PORTAL
start
Aktualności
Filmy polskie
Box office
Baza wiedzy
Książki filmowe
Dokument
Scenarzyści
Po godzinach
Blogi
Konkursy
SFP
start
Wydarzenia
Pożegnania
Zostań członkiem SFP
Informacje
Dla członków SFP
Kontakt
ZAPA
www.zapa.org.pl
Komunikaty
Informacje
Zapisy do ZAPA
Kontakt
KINO KULTURA
www.kinokultura.pl
Aktualności
Informacje
Repertuar
Kontakt
STUDIO MUNKA
www.studiomunka.pl
Aktualności
Informacje
Zgłoś projekt
Kontakt
AKTORZY POLSCY
www.aktorzypolscy.pl
Aktualności
Informacje
Szukaj
Kontakt
NIEPODLEGŁOŚĆ
FILMOWCY POLSCY
www.filmowcypolscy.pl
Aktualnosci
Informacje
Szukaj
Kontakt
MAGAZYN FILMOWY
start
O magazynie
Kontakt
STARA ŁAŹNIA
www.restauracjalaznia.pl
Aktualności
Informacje
Rezerwacja
Kontakt
PKMW
start
Aktualności
Filmy
O programie
Kontakt
Portal
SFP
ZAPA
Kino Kultura
Studio Munka
Magazyn Filmowy
Stara Łaźnia
Niepodległość
PKMW
Aktorzy Polscy
Filmowcy Polscy
MENU
Książka „Wiesław Dymny. Życie z diabłami i aniołami” Moniki Wąs wydana przez „Znak” w 40. rocznicę śmierci artysty przypomniała postać niezwykłego człowieka, współzałożyciela Piwnicy pod Baranami, człowieka wymykającego się wszelkim prostym opisom.
Dla jednych Dymny to przede wszystkim Piwnica, dla innych – autor monologu „Na przykład Majewski”;  zasłynął jako szalony piwniczny improwizator i autor piosenek; dla szerokich rzesz to przede wszystkim ukochany, mityczny mąż Anny Dymnej, jednej  z ulubionych aktorek Polaków.  Jednak dla filmowców, historyków kina czy też dla wielbicieli polskiego kina Dymny pozostał scenarzystą i autorem dialogów do kilku ważnych tytułów a także odtwórcą wyrazistych epizodów filmowych.

  Na czele z tym najważniejszym, we "Wszystko na sprzedaż" Andrzeja Wajdy. Reżyser myślał o artyście jako autor tekstów,  ale niestety, scenariusze Dymnego (o czym poniżej) jako w sposób charakterystyczny zaangażowane społecznie, lądowały na półkach lub w szufladach. W autotematycznym filmie Wajdy Dymny zagrał statystę, biegającego wokół kamery z huzarskimi skrzydłami. Pomysł na tę scenę wyszedł od Witolda Sobocińskiego. „Tekst dostałem dopiero na planie, własnymi słowami powiedziałem coś innego, a ponieważ warunki były koszmarne (ponad 25 stopni mrozu) i zdjęcia kręcono na 100 proc., więc powtarzać nie było już można” - wspominał Dymny w jednym z wywiadów. Po tej przygodzie Wajda nazwał Dymnego „największym z naturszczyków”.


Wiesław Dymny, archiwum Anny Dymnej / Znak

Dymny wystąpił jako epizodysta lub aktor drugoplanowy aż w 18 filmach. Wśród nich jest także "Sól ziemi czarnej" Kazimierza Kutza, który szukał do filmu ludzi autentycznych, z krwi i kości. To właśnie Dymny polecił Kutzowi Jerzego Cnotę do tego filmu. Od tego czasu datuje się przyjaźń Dymnego i Cnoty. Uczestnicy tych wydarzeń pamiętają dramatyczny stan psychiczny artysty w trakcie pracy nad filmem. Nie po raz pierwszy nadwrażliwość Dymnego, stanowiąca mieszankę wybuchową z jego gwałtownym temperamentem, sprowadzała go na manowce.

