PORTAL
start
Aktualności
Filmy polskie
Box office
Baza wiedzy
Książki filmowe
Dokument
Scenarzyści
Po godzinach
Blogi
Konkursy
SFP
start
Wydarzenia
Komunikaty
Pożegnania
Zostań członkiem SFP
Informacje
Dla członków SFP
Kontakt
ZAPA
www.zapa.org.pl
Komunikaty
Informacje
Zapisy do ZAPA
Kontakt
KINO KULTURA
www.kinokultura.pl
Aktualności
Informacje
Repertuar
Kontakt
STUDIO MUNKA
www.studiomunka.pl
Aktualności
Informacje
Zgłoś projekt
Kontakt
AKTORZY POLSCY
www.aktorzypolscy.pl
Aktualności
Informacje
Szukaj
Kontakt
FILMOWCY POLSCY
www.filmowcypolscy.pl
Aktualnosci
Informacje
Szukaj
Kontakt
MAGAZYN FILMOWY
start
O magazynie
Kontakt
STARA ŁAŹNIA
www.restauracjalaznia.pl
Aktualności
Informacje
Rezerwacja
Kontakt
PKMW
start
Aktualności
Filmy
O programie
Kontakt
Portal
SFP
ZAPA
Kino Kultura
Studio Munka
Magazyn Filmowy
Stara Łaźnia
PKMW
Aktorzy Polscy
Filmowcy Polscy
MENU
5 lipca 2013 roku mija 70 lat od śmierci Kazimierza Junoszy-Stępowskiego, jednego z najwybitniejszych aktorów polskich XX wieku.
Dnia 5 lipca 1943 roku do domu przy Poznańskiej 38 w Warszawie przychodzi – w przebraniu pracowników poczty lub gazowni – patrol likwidacyjny AK z wyrokiem śmierci dla Jadwigi Stępowskiej, konfidentki Gestapo. Zgodnie z do dziś powtarzaną legendą mąż zasłania żonę własnym ciałem, ginąc zamiast niej. W rzeczywistości było nieco inaczej, ale ta filmowa scena bardziej pasuje do wizerunku Kazimierza Junoszy-Stępowskiego (1880-1943), jednego z największych ówczesnych aktorów polskich.

Historia outsidera: urodzony w Wenecji (sic!) nieślubny (acz uznany) syn ekscentrycznego szlachcica i szansonistki, zamiast, zgodnie z oczekiwaniami ojca, zostać prawnikiem, wybiera scenę. W obu światach – arystokratycznym i artystycznym – czuje się nieco obco, ale potrafi wspaniale je połączyć, gdy - wykorzystując podpatrzone na rodzinnym Podolu typy - kreuje swoich legendarnych ramoli, albo, w czasach burzliwej młodości, jako król życia okazuje kompanom szeroki pański gest, nieproporcjonalny do chudego portfela prowincjonalnego aktora (stąd przydomek Kazimierza bez Ziemi). Pieniądze to zresztą jeden z lejtmotywów tego życia jak z filmu.


Kazimierz Junosza-Stępowski w filmie "Młody las". Fot. materiały prasowe

 Historia wielkiej kariery, bo Junosza (pseudonim sceniczny 18-letniego debiutanta), to bez wątpienia jeden z najwybitniejszych aktorów XX wieku, którego słynne kreacje, jak król Henryk w "Żywej masce" Pirandella, odbijają się echem w Europie. Ale są i niespełnione marzenia: w młodości myślał o operze (infekcja niszczy obiecujący ponoć bas, ale pozostaje dozgonna miłość – w jego garderobie zawsze są płyty i najlepszy sprzęt), a potem, w latach 20., uznanego już aktora, o karierze międzynarodowej: kontrakt z niemiecką UFĄ niesfinalizowany, teatralne tournée po USA, mające być przepustką do Hollywood, odwołane, zaś projekt Paramountu (1930/31), opracowywanie „regionalnych” wersji wybranych filmów, kończy się klapą.


