebab i Horoskop"), widzimy pewną ciągłość. Podobnie jest z Magnusem von Hornem – od pierwszego dokumentu krążył wokół tych samych tematów, które pojawiły się potem w "Intruzie". W pewnym sensie to idealna sytuacja edukacyjna – krótki metraż jako pokazanie, że filmowiec faktycznie wykorzystał tę formę filmu, by doszlifować warsztat. Natomiast jest to bardziej wyjątek niż reguła – dodał Mikurda.

Dobry networking


Formą stałego związku z krótkim metrażem niewątpliwie są platformy dystrybucyjne takie jak założony w 2012 roku przez Pawła Wieszczecińskiego Kinoscope. Inicjatywa powstała przy New School University. Początkowo był to cykl pokazów filmów, które były ciężko dostępne (na inaugurację projektu zaprezentowano "We Can’t Go Home Again" Nicholasa Raya). Główną ideą Kinoscope jest wypełnienie luki pomiędzy Netflixem i Mubi. – Trzeba patrzeć przyszłościowo: informacja staje się krótsza, filmy stają się krótsze. Szczególnie w Stanach ludzie oglądają filmy w metrze, na przystanku, nikt nie czyta gazet. Wszystko się przetwarza, im krócej – na nieszczęście – tym lepiej. W samych Stanach codziennie pojawia się mnóstwo nowych filmów. Jest dużo portali, które chcą coś zrobić, ale mają niewystarczającą ilość materiału lub też nie mogą się utrzymać. Dla mnie najważniejsza jest kwestia kuratorska. Filmowcy, którzy podpisują kontrakt z Kinoscope, ufają, że ich dzieło będzie dobrze przedstawione w gronie, w którym warto się znaleźć – powiedział Wieszczeciński i dodał, że kluczem do jego sukcesu jest olbrzymia pomoc od instytucji takich jak MoMA, Film Society, New York Festival czy IndieWire. Najkrócej mówiąc: dobry networking. Założyciel Kinoscope dodał, że docelowo w platformie 30-40 procent kontentu będą stanowiły filmy krótkometrażowe.

Zarobki i ryzyko

W kontekście platform takich jak Kinoscope, zwłaszcza w Stanach, pojawia się pytanie, czy na takiej platformie można zarobić oraz jak duże jest ryzyko? O ile w miejscach promujących arthouse’owe kino – na przykład Mubi – można zaobserwować wyraźny wzrost zainteresowania krótkim metrażem, o tyle na polu komercyjnym rynek na krótkie filmy się kurczy. – Kiedyś filmy krótkometrażowe były sprzedawane głównie do telewizji, a coraz mniejsza liczba telewizji kupuje krótkie filmy. (…) Platformy internetowe takie jak Netflix, iTunes czy Google Play wymagają, by zainwestować w przygotowanie materiału sformatowanego na daną platformę, nierzadko także plakatu, zwiastuna czy opisu. To są koszty, które zazwyczaj w przypadku filmów niskobudżetowych, arhouse’owych nie zwracają się. Oto brutalna rzeczywistość, o której trzeba pamiętać: na krótkim metrażu, jeżeli chcecie zarobić jako filmowcy, nie zarobicie – powiedziała Horszczaruk, ale dodała też, że bardzo kibicuje platformom pokazującym filmy krótkometrażowe online, zwłaszcza tym z kuratorskim doborem treści. Wymieniła także Vimeo on Demand jako miejsce, w którym można zamieścić swój film bez dodatkowych kosztów, więc z perspektywy biznesowej jest to najprostsze miejsce do wypromowania filmu – nie wymaga dodatkowych inwestycji.


Marcin Radomski i Paweł Wieszczeciński, fot. Radek Szyprowski/Cinemaforum

Paweł Wieszczeciński zgodził się, że krótki metraż nie będzie źródłem dochodowego biznesu: – Praktycznie żaden filmowiec, który ma podpisany umowę z Kinoscope, nie oczekuje dużych pieniędzy. Ich to nie obchodzi. Dla nich to kwestia prezentacji filmu, ponieważ krótkometrażówki praktycznie nie są pokazywane i w dużej mierze giną. A są to bardzo ważne wizytówki filmowców. To nie tylko forma prezentacji twórczości – może też stanowić źródło wiedzy dla innych twórców.