Pierwszym filmem, w którym można dostrzec Dymnego jest „Rancho Texas” Wadima Berestowskiego z 1958. Potem pojawiał się m.in. w „Nie ma mocnych” Sylwestra Chęcińskiego (gra na perkusji na weselu... swojej żony!), zagrał niewielką rolę „Sobiekróla” w filmie Kazimierza Kutza „Ktokolwiek wie...”. - „On nie był aktorem, nie miał takiego talentu”– cytuje Monika Wąs słowa Kazimierza Kutza. - „Ja go wziąłem do epizodu w <Ktokolwiek wie...>, gdzie grał szefa takiego gangu, bo daj mi Bóg mieć taka aparycję. Kino lubi naturalne zwierzęta. On był niedźwiedziem, innym stworem. Nie lubił był aktorem, ale kochał życie na planie, to było jego środowisko, a poza tym tak zarabiał pieniądze. Nie był trudny do prowadzania jako aktor, on miał to wszystko w  dupie, powiedziało mu się i Wiesiek słuchał i to robił dwa, trzy razy jak trzeba było i wiadomo, że więcej nie będzie”.


"Chudy i inni", screen z filmu

 „Pięknie grał. On był dobrym aktorem, chłonął te sprawy filmu, współpracował przy tym, co się nazywa opracowaniem plastycznym” - wspominał Henryk Kluba. Bo to właśnie z Klubą Wiesław Dymny stworzył jeden z najoryginalniejszych duetów twórczych w polskim kinie.  Kluba był doskonały warsztatowo, zaś Dymny – poeta, muzyk, piwniczny aktor - miał ogromne zdolności słowa. A to dawało efekty, widoczne w fabułach takich, jak „Chudy i inni”, "Słońce wschodzi raz na dzień" czy słynny „półkownik” "Pięć i pół bladego Józka". Do wszystkich tych filmów Dymny napisał scenariusz. Były student malarstwa, z marzeń - scenograf, angażował się także w tworzenie warstwy plastycznej owych tytułów. Pracował nawet przy kostiumach do „Szkiców warszawskich” Kluby. Jest również autorem słów słynnej ballady „Pejzaż horyzontalny”, którą można usłyszeć w filmie Janusza Kidawy pod tym samym tytułem.

Co ciekawe, Dymny, który nie raz wpadał w delirkę, ciągi, alkohol, w swojej pracy scenarzysty zachowywał się w sposób zawodowy, pracował jak profesjonalny, doświadczony scenarzysta, o  ile oczywiście spodobały mu się scenariusz i wizja.

W 1963 roku ukazał się debiutancki tom opowiadań Dymnego „Opowiadania zwykłe”, który natychmiast zwrócił uwagę świata literackiego na młodego pisarza: otrzymał za tom Nagrodę Kościelskich, a  nawet komplement samej Marii Dąbrowskiej. Kluba, szukający wówczas materiału na debiut, zaproponował Wiesławowi Dymnego napisanie scenariusza według opowiadania „Chudy i inni”. Reżyser wspominał trudności ze skierowaniem filmu do produkcji. „Nie byli nim zachwyceni członkowie specjalnej komisji, która akceptowała scenariusze do realizacji. Nie podobała im się, w największym skrócie mówiąc, opowieść o wartości pracy, o rodzeniu się takiej solidarności wśród robotników wielkiej budowy”. Monika Wąs przytacza fascynujący zapis obrad Komisji Ocen Scenariuszy, w których widać problem z mierzeniem się z tą materią. „Chudy i inni” to bowiem produkcyjniak „á rebour”, który elementy języka gatunku przykłada do zupełnie nieprodukcyjnej idei filmu. Równie ciekawy jest zapis kolaudacji filmu z udziałem ministra Tadeusza Zaorskiego, Jerzego Bossaka,  Stanisława Trepczyńskiego, Tadeusza Konwickiego, Stanisława Wohla i Jana Rybkowskiego.   Przed niechęcią urzędnika bronił film sam Konwicki, „Podstawą tego filmu jest opowiadanie kol. Dymnego, który jest reprezentantem młodego pokolenia, parającego się prozą, ma już w swojej twórczości osiągnięcia i operuje bardzo interesującą poetyką, jest w jego twórczości nowy współczesny nurt, który jednocześnie jest zgodny z naszymi tradycjami. Ten scenariusz ma w sobie coś z ludowej gadki (…), w dodatku cały film został opowiedziany językiem bardzo współczesnym”.


