PORTAL
start
Aktualności
Filmy polskie
Box office
Baza wiedzy
Książki filmowe
Dokument
Scenarzyści
Po godzinach
Blogi
Konkursy
SFP
start
Wydarzenia
Komunikaty
Pożegnania
Zostań członkiem SFP
Informacje
Dla członków SFP
Kontakt
ZAPA
www.zapa.org.pl
Komunikaty
Informacje
Zapisy do ZAPA
Kontakt
KINO KULTURA
www.kinokultura.pl
Aktualności
Informacje
Repertuar
Kontakt
STUDIO MUNKA
www.studiomunka.pl
Aktualności
Informacje
Zgłoś projekt
Kontakt
AKTORZY POLSCY
www.aktorzypolscy.pl
Aktualności
Informacje
Szukaj
Kontakt
FILMOWCY POLSCY
www.filmowcypolscy.pl
Aktualnosci
Informacje
Szukaj
Kontakt
MAGAZYN FILMOWY
start
O magazynie
Kontakt
STARA ŁAŹNIA
www.restauracjalaznia.pl
Aktualności
Informacje
Rezerwacja
Kontakt
PKMW
start
Aktualności
Filmy
O programie
Kontakt
Portal
SFP
ZAPA
Kino Kultura
Studio Munka
Magazyn Filmowy
Stara Łaźnia
PKMW
Aktorzy Polscy
Filmowcy Polscy
MENU
Bożena Janicka, Zbigniew Karpowicz, Zofia Ołdak, Barbara Pec-Ślesicka, Barbara Ptak, Nikodem Wołk-Łaniewski oraz Jerzy Hoffman (Nagroda Specjalna) to laureaci dziewiątej edycji Nagród Stowarzyszenia Filmowców Polskich. Te specjalne wyróżnienia przyznawane są przez Zarząd Stowarzyszenia filmowcom, których praca przyczyniła się w wyjątkowy sposób do rozwoju polskiej kinematografii.
Nagrody Stowarzyszenia Filmowców Polskich przyznawane są od 2007 roku. Ich powstaniu towarzyszyła obowiązująca do dziś idea, by statuetki trafiały w ręce nie tylko tych przedstawicieli filmowych zawodów, którzy stoją na pierwszej linii – reżyserów, operatorów – ale także tych, którzy pozostając nieco w cieniu, mają ogromny wpływ na ostateczny kształt dzieła filmowego - dźwiękowców, montażystów czy scenografów.

Wśród zdobywców Nagród SFP w poprzednich latach są m.in.: reżyser filmów animowanych Witold Giersz, montażystka Irena Choryńska, kierownik produkcji Zygmunt Król, operator Wiesław Zdort, reżyser Sylwester Chęciński, scenograf i kostiumolog Wiesława Chojkowska, operator dźwięku Halina Paszkowska czy Jerzy Płażewski – krytyk filmowy, historyk i teoretyk sztuki filmowej.

W tym roku statuetki wykonane przez Dorotę Dziekiewicz – Pilich otrzymali:

Bożena Janicka – krytyk filmowy
Zbigniew Karpowicz - operator i reżyser filmów dokumentalnych, pedagog
Zofia Ołdak - reżyser filmów animowanych, autor zdjęć filmowych, scenarzysta
Barbara Pec-Ślesicka – kierownik produkcji
Barbara Ptak - projektant kostiumów, scenograf
Nikodem Wołk-Łaniewski – operator dźwięku
Jerzy Hoffman - reżyser filmów fabularnych i dokumentalnych, scenarzysta, producent

Nagrodę w imieniu Barbary Pec-Ślesickiej odebrał jej syn Maciej Ślesicski.

Gala Nagród Stowarzyszenia Filmowców Polskich odbyła się 17 grudnia 2015 roku w Hotelu Hilton w Warszawie.
 


Bożena Janicka
Krytyk filmowy

Bożena Janicka jest obecna w krytyce filmowej od prawie 60 lat. Kiedyś jej recenzje, felietony i wywiady – wnikliwe w treści, błyskotliwe w formie – można było znaleźć w tygodniku Film, dziś czytamy je w miesięczniku Kino. Głos Janickiej rozbrzmiewa także z anteny radiowej. Na pierwszym miejscu jest dla niej zawsze kino polskie.

