PORTAL
start
Aktualności
Filmy polskie
Box office
Baza wiedzy
Książki filmowe
Dokument
Scenarzyści
Po godzinach
Blogi
Konkursy
SFP
start
Wydarzenia
Pożegnania
Zostań członkiem SFP
Informacje
Dla członków SFP
Kontakt
ZAPA
www.zapa.org.pl
Komunikaty
Informacje
Zapisy do ZAPA
Kontakt
KINO KULTURA
www.kinokultura.pl
Aktualności
Informacje
Repertuar
Kontakt
STUDIO MUNKA
www.studiomunka.pl
Aktualności
Informacje
Zgłoś projekt
Kontakt
AKTORZY POLSCY
www.aktorzypolscy.pl
Aktualności
Informacje
Szukaj
Kontakt
FILMOWCY POLSCY
www.filmowcypolscy.pl
Aktualnosci
Informacje
Szukaj
Kontakt
MAGAZYN FILMOWY
start
O magazynie
Kontakt
STARA ŁAŹNIA
www.restauracjalaznia.pl
Aktualności
Informacje
Rezerwacja
Kontakt
PKMW
start
Aktualności
Filmy
O programie
Kontakt
Portal
SFP
ZAPA
Kino Kultura
Studio Munka
Aktorzy Polscy
Filmowcy Polscy
Magazyn Filmowy
Stara Łaźnia
PKMW
MENU
Z Anną Grygiel, Dyrektorem Tarnowskiej Nagrody Filmowej o jubileuszu, rozroście festiwalu i zmianie w odbiorze polskiego kina rozmawia Albert Kiciński.
Albert Kiciński: Od jak dawna jest Pani związana z Tarnowską Nagrodą Filmową? Minęło 30 lat – jak przez te lata festiwal się zmieniał? Proszę opowiedzieć trochę o początkach imprezy.

Anna Grygiel: Festiwal stał się moją pracą zawodową. I był praprzyczyną wszystkiego. Bardzo znacząco wpłynął na moje losy, ponieważ z wykształcenia jestem konserwatorem zabytków.
Początki wiążą się z systemem dystrybucji filmów w czasach PRL-u.  Nie wszystkie filmy produkowane na świecie znajdowały miejsce na polskich ekranach. Takim miejscem, żeby zobaczyć te głośne, wyselekcjonowane filmy, stawały się „Konfrontacje filmowe”. To był przegląd kina światowego z okresu roku na jednorazowych projekcjach. Tych filmów później nie wprowadzano do kin. W związku z tym, „Konfrontacjom” towarzyszyła atmosfera ogromnego oczekiwania. „Konfrontacje” pojawiły się również w dwóch tarnowskich kinach. Pamiętam ogromne kolejki, w których staliśmy, żeby kupić karnet na wszystkie filmy. Spędzaliśmy w kinie cały tydzień. Mówię my, bo to była grupa przyjaciół, którzy spotykali się na projekcjach.  Później podekscytowani tym, co zobaczyliśmy na ekranie, chcieliśmy rozmawiać o naszych odczuciach. Wtedy był popularny ruch Dyskusyjnych Klubów Filmowych. Stworzyliśmy w Domu Kultury Zakładów Azotowych w Mościcach (dzielnica Tarnowa) DKF Oscar. Chcieliśmy zaznaczyć obecność tej najważniejszej nagrody, która wyznaczała kres możliwości, marzeń - nie tylko twórców, ale też widzów. Ten Oscar nam jakoś przyświeca do dzisiaj. I tak to się zaczęło. Nagle się zorientowaliśmy, że dom kultury stwarzał świetną okazję do sprowadzania polskich filmów. Wtedy był taki czas, że nie wszystkie polskie filmy trafiały na ekrany. Istniało takie pojęcie jak „półkowniki” – filmy, które po realizacji trafiały od razu na półki. Taki owoc zakazany tym bardziej był ciekawy. To wyzwoliło kolejny pomysł do organizowania przeglądu. Zrobiliśmy najpierw niespotykany przegląd kina hiszpańskiego, sprowadzając filmy przez ambasadę hiszpańską. Niekończące się dyskusje z krytykami filmowymi zainspirowały nas do tego, żeby te „półkowniki” i ich twórców wesprzeć w tej trudnej sytuacji. Żeby nie wydawało im się, że nie mają publiczności. To miał być też dla nich rodzaj motywacji, że ludzie chcą te filmy oglądać. Postanowiliśmy stworzyć przegląd, jeszcze nie festiwal, na którym będziemy wyróżniać i dawać nagrody, które będą wyrazem wsparcia i uznania. To miał być głos widowni.

Czy przemiana ustrojowa zmieniła status festiwalu?