Trafianie do odbiorców

Niezmiernie ciekawą kwestią są różnice w docieraniu z krótkim metrażem do odbiorców w Polsce, Europie oraz Stanach. W USA sporą szansą dla filmowców na prezentację dokonań są programy edukacyjne. – Uniwersytety mają budżet na zakup filmów krótkometrażowych. Jeśli nie wydadzą tych pieniędzy, one przepadają. Dużym zainteresowaniem cieszą się filmy opowiadające o problemach społecznych bądź dokumenty. Jest niemałe zapotrzebowanie, by wypełniać katalogi bibliotek i uniwersytetów tego rodzaju krótkometrażówkami – tłumaczył Jordan Mattos z Kinoscope. – Wiele osób stosuje taktykę tematycznego grupowania swoich filmów: ma pakiet 10 shortów, z czego na przykład dwa to dokumenty a pięć to filmy dotyczące ważnych tematów społecznych. Z takim pakietem tematycznym udają się do szkół lub innych potencjalnych kupców. Myślą nie o pojedynczych filmach, ale o swojej twórczości jako pewnego rodzaju katalogu – dodał Mattos.

Polscy twórcy są w uprzywilejowanej pozycji, bowiem ogromna część filmów krótkometrażowych powstaje szkołach filmowych. Bazując na doświadczeniach ze Szkoły Filmowej w Łodzi, Kuba Mikurda powiedział: – Szkoła nie jest instytucją biznesową, więc nie zależy jej tak bardzo na sprzedawaniu filmów, a raczej na ich pokazywaniu. W ciągu ostatnich lat udało nawiązać się bardziej regularne kontakty z dużymi festiwalami. Berlin czy Locarno zawsze dają slot 10 filmów, które szkoła może zgłosić bez żadnej dodatkowej opłaty. Sami też dopytują się o filmy. Oczywiście jest to duże ułatwienie. Coraz więcej szkół, w tym ta w Łodzi, udostępnia filmy za darmo w internecie. Ale właśnie, za darmo. Dla agentów sprzedaży takich jak Zosia jest to psucie rynku, ponieważ nagle dobre filmy są dostępne bez żadnych opłat.

– Biznesowe działanie w Polsce możliwe jest dzięki takim organizacjom jak chociażby Krakowska Fundacja Filmowa. Krakowski Festiwal Filmowy jest najstarszy w Polsce, ale też najlepszym festiwalem dla filmu krótkiego w Polsce. W 2007 roku Fundacji udało się wyeksportować 50 filmów zagranicę, w 2011 było ich już 400. Wygląda to naprawdę bardzo dobrze. Fundacja ma sporo kontaktów i dzięki temu, że ma renomę i katalog, dużo łatwiej dociera do odpowiednich osób, ułatwiając realizację celów biznesowych – powiedział Mikurda.


Kuba Mikurda, fot. Radek Szyprowski/Cinemaforum

Na gruncie europejskim najłatwiej docierać ze swoimi filmami do widzów czy kupców poprzez festiwale i markety. – Warto znaleźć agenta sprzedaży. Wy – filmowcy – jesteście artystami, powinniście zajmować się sztuką, a marketing i promocję zostawić ludziom, którzy mają sieć kontaktów, znają się na marketingu oraz mechanizmach promocji. Nie musicie wtedy inwestować w podróżowanie. W Niemczech oraz Francji jest wielu agentów sprzedaży skupiających się wyłącznie na krótkim metrażu, którzy zajmują się także dystrybucją festiwalową, czyli zdejmują z artystów obowiązek monotonnego, żmudnego i nudnego wypełniania wszystkich formularzy zgłoszeniowych. Agent żyje z procentu ze sprzedaży, więc jemu też zależy, by dotrzeć do jak największej liczby widzów, zarówno festiwalowych, jak i telewizyjnych. To prosty i bardzo efektywny układ – chwaliła Horszczaruk.

Jeżeli twórca woli samodzielnie zająć się dystrybucją swojego filmu, obowiązkowym punktem są markety. Najlepszą tego typu imprezą jest Clermont-Ferrand – najważniejszy i jedyny tak duży market. Networking managerowie mogą zaaranżować spotkania z najważniejszymi programerami festiwalowymi, kupcami czy telewizjami, wszystko w specjalnej przestrzeni entuzjastów krótkiego metrażu.