Bożena Janicka przywołuje wspomnienie z lat młodzieńczych: z klasą szkolną ogląda film Pieśń Tajgi. Sala płacze, ona też. Po seansie słyszy bezlitosną ocenę mądrego księdza prefekta: Okropny melodramat! Aha, myśli sobie, więc to nie takie proste. Zaczyna się zastanawiać, jak to jest z tym kinem. Kończy dziennikarstwo na UW. Do filmu wraca w 1956 roku w magazynie Polskiego Radia Z kraju i ze świata, z którym wiąże się na 12 lat. Dwa lata później przeżywa wstrząs: ogląda Popiół i diament Andrzeja Wajdy. Jestem z pokolenia, które na dobre narodziło się dla kina wraz z tym filmem – mówi dzisiaj. W Popiele i diamencie dostrzega utwór, poprzez który artysta porozumiewa się ponad głowami rządzących ze społeczeństwem. Pojmuje, że film może być czymś więcej niż kino. Tej dewizie jest wierna do dziś: Więcej niż kino to tytuł jej audycji w Radio Tok FM. Kino traktuję jak instrument, przez który przepływa świat, jak deskę surfingową z żagielkiem; płynę na niej przez wielki ocean świata – tłumaczy. Tomasz Jopkiewicz: Janicka, dla której kino jest refleksem rzeczywistości, wyjątkowo wyraziście ukazuje współzależności polskiego filmu z przemianami politycznymi czy obyczajowymi. Barbara Hollender: Bożena Janicka niemal całe swoje zawodowe życie poświęciła polskiemu kinu.  Laureatka Nagrody SFP (a wcześniej: dwóch Nagród im. Karola Irzykowskiego za krytykę filmową, Nagrody Laterna Magica za popularyzację kina i Nagrody Prezydenta Miasta Gdańska w Dziedzinie Kultury za wkład w Ogólnopolski Konkurs Wiedzy o Filmie dla Młodzieży Szkolnej) w latach 1969-1993 kierowała działem polskim w Filmie, a od 1993 roku pełni tę funkcję w Kinie, w którym ma także swój stały felieton Ścinki. Kiedy za komuny trzeba było w „Filmie” zamieścić „słuszną” recenzję, nigdy nie zlecałam napisania jej komuś z podwładnych. Od tego byli dyżurni propagandziści spoza redakcji, dzięki czemu uniknęliśmy łamania charakterów – mówi pani Bożena. Jak charakteryzuje własne pisanie o kinie? Kino przekłada słowa scenariusza na obrazy, krytyk filmowy – obrazy na słowa. Cała rzecz w doborze właściwych słów, w czym pomaga mi przeczytanie mnóstwa książek. Nie znoszę „glindy”: banałów, frazesów. Prowadzę grę z czytelnikiem, podsuwam mu tropy, oczekując, że wnioski wyciągnie sam – tłumaczy autorka Ścinków. Janicka jest krytykiem rzetelnym i kompetentnym, erudytką, w swoich tekstach często odwołuje się do klasyki literackiej – zauważa Hollender. Mistrzowsko posługuje się chwilami wręcz zabójczą ironią, ale nie zniża się do szyderstwa – dodaje Jopkiewicz. Bożena Janicka kierowała również działem krajowym w Vivie i publikowała recenzje na portalu Wirtualna Polska. Z Krystyną Jandą napisała książki Tylko się nie pchaj i Gwiazdy mają czerwone pazury. Zredagowała pięć innych: Chełmska 21, A statek płynie…., Filmowcy, Bolesław Michałek – ambasador polskiego kina i Tadeusz Janczar. Zawód aktor Piotra Śmiałowskiego, jednego ze swych uczniów. Pracując z praktykantami, angażując się w kolejne edycje Ogólnopolskiego Konkursu Wiedzy o Filmie dla Młodzieży Szkolnej, a ostatnio w Mistrzowski Kurs Krytyki Filmowej w Gdyni, Bożena Janicka wychowała kilka pokoleń krytyków. Od 1989 roku należy do SFP, jest członkiem Koła Piśmiennictwa Filmowego.



Zbigniew Karpowicz
Operator i reżyser filmów dokumentalnych, pedagog

Ponad 100 filmów dokumentalnych, 600 tematów Polskiej Kroniki Filmowej, a wszystko to w ciągu 40 lat zatrudnienia w WFD. Niemal równie długi staż owocnej pracy dydaktycznej w PWSFTviT. Oto imponujący dorobek prof. Zbigniewa Karpowicza.

