PORTAL
start
Aktualności
Filmy polskie
Box office
Baza wiedzy
Książki filmowe
Dokument
Scenarzyści
Po godzinach
Blogi
Konkursy
SFP
start
Wydarzenia
Komunikaty
Pożegnania
Zostań członkiem SFP
Informacje
Dla członków SFP
Kontakt
ZAPA
www.zapa.org.pl
Komunikaty
Informacje
Zapisy do ZAPA
Kontakt
KINO KULTURA
www.kinokultura.pl
Aktualności
Informacje
Repertuar
Kontakt
STUDIO MUNKA
www.studiomunka.pl
Aktualności
Informacje
Zgłoś projekt
Kontakt
AKTORZY POLSCY
www.aktorzypolscy.pl
Aktualności
Informacje
Szukaj
Kontakt
FILMOWCY POLSCY
www.filmowcypolscy.pl
Aktualnosci
Informacje
Szukaj
Kontakt
MAGAZYN FILMOWY
start
O magazynie
Kontakt
STARA ŁAŹNIA
www.restauracjalaznia.pl
Aktualności
Informacje
Rezerwacja
Kontakt
PKMW
start
Aktualności
Filmy
O programie
Kontakt
Portal
SFP
ZAPA
Kino Kultura
Studio Munka
Magazyn Filmowy
Stara Łaźnia
PKMW
Aktorzy Polscy
Filmowcy Polscy
MENU
WYDARZENIA
  2.06.2014
Z Piotrem Rosołowskim i Elwirą Niewierą, twórcami „Efektu domina” nagrodzonego na Krakowskim Festiwalu Filmowym , o polityce i miłości w nieistniejącym kraju rozmawia Katarzyna Skorupska.
SFP: Film robiliście w Abchazji, ale nie sposób go dziś oglądać bez myślenia o Ukrainie. Czy kręcąc "Efekt domina" wiedzieliście, że robicie film polityczny?

Elwira Niewiera: W Abchazji ciągle o politykę się ocieraliśmy, ale wracając tutaj wciąż słyszeliśmy, że taką polityką dzisiaj się nikt nie interesuje. Że to nie jest aktualny temat. Że to jest zamrożony konflikt w części świata pozbawionej znaczenia. W końcu nas samych zaskoczyło to, co się stało na Krymie i  to, jak film o Abchazji może z tego powodu zyskać na znaczeniu.
Piotr Rosołowski: Długo widzieliśmy tamten  świat przez pryzmat konfliktu abchasko-gruzińskiego. Dopiero z biegiem czasu okazało się, że on nie ma żadnej dynamiki, bo te kraje nie utrzymują ze sobą stosunków dyplomatycznych. Tam nic się  nie dzieje i nic zdarzyć nie może, bo na granicy stoją rosyjscy żołnierze.  Zrozumieliśmy, że konflikt się przeniósł w stronę zależności Abchazji od Rosji i jej wpływu na południowy Kaukaz. Zobaczyliśmy to dopiero na miejscu. Gazety tak głęboko w tę problematykę nie wchodziły. Do głowy nam nie przyszło, że to się może tak rozwinąć.


Kadr z filmu "Efekt domina". Fot. Otter Films.

SFP: Czy Wasze doświadczenie pozwala Wam lepiej rozumieć to, co się dzieje teraz w Ukrainie?