Zdecydowanie mniej korzystną opcją według Zofii Horszczaruk jest Short Film Corner w Cannes: – Płacicie 80 euro żeby w ogóle wasz film był pokazany, a wcale nie jest to oficjalna selekcja. Normalni kupcy i przedstawiciele festiwali nie mają czasu w Cannes żeby siedzieć w wideotece w ciemnym pokoju i oglądać tysiące shortów. To nie jest gra warta świeczki.

Paweł Wieszczeciński nie jest przekonany, czy do filmu krótkometrażowego rzeczywiście potrzebny jest agent. Opowiedział o przypadku Leonor Teles, zwyciężczyni w kategorii Najlepszy Film Krótkometrażowy na Berlinale 2016, która chciała, by jej film ["Ballada o żabie" – dop. red.] został pokazany na Tribeca Film Festival. Niestety agent wysłał film do Hamptons, a zgodnie z panującymi zasadami, film może mieć tylko jedną oficjalną premierę w obrębie jednego stanu. Artystka nie miała władzy nad swoim filmem.

Sztuka biznesu

Być może liczniejsze grono twórców mogłoby pozwolić sobie na działanie bez agenta, gdyby w szkołach filmowych zajęcia z marketingu filmowego były częścią podstawy programu. Filmowcy po szkole często nie są przygotowani na brutalną rzeczywistość rynkowo-dystrybucyjną. – W Stanach większość organizacji finansujących filmy to instytucje prywatne, dlatego reżyser musi być także biznesmenem. Nie może polegać na tym, że uda mu się przekonać jakąś instytucję kulturalną, że powinni wesprzeć jego film, bo dotyczy on ważnego tematu. Jeśli działasz niezależnie, jest naprawdę mało opcji. Masz szczęście, jeśli pochodzisz z bardzo bogatej rodziny i możesz po prostu skupić się na robieniu filmów, ale jeśli interesuje cię kariera filmowca w USA, do kwestii sprzedaży i dystrybucji musisz podchodzić z taką samą pasją jak do pisania scenariusza. (…) Sam jestem absolwentem szkoły filmowej, ale już w trakcie nauki zauważyłem, że nie mam praktycznie żadnych środków na wpuszczenie mojego filmu w obieg. Zacząłem pracę w dystrybucji właśnie po to, by się jej nauczyć. Osobiście wolałbym skupić się na sztuce – wyznał Jordan Mattos w trakcie debaty.


Jordan Mattos, fot. Radek Szyprowski/Cinemaforum

Kuba Mikurda zwrócił uwagę, że dobrym przykładem połączenia podejścia biznesowo-artystycznego w Polsce był Jerzy Skolimowski: – Od samego początku zaprojektował sobie, że ze swoich filmów szkolnych robionych w kolejnych latach złoży pełny metraż. 10 minut z tego roku, 10 z tamtego i jeszcze z tamtego. I tak powstał "Rysopis", który od razu trafił na światowy festiwal.

Uczestnicy debaty zgodzili się, że w docieraniu do publiczności ważna jest także różnorodność podejmowanej tematyki. Klienci agentów sprzedaży narzekają, że większość krótkich metraży jest mroczna i dołująca. Największą popularnością wśród kupców komercyjnych takich jak telewizja czy linie lotnicze cieszą się 5-minutowe filmy, szczególnie komedie. Warunek: muszą być uniwersalne. Linie lotnicze, jako bardzo specyficzny kupiec, preferują także filmy bez dialogów lub w języku angielskim. Przedstawiciele telewizji bardzo nie lubią, gdy kupiony przez nich film pojawia się w sieci, więc jeśli filmowcom zależy na tego rodzaju transakcjach, nie powinni pokazywać swoich filmów w całości w internecie.

Twórcy zagraniczni chętniej niż polscy sięgają po komedie. Jako wzór dobrej inspiracji uczestnicy debaty wskazali filmy, które powstają w brytyjskiej szkole National Film and Television School.