Zbigniew Karpowicz urodził się 11 grudnia 1932 roku w Łodzi, gdzie przy ul. Piotrkowskiej Ignacy Płażewski, ojciec Jerzego, miał zakład fotograficzny, któremu fotografujący z zapałem Zbyszek powierzał obróbkę swoich zdjęć. Pan Ignacy uważał, że dobrze fotografuję i doradził mi zdawanie do PWSF. W lipcu 1950 roku, po maturze, stanąłem przed komisją egzaminacyjną złożoną z mistrzów: Bohdziewicza, Mierzejewskiego, Toeplitza, Wohla. Dostałem się na rok unitarny, liczący 20 studentów reżyserii i tyluż sztuki operatorskiej, wśród których byłem i ja – wspomina Zbigniew Karpowicz. Po studiach, w roku 1955, związał się – jak się okazało na 40 lat – z WFD. Wybrałem dokument, by uniknąć sprzecznej z moim temperamentem monotonii. Ponadto w Szkole odczuwałem niedostatek zajęć praktycznych, a w WFD szybko zostawało się samodzielnym operatorem. Niecały rok byłem asystentem, po czym otrzymałem od szefowej Polskiej Kroniki Filmowej, Heleny Lemańskiej, która ukształtowała mnie jako operatora, błogosławieństwo i upragnioną kamerę – mówi Karpowicz. Z Kroniką współpracował do 1973 roku. Obsługując dwa województwa – rzeszowskie i szczecińskie, zrealizował około 600 tematów. Za jeden z nich, Pocztę konną w Bieszczadach, otrzymał nagrodę SDP. Jako autor zdjęć do profesjonalnych filmów dokumentalnych Karpowicz debiutował Szybownikami świata Jerzego Kadena (1958), reportażem z zawodów szybowcowych. Temat był mu bliski, gdyż sam pilotował szybowce. Skonstruował urządzenie do symulacji ich lotu ujęciami nakręconymi kiedy stały na ziemi.   Obok Kadena talent operatorski Karpowicza wykorzystywali inni znani dokumentaliści: Gryczełowska, Halladin, Kwiatkowska, Jankowski, a głównie – Jerzy Dmowski, Włodzimierz Pomianowski i Bogusław Rybczyński. Tworzyliśmy wielką rodzinę ludzi gotowych pracować dniami i nocami nie pytając o zarobki. Sądzę, że byłem operatorem uniwersalnym, potrafiłem filmować ludzi, przyrodę, dzieła sztuki. Zdjęcia do filmów ikonograficznych kręciłem z pomocą przyrządu własnej konstrukcji, który skracał pracę z trzech miesięcy do trzech dni – mówi Karpowicz. Nie zapomni reportażu W Mongolii (1965), ze zdjęciami swoimi i Zbigniewa Skoczka. Mongolia go zachwyciła. Był to jeden z kilku filmów, które podpisał także jako reżyser. Ledwo z Jankowskim i operatorem Antonim Staśkiewiczem wrócił ze zdjęć do reportaży Synowie Nilu (1968), Spotkanie z Kairem (1968) i Wysoka tama (1968), a już ponownie był w Egipcie, by w latach 1971-1973 wykładać w Cairo Higher Cinema Institute. Po powrocie, zwracając Kazimierzowi Konradowi, dziekanowi Wydziału Operatorskiego PWSFTviT, pożyczone od niego podręczniki filmowania, usłyszał, że ma wypożyczenie… odpracować. Jak? – zapytał. Wykładając w Szkole – odparł Konrad. Od 1972 roku do 2008 Karpowicz prowadził zajęcia z filmu dokumentalnego. 20 lat temu otrzymał tytuł profesora. Praca w Szkole dała mi wiele satysfakcji – wyznaje. Bardzo lubiłem profesora Karpowicza. Był wykładowcą otwartym na pomysły studentów, pogodnym człowiekiem o wielkiej kulturze osobistej – mówi operator Józef Romasz. Przyszłym filmowcom zwracał uwagę na etyczną stronę ich działań artystycznych, wpajając szacunek do bohatera filmu, jego pracy, ogólnie mówiąc: życia – dodaje Janusz Tylman, również autor zdjęć filmowych. Zbigniew Karpowicz jest członkiem SFP od 1968 roku. Zasiadał w Zarządzie Głównym (2007-2011), obecnie należy do Koła Seniora. Aktualnemu Zarządowi zawdzięczamy wiele udogodnień socjalnych, które bardzo sobie cenię – podkreśla.



Zofia Ołdak
Reżyser filmów animowanych, autor zdjęć filmowych, scenarzysta

Na często nagradzany dorobek artystyczny Zofii Ołdak składa się około 40 filmów krótkometrażowych. Przeważają filmy animowane dla dzieci, ale są też satyryczne animacje dla dorosłych i dokumenty. Zofia Ołdak od lat bardzo aktywnie działa m.in. w Stowarzyszeniu Filmowców Polskich.