PR: Abchazja i Krym trochę się różnią. Abchazi, wciśnięci między Rosję i Gruzję marzą o niezależnym kraju, co jest utopijne. Co to za kraj, w którym mieszka 200 tysięcy ludzi i  nie ma żadnych ekonomicznych możliwości? Powołanie Republiki Krymu, na którym jest sporo Rosjan, było tylko aktem przejściowym, żeby Rosja mogła go zająć. Abchazi w żadnym razie nie chcą stać się częścią Federacji. Stali się zakładnikami sytuacji geopolitycznej. Tam widać wyraźnie, jaki wpływ ma na twoje życie to, w jakim kraju i momencie jego historii się urodziłeś. Bohater naszego filmu Rafael, wyjątkowa postać i bardzo ciekawy człowiek, nigdy nie będzie mógł wykorzystać swojego potencjału.
EN: Dziś dla Abchazów niezależność oznacza bycie zależnym od Rosji, której się panicznie boją. Ale nie mają innego wyjścia.
PR: Wojtek Górecki, chyba największy w Polsce specjalista od Abchazji, powiedział, że po uznaniu  przez Rosję, Abchazi mieli karnawał radości, że mają swój kraj. Dopiero potem się zreflektowali, że pozbawiło ich to roli bycia języczkiem u wagi w relacjach między Rosją a Gruzją.
EN: Nikt oprócz Rosji nie proponował im współpracy. Postawa Europy, która nie chce się mieszać, wpycha takie kraje w ręce Rosji.
PR: Z punktu widzenia stolic europejskich Abchazji nie ma. Skala problemu jest tak mała, że go nie widać. I polityka światowa jest bezwzględna, bo mówi, że w takich sytuacjach trzeba wspierać Gruzję, nawet kosztem Abchazów. Oni nie zwrócą się w stronę Gruzji, bo mają z nią długie, ale i trudne relacje. Trochę tak, jak Litwa z Polską z okresu Rzeczpospolitej Obojga Nardów. Silniejszy partner dominował mniejszego i narzucał mu swoje reguły. Niestety wiele złego  wydarzyło się między Gruzinami i Abchazami na przestrzeni ostatnich 50 lat.


  SFP:  Z filmu wynika, że Abchazom rzeczywiście bliżej do Rosji niż do Gruzji. Dowiadujemy się o tym, gdy rodzice wybierają imię dla nienarodzonego jeszcze dziecka.  Porozmawiajmy o bohaterach.

EN: Takiej pary nikt by nie wymyślił: minister sportu i śpiewaczka operowa. Rafaela poznaliśmy podczas przygotowań do mistrzostw świata w domino, które nas interesowały. W Abchazji domino uważane jest za sport, więc szybko trafiliśmy do ministra sportu. Mieliśmy bohatera, ale nie mieliśmy konfliktu. Ciągle natykaliśmy się w Abchazji na jakieś paradoksy i absurdy, ale brakowało dramatu.
PR: Żeby wjechać do Abchazji trzeba mieć wizę, ale jak, skoro tego kraju nie ma? Więc wizę załatwia się w internecie, ale akurat był remont w biurze. Dostaliśmy zatem telefon do ministra spraw zagranicznych, żeby do niego zadzwonić z granicy rosyjsko-abchaskiej, żeby nas wpuścili. Nikt nam nie powiedział, że na tej granicy nie ma zasięgu.  To się fajnie opowiada, ale nie zrobisz z tego filmu. Dopiero spotkanie dwojga naszych bohaterów było przełomem.
EN: Rafael i Natasza poznali się rok później podczas mistrzostw w domino.  Wtedy zrozumieliśmy, że to powinna być historia o nich, a Abchazja powinna być w tle.
PR: Zobaczyliśmy, że oni są jak dwa różne bieguny, które się spotykają. Że między nimi bardzo dużo się dzieje. Ta para stworzyła ten film.
EN: Szansą było też to, że Natasza jako Rosjanka patrzyła na kraj z zewnątrz. W rozmowach między Abchazami nie byłoby tej intensywności. Dla Nataszy od pewnego momentu związek z Rafaelem to była walka na śmierć i życie, bo ona bardzo chciała wyjechać.
PR: Ich spotkanie to było prawdziwe zderzenie, bo Natasza jest prawdziwą Rosjanką, przekonaną, że to ona reprezentuje cywilizację. Rafael jako dumny Abchaz widzi to oczywiście zupełnie inaczej. On walczył o ten kraj i  nie wyobraża sobie bez  niego życia. Dla Nataszy Abchazja jest czymś w rodzaju kolonii rosyjskiej. Krajem, w którym niczego nie stworzono. Może poza kuchnią.

SFP: W tym związku oni reprezentują swoje kraje jak drużyny sportowe. Czy kibicowaliście któremuś z nich podczas zdjęć?

EN: Próbowaliśmy balansować między nimi, ale jesteśmy mentalnie i emocjonalnie bardziej związani z Rafaelem. Natasza to czuła, więc mieliśmy do niej gorszy dostęp, na co z kolei nie mogliśmy sobie pozwolić.
PR: W trudnych sytuacjach się dzieliliśmy: ja gadałem z Rafaelem, a Elwira z Nataszą. Wytworzyły swój język oparty na kobiecym porozumieniu. To jest przykład na film, który nie powstałby nigdy, gdyby był robiony pełną ekipą filmową. My wszystko tak zminimalizowaliśmy, że byliśmy z nimi sami, czasami z nami bywał dźwiękowiec, ale zdarzało się, że schodził z planu, bo czuł, że jego obecność może coś hamować.
Podczas pobytów w Abchazji więcej było przebywania z naszymi bohaterami niż kręcenia i siłą rzeczy atmosfera była taka, że kamera jest raczej dodatkiem, a nie powodem naszej tam obecności.