Przemiana ustrojowa zlikwidowała dom kultury, więc ten biedny DKF i Tarnowska Nagroda Filmowa nie miały się gdzie podziać. Ja wylądowałam bez pracy, ale szybko ją znalazłam w Tarnowskim Ośrodku Kultury (dzisiaj Tarnowskie Centrum Kultury). Zabrałam ze sobą festiwal, ponieważ Tarnowski Ośrodek Kultury otrzymał na własność kino Marzenie. Powstawały kolejne edycje, wszystko zaczęło się coraz bardziej rozwijać, przyjeżdżali twórcy i te 30 lat, nie wiadomo kiedy, przeleciało. Festiwal obudował się imprezami towarzyszącymi, znalazł duże wsparcie Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej. Przede wszystkim na początku takiego profesjonalnego rozwoju znalazł również ogromne wsparcie od Stowarzyszenia Filmowców Polskich. Pan Jacek Bromski otoczył nas opieką, stał się naszym gościem, co też przełożyło się na oddanie w nasze ręce Kina Młodego Widza. Mogliśmy rozszerzyć festiwal o młodszą widownię, co było zawsze moim marzeniem. To był taki początek pracy z dziećmi, czyli wychowywania sobie następnych pokoleń. Wsparcie SFP było bardzo ważne, bo otworzyło szereg drzwi. Impreza się rozwijała, ale nadal pozostawała kameralna.

  Jednym z najwartościowszym elementów tego festiwalu jest publiczność. Dyskusja stoi na naprawdę wysokim poziomie.

Ale nie dziwmy się, to nie jest nic nadzwyczajnego. Te 30 lat przekłada się na pewną wiedzę i przygotowanie publiczności – to procentuje. Z każdym rokiem tej świadomej publiczności, która chce o filmie rozmawiać, jest coraz więcej.

Z każdym rokiem zwiększa się zainteresowanie polskim kinem z racji bardzo zróżnicowanej oferty, która trafia na nasze ekrany. Teraz mamy naprawdę dobry moment na polskie kino. A Tarnowska Nagroda Filmowa wybiera z tego te najlepsze.

Od początku staraliśmy się wyłowić z repertuaru filmy, które niejednokrotnie charakteryzują się ciekawą formą i trudniej jest im znaleźć drogę ekrany, bo nie mają odpowiedniej promocji. To nie jest kino komercyjne, wobec którego też nie mam żadnych obiekcji – ono przecież musi być i tu też powstają interesujące obrazy. My staramy się zwracać uwagę na filmy, które wyznaczają już jakiś poziom artystyczny. Będąc wybranym festiwalem polskich filmów prezentujemy te, które należy pokazać, bo są ważne dla danego roku. Często kilka tygodni czy miesięcy wcześniej normalnie gościły na ekranach, więc były u nas w repertuarze. Żyjemy w takim cudownym momencie, kiedy publiczność wróciła na polskie filmy, więc tarnowianie mogli je oglądać na bieżąco. Mimo tego na festiwalu nie brakuje publiczności, a na niektóre seanse nie starcza biletów.

Sala jest często wypełniona po brzegi. A jak tarnowska publiczność? Pokochała ten festiwal przez lata?

Myślę, że tak, ale sformułuję to w ten sposób – jest to impreza, na którą tarnowianie czekają. Impreza wpisała się już w kalendarz ważnych wydarzeń. Co świadczy o jej znaczeniu. Po 30 latach mogę to śmiało powiedzieć, czego dowodem było pierwsze wydarzenie tegorocznej edycji, dokładnie jej prolog. To było spotkanie z ludźmi zawodowo związanymi z branżą filmową, którzy pochodzą z Tarnowa. Jak się okazało, tych osób jest dość sporo. Obecnych było osiem osób. Niejednokrotnie na ich decyzje zawodowe jakiś wpływ miał ten festiwal – codzienne obcowanie  z filmem w kinie i dyskusje z twórcami.

Z tego może być Pani dumna.

Myślę, że wszyscy tarnowianie mogą być dumni, bo to praca wielu ludzi – przede wszystkim zespołu Tarnowskiego Centrum Kultury, ale także wielu życzliwych, szczerze oddanych osób -  przyjaciół tego festiwalu, którzy go w różny sposób wspierają,  jak Jerzy Armata – dyrektor artystyczny, PISF, SFP, Ministerstwo Kultury, Filmoteka Narodowa, czy Sieć Kin Studyjnych i Lokalnych. Mam nadzieję, że nikogo nie zawiedliśmy przy tej współpracy. Najbardziej jestem zadowolona z tego, że ten festiwal spełnia oczekiwania tych, którzy w nas wierzą.

Wielu filmowców ceni sobie Tarnów, chociażby Jan Nowicki. Jest dużo takich przyjaciół festiwalu?