Zofia Ołdak urodziła się w Łodzi. Ukończyła Szkołę Główną Handlową-Wyższą Szkołę Ekonomiczną. Trzyletni (1952-1955) nakaz pracy uniemożliwił jej start na inne studia. Uczęszczała na prywatne kursy rysunku, malarstwa, grafiki i historii sztuki w Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych. Pochłonęła mnie fotografia, od niej zaczęła się moja droga do kina. W 1955 roku zdawałam na Wydział Operatorski Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej i Filmowej. Przyjęto mnie za pierwszym razem, byłam wtedy jedyną dziewczyną na Wydziale – mówi pani Zofia. W Szkole, którą ukończyła w 1960 roku, także reżyserowała filmy. Jej pierwszy film, Rebus (1959), powstał jako ćwiczenie operatorskie, które pozwolono udźwiękowić. Etiuda ta otrzymała III nagrodę na Festiwalu Filmów PWSTiF w Warszawie. Zyskała też uznanie Normana McLarena. Debiutem zawodowym Zofii Ołdak był film lalkowy dla dorosłych Hydraulicy (1960), zrealizowany w Studio Małych Form Filmowych Se-Ma-For w Łodzi. W wytwórni odczytano go jako satyrę na klasę robotniczą i z oceną niedostateczną wysłano na kolaudację do Warszawy. W kolaudacji uczestniczył krytyk Lech Pijanowski, który nie lubił filmów lalkowych. Po projekcji wyznał wszakże, że pierwszy raz mu się taki film podobał, a hydraulicy będą mu się śnić po nocach. Uratował mój debiut – wspomina Zofia Ołdak.  Za inny satyryczny film lalkowy, Klient nasz pan (1963), artystka dostała Srebrnego Smoka na III Ogólnopolskim Festiwalu Filmów Krótkometrażowych w Krakowie i Wyróżnienie Jury Uniwersytetu Ludowego na XII Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Mannheim. Po tych satyrach uznano, że powinnam robić tylko filmy dla dzieci. Wiązało się to z moimi przenosinami do Warszawy i rozpoczęciem pracy w Studio Miniatur Filmowych. Pozostałam przy filmie lalkowym, gdyż lubię formy przestrzenne. Często łączyłam lalki z żywym planem aktorskim. W „Miniaturach” zrobiłam serię „Piesek w kratkę” (1968), która na I Ogólnopolskim Festiwalu Filmów dla Dzieci i Młodzieży w Poznaniu zdobyła Brązowe Koziołki, a na III – Nagrodę Jury Dziecięcego „Marcinek”. Seria „Plastusiowy pamiętnik” (1980-1981) powstała w Se-Ma-Forze. Po latach obie serie są nadal rozpowszechniane, a Plastuś ma w Łodzi spiżowy pomnik – cieszy się reżyserka. Zofia większość życia zawodowego poświęciła pracy nad filmami dla dzieci i młodzieży. Pokazy jej twórczości gromadziły tłumy malców z rodzicami, którzy znali te piękne filmy z własnego dzieciństwa i chcieli je sobie przypomnieć – mówi Witold Giersz. Spośród swych filmów nie animowanych Zofia Ołdak ceni sobie zwłaszcza dokumenty historyczne: Piosenka o porcelanie (1983) i Abecadło kaszubskie (1986) oraz Łatę (1988) i Halo, jestem tutaj! (1991). Od 1968 roku jest członkiem SFP. Zasiadała w Zarządzie Głównym i ciałach związanych z filmem animowanym oraz filmem dla dzieci i młodzieży, zainicjowała Dyskusyjny Klub Filmowy przy SFP. W ZAiKS-ie, do którego należy od 1971 roku, wypromowała coroczną Nagrodę za Twórczość dla Dzieci i Młodzieży. Działała ponadto w Association Internationale du Film d’Animation (ASIFA) i Centre International du Film pour l’Enfance et la Jeunesse (CIFEJ). Zofia Ołdak została odznaczona m.in. Złotym Krzyżem Zasługi i Srebrnym Medalem Zasłużony Kulturze Gloria Artis. Na 33. Międzynarodowym Festiwalu Filmów Młodego Widza Ale Kino! w Poznaniu w 2015 roku otrzymała Platynowe Koziołki za Całokształt Twórczości.



Barbara Pec-Ślesicka
Kierownik produkcji

Wszystko na sprzedaż, Wesele, nominowana do Oscara Ziemia obiecana, Człowiek z marmuru, nominowane do Oscara Panny z Wilka, nagrodzony Złotą Palmą w Cannes i nominowany do Oscara Człowiek z żelaza… Te i inne głośne filmy Andrzeja Wajdy to także owoc pracy Barbary Pec-Ślesickiej, która kierowała ich produkcją. Z Wajdą i Bolesławem Michałkiem laureatka Nagrody SFP prowadziła zasłużony Zespół Filmowy X. Jako kierownik produkcji współpracowała też m.in. z Agnieszką Holland, Feliksem Falkiem, Januszem Zaorskim i Andrzejem Żuławskim.

