PORTAL
start
Aktualności
Filmy polskie
Box office
Baza wiedzy
Książki filmowe
Dokument
Scenarzyści
Po godzinach
Blogi
Konkursy
SFP
start
Wydarzenia
Pożegnania
Zostań członkiem SFP
Informacje
Dla członków SFP
Kontakt
ZAPA
www.zapa.org.pl
Komunikaty
Informacje
Zapisy do ZAPA
Kontakt
KINO KULTURA
www.kinokultura.pl
Aktualności
Informacje
Repertuar
Kontakt
STUDIO MUNKA
www.studiomunka.pl
Aktualności
Informacje
Zgłoś projekt
Kontakt
AKTORZY POLSCY
www.aktorzypolscy.pl
Aktualności
Informacje
Szukaj
Kontakt
FILMOWCY POLSCY
www.filmowcypolscy.pl
Aktualnosci
Informacje
Szukaj
Kontakt
MAGAZYN FILMOWY
start
O magazynie
Kontakt
STARA ŁAŹNIA
www.restauracjalaznia.pl
Aktualności
Informacje
Rezerwacja
Kontakt
PKMW
start
Aktualności
Filmy
O programie
Kontakt
Portal
SFP
ZAPA
Kino Kultura
Studio Munka
Magazyn Filmowy
Stara Łaźnia
PKMW
Aktorzy Polscy
Filmowcy Polscy
MENU
WYDARZENIA
  18.09.2015
Wiodącym tekstem nowego numeru „Magazynu Filmowego” (nr 10/2015) jest artykuł Marcina Adamczaka „Czas niepewności”, poświęcony problemom dystrybucji filmowej w dobie internetu. Oto jego fragment, a całość będzie można przeczytać na łamach pisma już 10 października.
Podążając wiernie za najprostszą definicją dystrybucji, moglibyśmy powziąć błędne przekonanie, iż jest ona sferą przyziemną, głównie handlową i dość techniczną. Innymi słowy: nudną i odbiegającą od migotliwego, ryzykownego świata produkcji oraz jej ekranowych efektów, blichtru gwiazd i festiwali oraz powodujących zawrót głowy budżetów i możliwości filmowej techniki. Dystrybutor to bowiem firma handlowa, która sprzedaje utwór filmowy na różnych polach eksploatacji, przede wszystkim w kinach, pośród nadawców telewizyjnych, na płytach DVD/Blu-ray oraz na VoD. Ot, kupiec i pośrednik.

Już w analogowym świecie dwudziestego wieku wizja zakładająca niewielkie, rutynowe znaczenie dystrybucji byłaby mylącą. Od zarania systemu klasycznego Hollywood, w pierwszej połowie stulecia, to nie przyciągająca uwagę postronnych obserwatorów produkcja, lecz opanowanie kanałów dystrybucji oraz sieci kin gwarantowały realną kontrolę na rynkiem i dostęp do strumienia zysków. Zapewniało ono szereg wymiernych korzyści: decydowanie o terminie, czasie i zakresie obecności własnego produktu na ekranach, a także o dostępie do ekranów produktów konkurencji. Umożliwiało to stosowanie praktyk sprzedaży utworów w pakietach oraz przed ukończeniem filmu; sytuowało na uprzywilejowanej, początkowej pozycji w łańcuchu podmiotów czerpiących zyski z rozpowszechniania; dostarczało unikalnej wiedzy o preferencjach widowni. Z tego, iż to właśnie opanowanie dystrybucji jest kluczem do dominującej pozycji rynkowej zdawali sobie sprawę nie tylko szefowie hollywoodzkich studiów, lecz także Europejczycy, kiedy jeszcze starali się konkurować z tymi pierwszymi o rynkowy prymat przynajmniej na swoich macierzystych rynkach. Michael Kuhn, będąc prezesem mającej takie ambicje PolyGram Filmed Entertainment, mówił: „Jeśli zaczniesz analizować biznes filmowy odkryjesz, że nikt nie zarabia pieniędzy na produkcji. Podobnie jak w przemyśle muzycznym, zyski przynosi dystrybucja. W sytuacji idealnej w ogóle nie trudnilibyśmy się produkcją (...). Niestety, świat nie jest taki prosty. Nie możesz polegać na zewnętrznych źródłach i »spotowych« dostawach filmów, ponieważ nie jesteś wówczas w stanie zapewnić stałego i pewnego dostępu do nowych filmów. Stąd koniecznym jest wikłanie się w produkcję”.

Być może najlepszej metafory uzmysławiającej znaczenie tego sektora dostarczył Benjamin Barber, porównując u schyłku zeszłego stulecia znaczenie kanałów dystrybucji utworów audiowizualnych do roli, jaką grają rurociągi w handlu ropą naftową. Najbardziej nawet pożądany surowiec pozostaje bezwartościowy, jeśli brakuje możliwości dostarczenia go odbiorcom.

To, co było newralgicznym elementem kontroli nad rynkiem w coraz bardziej zamierzchłym analogowym świecie dwudziestowiecznym, w wyniku rozwoju technologii w stuleciu następnym jeszcze bardziej zyskało na znaczeniu. Dystrybucja filmowa nie jest już dzisiaj jedynie kwestią zysków i ekonomicznego powodzenia. Nie jest przesadą twierdzenie, iż ten właśnie sektor kinematografii, z pozoru będący jedynie „rutynowym” pośrednictwem, będzie determinował kondycję kina oraz koleje losu X muzy w bieżącym stuleciu.

Marcin Adamczak
Magazyn Filmowy
Ostatnia aktualizacja:  18.09.2015
Zobacz również
fot. Kuba Kiljan/SFP
Polacy triumfują w Chinach
Tadeusz Chmielewski, czyli polski Billy Wilder
Copyright © by Stowarzyszenie Filmowców Polskich 2002 - 2019
Scroll