Krótki metraż jest mało widoczny jeszcze z jednego ważnego powodu – nie ma miejsca, w którym można by o nim pisać. Temat ten pojawia się w relacjach z festiwali krótkometrażowych, czyli w czasopismach typu "Kino" albo "Ekrany". Taka tematyka nie ma szans zaistnieć w czasopismach kulturalnych, magazynach, dziennikach czy tygodnikach docierających do zróżnicowanego czytelnika. Film pojawia się tam tylko w kontekście pełnych metraży i głównych premier. Przestrzenią, w której recenzje filmów krótkometrażowych mogłyby pojawiać się regularnie, mogą stać się więc platformy internetowe takie jak Kinoscope, które posiadają model kuratorski. Kuba Mikurda widzi w tym rozwiązaniu jedne problem: jeśli właścicielom platform zależy na promowaniu filmów, muszą oni pisać o swoim kontencie tylko dobrze, co stawia krytyka w etycznie niejednoznacznej sytuacji. Paweł Wieszczeciński zapewnia, że w programie recenzyjnym Kinoscope [ruszył w tym samym okresie, w którym odbywało się Cinemaforum 2016 – dop. red.] znajdzie się miejsce także na krytyczne opinie.
 
Poeci i prozaicy

Krótki metraż jest swojego rodzaju wymogiem na początku kariery każdego filmowca. Jednak jest to wymóg, od którego większość chce jak najszybciej uciec. Zarówno w głowach widzów, krytyków, jak i autorów biografii twórców, przejście z krótkiego do pełnego metrażu jest naturalną koleją rzeczy. Znamienne jest to, że widzowie znają głównie krótkie filmy tych filmowców, którzy osiągnęli potem sukces w długim metrażu. – Niektórzy są poetami, niektórzy prozaikami. Panuje jednak klimat, by poeci jak najszybciej skończyli z tymi wierszami i pisali powieści, bo tylko tak zdobędą pieniądze. Tymczasem pewne pomysły filmowe mogą się sprawdzić tylko w krótkim formacie – stwierdził Mikurda. Dlatego warto wspierać inicjatywę cyfryzacji krótkich filmów, zwłaszcza pereł spośród krótkich metraży, które okryły się kurzem zapomnienia.


Debata "Krótkie, ale w cenie", fot. Radek Szyprowski/Cinemaforum

Krótki metraż może być także powiewem świeżości, odskocznią od codziennych zajęć czy próbą wprowadzenia eksperymentu dla twórców, którzy mają już za sobą sukcesy w pełnym metrażu. Na New York Film Festival w 2016 roku swoje krótkie metraże pokazali między innymi Jia Zhangke (jego pełnometrażowe "Nawet góry przeminą" nominowano do Złotej Palmy), Apichatpong Weerasethakul (autor "Cmentarza wspaniałości" nominowanego do Un Certain Regard) czy aktorka Chloe Sevigny (dla gwiazdy był to debiut reżyserski). Świetnym przykładem z polskiego podwórka jest Bartosz Konopka, który zyskał rozgłos dzięki "Królikowi po berlińsku". Następnie zaczął pracę nad bardzo ambitnym produkcyjnie projektem "Niemy". Proces ten trwa bardzo długo, dlatego w międzyczasie twórca realizował dokumenty czy film krótkometrażowy sponsorowany przez prywatnego inwestora. Kuba Mikurda zauważył, że filmowcy, którzy mają już na swoim koncie sukcesy, mają większą trudność ze znalezieniem funduszy na krótki metraż, ponieważ nie mogą już liczyć na wsparcie szkół. W takim przypadku prywatni inwestorzy to często jedyne rozwiązanie – zwłaszcza w przypadku krótkometrażowych fabuł, które u telewizji cieszą się mniejszym powodzeniem niż krótkie dokumenty.

Podsumowując debatę, Marcin Radomski przytoczył słowa Alessandro Marcioni’ego, szefa krótkometrażowej sekcji "Pardi di Domani" festiwalu w Locarno: – Jako selekcjoner zawsze zadaję sobie pytanie, czy film jest potrzebny, czy odpowiada na ważne pytania. Muszę czuć, że autor umrze, jeśli nie opowie tej historii.

Paulina Grabska
SFP
Ostatnia aktualizacja:  18.11.2016
Zobacz również
fot. Radek Szyprowski/Cinemaforum
"Ederly" od 18 listopada w kinach
"Jarocin, po co wolność" - zobacz trailer
Copyright © by Stowarzyszenie Filmowców Polskich 2002 - 2022
Scroll