PORTAL
start
Aktualności
Filmy polskie
Box office
Baza wiedzy
Książki filmowe
Dokument
Scenarzyści
Po godzinach
Blogi
Konkursy
SFP
start
Wydarzenia
Komunikaty
Pożegnania
Zostań członkiem SFP
Informacje
Dla członków SFP
Kontakt
ZAPA
www.zapa.org.pl
Komunikaty
Informacje
Zapisy do ZAPA
Kontakt
KINO KULTURA
www.kinokultura.pl
Aktualności
Informacje
Repertuar
Kontakt
STUDIO MUNKA
www.studiomunka.pl
Aktualności
Informacje
Zgłoś projekt
Kontakt
AKTORZY POLSCY
www.aktorzypolscy.pl
Aktualności
Informacje
Szukaj
Kontakt
FILMOWCY POLSCY
www.filmowcypolscy.pl
Aktualnosci
Informacje
Szukaj
Kontakt
MAGAZYN FILMOWY
start
O magazynie
Kontakt
STARA ŁAŹNIA
www.restauracjalaznia.pl
Aktualności
Informacje
Rezerwacja
Kontakt
PKMW
start
Aktualności
Filmy
O programie
Kontakt
Portal
SFP
ZAPA
Kino Kultura
Studio Munka
Magazyn Filmowy
Stara Łaźnia
PKMW
Aktorzy Polscy
Filmowcy Polscy
MENU
WYDARZENIA
  26.08.2016
Tematem wiodącym nowego numeru „Magazynu Filmowego” (nr 9/2016) jest kino polskie na rynku międzynarodowym. Oto fragment artykułu Marcina Adamczaka, który w całości będzie można przeczytać na łamach pisma już 12 września.

Kiedy „Zjednoczone Stany Miłości”, trzeci film Tomasza Wasilewskiego, wyświetlane będą na festiwalu w Gdyni, minie właśnie osiem miesięcy od ich światowej premiery w konkursie na Berlinale. W trakcie tych ośmiu miesięcy nagrodzony tam za scenariusz film sprzedano do dystrybucji kinowej w ponad 30 krajach. „Body/Ciałoubiegłorocznej laureatki Złotych Lwów sprzedano na podobną liczbę terytoriów, a do niemieckich i włoskich kin film Małgorzaty Szumowskiejwchodził przy entuzjastycznych recenzjach. W sierpniu na festiwalu w Locarno swą światową premierę miała „Ostatnia Rodzina” Jana P. Matuszyńskiego. Obraz debiutującego reżysera z Polski znalazł się w konkursie jednej z najbardziej cenionych europejskich imprez, mimo iż festiwal ma osobną sekcję debiutów, a Andrzeja Sewerynanagrodzono za najlepszą rolę męską.


Na zagranicznych konferencjach filmoznawczych analizowany jest przykład „Idy” Pawła Pawlikowskiego jako wyjątkowo rzadkiego fenomenu filmu europejskiego, który na liczonych odrębnie rynkach zewnętrznych (francuskim i włoskim) zyskał większą widownię niż na rynku macierzystym. Tylko w okresie od lipca do listopada 2016 roku specjalne sekcje Polish Focus poświęcone kinu polskiemu zdecydowało się zorganizować sześć festiwali. Gdyby ktoś wybierał się na te imprezy samolotami Lufthansy, Turkish Airlines bądź LOT-u, ma duże szanse na rozpoczęcie swojego „Polish Focus” wcześniej. Dzięki projektowi Picture Poland,  finansowanemu z programu operacyjnego Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej, pasażerowie tych linii mogą obecnie oglądać w czasie lotu wybrane polskie tytuły.


Czy w dziedzinie międzynarodowej obecności kina polskiego wkroczyliśmy właśnie w Złoty Wiek?

W sferze tej, niezależenie od epoki i ustroju, kinematografia polska zawsze borykała się z problemami. Od filmowych czasów „prehistorycznych”, czyli odzyskania niepodległości i w konsekwencji schyłku świetnie funkcjonującego wcześniej, sprytnie opartego na współpracy z syndykatem moskiewskim, modelu biznesowego „Sfinksa” Aleksandra Hertza, z umieszczaniem rodzimych filmów w zagranicznej dystrybucji zawsze wiązały się niebagatelne trudności. O tym, jak ciężko było eksportować polskie produkcje w międzywojniu, najlepiej świadczy fakt, iż najbardziej „przyjaznym” dla kina polskiego terytorium był obszar III Rzeszy (w latach 1934-1938 kupowano tam maksymalnie kilka polskich tytułów rocznie). Dzielimy do dziś przekonanie o wysokiej międzynarodowej renomie kina polskiego w okresie PRL-u, lecz ograniczała się ona do wąskiego kręgu ówczesnych festiwali, krytyki i ewentualnie kinofilów, nie przekładając się na regularną szeroką dystrybucję. Jakże znajomo brzmią utyskiwania anonimowego autora „Małego Rocznika Filmowego” z 1965 roku:


