PORTAL
start
Aktualności
Filmy polskie
Box office
Baza wiedzy
Książki filmowe
Dokument
Scenarzyści
Po godzinach
Blogi
Konkursy
SFP
start
Wydarzenia
Komunikaty
Pożegnania
Zostań członkiem SFP
Informacje
Dla członków SFP
Kontakt
ZAPA
www.zapa.org.pl
Komunikaty
Informacje
Zapisy do ZAPA
Kontakt
KINO KULTURA
www.kinokultura.pl
Aktualności
Informacje
Repertuar
Kontakt
STUDIO MUNKA
www.studiomunka.pl
Aktualności
Informacje
Zgłoś projekt
Kontakt
AKTORZY POLSCY
www.aktorzypolscy.pl
Aktualności
Informacje
Szukaj
Kontakt
FILMOWCY POLSCY
www.filmowcypolscy.pl
Aktualnosci
Informacje
Szukaj
Kontakt
MAGAZYN FILMOWY
start
O magazynie
Kontakt
STARA ŁAŹNIA
www.restauracjalaznia.pl
Aktualności
Informacje
Rezerwacja
Kontakt
PKMW
start
Aktualności
Filmy
O programie
Kontakt
Portal
SFP
ZAPA
Kino Kultura
Studio Munka
Magazyn Filmowy
Stara Łaźnia
PKMW
Aktorzy Polscy
Filmowcy Polscy
MENU
WYDARZENIA
  26.05.2013
Dobiegła końca 16. edycja festiwalu Cropp Kultowe. W kalendarzu polskich imprez filmowych znajduje się on pomiędzy Off Plus Camerą i Krakowskim Festiwalem Filmowym –  szczęśliwie brak mu celebryckiego blichtru tej pierwszej i nobliwej tradycji tego drugiego. To kameralne i bezpretensjonalne wydarzenie. Zrealizowane w najlepszy możliwy sposób: przez fanów dla fanów.

Kolejne punkty programu, chociaż różnorodne, często się ze sobą zazębiały. Sekcja „Najgorsze filmy świata”, skupiająca się przede wszystkim na pozycjach z okolic lat 50. i 60., znajdowała swoje dopełnienie w postaci sekcji VHS Hell, celującej w równie kiczowate co kolorowe lata 80. W dziedzinie kampu kropkę nad „i” postawiła „Pora Zwyrola”. Zaprezentowała tytuły wytwórni Troma, która podniosła poprzeczkę pod same niebo – w stronę przejaskrawienia i autoparodii. Gdzieś obok tego konkursu tandety wyświetlano jeszcze dzieła Johna Watersa, reżysera, który nie musi się już z nikim ścigać, bo już wiele dekad temu okrzyknięto go „królem złego smaku”.


John Waters. Fot. Tofifest

Widzowie o nieco mniej śmieciożernych upodobaniach mogli odetchnąć na baśniach i melodramatach, które pokazywano w ramach sekcji „Fantasyland” i „Love is Pain”. Natomiast sekcja „Generacja X” ciekawie korespondowała z zagadnieniem odbioru kultowego. Tak jak zblazowani bohaterowie „Clerks” czy "Trainspotting" w nieskończoność oglądali i omawiali swoje ukochane filmy, tak uczestnicy festiwalu mogli porzucić pogoń za nowościami i wrócić do dobrze znanych pozycji. Było też kilka odkryć i przynajmniej jedno olśnienie. „Robot Holocaust”, obraz nagrodzony przez festiwalową publikę salwami śmiechu i gromkimi brawami, radykalnie zredefiniował pojęcie „złego kina”.

Kolejne filmy oglądało się raczej na luzie. Nie walczyło się o bilety na długo oczekiwane nowości, bo tu żadnych nowości nie było. Nie trzymało się aparatu krytyczno-analitycznego cały czas w pogotowiu, bo prezentowane pozycje albo zostały już dawno opisane i ocenione, albo egzystują poza jakimikolwiek kryteriami oceny. Wspominało się, upewniało w pewnych sądach, czasem je modyfikowało lub zmieniało, ale bez większego intelektualnego fermentu. Atmosfera bardziej przypominała konwent miłośników fantastyki, na który przychodzi się przede wszystkim, aby dzielić z pewną grupy ludzi pasję, niż regularny festiwal filmowy, gdzie po seansach zakutani w szaliczki krytycy wymieniają się profesjonalnymi uwagami.


Kadr z filmu "Robot Holocaust". Fot. Cropp Kultowe

Katowice tworzą dla festiwalu nastrojowe tło. Kolejne kina i sale mają własny charakter, na swój sposób korespondujący z tematyką imprezy. Neon reklamujący Kino Światowid wygląda jak ten, który zdobi plakat "Wkraczając w pustkę" Gaspara Noégo. Skojarzenia z twórczością francuskiego ekstremisty budzi też reszta – za neonem trzeba skręcić w mały i dyskretny tunelik, zupełnie jakby szło się do kina porno. W Kinoteatrze Rialto można oglądać filmy zarówno z pozycji znajdującej się na parterze kawiarni, jak i zawieszonego nad nią balkonu. Kiedy patrzy się z dużej wysokości, a między człowiekiem a ekranem rozciąga się czarna, budząca lęk przestrzeń, wszystko nabiera większego rozmachu. Natomiast w sali projekcyjnej Centrum Kultury Katowice, niezbyt dużej i trochę dusznej, pod sufitem wiją się srebrne rury,  przypominające wnętrzności jakiejś przedwiecznej istoty. Cały czas czekałem, aż zaczną kapać z nich soki trawienne.

W to wszystko pomagały się dodatkowo wczuć tzw. „gry i zabawy”. Były konkursy, np. na chałupniczo zrobionego crittersa, były seanse z rekwizytami, w tym z przynoszonymi na „Toksycznego mściciela” mopami, była też zbiorowa konsumpcja. W legendarnym nowojorskim kinie Elgin, kolebce filmowego kultu, podczas seansów palono nagminnie marihuanę; w Katowicach ani razu nie poczułem jej zapachu, ale kolejnym projekcjom towarzyszył rozbrzmiewający w ciemności, namiętny szept otwieranych puszek z piwem. Im późniejsza była godzina i im głupszy film, tym ów szept było słychać częściej. Ponadto w połowie „Zniszczenia mózgu” zamówiono dla wszystkich widzów pizzę. Tradycji stało się zadość: trójmiejska grupa VHS Hell, która przygotowała pokaz, powstała podczas domówek, kiedy to zgagę po produkcjach klasy B zalepiało się właśnie ciastem i serem.

I taki właśnie jest ten festiwal – jak wspaniała domówka, który niespodziewanie zmieniła się w trwający dziesięć dni maraton filmowy.

Portalfilmowy.pl jest partnerem medialnym festiwalu Cropp Kultowe.





Piotr Mirski
Portalfilmowy.pl
Ostatnia aktualizacja:  26.05.2013
Zobacz również
53. KFF: W pokoju z Harrym Deanem Stantonem
Złota Palma dla "La Vie D’Adele"
Copyright © by Stowarzyszenie Filmowców Polskich 2002 - 2021
Scroll