PORTAL
start
Aktualności
Filmy polskie
Box office
Baza wiedzy
Książki filmowe
Dokument
Scenarzyści
Po godzinach
Blogi
Konkursy
SFP
start
Wydarzenia
Pożegnania
Zostań członkiem SFP
Informacje
Dla członków SFP
Kontakt
ZAPA
www.zapa.org.pl
Komunikaty
Informacje
Zapisy do ZAPA
Kontakt
KINO KULTURA
www.kinokultura.pl
Aktualności
Informacje
Repertuar
Kontakt
STUDIO MUNKA
www.studiomunka.pl
Aktualności
Informacje
Zgłoś projekt
Kontakt
AKTORZY POLSCY
www.aktorzypolscy.pl
Aktualności
Informacje
Szukaj
Kontakt
FILMOWCY POLSCY
www.filmowcypolscy.pl
Aktualnosci
Informacje
Szukaj
Kontakt
MAGAZYN FILMOWY
start
O magazynie
Kontakt
STARA ŁAŹNIA
www.restauracjalaznia.pl
Aktualności
Informacje
Rezerwacja
Kontakt
PKMW
start
Aktualności
Filmy
O programie
Kontakt
Portal
SFP
ZAPA
Kino Kultura
Studio Munka
Magazyn Filmowy
Stara Łaźnia
PKMW
Aktorzy Polscy
Filmowcy Polscy
MENU
Bohaterem nowego numeru „Magazynu Filmowego” (nr 11/2015), jest Arkadiusz Tomiak. Z tym znakomitym i wszechstronnym operatorem rozmawia Andrzej Bukowiecki. Oto fragment wywiadu, który w całości będzie można przeczytać na łamach pisma, już 10 listopada.
Andrzej Bukowiecki: "Karbala" Krzysztofa Łukaszewicza na ekranach, "Zaćma" Ryszarda Bugajskiego i „Mały Jakub” Mariusza Bielińskiego czekają na premiery. Do wszystkich tych filmów zdjęcia zrobił Arek Tomiak. Dzieje się…

Arkadiusz Tomiak: Nie narzekam na brak zajęć. Momentem szczególnie ważnym dla mnie było dołączenie do ekipy „Karbali”. Od kolegów po fachu słyszałem, że każdy operator marzy o tym, by mieć w dorobku film wojenny. Mnie się udało. Myślę, że film jest udany, chociaż teoretycznie nie miał prawa się udać. Uprzedzano mnie o tym, przestrzegano, że mogę sobie nie poradzić. Ale lubię wyzwania i polegam na własnej intuicji, a ta podpowiadała mi, że będzie dobrze. I było.

Dlaczego obawiano się, że będzie źle? Za mały budżet?

Jak na superprodukcję wojenną, pieniędzy mieliśmy niewiele. Z „Karbalą” były od początku kłopoty. Latem zeszłego roku zdjęcia zaczęły się już po raz drugi i szczęśliwie dobrnęły do końca. Za pierwszym razem przerwano je po pięciu dniach, jak się okazało – na prawie trzy lata. Nie chcę wnikać w powody tej decyzji. Tak długa przerwa spowodowała, że zmienił się operator – na prośbę producenta filmu, Włodzimierza Niderhausa zastąpiłem Łukasza Bielana, który miał inne zobowiązania zawodowe. Z tych samych względów, w obsadzie miejsce Marcina Dorocińskiego zajął Bartłomiej Topa. Nie zmienił się reżyser – Krzysztof Łukaszewicz.

Musiał być zdeterminowany, skoro dokończył „Karbalę”.

Trudności go mobilizowały. A miał je nie tylko z pieniędzmi, ale także ze zrobieniem zdjęć za granicą. Film, którego akcja dzieje się w Iraku, jeśli ma być wiarygodny, nie powinien być w całości kręcony w Polsce. Tymczasem wszędzie tam, dokąd chcieliśmy udać się z kamerami, robiło się niebezpiecznie, wybuchały konflikty zbrojne. Skończyło się na ośmiu dniach zdjęciowych w Jordanii. "Karbala" w osiemdziesięciu procentach powstała w kraju.


"Karbala", reż. Krzysztof Łukaszewicz, zdj. Arkadiusz Tomiak, fot. Robert Pałka/WFDiF/NEXT FILM.

W tych warunkach stworzenie na ekranie wiarygodnego obrazu Iraku musiało być trudne, a jednak się powiodło. Jak to było możliwe?

Duża w tym zasługa scenografa Marka Warszewskiego, który tak umiejętnie wybrał, i tanim kosztem zaadaptował, obiekty zdjęciowe w Polsce, że przypominały do złudzenia budowle irackie. Przekonujący obraz Iraku powstał też dzięki specjalnym efektom wizualnym, które wykonała Orka, przy czym pracownicy tego studia towarzyszyli nam już podczas zdjęć, co ułatwiło zaplanowanie efektów.

Uniknięto więc katastrofy, którą wieszczono produkcji „Karbali”. W jaki sposób? Chyba nie wystarczyła sama determinacja reżysera?

Katastrofa wisiała na włosku, bo z filmami czasem jest tak, że jeśli produkcję od początku prześladuje pech, to potem trapi on kolejne piony realizacyjne, ekipę i aktorów ogarnia zniechęcenie, słowem: robi się coraz gorzej. Na szczęście bywa też inaczej. Wszystko staje się nagle prostsze i łatwiejsze, kiedy pracuje się z kierownikiem produkcji Andrzejem Besztakiem, dla którego nie ma rzeczy niemożliwych; kiedy na planie jest Kazio Wróblewski, pirotechnik i specjalista od broni, fanatyk tego, co robi, z którym spotkałem się już przy „Wichrach Kołymy” i „Obławie”. Albo kiedy wchodzi się do dekoracji zaprojektowanej przez Marka Warszewskiego i dech zapiera z wrażenia. W ogóle tak wielkiego zaangażowania ekipy i aktorów w realizację filmu, jakie towarzyszyło kręceniu "Karbali", dawno nie widziałem. Ta pozytywna energia – płynąca także od mojego, operatorskiego, pionu – dodawała nam sił i pozwoliła zmieścić się w 34 dniach zdjęciowych. Często wracaliśmy z planu zmęczeni, umorusani, z pyłem i piachem w ustach, ale zadowoleni z solidnie wykonanej pracy.

 

Andrzej Bukowiecki
Magazyn Filmowy SFP, 11 (51)/2015
Ostatnia aktualizacja:  27.02.2016
Zobacz również
fot. Jacek Drygała
Polski montażysta w Amerykańskiej Akademii Filmowej
[wideo] 10 lat emocji. "Pod żadnym pozorem nie możemy ich zawieść"
Copyright © by Stowarzyszenie Filmowców Polskich 2002 - 2019
Scroll