Eksport polskich filmów fabularnych (…) napotyka w ostatnich latach na poważne trudności. Przyczyn tego należy upatrywać przede wszystkim w nasyceniu rynku światowego dużą ilością widowiskowych gigantów rozrywkowych, filmów zrealizowanych z rozmachem, z udziałem znanych gwiazd, pozycji atrakcyjnych, mogących zawsze liczyć na powodzenie szerokiej publiczności – tym bardziej, że towarzyszą im wielkie kampanie reklamowe. Z takimi filmami nie mogą, rzecz jasna, konkurować pod względem atrakcyjności, a co za tym idzie »kasowości« filmy polskie”.


Niewiele zmieniło się dekadę później, w apogeum produkcyjnym kinematografii okresu gierkowskiego, znaczonym trzema z rzędu nominacjami do Oscara w kategorii filmu nieanglojęzycznego. W „Raporcie o stanie i perspektywach kinematografii polskiej”, sygnowanym m.in. przez Jerzego Kawalerowicza i Edwarda Zajička, czytamy: „Wielokrotnie podejmowane próby wejścia na rynek kapitalistyczny w szerokim rozpowszechnianiu kończyły się zawsze naszym niepowodzeniem na skutek niemożności przebicia się z własnym produktem poprzez bardzo kosztowny (setki kopii, potężny aparat reklamowy) system dystrybucji kapitalistycznej, ponadto film polski jako wyrób artystyczny i techniczny rzadko zdolny jest zaspokoić wymagania masowej widowni w tych krajach”.


Podczas pierwszych kilkunastu lat transformacji, wyjąwszy sukcesy Krzysztofa Kieślowskiego przy współpracy z kinematografią francuską, było jeszcze gorzej. Nie dotyczyło to zresztą tylko kina polskiego, lecz propozycji z całego regionu Europy Środkowo-Wschodniej. W latach 1996-2002 stanowiły one 0,9 proc. liczby filmów pokazywanych na ekranach kin UE i przyciągnęły uwagę 0,05 proc. unijnej widowni, czyli wyniki ich rozpowszechniania można mierzyć w promilach.


  

 Symptomy poprawy pojawiają się po 2005 roku. Feliks Falkzostaje nagrodzony w sekcji Panorama na Berlinale. Fantastyczne recenzje zbierają w Wenecji „Sztuczki” Andrzeja Jakimowskiego, otwierając mu drogę do międzynarodowej dystrybucji oraz koprodukcyjnych możliwości, które zaowocowały później „Imagine. Fenomenem jest „Młyn i krzyż” Lecha Majewskiego, film eksperymentalny, który trafia do szerokiej dystrybucji kinowej na świecie oraz niezliczonych telewizji (notabene, warto dodać, iż tytuł ten zapoczątkował zjawisko obserwowane przy „Idzie”, mianowicie miał większą widownię we Francji niż w kraju pochodzenia). Nieprzerwana międzynarodowa obecność wciąż cechowała jednego z najbardziej internacjonalnych polskich twórców, tegorocznego laureata Złotego Lwa w Wenecji za całokształt twórczości. Kolejne utwory Jerzego Skolimowskiego po jego powrocie do fabuły w 2008 roku trafiały nie tylko na najważniejsze festiwale, ale także do regularnej dystrybucji nieograniczonej bynajmniej do Europy (np. wszystkie filmy autora „Essential Killingdystrybuowane były w Japonii).


Przy uważniejszym oglądzie okazuje się, iż symptomów poprawy było z pewnością więcej niż można w krótkim rekonesansie wyliczyć. Zapowiadały one przełom, który nastąpił w ostatnich latach. Złożyły się na niego: masa krytyczna powstała w wyniku sumy indywidualnych wysiłków; waga, jaką do promocji zagranicznej przywiązywał PISF; coraz lepsze rozumienie międzynarodowego świata filmu oraz coraz sprawniejsze się w nim poruszanie polskich reżyserów i producentów, a także Oscarowy „efekt »Idy«”.

Marcin Adamczak
Magazyn Filmowy SFP (9/2016)
Ostatnia aktualizacja:  26.08.2016
Zobacz również
fot. Solopan
Trwa nabór do Wytwórni Scenariuszy
Okiem Młodych 2016: W programie nowe filmy Herzoga i Łozińskiego
Copyright © by Stowarzyszenie Filmowców Polskich 2002 - 2020
Scroll