PORTAL
start
Aktualności
Filmy polskie
Box office
Baza wiedzy
Książki filmowe
Dokument
Scenarzyści
Po godzinach
Blogi
Konkursy
SFP
start
Wydarzenia
Komunikaty
Pożegnania
Zostań członkiem SFP
Informacje
Dla członków SFP
Kontakt
ZAPA
www.zapa.org.pl
Komunikaty
Informacje
Zapisy do ZAPA
Kontakt
KINO KULTURA
www.kinokultura.pl
Aktualności
Informacje
Repertuar
Kontakt
STUDIO MUNKA
www.studiomunka.pl
Aktualności
Informacje
Zgłoś projekt
Kontakt
AKTORZY POLSCY
www.aktorzypolscy.pl
Aktualności
Informacje
Szukaj
Kontakt
FILMOWCY POLSCY
www.filmowcypolscy.pl
Aktualnosci
Informacje
Szukaj
Kontakt
MAGAZYN FILMOWY
start
O magazynie
Kontakt
STARA ŁAŹNIA
www.restauracjalaznia.pl
Aktualności
Informacje
Rezerwacja
Kontakt
PKMW
start
Aktualności
Filmy
O programie
Kontakt
Portal
SFP
ZAPA
Kino Kultura
Studio Munka
Magazyn Filmowy
Stara Łaźnia
PKMW
Aktorzy Polscy
Filmowcy Polscy
MENU
Z Michałem Oleszczykiem w nowym numerze „Magazynu Filmowego” rozmawia Ola Salwa. Oto fragment wywiadu, który będzie można przeczytać na łamach pisma już 10 września 2015 roku.
Ola Salwa: W 2015 roku przypada 10. rocznica powstania Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej, jest 40. edycja festiwalu w Gdyni, 60-lecie Filmoteki Narodowej. Panuje dobra atmosfera i poczucie, że polskie kino jest w świetnej formie. Co na to dyrektor artystyczny festiwalu w Gdyni?

Michał Oleszczyk: Mam duże szczęście, że nie jest to moja pierwsza edycja, bo tegoroczna, jubileuszowa jest dużo trudniejsza logistycznie od poprzedniej. Jeszcze większe szczęście polega na tym, że trafiam na świetny moment dla polskiego kina. Widać to choćby w rekordowej liczbie zgłoszonych w tym roku filmów: było ich w sumie 53, do Konkursu Głównego wybraliśmy 18. To sporo, nawet w porównaniu z poprzednim rokiem. Świadczy to o bogactwie tematycznym i formalnym w polskim kinie. Więc ta dobra atmosfera, o której mówisz, jest uzasadniona, ale nie powinniśmy popadać w aurę samozadowolenia. Moment jest świetny, ale jeśli miałbym spojrzeć na sytuację szerzej, to musimy wytężyć siły, by tego momentu nie utracić.

Gdzie widzisz najważniejsze pola do rozwoju i jak festiwal będzie uczestniczył w tym procesie?


Najmniej dowartościowanym elementem pracy nad filmem jest development scenariusza. To trzeba zmienić. Mówię to nie tylko jako dyrektor festiwalu, ale także wieloletni ekspert PISF. Mimo, że zostały wytworzone świetne warunki dla filmowców, to scenariusze nadal są najsłabszym elementem tej układanki. I development, czyli proces wielokrotnego przepisywania tekstu, doskonalenia go, a czasem wymyślania opowieści na nowo oraz dokumentacja, jest nieprawdopodobnie ważny. Mimo to nadal jest troszeczkę niedoceniony. W Gdyni będzie w tym roku kilka warsztatów poświęconych temu tematowi. Wespół ze Szkołą Wajdy organizujemy jeden, ze Szkołą Filmową w Łodzi kolejny. Odbędzie się też, choć w nieco innej formule, następna edycja Torino Film Lab.

A druga rzecz?

Jesteśmy coraz lepsi w promowaniu naszego kina za granicą, ale tego moim zdaniem nadal trzeba się uczyć. Mamy już spektakularne sukcesy, jeśli chodzi o międzynarodową obecność polskiego kina: w tym roku w Cannes mieliśmy „IntruzaMagnusa von Horna, w Toronto i Wenecji będzie "11 minut" Jerzego Skolimowskiego, a na tym pierwszym festiwalu pojawi się też "Demon" Marcina Wrony. Wykształciła się grupa młodych producentów, którzy są otwarci na tę międzynarodową promocję. Najwięcej jest więc do zrobienia nie na etapie samej realizacji filmów (choć może mówię tak, bo tę część znam najmniej z autopsji) tylko w tym, który go poprzedza – developmencie i tym, który po nim następuje – promocji.

Sekcja konkursowa „Inne spojrzenie” budzi kontrowersje.  Z jednej strony pomysł, żeby eksperymentujące, awangardowe filmy dowartościować oddzielną sekcją jest szczytny, ale z drugiej automatycznie umieszcza się je na marginesie i skreśla z udziału w Konkursie Głównym.

To bardzo trudna kwestia i wiem, że zawsze będę tu wystawiony na krytykę. W Polsce kino głównego nurtu, tradycyjne w swoich środkach wyrazu, stanowi większość i obawiałbym się, czy te filmy, które ostatecznie trafiły do sekcji Inne Spojrzenie „poradziłyby” sobie w Konkursie Głównym. Nie dlatego, że są gorsze, tylko dlatego, że są na tyle inne, że jury może je przeoczyć. W zeszłym roku spotkało to "Sąsiady" Grzegorza Królikiewicza oraz "Kebab i Horoskop" Grzegorza Jaroszuka – oba wyjechały z Gdyni bez nagród. To był moment, który potwierdził, że w naszym pejzażu filmowym takie produkcje może silniej zaistnieją, jeśli będą miały swoją sekcję. I postanowiłem ją wzmocnić. W tym roku filmy będzie oceniało jury – Bogdan Dziworski, Ewa Puszczyńska i Adrian Panek, które przyzna Złotego Pazura, czyli nagrodę 30 tysięcy złotych, wręczaną na głównej, transmitowanej przez telewizję gali. To nie jest nagroda przyznawana „poza kadrem”, to są konkretne pieniądze i prestiż. Jednocześnie układając grafik, starałem się nie spychać tej sekcji na drugi plan, żeby widzowie jednak mogli zobaczyć filmy wyróżniające się podejściem, formą, wymykające się schematom.
Ola Salwa
Magazyn Filmowy SFP, 49/2015
Ostatnia aktualizacja:  8.09.2015
Zobacz również
fot. KH/ The Kościuszko Foundation
[foto] "11 minut" Jerzego Skolimowskiego
Chciałem zwrócić uwagę na zwykłych ludzi
Copyright © by Stowarzyszenie Filmowców Polskich 2002 - 2020
Scroll