"Wszystko na sprzedaż", screen z filmu

Konwicki słusznie dostrzegł charakterystyczną cechę świata Dymnego. Pod pozorami jakże wówczas pożądanego filmu o pracy, chłopach i robotnikach, autor - scenarzysta konstruował świat baśniowo-biblijny, z ludowej ballady – sam Dymny z tej kultury wyrastał, na studia do Krakowa przyjeżdżał bowiem z górskiej wsi Jaworze Nałęże i miał w sobie silnego, góralskiego ducha.

Jak wspomina autorka biografii, praca przy pierwszym filmie zaowocowała prawie natychmiast kolejnym dziełem tercetu Kluba (reżyser), Wiesław Zdort (operator), Dymny (scenarzysta). "Słońce wschodzi raz na dzień", z niezapomnianą rolą Franciszka Pieczki jako Heretyka, niestety – film - „półkownik”, jedna z licznych artystycznych ofiar 68 roku. „Byliśmy z Wiesiem tacy trochę trefni. Jak zapowiadano premierę <Słońca...>, ówczesny tygodnik < Świat> na okładce zamieścił kadr z naszego filmu, Krzysztof T. Toeplitz napisał świetną recenzję do <Kultury>, ale filmu nie wpuścili na ekrany. Mieliśmy z nim okropne kłopoty w roku 1968, wiadomo jaka była wtedy w Polsce atmosfera”, mówił Kluba. Również z kolaudacji tego filmu zachował się protokół, w którym widać wyraźnie, że choć oceniający zgodnie zachwycają się balladową narracją, formą ludowej baśni, klechdy, to ze strony towarzyszy zarzuty padają pod adresem sposobu ukazania w filmie historii.

Jeszcze mniej szczęścia miał film „Pięć i pół Bladego Józka” (1970), który nigdy nie wszedł na ekrany, a dzisiaj dostępny jest w wersji okaleczonej przez cenzurę. Natomiast na planie tego filmu Dymny spotkał młodziutką aktorkę Annę Dziadyk, która wkrótce została jego największą miłością, muzą i żoną.

Mało kto wie, że Dymny miał także epizod serialowy – wspomagał scenariuszowo prace nad serialem „Doktor Ewa” Henryka Kluby. Drugi reżyser filmu i wieloletni przyjaciel Dymnego Feridun Erol wspominał:  „Wiedziałem, że Wiesiek musiał pracować cały czas. Bo dzień w dzień się kręciło. Kluba klął czytając oryginalny scenariusz, krzyczał -  kurwa! co to jest?. Siadaliśmy z Wieśkiem w  nocy i pisaliśmy, wiedzieliśmy, że aktorzy i tak się nie uczyli się roli wcześniej. Ewa Wiśniewska była niezwykle sprawna, miała mózg niesamowity, wszystko na bieżąco potrafiła  przyswoić. Ta <Doktor Ewa> to był bardzo dobrze opracowany serial. Oczywiście są tu takie naiwności, które wynikały z tego, że film nie umiał przekroczyć pewnej stylistyki”.

Choć Dymny traktował pracę przy filmie w kategoriach głównie zarobkowych, uważał ją za bardzo istotną część swojego artystycznego życiorysu. Z jego wypowiedzi wynika, że zamierzał w przyszłości zmierzyć się z kinem „na poważnie”. „W którymś momencie będę się starał nakręcić w końcu własny film, ale upłynie jeszcze parę lat. Muszę zdobyć doświadczenie. To wielka odpowiedzialność przed ludźmi, a przede wszystkim przed sobą”. Nie zdążył. Jedną z najciekawszych, najbarwniejszych powojennych karier artystycznych przerwała tajemnicza śmierć – oficjalnie zawał serca w wieku 42 lat.  Wcześniej, w pożarze mieszkania, spłonęła także duża część zbiorów i prac artysty – dzisiaj zostają nam więc tylko spekulacje na temat przyszłych planów tego niezwykłego człowieka.





Wszystkie cytaty pochodzą z książki Moniki Wąs „Dymny. Życie z diabłami i aniołami”, Wydawnictwo Znak, Kraków 2016

Anna Wróblewska
artykuł redakcyjny
Ostatnia aktualizacja:  7.03.2016
Zobacz również
fot. archiwum Anny Dymnej / Znak
"Córki dancingu" triumfują w Porto
Kino Narew – cały wiek z filmem
Copyright © by Stowarzyszenie Filmowców Polskich 2002 - 2019
Scroll