PORTAL
start
Aktualności
Filmy polskie
Box office
Baza wiedzy
Książki filmowe
Dokument
Scenarzyści
Po godzinach
Blogi
Konkursy
SFP
start
Wydarzenia
Pożegnania
Zostań członkiem SFP
Informacje
Dla członków SFP
Kontakt
ZAPA
www.zapa.org.pl
Komunikaty
Informacje
Zapisy do ZAPA
Kontakt
KINO KULTURA
www.kinokultura.pl
Aktualności
Informacje
Repertuar
Kontakt
STUDIO MUNKA
www.studiomunka.pl
Aktualności
Informacje
Zgłoś projekt
Kontakt
AKTORZY POLSCY
www.aktorzypolscy.pl
Aktualności
Informacje
Szukaj
Kontakt
NIEPODLEGŁOŚĆ
FILMOWCY POLSCY
www.filmowcypolscy.pl
Aktualnosci
Informacje
Szukaj
Kontakt
MAGAZYN FILMOWY
start
O magazynie
Kontakt
STARA ŁAŹNIA
www.restauracjalaznia.pl
Aktualności
Informacje
Rezerwacja
Kontakt
PKMW
start
Aktualności
Filmy
O programie
Kontakt
Portal
SFP
ZAPA
Kino Kultura
Studio Munka
Magazyn Filmowy
Stara Łaźnia
Niepodległość
PKMW
Aktorzy Polscy
Filmowcy Polscy
MENU
Na Festiwalu Filmowym w Gdyni odbył się uroczysty pokaz zrekonstruowanego cyfrowo filmu „Nie lubię poniedziałku”. Na pokazie obecny był Tadeusz Chmielewski, tegoroczny laureat Platynowych Lwów.
- W tym roku po raz czwarty jesteśmy partnerem głównym Festiwalu Filmowego w Gdyni – mówiła na wstępie Karina Zwiefka, Dyrektor Regionalnego Centrum Korporacyjnego PKO BP w Gdańsku. - Od pięciu lat mamy przyjemność zapraszać na pokazy cyfrowo zrekonstruowanych filmów. Dzięki współpracy naszego banku z projektem Kino RP zrekonstruowaliśmy wspólnie 19 filmów. Mam nadzieję, że to nie jest nasze ostatnie słowo, ponieważ wartych tego jest znacznie więcej filmów.

"Nie lubię poniedziałku" to jedna z najlepszych rodzimych komedii pomyłek. Zbiór skeczy związanych luźno z fabułą z jednej strony pozwala nakreślić portret pewnej zbiorowości, z drugiej układa się w swoisty hymn ku czci Warszawy, którą mieszkańcy kochają mimo problemów, jakie stwarza im codzienność.

- Gram epizod, ale zaangażowanie przez Tadeusza Chmielewskiego nawet do najmniejszego epizodu to był zaszczyt – mówiła Zofia Czerwińska. - Zabiegało się w Spatifie, przy wódeczce. Ci którzy mają więcej lat, pamiętają, że te filmy, w tamtych czasach dawały nam radość, a to było wtedy bardzo ważne.

Kolejny poniedziałek w Warszawie: w przedszkolu różyczka, w biurze matrymonialnym manko, brakuje cudzoziemca, za to jest komplet nieśmiałych z kompleksami. Delegat GS-u nie może kupić części do kombajnu, ale rzucili papier toaletowy, więc ludzie chodzą obwieszeni rolkami niczym trofeami myśliwskimi. Windy się psują, za to otwierają nową "tysiąclatkę". Absurd goni absurd, ale w końcu wszystkie problemy jakoś udaje się rozwiązać...


Bohdan Łazuka, Zofia Czerwińska i Tadeusz Chmielewski, fot. Borys Skrzyński/SFP.

- Tadeusz Chmielewski zawsze miał ksywę: polski Billy Wilder – mówił Bohdan Łazuka. - A do dlatego, że robił filmy nie komiczne, ale śmieszne. Bo jeżeli film jest komiczny, to nie jest śmieszny. Tadziu miał skrupuły, żeby mi zaproponować rolę, bo myślał, że ja nie mam do siebie dystansu. W komedii jak się nie ma poczucia humoru, to jak mówiła moja profesorka: Weź czapkę i wyjdź!

