PORTAL
start
Aktualności
Filmy polskie
Box office
Baza wiedzy
Książki filmowe
Dokument
Scenarzyści
Po godzinach
Blogi
Konkursy
SFP
start
Wydarzenia
Komunikaty
Pożegnania
Zostań członkiem SFP
Informacje
Dla członków SFP
Kontakt
ZAPA
www.zapa.org.pl
Komunikaty
Informacje
Zapisy do ZAPA
Kontakt
KINO KULTURA
www.kinokultura.pl
Aktualności
Informacje
Repertuar
Kontakt
STUDIO MUNKA
www.studiomunka.pl
Aktualności
Informacje
Zgłoś projekt
Kontakt
AKTORZY POLSCY
www.aktorzypolscy.pl
Aktualności
Informacje
Szukaj
Kontakt
FILMOWCY POLSCY
www.filmowcypolscy.pl
Aktualnosci
Informacje
Szukaj
Kontakt
MAGAZYN FILMOWY
start
O magazynie
Kontakt
STARA ŁAŹNIA
www.restauracjalaznia.pl
Aktualności
Informacje
Rezerwacja
Kontakt
PKMW
start
Aktualności
Filmy
O programie
Kontakt
Portal
SFP
ZAPA
Kino Kultura
Studio Munka
Magazyn Filmowy
Stara Łaźnia
PKMW
Aktorzy Polscy
Filmowcy Polscy
MENU
WYDARZENIA
  4.10.2014
Na kilka godzin widzowie kina Małopolskiego Ogrodu Sztuki w Krakowie mogli się przenieść w czasie i przestrzeni do ostatnich dni I wojny światowej. W ramach cyklu "Przywrócone arcydzieła" Olgierd Łukaszewicz wraz z Łukaszem Maciejewskim przypomnieli "Lekcję martwego języka". Spotkanie odbyło się 3 października 2014 roku
Ekranizacja prozy Andrzeja Kuśniewicza to jedno z najwspanialszych osiągnięć artystycznych w karierze Janusza Majewskiego, a także jedna z najlepszych adaptacji literatury w polskim kinie. Dzięki wyśmienitej kreacji Olgierda Łukaszewicza, pomysłowi reżysera, a zarazem scenarzysty oraz zdjęciom Zygmunta Samosiuka na chwilę na nowo ożywa epoka, która już dawno temu odeszła do historycznego lamusa.

- Przez ponad 30 lat nie udało mi się obejrzeć tego filmu w spokoju. Dzisiejszy seans wydobył jego piękno, choć bardzo potrzebna jest rekonstrukcja - mówił tuż po zakończeniu projekcji główny bohater wieczoru Olgierd Łukaszewicz. - Gdy "Lekcja martwego języka" została ukończona, zaatakowano ją. Prawdopodobnie premier uznał, że skoro rzecz dzieje się na Ukrainie, w ZSRR, to nie wolno tego tykać. Jeden z recenzentów "Ekspresu wieczornego" napisał nawet, że to "temat księżycowy".

Aktor postanowił wówczas wystąpić w obronie filmu - w sposób bardzo oryginalny. Na łamach "Literatury" opublikował niezwykły list, utrzymany w tonie, którym mógłby się posługiwać porucznik Alfred Kiekeritz. Zebrani mogli wysłuchać całości tekstu. - Jerzy Putrament proponował nawet, żebym napisał coś więcej - wspominał z uśmiechem Łukaszewicz. - List czytał też Andrzej Kuśniewicz i powiedział, że jest w nim kilka "wynalazków", na które sam nie wpadł.

- Jestem wzruszony, że Janusz Majewski dał mi taką szansę, pozwolił zagrać w takim filmie, takiej epoce, takim kinie - dodawał aktor. - Sam Janusz uważa "Lekcję martwego języka" za swój najważniejszy film - wypowiada się w nim egzystencjalnie. Pięknie to poukładał.


Olgierd Łukaszewicz, fot. A. Gojke

  Gość Łukasza Maciejewskiego opowiadał o pracy nad filmem, o budowie swojej roli. - Czasami zastanawiałem się czy nie za bardzo wyprasowałem tego swojego bohatera - mówił. - Kiekeritz był jednak postacią literacką, a nie wziętą z fotografii. Wiele razy też namawiałem Janusza, by właśnie w tę literackość szedł, by ją wydobywał, by grał symbolami. "Idźmy w to, to uniesie całą opowieść" - przekonywałem go. Państwo sami muszą ocenić efekt.

Zdjęcia do filmu realizowane były w Bieszczadach. Miejsce to miało wpływ na całą ekipę. - Pejzaż "Lekcji martwego języka" osadzony jest w realiach, a jednocześnie sfotografowany jak metafora - opowiadał Łukaszewicz. - Janusz nie bał się tego, czego już dziś w kinie nie ma: trwającego pejzażu. Tu maszerują żołnierze, ktoś prowadzi konie, a pejzaż jest ciągle taki sam. We mnie ten plener budził osobiste skojarzenia, otwierał wspomnienia arkadii dzieciństwa, wypraw z rodzicami. Byłem w nim zakotwiczony intymnie.

