PORTAL
start
Aktualności
Filmy polskie
Box office
Baza wiedzy
Książki filmowe
Dokument
Scenarzyści
Po godzinach
Blogi
Konkursy
SFP
start
Wydarzenia
Komunikaty
Pożegnania
Zostań członkiem SFP
Informacje
Dla członków SFP
Kontakt
ZAPA
www.zapa.org.pl
Komunikaty
Informacje
Zapisy do ZAPA
Kontakt
KINO KULTURA
www.kinokultura.pl
Aktualności
Informacje
Repertuar
Kontakt
STUDIO MUNKA
www.studiomunka.pl
Aktualności
Informacje
Zgłoś projekt
Kontakt
AKTORZY POLSCY
www.aktorzypolscy.pl
Aktualności
Informacje
Szukaj
Kontakt
FILMOWCY POLSCY
www.filmowcypolscy.pl
Aktualnosci
Informacje
Szukaj
Kontakt
MAGAZYN FILMOWY
start
O magazynie
Kontakt
STARA ŁAŹNIA
www.restauracjalaznia.pl
Aktualności
Informacje
Rezerwacja
Kontakt
PKMW
start
Aktualności
Filmy
O programie
Kontakt
Portal
SFP
ZAPA
Kino Kultura
Studio Munka
Magazyn Filmowy
Stara Łaźnia
PKMW
Aktorzy Polscy
Filmowcy Polscy
MENU
Od wczoraj Lazurowe Wybrzeże wypełnia się gorącymi nazwiskami największych gwiazd kina. Pokazem długo oczekiwanego „Wielkiego Gatsby’ego” Baza Luhrmanna rozpoczął się 66 Międzynarodowy Festiwal Filmowy w Cannes.

Święto kina, jakim od wczoraj żyje skąpane w deszczu Cannes, rozpoczęło się pod znakiem beztroskiej fantazji. Pierwszym tego zwiastunem była wiadomość, że przewodniczącym jury oceniającego dwudziestu kandydatów do Złotej Palmy został jeden z największych magików ekranu, Steven Spielberg. Drugim znakiem tego, że w tym roku na Croisette może królować szalona wyobraźnia, było wybranie na film otwarcia „Wielkiego Gatsby’ego”. Dawno już żadnej premierze nie towarzyszyło tyle emocji, co w wypadku obrazu Baza Luhrmanna. Od dawna nie było też drugiej takiej produkcji, wokół której atmosferę oczekiwania budowano równie misternie, jak teraz. Z każdym tygodniem rosło napięcie podsycane wieściami na temat gwiaździstej obsady, premierą trailera, szczegółami garderoby bohaterów czy wreszcie upublicznieniem przebojów ze ścieżki dźwiękowej. Jak sprawdził się mariaż stylu Luhrmanna z parokrotnie już adaptowaną klasyką literatury? I czy jego film rzeczywiście okazał się wart gęstniejącego od długiego czasu napięcia?



Jedno jest pewne: "Wielki Gatsby" nie jest dziełem tak udanym, jak ochoczo zapowiadały marketingowe hasła dystrybutorów. Z drugiej strony, nowe dzieło autora „Moulin Rouge” trudno uznać za artystyczną porażkę. Jeśli tylko nie będziemy oczekiwać zbyt wiele ponad wysmakowany, sprawnie zrealizowany spektakl zmysłów, nie będziemy zawiedzeni. Baz Luhrmann zręcznie i konsekwentnie przerabia prozę Fitzgeralda w zgodzie ze stałym stylem opowieści, proponując nam kolejny wycinek swego świata, równie sztuczny, przerysowany i kolorowy jak dotąd. Ponownie snuje na ekranie historię miłości niemożliwej – tym razem jej ofiarą staje się jeden z najsłynniejszych bohaterów amerykańskiej literatury, w którego mistrzowsko wcielił się Leonardo DiCaprio. Jego postać na początku jawi nam się jako tajemniczy dżentelmen w pięknie skrojonym smokingu. Znany przez wszystkich i zarazem przez nikogo. Sklejony z mitów, sekretnych plotek, tygla historii, jakie opowiedziano na jego temat. W kolejnych odsłonach jego ekranowa obecność – coraz bardziej intensywna – nabiera bardziej wyrazistego, a przy tym emocjonalnego wymiaru. Jay Gatsby w dojrzałej, bezbłędnej kreacji DiCaprio (przyćmiewającego swą rolą zarówno subtelną figurę Carey Mulligan, jak i zupełnie bezbarwnego Tobeya Maguire’a) wyłania się jako bohater tragiczny. Taki, który ma u swych stóp cały świat, ale czuje, że nie ma na tym świecie nikogo.


Carey Mulligan i Leonardo DiCaprio w filmie "Wielki Gatsby". Fot. Warner

Choć filmowemu szaleństwu Luhrmanna można zarzucić wiele słabości – przede wszystkim problemy ze scenariuszem i nierówny rytm rozwoju historii, która ma smakowite momenty, ale też liczne przestoje – to nie można mu odmówić jednego: tętniący dźwiękami i kolorami "Wielki Gatsby" stanowi wysmakowany popis fantazji, w której teraźniejszość tańczy z przeszłością równie zgodnie, jak dźwięki hip-hopu splatają się tu z jazzem. Ciężko orzec, jak na tę wizję zareagowałby sam autor literackiego oryginału, ale jedno jest pewne: o ile jego powieść doskonale oddawała ducha epoki, o tyle postmodernistyczny fresk Luhrmanna wiele mówi o tym, jak kino może dziś czytać przeszłość i jak bawi się artystycznymi gestami oraz konwencjami. Opowiadając o pustce życia w latach 20. XX wieku trafnie przedstawia też pustkę, która tkwi w naszej współczesności. Dla udanego efektu format 3D wydaje się tu jednak niepotrzebny: jako wystylizowane wizualnie widowisko, "Wielki Gatsby" nawet bez tego zapiera w dech piersiach. Tylko tyle, a może aż tyle.


Magdalena Bartczak
Portalfilmowy.pl
Ostatnia aktualizacja:  16.05.2013
Zobacz również
W czerwcu ostatni "Film"
Lew Hunter uczy pisać scenariusze
Copyright © by Stowarzyszenie Filmowców Polskich 2002 - 2021
Scroll