PORTAL
start
Aktualności
Filmy polskie
Box office
Baza wiedzy
Książki filmowe
Dokument
Scenarzyści
Po godzinach
Blogi
Konkursy
SFP
start
Wydarzenia
Komunikaty
Pożegnania
Zostań członkiem SFP
Informacje
Dla członków SFP
Kontakt
ZAPA
www.zapa.org.pl
Komunikaty
Informacje
Zapisy do ZAPA
Kontakt
KINO KULTURA
www.kinokultura.pl
Aktualności
Informacje
Repertuar
Kontakt
STUDIO MUNKA
www.studiomunka.pl
Aktualności
Informacje
Zgłoś projekt
Kontakt
AKTORZY POLSCY
www.aktorzypolscy.pl
Aktualności
Informacje
Szukaj
Kontakt
FILMOWCY POLSCY
www.filmowcypolscy.pl
Aktualnosci
Informacje
Szukaj
Kontakt
MAGAZYN FILMOWY
start
O magazynie
Kontakt
STARA ŁAŹNIA
www.restauracjalaznia.pl
Aktualności
Informacje
Rezerwacja
Kontakt
PKMW
start
Aktualności
Filmy
O programie
Kontakt
Portal
SFP
ZAPA
Kino Kultura
Studio Munka
Magazyn Filmowy
Stara Łaźnia
PKMW
Aktorzy Polscy
Filmowcy Polscy
MENU
Bohaterem kolejnego odcinku cyklu Andrzeja Bukowieckiego „Swoich nie znacie” jest znakomity – i niezwykle wszechstronny – operator Stanisław Śliskowski. Oto fragment artykułu poświęconego artyście, który w całości ukaże się w nowym numerze „Magazynu Filmowego” (nr 1/2015), już 15 stycznia 2014 roku.
Kinem – i wszystkim, co sprawia, że ze światła i cienia, czy to na ekranie, czy choćby na ekraniku maleńkiej przeglądarki, albo nawet na ścianie korytarza, powstaje obraz – był zafascynowany od dzieciństwa. Sądzone mu więc było, że zostanie filmowcem, a konkretnie – operatorem. I tak się też stało. Stanisław Śliskowski zrobił zdjęcia do stu czterdziestu filmów, w większości – dokumentalnych. W lipcu skończy 80 lat.

Ekran kinowy, a na nim jadący rowerem niedźwiadek. Światełka rozjaśniające podłogę wyciemnionej sali kinowej. Blaszana przeglądarka wielkości pudełka od zapałek, pozwalająca oglądać przez soczewkę, na przeciwległej mlecznej szybce, klatkę z filmu 35 mm. Odwrócony „do góry nogami” obraz okna na ścianie korytarza i odkrycie, że źródłem tego obrazu jest światło przechodzące przez dziurkę od klucza w drzwiach. Takie wspomnienia z dzieciństwa ma Stanisław Śliskowski, łodzianin od urodzenia do dziś. „Potem zastąpiłem drzwi pudłem kartonowym. W jednej z jego ścianek zrobiłem otwór, a wtedy na przeciwległej ściance, wyłożonej białą kartką, powstawał obraz okna. Kiedy między oknem i kartonem wstawiałem lalki lub wycinanki, ich cień pojawiał się na rzutowanym obrazie” – wspomina swoje domowe kino pan Stanisław. 

Do prawdziwego kina chodził z rodzicami jeszcze przed wojną; we wrześniu 1939 roku miał cztery lata… O tym, że dobrze rysuje, przekonali się już jego nauczyciele ze szkoły podstawowej. Naukę   kontynuował w liceum plastycznym. Po dwóch latach w klasie tkackiej przeniósł się do nowo otwartej klasy grafiki filmowej, innymi słowy – filmu animowanego. Celująco zdał maturę, animując na kalkach i celuloidach godzinny film, inspirowany historyjkami rysunkowymi Zbigniewa Lengrena o profesorze Filutku. Przyszły autor zdjęć do filmów „Bykowi chwała” i „Usłyszcie mój krzyk” dostał się na Wydział Operatorski Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej i Filmowej w Łodzi. „Wymarzone studia! Opiekun mojego roku, profesor Stanisław Wohl, chętnie dawał studentom negatyw, ze słowami: «Róbcie błędy, żeby potem ich nie powtarzać»” – mówi Śliskowski. Z Andrzejem Kondratiukiem i Tadeuszem Wieżanem do późnej nocy przesiadywali w montażowni, gdzie na odrzuconych materiałach filmowych ćwiczyli konstruowanie fabuły. 

W 1960 roku Stanisław Śliskowski zrobił zdjęcia i animacje do pierwszego polskiego filmu wycinankowego: „KonfliktówDaniela Szczechury. Wtedy też otrzymał absolutorium. Pracę zawodową rozpoczął w Zespole Filmowym „Kadr”. Początkowo był fotosistą, np. „Czasu przeszłego” Leonarda Buczkowskiego, potem operatorem kamery, m.in. „TarpanówKazimierza Kutza oraz komedii Janusza Morgensterna „Jutro premiera”. W późniejszych latach miał zasługi dla pełnometrażowego filmu fabularnego, jako operator zdjęć specjalnych, które były jego pasją. Widzom „Akademii Pana Kleksa” Krzysztofa Gradowskiego dowiódł, że pomysłowością można było pokonać opory siermiężnej, w czasach PRL, techniki kinematograficznej i wyczarować na ekranie cuda. Jednak począwszy od 1963 roku, kiedy to – po dobrym przyjęciu „KraksyEdwarda Etlera, do której zrobił zdjęcia – otrzymał etat w łódzkiej Wytwórni Filmów Oświatowych, związał karierę z krótkim metrażem.

PZ
Magazyn Filmowy
Ostatnia aktualizacja:  2.01.2015
Zobacz również
fot. Kuba Kiljan/ SFP
Konrad Klejsa zaprasza do udziału w badaniach: "Hobbit"
Ostatnia wioska trędowatych. Dokument o świecie, który odchodzi
Copyright © by Stowarzyszenie Filmowców Polskich 2002 - 2022
Scroll