  - Otóż to jest film, którego nie chciałem robić – mówił z dystansem o realizacji filmu Tadeusz Chmielewski. - W ogóle byłem wściekły, że muszę go robić. Mogę tylko powiedzieć młodym widzom, że tak filmów nie należy robić. Otóż skończyłem "Jak rozpętałem II wojnę światową" i byłem uradowany, że po półtora roku bardzo, bardzo ciężkiej pracy sobie odpocznę i zrobię w domu remont. Na drugi dzień dzwoni telefon. To był Jerzy Kawalerowicz: - Tadeusz, przyjeżdżaj jutro. Mamy nowego ministra. Odpowiadam: - No to co?, - On chce się z nami wszystkimi spotkać z branży filmowej. Ponieważ zespół Kawalerowicza był pierwszy, więc jako pierwsi musieliśmy tam jechać. Poszedłem do Zespołu i pytam co mamy mówić. Kawalerowicz mówi: - Jako Zespół będziemy prezentować nasze nowe projekty, - Ale ja niczego nie mam – odpowiadam. – No to wymyśl! Na drugi dzień pojechaliśmy do nowego ministra. Przerażony uciekłem na koniec tej kolejki, żeby przez ten czas, kiedy moi koledzy opowiadali o swoich projektach, ja będę mógł coś wymyślić. No i nic do głowy nie przychodzi! W końcu podchodzę do ministra: - A co pan będzie robił?, - No ja mam taki pomysł, ale nic chyba z tego nie wyjdzie., - Ale niech pan powie?, - Widziałem taki japoński film, gdzie nie było żadnego bohatera, tylko od początku kamera wyłapywała takie małe drobiazgi. Minister na to: - To jest ciekawe, ciekawe. Widziałem wczoraj pana film. Bardzo mi się podobał. Pan musi zrobić ten nowy film. Na drugi dzień telefon: - Scenariusz został zatwierdzony., - Jaki scenariusz? O czym?, - No mówiłeś o jakiejś historii, o ludziach, którą chcesz robić., - Ja nie chcę robić żadnego filmu. Ja chcę odpocząć przynajmniej rok czasu. Dwa dni później kolejny telefon: - Są pieniądze., - Na co są pieniądze?, - Na scenariusz., - Ale ja nic nie mam., - To siedź i twórz! Coś wymyślisz! No i zacząłem kombinować. A że pieniądze już były, nie można było zrezygnować. Wychodziłem na miasto z Mieczysławem Jahodą i szukałem, szukałem… Najpierw na budowie, bo tam się zawsze coś fajnego dzieje. No, ale na budowie nędza. I w ten sposób powstawał film, który nie miał żadnej akcji. Chodziliśmy i szukaliśmy jak wariaci rzeczy śmiesznych. A później się tkało, tkało i tkało – dodawał reżyser.

Film Tadeusza Chmielewskiego to piąty pokaz specjalny arcydzieł polskiego kina – po „Nie ma róży bez ognia”, „Pannach z Wilka”, „Człowieku z marmuru” i "Zmruż oczy" – który w ramach współpracy PKO Bank Polski oraz projektu KinoRP odbywa się na Festiwalu Filmowym w Gdyni. Stowarzyszenie Filmowców Polskich jest patronem wydarzenia.


Bohdan Łazuka z córką, fot. Borys Skrzyński/SFP.

Na gali zamknięcia 40. Festiwalu Filmowego w Gdyni Tadeusz Chmielewski otrzyma Platynowe Lwy. Wśród dotychczasowych laureatów są tak wybitni twórcy, jak Jerzy Antczak, Witold Sobociński, Tadeusz Konwicki, Roman Polański, Jerzy Wójcik i Sylwester Chęciński.

Michał Oleszczyk, dyrektor artystyczny Festiwalu, podkreśla, że jest entuzjastą filmów tegorocznego laureata: - Filmy Tadeusza Chmielewskiego towarzyszą mi od najmłodszych lat, a obejrzana dawno temu w telewizji "Ewa chce spać" już na zawsze pozostała moją ulubioną polską komedią. Chmielewski jak chyba nikt inny w naszym kinie łączy socjologiczną obserwację, komediowy warsztat i poetycką wrażliwość. Filmy takie jak "Nie lubię poniedziałku" są równie udanymi satyrami na życie w PRL, jak filmy Stanisława Barei, ale u Chmielewskiego zawsze jest jeszcze pewien poetycki naddatek, pewna łagodność spojrzenia i elegancja formy. Jego "Pieczone gołąbki", wspaniała komedia o potrzebie codziennej uprzejmości, kończy się pięknym napisem: "Reżyser Tadeusz Chmielewski serdecznie dziękuje za uwagę". Myślę, że my widzowie jesteśmy mu winni taką samą wdzięczność.