Myślę, że tak, chociażby Dorota Kędzierzawska i Artur Reinhart. Rok temu cały tydzień gościła festiwal Danuta Szaflarska, która podkreśla, że ceni i szanuje to miejsce. To jest dla nas ogromne wyróżnienie. Niektóre osoby dosyć często tutaj wracają. Do takich osób należał Krzysztof Krauze, który otrzymał tutaj wiele nagród, ale też chętnie wracał do Tarnowa. Przed laty, kiedy festiwal był jeszcze skromniejszy, zawsze w niego bardzo wierzył. Były momenty trudniejsze dla polskiej kinematografii, a on zawsze widział potencjał tej imprezy i wielokrotnie mnie wspierał. Mówił, że warto najtrudniejsze momenty przetrwać, bo ta impreza jest potrzebna.  Do takich osób, które poznały Tarnów poprzez festiwal należy też Lech Majewski. Był tutaj zaproszony jako gość, pokazał swoją dużą wystawę, filmy, brał udział w spotkaniach z widzami. Tak spodobało mu się miasto, że postanowił zrealizować fragment swojego filmu "Młyn i krzyż" w tarnowskiej katedrze.

Przez te 30 lat pojawiły się jakieś kontrowersyjne decyzje jury?

Bulwersujących decyzji, sprzecznych z ideą festiwalu, nie było nigdy. Zdarzyło się tak, kilkakrotnie, że reżyserzy nie chcieli dać filmu na festiwal. I nie ukrywam, że w takich sytuacjach jestem bardzo zdeterminowana. Kilka lat temu w dwugodzinnej rozmowie udało mi się namówić jednego z twórców, żeby jednak przystąpił do konkursu ze swoim filmem. Jakież było moje zaskoczenie, kiedy otrzymał główną nagrodę. To było bardzo miłe, bo opłacił się trud przekonywania. Mimo wszystko, ważne było, żeby ten film przystąpił do festiwalu, skoro został uznany za najlepszy. To był Pan Andrzej Jakimowski z filmem "Imagine". Kiedy już do niego zadzwoniłam, wiedząc jaka jest decyzja jury, zastałam go na Mazurach. Byliśmy wtedy przed długim weekendem. On właśnie przyjechał na majówkę na Mazury. Wypił kawę, wsiadł w samochód i przyjechał z powrotem do Tarnowa odebrać nagrodę. Przejechał prawie całą Polskę.

Festiwal się zmienia, urozmaica o różne wydarzenia okołofilmowe.

Festiwal się rozrasta. Tych wydarzeń okołofilmowych zaczyna być coraz więcej. Uznałam, że film to dzieło złożone z szeregu elementów – więc staramy się te poszczególne elementy uczestnikom imprezy przybliżać. Stąd koncerty, nie tylko muzyki filmowej, debaty branżowe oraz przeróżne warsztaty filmowe. Impreza nadbudowuje się takimi wydarzeniami, które opowiadają w różny sposób o historii filmu, ludziach filmu – nie tylko poprzez spotkania, ale przez same filmy. Staramy się znaleźć pretekst do tej opowieści. No i cała propozycja dla najmłodszych – cykl dla dzieci i młodzieży Filmy Młodego Widza, bajki konkursowe, które ocenia jury dziecięce złożone z takich małych szkrabów od przedszkola do trzeciej klasy szkoły podstawowej. Chcemy ich nauczyć chodzenia do kina, bo uważam, że to jest nawyk. Chodzenie do kina jest jak czytanie książek. Jeżeli człowiek nauczy się żyć z książką, obcować z książką - to w pewnym momencie nie wyobraża sobie nie czytania. Tak samo jest z filmem. Nie zastąpi sali kinowej ani tablet, ani telewizor czy najlepsze kino domowe. Widz, który kocha kino i film oglądany w kinie - widzi tą różnicę i emocje, które temu towarzyszą. Nie da się tych emocji wyzwolić w kapciach w domu. Staramy się więc w tych maluchach wyzwolić nawyk oglądania filmów w sali kinowej. Przez warsztaty, obcowanie na różny sposób z materią filmu, oswajanie ich, ale też uczenie.

Może któryś z nich zostanie kiedyś zawodowym filmowcem?

Przykładem mogą być nazwiska twórców pochodzących z Tarnowa. Czasami coś, w czym uczestniczymy - może zadecydować o naszych wyborach zawodowych, no jak chociażby moich. Robię coś zupełnie innego od tego co chciałam robić w życiu. I jestem bardzo szczęśliwa, że mogę to robić.

Albert Kiciński
Ostatnia aktualizacja:  16.05.2016
fot. Tarnowska Nagroda Filmowa
Krzysztof Zanussi wspiera film „Pielgrzym”
"Dotknięcie Anioła" laureatem Polsko-Niemieckiej Nagrody im. T. Mazowieckiego
Copyright © by Stowarzyszenie Filmowców Polskich 2002 - 2018
Scroll