Barbara Pec-Ślesicka ukończyła w Łodzi – mieście swego urodzenia – studia w na Wydziale Organizacji Produkcji Filmowej Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej (1957). Karierę rozpoczęła w Zespole Filmowym Syrena od współpracy produkcyjnej przy realizacji komedii Tadeusza Chmielewskiego Ewa chce spać (1957). Wkrótce przeszła do Zespołu Filmowego Kamera, gdzie z jej udziałem (współpraca produkcyjna lub II kierownik produkcji) powstał m.in. ostatni film Andrzeja Munka Pasażerka (1961-1963) i Rękopis znaleziony w Saragossie Wojciecha Jerzego Hasa (1964). W Kamerze debiutowała jako kierownik produkcji nowelą Andrzeja Wajdy w Miłości dwudziestolatków (1962). Tamto pierwsze spotkanie z Barbarą nie zapowiadało długiej i szczęśliwej drogi, jaką oboje przeszliśmy, wspólnie realizując większość moich filmów zauważonych przez publiczność w kraju i na świecie. Barbaro, służyłaś mi niezawodnym i niezastąpionym wsparciem w zmaganiach z politycznymi i ekonomicznymi trudnościami tamtych czasów. Owe lata i filmy powracają coraz częściej w mojej pamięci jako wyraz wspólnej walki o polskie kino, o jego znaczenie w Polsce i na świecie – napisał Andrzej Wajda. Długą i szczęśliwą drogą kroczyli oboje 30 lat, pozostawiając na niej wiele wybitnych dzieł. Wielbiłam pracę z Andrzejem! Wszystko sobie szczerze mówiliśmy, wiedząc, że się na siebie nie obrazimy. Z naszych filmów najbardziej lubię „Ziemię obiecaną”. Trudy produkcji tego ogromnego przedsięwzięcia dzieliłam z Janiną Krassowską. Młodzieńczy zapał nas wszystkich pokonywał każdą przeszkodę – mówi pani Barbara. Odwaga, determinacja, ale też producencka wiedza i rozwaga pozwalała Basi kierować produkcją takich filmów Andrzeja, jak „Człowiek z marmuru” czy „Człowiek z żelaza”. Basia zawsze godziła ograniczenia produkcyjne z wymaganiami reżyserów. Walczyła do upadłego w obronie reżyserskiej wizji i powstających filmów. W czasach, kiedy każdy odważniejszy pomysł był tłumiony w zarodku, chroniła twórców przed atakami administracji, pomagała im talentem i sercem. Dzięki jej mądrości powstało wiele ważnych, świetnych filmów, a reżyserzy mogli wcielać w życie najbardziej szalone pomysły. Ściskam Cię, Basiu, najserdeczniej i gratuluję Nagrody SFP, na którą po stokroć zasłużyłaś! – napisał scenograf Allan Starski. W latach 1972-1983 Barbara Pec-Ślesicka była szefem produkcji Zespołu Filmowego X, którym od strony artystycznej kierował Wajda, a literackiej – głównie Bolesław Michałek. Powstały tam m.in. filmy spod znaku torującego drogę do demokracji kina moralnego niepokoju, np.: Wodzirej Falka (1977) i Aktorzy prowincjonalni Holland (1978), a potem filmy antystalinowskie z Przesłuchaniem Ryszarda Bugajskiego (1982) na czele. W „Iksie” panowała rodzinna atmosfera, każdy dawał z siebie wszystko – mówi Barbara Pec-Ślesicka. W latach 90. kierowała produkcją kilku udanych filmów, takich jak nagrodzona Złotym Globem Europa, Europa Holland (1990), czy Tato Macieja Ślesickiego (1995). W 2001 roku była współzałożycielką Szkoły Wajdy. Jest członkiem założycielem SFP i członkiem Polskiej Akademii Filmowej. Posiada m.in. Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski za wybitne zasługi dla kultury narodowej, za osiągnięcia w twórczości artystycznej.



Barbara Ptak
Projektant kostiumów, scenograf

Kostiumy zaprojektowane przez Barbarę Ptak podziwiamy w około 80 filmach i serialach. Cztery obrazy kinowe: Nóż w wodzie Romana Polańskiego (1961), Faraon Jerzego Kawalerowicza (1965), Ziemia obiecana Andrzeja Wajdy (1974) oraz Noce i dnie Jerzego Antczaka (1975) nominowano do Oscara za najlepszy film nieanglojęzyczny. Wśród seriali są Wielka miłość Balzaka Wojciecha Solarza (1973) i Królowa Bona Janusza Majewskiego (1980). Dorobek artystyczny Barbary Ptak liczy też blisko 140 spektakli teatralnych i operowych.