Stowarzyszenie Filmowców Polskich jest jednym z organizatorów 40. Festiwalu Filmowego w Gdyni. Magazyn Filmowy i Serwis Internetowy sfp.org.pl są jego partnerami medialnymi.


Tadeusz Chmielewski zwraca się do publiczności, fot. Borys Skrzyński/SFP.

Tadeusz Chmielewski
- reżyser, scenarzysta, producent filmowy, urodził się 7 czerwca 1927 roku w Tomaszowie Mazowieckim. Ukończył Wydział Reżyserii PWSF w Łodzi. Debiut reżyserski i scenariuszowy "Ewa chce spać" (1957) przyniósł mu Złotą Muszlę na Festiwalu w San Sebastian. Również kolejne filmy Chmielewskiego stały się wydarzeniem na gruncie rodzimej kinematografii. Wśród nich przeważają komedie pełne elementów francuskiej burleski spod znaku René Claira i dawnych komedii slapstickowych. - Mój punkt widzenia zmienił się diametralnie, gdy w szkole pojawiły się kopie komedii francuskich z legendarnymi już dziś "Pod dachami Paryża" Claira i "Wakacjami Pana Hulot" Tatiego na czele – wspomina o swoich inspiracjach laureat Platynowych Lwów w rozmowie z Piotrem Śmiałowskim dla "Magazynu Filmowego SFP". – Wtedy zobaczyłem, jak wdzięcznym gatunkiem może być komedia filmowa i jak toporny humor, oczywiście poza "Skarbem", prezentują rodzime filmy.

Jego trzyczęściowa farsa "Jak rozpętałem II wojnę światową" (na podstawie powieści Kazimierza Sławińskiego, z niezapomnianą rolą Mariana Kociniaka, 1969) należy do najchętniej oglądanych polskich filmów. W swoim dorobku ma szereg kultowych komedii: "Walet pikowy" (1960), "Gdzie jest generał…" (1963), "Pieczone gołąbki" (1966), "Nie lubię poniedziałku" (1971), "Wiosna panie sierżancie" (1974), a także kryminały: "Dwaj panowie N" (1961) i "Wśród nocnej ciszy" (1978). W 1987 roku został nagrodzony Srebrnymi Lwami Gdańskimi za adaptację prozy Stefana Żeromskiego "Wierna rzeka" (1983, premiera ze względów cenzuralnych w 1987 roku).

Jako jeden z nielicznych reżyserów zaczął realizować filmy na podstawie własnych scenariuszy, w okresie, w którym główną inspiracją dla filmowców były utwory literackie. Jest autorem scenariuszy do filmów innych reżyserów: "Pełnia nad głowami" (reż. Andrzej Czekalski, 1974) i "U Pana Boga za piecem" (reż. Jacek Bromski, 1998, pod pseudonimem Zofia Miller). Aktywny działacz na rzecz środowiska filmowego. W latach 1983-87 był wiceprezesem Stowarzyszenia Filmowców Polskich, w latach 1984-2009 pełnił funkcję dyrektora Zespołu, a następnie Studia Filmowego "Oko", w którym powstały m.in. słynne filmy Andrzeja Barańskiego, Jacka Bromskiego, Wojciecha Wójcika, Marka Piestraka, Stanisława Jędryki czy Doroty Kędzierzawskiej. Był członkiem Komitetu Kinematografii, należy do Polskiej Akademii Filmowej. W 2010 roku został odznaczony Srebrnym Medalem "Zasłużony Kulturze Gloria Artis", w 2011 roku przyznano mu nagrodą "Orła" w kategorii "Za osiągnięcia życiowe".




Albert Kiciński
FFG
Ostatnia aktualizacja:  19.09.2015
Zobacz również
fot. Borys Skrzyński/SFP
Dystrybucja filmowa w dobie internetu
[wideo] Zło ma wiele odsłon, wiele twarzy
Copyright © by Stowarzyszenie Filmowców Polskich 2002 - 2019
Scroll