SFP: W filmie jest wypowiedź siostry Rafaela, która wiąże różnice między głównymi bohaterami z wyznawaną religią. Jakiego wyznania są Abchazi?

EN: Też są prawosławni, ale zachowali obrzędy pogańskie i czują się z nimi bardziej związani. W filmie pokazujemy modlitwę mężczyzny, który z wątrobą i sercem na widelcu, odprawia jeden z tych starych obrządków.
PR: Siostra Rafaela mówi, że z duchowości  Rosjan wynika ich stosunek do miłości, przekonanie, że można się  jej całkowicie poświęcić, a u Abchazów - może dlatego, że ich tak mało zostało  - najważniejsze jest przywiązanie do tradycji. Godność abchaska, ich wspólnota, są istotniejsze niż jednostkowe doznanie. W ich starej kulturze jest mnóstwo obyczajów, które Rafaelowi wydają się czytelne, ale dla Nataszy są niezrozumiałe. Zresztą ich wspólnota jest dość hermetyczna. Natasza myślała, że jako śpiewaczka wysokiej klasy zostanie przyjęta z otwartymi ramionami, bo tam takich ludzi nie ma. To się okazało naiwne, bo nawet na tej płaszczyźnie stanowiła dla nich zagrożenie. Już lepiej, żeby dzieci gorzej śpiewały, ale żeby uczyła je Abchazka niż Rosjanka. Oni czują to tak: tyle wycierpieliśmy przez ostatnie lata: zamknięcie i wojnę, a tu jeszcze przyjeżdża wyedukowana Rosjanka, która tego wszystkiego nie doświadczyła. To uruchamia kompleks.
W scenie festynu po raz pierwszy widać wyraźne pęknięcie dwóch światów. A na początku wydawało się, że dzięki miłości wszystko jest do zaakceptowania.
EN: Z Nataszą przeżyliśmy fazę fascynacji, a po paru miesiącach fazę depresji.   

SFP: Ona doświadcza skrajnych stanów.

PR: Z czasem to się zaostrzyło, bo była w ciąży. Zadawała sobie wtedy pytanie, jaką przyszłość będzie tutaj miało dziecko. Widząc egzaminy na AWF i szkołę muzyczną, w której jej nie chcieli jako nauczycielki, łatwo  się domyślić, jaką.

SFP: Mówisz o scenie, w której nikt z egzaminowanych nie umiał fikołka zrobić. Coś niesamowitego.
PR: A to były egzaminy na AWF suchumskiego uniwersytetu.
To wszystko pokazuje kulisy kraju,  który nie ma przyszłości. Być może dlatego zwykli Abchazi żyją dużo bardziej przeszłością niż teraźniejszością, a o przyszłości w ogóle nie myślą. Przeszłość jest bujna, wspaniała, ciekawa, a w przyszłości nie ma w ogóle nic, czego można by się uchwycić.
Rafael jako prawdziwy Abchaz ma tylko paszport abchaski, a przez to, że ten kraj jest politycznie nieuznawany może pojechać tylko do Rosji, Wenezueli i Nikaragui. Nigdzie indziej ten paszport nie jest dokumentem, ale Rafael nie zamierza tego zmieniać.
EN: Jest jedną z niewielu takich osób, bo Rosja oczywiście rozdawała paszporty. I każdy , kto pragmatycznie myśli, go wziął, ale nie on.
PR: On jest z pokolenia idealistów. Reprezentuje tych, którzy o ten kraj walczyli , którzy mieli ambicje, a nowe pokolenie jest całkowicie pogubione, pozbawione wartości i zanurzone w konsumpcji. Może nawet stracone. Rafael jest właściwie donkiszotem, broni pozycji, która jest stracona i prowadzi walkę, której nie da się wygrać. W dodatku jest tego świadomy, co czyni go jeszcze bardziej dramatyczną postacią. Między nim, a nową generacją widoczną w filmie na egzaminach sportowych jest przepaść.
EN: Abchazja była riwierą ZSRR, kipiącą życiem, obleganą przez turystów. Potem przeszła wojnę domową i blokadę. Żyje w zawieszeniu i zapaści. W 1989 roku tam mieszkało ponad pół miliona ludzi, a dziś niecałe 200 tysięcy. Duża część została wygnana, część uciekła. Wielokulturowość Abchazji też została w dużej mierze zniszczona, ale jeszcze trwa. Suchumi to jest dziwne miasto.
PR: Jak robiłem ujęcia plenerowe, to miałem wrażenie prowincjonalnego miasteczka, a przecież Suchumi ma port, promenadę, stare centrum, dzielnice blokowisk, wzgórza z willami, dwie stacje kolejowe, choć obie niedziałające. Słowem - infrastrukturę bardzo dużego, ważnego miasta, zamieszkałego może w ¼. To się tam czuje.