- Jesteś w tym filmie medium, ożywiającym epokę - komentował z sali Leopold René Nowak. - To przepiękne, ponadczasowe dzieło, aktualne i dziś. To wspaniała metafora filozoficzna i wielka szkoda, że w dzisiejszej kinematografii odchodzi się od takiego języka i powstają jedynie filmy oparte na wzorcach z Los Angeles i Hollywood. W "Lekcji martwego języka" wskrzesiliście świat, którego już nie ma. Sam stałeś się tu podróżnikiem w czasie. - Słowo medium towarzyszyło tej pracy - odpowiadał Olgierd Łukaszewicz. - Jeżeli po tylu latach odbija się ono w twoich ustach, bardzo mnie to cieszy.

Gość wieczoru zwrócił też uwagę na kilka "sekretów" filmu - chociażby scenę, w której pojawił się sam Majewski, a także fakt, że w pracach reżyserskich uczestniczył Juliusz Machulski. - Dzieliliśmy domek campingowy i wtedy się zaprzyjaźniliśmy - powiedział. - Dobrze poznał moje "harcerskie poglądy" i kilka lat później zmieścił te obserwacje w Alberciku w "Seksmisji".

"Lekcja martwego języka" nie była jedynym tematem rozmowy. W Krakowie nie mogło zabraknąć wspomnień o studiach Olgierda Łukaszewicza na tutejszej PWST. - Kraków… Tu było łatwiej znaleźć przyczynę, dla której w ogóle jest się aktorem. Myślę, że to pozostało na życie - podkreślał aktor. - Kraków, szkoła - to coś, co pozwoliło marzyć.


fot. D. Romanowska

Łukaszewicz studiował m.in. z Krzysztofem Jasińskim, Ryszardem Łukowskim, Grażyną Marzec, Wojciechem Pszoniakiem. - Mieliśmy wspaniałych wykładowców, przez szkołę przewijały się wielkie osobowości, które pozostały autorytetami przez całe życie. Wojtek Pszoniak, kilka lat starszy od reszty roku, był natomiast tym, który "dawał gaz". Pracowaliśmy razem w Kole Naukowym. Miasto obfitowało w filozofów, chodzących do barów mlecznych, odczyty, teatry studenckie. Sami założyliśmy Teatr Stu. To bagaż na całe życie - snuł swoje wspomnienia aktor. - Jest się bardzo bezbronnym w świecie, kiedy chce się mieć prawo do jakiejś bajki. Wydaje mi się, że nasi pedagodzy różnili się od warszawskich pewnym rodzajem "naiwnego" stosunku do tego zawodu. Tam pachniało giełdą. Tu żyło się Wyspiańskim i pięknym słowem. Specjalnie ironizuję, niemniej… - Uważałem, że będę aktorem tzw. kulturalnym, słabym - zaskoczył zebranych Łukaszewicz. -Nagle jednak zacząłem się przydawać wybitnym reżyserom. To oni mnie ukształtowali, bardziej niż inni aktorzy, chociaż wskazówkę Marana Nowickiego z dzisiejszego Teatru Bagatela, wówczas Rozmaitości, potem sam przekazywałem swoim studentom. Mówił zawsze o tym, by "barwić, kolorki dodawać", czego w szkole nie uczono. Ja swoim studentom mówiłem o cegiełkach.

W rozmowie przewijały się też bardziej aktualne wątki, związane z pracą Olgierda Łukaszewicza w ZASP, w tym kwestia zachowania Domu Artystów Weteranów Scen Polskch w Skolimowie oraz kondycji polskiej kultury. - Korzysta się ze środków europejskich na budowę infrastruktury, ale nikt nie pyta na ile nas tej kultury stać - odpowiadał na pytania Łukaszewicz. - Wynagrodzenia w instytucjach kultury są katastroficzne, nie mówiąc o tym, że często nie ma pieniędzy na samą działalność. Urwał się związek pomiędzy polityką i artystami, i postawiono kulturę w sytuacji, w której musi ona sama na siebie zarobić, co pcha ją w komercjalizację. Kiedyś była spoiwem, dawała wizję i wartości całemu społeczeństwu. Dziś ta rola została zakwestionowana, co za jakiś czas na pewno się zemści.

- Znalazłem się tu dziś na cudownej wyspie, dziękuję za zaproszenie - gorzkie refleksje na temat współczesności i magiczne wspomnienia przeszłości podsumowywał Łukaszewicz. - Ciągle jestem w tym Krakowie zakotwiczony.
W ramach cyklu "Przywrócone arcydzieła" w roku 2014 planowane są jeszcze spotkania z Ewą Dałkowską na temat filmu "Kobieta z prowincji” Andrzeja Barańskiego  (3.11.2014) i z Jerzym Trelą po projekcji  "Spokoju" Krzysztofa Kieślowskiego (8.12.2014)


Dagmara Romanowska
artykuł redakcyjny
Ostatnia aktualizacja:  9.12.2017
Zobacz również
fot. D. Romanowska
Czesław Niemen: Dziwny jest ten świat
Dumała kręci fabułę! (foto)
Copyright © by Stowarzyszenie Filmowców Polskich 2002 - 2020
Scroll