Barbara Ptak pochodzi z Chorzowa. Jest absolwentką Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie i Warszawie. W tej drugiej uzyskała dyplom na Wydziale Grafiki Artystycznej w pracowni prof. Józefa Mroszczaka. Karierę zawodową rozpoczęła w Gliwickim Teatrze Muzycznym. Zaprzyjaźniłam się tam ze scenografem i projektantem kostiumów Bolesławem Kamykowskim, który zaproponował mi pracę w filmie. Towarzyszyłam mu w tworzeniu scenografii i kostiumów do „Waleta pikowego” Tadeusza Chmielewskiego (1960) – mówi Barbara Ptak. W Nożu w wodzie była już projektantką kostiumów. W czołówce nie ma jej nazwiska, ale pani Barbara potwierdza: Kostiumy w „Nożu w wodzie” to moje dzieło. Czołówki nie zawsze oddają stan faktyczny. Mój udział w realizacji „Panienki z okienka” Marii Kaniewskiej (1964) i „Faraona” był większy niż można by sądzić z napisów – dodaje. W ciągu 45 lat pracy w kinematografii, jakie upłynęły między Waletem pikowym a jak dotąd ostatnim filmem w dorobku Barbary Ptak – Diabłem Tomasza Szafrańskiego (2005, scenografia i kostiumy), artystka wracała na plan zdjęciowy Tadeusza Chmielewskiego, by olśnić kostiumami widzów kryminału Wśród nocnej ciszy (1978), czy Wiernej rzeki (1983, prem. 1987). Z Kazimierzem Kutzem pracowała m.in. przy Perle w koronie (1971) i Paciorkach jednego różańca (1979). Wspierała debiutantów: Janusza Majewskiego (Sublokator, 1966), Wojciecha Marczewskiego (Zmory, 1978), Waldemara Krzystka (W zawieszeniu, 1987). Nigdy nie korzystała z gotowych strojów, wszystkie sama projektowała. Nie bałam się superprodukcji. Do „Nocy i dni” stworzyłam 3,5 tysiąca projektów kostiumów. Do „Ziemi obiecanej” – około 600. To mój ulubiony film – wyznaje Barbara Ptak. Powieść Reymonta odczytałam inaczej niż Andrzej Wajda. Wymieniliśmy poglądy i reżyser dał mi wolną rękę. Niepokoił się, co też ja wymyślę, ale rezultatem był zaskoczony pozytywnie. Podczas zdjęć, jeśli chciał wprowadzić poprawkę w czyimś ubiorze, a mnie akurat nie było na planie, posyłał po mnie samochód, żebym ją naocznie zaakceptowała. Andrzej często wspomina naszą cudowną współpracę przy „Ziemi obiecanej” – zwierza się pani Barbara. Ciepłe słowa kierują do niej także inni reżyserzy. Podkreślają, że jest bezpośrednia, serdeczna, nie stwarza dystansu, a do każdego zadania podchodzi z młodzieńczym zapałem. Barbara Ptak łączy talent z pracowitością. Kiedy kręciliśmy „Królową Bonę”, niestrudzenie poszukiwała materiałów w NRD, a ozdób w Czechosłowacji. Osobiście doglądała każdego szczegółu – wspomina Janusz Majewski. Do „Wielkiej miłości Balzaka” Basia wymyśliła kostiumy o wspaniałych walorach artystycznych: pasujące do epoki, indywidualnych cech postaci, kolorystyki serialu. A zarazem funkcjonalne: aktorzy czuli się w nich swobodnie jak we własnych ubraniach – dodaje Wojciech Solarz. Barbara Ptak, członek SFP, została odznaczona m.in. Srebrnym Medalem Zasłużony Kulturze Gloria Artis i Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski nadanym przez Prezydenta RP Bronisława Komorowskiego. Wciąż jest aktywna: obecnie z niespożytą energią pracuje w Teatrze Wielkim w Łodzi nad kostiumami do Nocy w Wenecji, a jest ich 400! Ale pani Barbara utrzymuje, że właśnie w takich sytuacjach jest w swoim żywiole.



Nikodem Wołk-Łaniewski
Operator dźwięku

Ma za sobą 47 lat pracy zawodowej, w dorobku – ponad 100 filmów, seriali i spektakli telewizyjnych, a na koncie: trzy Orły, sześć nominacji do Orła, a także nagrodę na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdańsku i nominację do nagrody na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni. Jako jeden z pierwszych realizował w kinie polskim dźwięk w formatach Dolby Stereo i Dolby Digital.