Jako diabeł z Franciszkiem Brodniewiczem w "Panu Twardowskim". Fot. materiały prasowe
 
Historia ważnego rozdziału dziejów polskiego kina, bo jest z nim związany od początku, biorąc, w 1902 roku, udział w pionierskich eksperymentach Kazimierza Prószyńskiego, pierwszych próbach fabularnych polskiego kina, "Powrót birbanta" i "Przygoda dorożkarza". Na dobre wiąże się z branżą od roku 1916. Partneruje Poli Negri ("Studenci") i Jadwidze Smosarskiej ("Tajemnica przystanku tramwajowego"). Film traktuje jako sposób utrwalenia popularności i źródło dochodu, stąd już w erze niemej gra dużo (22 filmy, łącznie ok. 60) i – w nielicznych wywiadach – nie ukrywa ani materialnej motywacji, ani negatywnej opinii o poziomie rodzimego kina. Bywa, że w latach 30. występuje w kilku filmach na raz, a scenariusz czyta dopiero na planie. Paradoksalnie, ta ilość ról sprawia, że Junosza – przeciwnie niż wiele ówczesnych  gwiazd – nie daje się zamknąć w określonym emploi, nie powiela ekranowego typu. Bywa szpiegiem, detektywem, przemytnikiem, wojskowym, czarnym charakterem i szlachetnym ojcem, oszustem i poczciwym dziaduniem. Świadomy odmienności medium gra powściągliwe, bez teatralnej maniery, znakomicie operuje głosem i –  mimo pozorów lekceważenia filmowego dorobku –  każdą rolę traktuje  jako okazję do wzbogacenia warsztatu. I kolejnej metamorfozy, bo przecież jest mistrzem charakteryzacji, stąd w "Trędowatej" (1936) jako stary ordynat jest ojcem o rok starszej Mieczysławy Ćwiklińskiej. Największą sławę przynosi przebojowy "Znachor" (1937), ale pewnie więcej satysfakcji rola Diabła w "Panu Twardowskim" (1936). Wojna uniemożliwia realizację filmu – na wzór "Geniusza sceny" z Ludwikiem Solskim – z fragmentami najwybitniejszych scenicznych kreacji.


Kazimierz Junosza-Stępowski w filmie "Dziewczęta z Nowolipek". Fot. materiały prasowe

Historia miłosna, z prawdziwą femme fatale w roli głównej. W życiu aktora przed Jadwigą Galewską są inne kobiety –  liczne „minutniki”, przedwcześnie zmarła żona, Helena Jankowska, czy ukochana Mara, adresatka jego listów – ale to ona, po 20 latach razem doprowadza je do tragicznego finału. Nie bez winy Junoszy: chce z niej zrobić divę operową, do czego żonie brakuje nie tylko talentu. Jedyny efekt drogich studiów we Włoszech to jej narkomania, nałóg zabijający oboje na raty: wysokie koszty (prób) leczenia sprawiają, że jego karierę w latach 30. determinują pieniądze, ich ciągły brak, stąd rozmienianie talentu na drobne, a w czasie wojny – decyzja o grze w jawnych teatrach. Efekt: ostracyzm, środowisko piętnuje niepatriotyczną postawę, ale nie docenia odważnego gestu odmowy udziału w antypolskim "Powrocie" Gustava Ucicky’ego. Opinia „wielkiego aktora, ale małego człowieka (i Polaka)” czy wręcz konfidenta, pokutuje i po śmierci, bo Sprawa ważniejsza od reputacji Junoszy (skądinąd długo nieświadomego działalności żony), stąd prasa podziemna przemilcza pomyłkę (w marcu 1944 wykonano wyrok na Jadwidze, z której nałóg uczynił łatwy cel dla Gestapo). W 1946 roku kolejne paszkwilanckie artykuły skłaniają kaliskie robotnice do żądania zakazu wyświetlania "Znachora" z „tym zbrodniarzem”, ale równocześnie rodzi się legenda o człowieku honoru, którego „śmierć jest tragiczna, bardzo po polsku – zasłonić sobą żonę, która jest utrapieniem” (Stanisław Dygat). I choć 5 lipca Jadwigi nie było w domu, pewnie tak już zostanie – jak w polskim kinie.


Katarzyna Wajda
Portalfilmowy.pl
Ostatnia aktualizacja:  30.12.2013
Zobacz również
Piotr Adamczyk dostanie Klapsa
Nie będzie śledztwa ws. serialu "Nasze matki, nasi ojcowie"
Copyright © by Stowarzyszenie Filmowców Polskich 2002 - 2020
Scroll