PF: Czyli to jest taki kurort po sezonie?

PR: Kurort permanentnie po sezonie.

SFP: I nie ma wyjścia?

PR: Jest. Takie jak na  Krymie.  Jeśli w pewnym momencie  zwykli ludzie będą mieli tego naprawdę  dosyć, to dołączą do Federacji Rosyjskiej, bo wtedy i pensje podskoczą,  budowane będą drogi i nowe hotele dla rosyjskich gości. Z drugiej strony Abchazi  są tak starym i dumnym narodem, że to nie będzie prosta droga. Tyle, że młodzież zajęta jest już tylko gonieniem światowej konsumpcji. Co ciekawe do Abchazji trudno wjechać, nie sposób do niej wysłać listu, ale te wszystkie plastikowe gadżety, nowe telefony komórkowe, ipady, samochody, to wszystko tam jest. Widać  destrukcję ich dawnej kultury, która tam konsekwentnie postępuje.

PF: Film powstał w koprodukcji z Niemcami.

EN: Mieliśmy dużo szczęścia, bo trafiliśmy do bardzo dużej i znaczącej firmy produkcyjnej, specjalizującej się w dokumentach. Bardzo się z tego cieszymy, bo zaczynamy z nimi drugi film.
Sporo polskich filmów powstaje ostatnio w koprodukcji. Tak jak film Elizy [Kubarskiej "Badjao. Duchy z morza", do którego Piotr Rosołowski robił zdjęcia], nowy dokument Zuzy Solakiewicz, produkowany przez Martę Golbę, czy w końcu pełnometrażowy dokument Marty Minorowicz, do którego zdjęcia odbywają się właśnie w Mongolii. Fajnie, że następuje takie otwarcie. Okazuje się, że nie jesteśmy zdani tylko na lokalne środki. Filmy tematycznie wychodzą poza Polskę i skoro są finansowane ze środków zagranicznych, to znaczy, że mogą też zainteresować zagraniczną publiczność. 
PR: Trzeba jednak zaznaczyć że to jest długa droga przekonywania partnerów, udowadniania im swojej determinacji. My zaczynaliśmy nasz film z bardzo niewielkimi środkami, trochę chałupniczo. Pieniądze pojawiły po piątym wyjeździe do Abchazji. Wcześniej inwestowaliśmy my i Andźka [Anna Wydra – polska producentka „Efektu domina”]. Przez długi czas trudno  było nasz projekt  sfinansować. Często padały pytania, kogo w ogóle  interesuje  Abchazja. Długo walczyliśmy o pieniądze tylko w Polsce, w której jedynie PISF był gotów film dofinansować. Dopiero potem przez firmę produkcyjną w Berlinie otworzyły się nowe opcje. Jednak nie udałoby się to bez dużego zaangażowania nas samych i naszych producentek.
W sumie to się idealnie złożyło: na początku wystarczały małe kwoty, żeby kontynuować wyjazdy, a przy końcu, gdy trzeba było zatrudniać ludzi, były już produkcyjny budżet. O ile w Abchazji obecność teamu producenckiego nie była potrzebna, o tyle na etapie postprodukcji była nieoceniona.

"Efekt domina" trafi do polskich kin 26 września 2014. Jego dystrybutorem jest Spectator.
Katarzyna Skorupska
SFP
Ostatnia aktualizacja:  2.11.2014
Zobacz również
fot. Otter Films
Krystyna Janda wśród "Ludzi wolności"
Animacja w Krakowie. Ruch, miłość i sztuka
Copyright © by Stowarzyszenie Filmowców Polskich 2002 - 2021
Scroll