Orły otrzymał za dźwięk w filmach: Pan Tadeusz Andrzeja Wajdy (1999), Prymas, trzy lata z tysiąca Teresy Kotlarczyk (2000) i Mój Nikifor Krzysztofa Krauzego (2004). Nominacje do Orła zawdzięcza m.in. Pogodzie na jutro Jerzego Stuhra (2003), z którym często pracował, oraz Placowi Zbawiciela Joanny Kos-Krauze i Krzysztofa Krauzego. Z Gdańska przywiózł nagrodę za dźwięk w komedii Janusza Rzeszewskiego i Mieczysława Jahody Hallo Szpicbródka czyli ostatni występ króla kasiarzy (1978). Z Gdyni – nominację do nagrody za dźwięk w filmie Juliusza Machulskiego V.I.P. (1991). Nikodem był wtedy już wszechstronnym i wytrawnym operatorem dźwięku, trafnie wykorzystał nowy środek wyrazu: Dolby Stereo – mówi Machulski. Nikodem Wołk-Łaniewski urodził się 20 września 1944 roku w Zalesiu. Większość dzieciństwa spędził w Bytomiu. W ogólnokształcącej szkole muzycznej grał na różnych instrumentach, ale nie widział siebie jako muzyka-instrumentalisty. Moja nauczycielka, pianistka, doradziła mi, żebym zdawał na studia na Wydział Reżyserii Muzycznej w Państwowej Wyższej Szkole Muzycznej w Warszawie. Dostałem się, a że kochałem kino, wybierając specjalizację zdecydowałem się na reżyserię dźwięku w filmie. W 1968 roku podjąłem pracę w Pracowni Filmów Szkolnych Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej i Filmowej w Łodzi i ukończyłem studia. Zdobyte wcześniej wykształcenie muzyczne ułatwia mi współpracę z kompozytorami muzyki filmowej – mówi Wołk-Łaniewski. Po studiach tegoroczny laureat Nagrody SFP, będąc asystentem operatora dźwięku w Wytwórni Filmów Dokumentalnych, wspierał Jana Szmańdę w realizacji Kolumbów Janusza Morgensterna (1970). Wkrótce zadebiutował jako operator dźwięku telewizyjnym filmem Janusza Zaorskiego Na dobranoc (1970). Mój debiut kinowy to „Trzeba zabić tę miłość” Morgensterna (1971). Wypadł chyba dobrze: „setki” i postsynchrony brzmiały równie naturalnie – cieszy się pan Nikodem. Wołk-Łaniewski dwa lata realizował popularny serial Jerzego Passendorfera Janosik (1974). Źródłem satysfakcji artystycznej stała się dla niego głównie twórczość Piotra Szulkina – od Golema (1979) po Ubu Króla (2003), wyłączywszy Feminę (1990). Mikrofonem współkreowałem zmyślony świat filmów Piotra: nierzadko wizualnie opustoszały, prawie martwy, a przecież ożywiony dźwiękiem! – tłumaczy. W filmach monofonicznych Wołk-Łaniewski tworzył poczucie przestrzennej głębi obrazu: w Dolinie Issy Tadeusza Konwickiego (1981) budował dźwiękami świat natury; w Krótkim filmie o miłości Krzysztofa Kieślowskiego (1988) z pomocą tzw. atmosfer kreował przestrzeń międzyblokową wielkomiejskiego osiedla mieszkaniowego. Nikodem, z którym zrobiłem „V.I.P.” i – też w Dolby – „Szwadron” (1992), dbał o to, by nagrać najlepszy dźwięk, nie stwarzając dyskomfortu aktorom i ekipie – chwali naszego laureata Juliusz Machulski. Przyswojenie nowych technologii realizacji dźwięku zawdzięczam w dużej mierze współpracy ze Studiem Sonoria – mówi Wołk-Łaniewski. Nikodem to nasz mistrz: zdolny, pracowity, skrupulatny. Jest wychowawcą nowych pokoleń dźwiękowców – podkreśla szefowa Sonorii Małgorzata Przedpełska-Bieniek. Nowe pokolenia dźwiękowców profesor sztuk muzycznych Nikodem Wołk-Łaniewski wychowuje na Wydziale Reżyserii Dźwięku Uniwersytetu Muzycznego Fryderyka Chopina w Warszawie. Prowadzę m.in. wykłady z estetyki dźwięku w filmie i bardzo je lubię – wyznaje. Nikodem Wołk-Łaniewski jest członkiem Zarządu Koła Reżyserów Dźwięku SFP.



Jerzy Hoffman
Reżyser filmów fabularnych i dokumentalnych, scenarzysta, producent

Barwna postać, bogaty życiorys, wspaniała twórczość. Jerzy Hoffman dał nam przede wszystkim ekranizację Trylogii Henryka Sienkiewicza, w tym Potop, nominowany do Oscara dla najlepszego filmu nieanglojęzycznego. Przyczynił się też do powstania słynnej czarnej serii w filmie dokumentalnym.

Urodził się 15 marca 1932 roku w Krakowie. Szczęśliwe dzieciństwo w Gorlicach przerwała wojna i wywózka na Sybir, która paradoksalnie ocaliła przyszłego reżysera od Holocaustu. Po wojnie: powrót do kraju, studia na Wydziale Reżyserii WGiK-u w Moskwie (rok ukończenia: 1955), kierowanie Zespołem Filmowym Zodiak (1980-1997), wiceprezesura Zarządu Głównego SFP (1983-1987), członkowstwo w Komitecie Kinematografii (1987-1989), współtworzenie spółki Zodiak Jerzy Hoffman Production (1997), no i trudy realizacji filmów, zwłaszcza superprodukcji według Trylogii (11 lat walki o Ogniem i mieczem!). Mogę wszystko powiedzieć o swoim życiu, tylko nie to, że było nudne. Kochałem życie ze wszystkimi jego barwami – wyznaje Jerzy Hoffman, członek założyciel SFP i członek Polskiej Akademii Filmowej. Robienie filmów zawsze sprawiało mi frajdę – podkreśla. Zaczął od dokumentów, które zainicjowały czarną serię, przeciwstawiającą lukrowi filmów socrealistycznych gorzką prawdę. Dwa najgłośniejsze, zrealizowane – jak większość z ponad 20 filmów dokumentalnych w dorobku Hoffmana – z Edwardem Skórzewskim, to Uwaga, chuligani! (1955) i Dzieci oskarżają (1956). Świetne była też ich dokumenty religijne Pamiątka z Kalwarii (1958) i Dwa oblicza Boga (1960). W fabule Hoffman debiutował – w duecie ze Skórzewskim – wyborną komedią Gangsterzy i filantropi (1962). Obaj nakręcili jeszcze Prawo i pięść (1964), udany polski western, i Trzy kroki po ziemi (1965). Dalsze filmy – od rewelacyjnego, 25-minutowego Ojca (1967) po pierwszy film polski w 3D: 1920. Bitwa Warszawska (2011) – Hoffman reżyserował sam. Adaptacja Trylogii: Pan Wołodyjowski (1968), Potop (1974, pierwszy film polski w systemie Panavision), Ogniem i mieczem (1999) przyciągnęła do kin miliony widzów, podobnie jak Trędowata (1976) czy Znachor (1981). Piękna nieznajoma (1992) i Stara baśń (2003) to także filmy historyczno-kostiumowe, a Do krwi ostatniej (1978) i Wedle wyroków Twoich… (1983) – wojenno-okupacyjne. Znaczącym powrotem do dokumentu był film Ukraina. Narodziny narodu (2007). Brak filmów Jerzego Hoffmana w historii polskiego kina byłby (zachowując proporcje) podobny do braku w dziejach Polski Grunwaldu, Wiednia, Somosierry. Już samo podjęcie się ekranizacji „Trylogii” było brawurową szarżą. Jej rezultat okazał się wielkim triumfem. Sądzę, że Sienkiewicz by się z tym zgodził – uważa Daniel Olbrychski. Mistrz ma uczniów: jednym z wybitnych reżyserów, który zaczynał karierę w Zodiaku, jest Waldemar Krzystek. Dziś mówi: Każdy debiutant marzy o takim opiekunie artystycznym, jakim dla mnie był Hoffman: lojalnym, odganiającym od filmu czarne chmury. Jego roli w moim starcie zawodowym nie da się przecenić. Filmy Hoffmana nagradzano w kraju (m.in. Złote Lwy na 1. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdańsku, siedem Złotych Kaczek w plebiscytach czytelników Filmu) i za granicą (Chicago, Moskwa, Oberhausen). Reżyser otrzymał Orła – Polską Nagrodę Filmową – za Osiągnięcia Życia i Platynowe Lwy za Całokształt Twórczości na 34. FPFF w Gdyni. Odznaczony został zaś m.in. Krzyżem Wielkim Orderu Odrodzenia Polski i Złotym Medalem Zasłużony Kulturze Gloria Artis. Posiada także ukraiński order Za zasługi, Złoty Medal Polonii Amerykańskiej i tytuł Doktora Honoris Causa moskiewskiego WGIK-u. Dobrze, że kiedy prawdziwa sztuka schodzi w społeczeństwie na daleki plan, SFP docenia wielkiego artystę Jerzego Hoffmana – cieszy się aktorka Ewa Wiśniewska.
aw/ab/gw/mz
SFP
Ostatnia aktualizacja:  19.12.2015
Zobacz również
fot. Borys Skrzyński/SFP
Muzeum Dobranocek – powrót do krainy dzieciństwa
Składy komisji eksperckich PISF
Copyright © by Stowarzyszenie Filmowców Polskich 2002 - 2020
Scroll