PORTAL
start
Aktualności
Filmy polskie
Box office
Baza wiedzy
Książki filmowe
Dokument
Scenarzyści
Po godzinach
Blogi
Konkursy
SFP
start
Wydarzenia
Komunikaty
Pożegnania
Zostań członkiem SFP
Informacje
Dla członków SFP
Kontakt
ZAPA
www.zapa.org.pl
Komunikaty
Informacje
Zapisy do ZAPA
Kontakt
KINO KULTURA
www.kinokultura.pl
Aktualności
Informacje
Repertuar
Kontakt
STUDIO MUNKA
www.studiomunka.pl
Aktualności
Informacje
Zgłoś projekt
Kontakt
AKTORZY POLSCY
www.aktorzypolscy.pl
Aktualności
Informacje
Szukaj
Kontakt
FILMOWCY POLSCY
www.filmowcypolscy.pl
Aktualnosci
Informacje
Szukaj
Kontakt
MAGAZYN FILMOWY
start
O magazynie
Kontakt
STARA ŁAŹNIA
www.restauracjalaznia.pl
Aktualności
Informacje
Rezerwacja
Kontakt
PKMW
start
Aktualności
Filmy
O programie
Kontakt
Portal
SFP
ZAPA
Kino Kultura
Studio Munka
Magazyn Filmowy
Stara Łaźnia
PKMW
Aktorzy Polscy
Filmowcy Polscy
MENU
W przeddzień premiery dokumentu Doroty Kędzierzawskiej i Arthura Reinharta „Inny świat” Danuta Szaflarska, bohaterka filmu, wspomina realizację „Zakazanych piosenek” – swój pierwszy profesjonalny kontakt z kinem.
Wypowiedź pochodzi ze zbiorów projektu „Łąkowa 29”, prowadzonego przez TOYA Sp. z o.o. pod patronatem PISF i miasta Łodzi, jej fragmenty zostaną opublikowane w przygotowywanej do druku książce „Fabryka snów”

Łąkowa 29? To adres Wytwórni Filmów Fabularnych w Łodzi. Mam wielki sentyment do tego miejsca, bo przeżyłam tam wielkie wzruszenia. Był rok 1946, powstawał pierwszy po wojnie film fabularny i mój pierwszy film w życiu.


Danuta Szaflarska w filmie "Zakazane piosenki". Fot. materialy prasowe

  Jak wtedy wyglądała Wytwórnia? To była jedna wielka hala zdjęciowa, wcześniej, przed wojną, korzystali z niej sportowcy. Nie pamiętam, żeby mieściły się tam jakieś biura, był chyba tylko jeden pokój dla reżysera i operatora. No i była charakteryzatornia, w niej słynny przedwojenny pan Jan Dobracki, któremu asystował papież, a właściwie Zdzisław Papierz. Wiąże się z nim zabawna anegdota z późniejszego okresu. Kiedyś ekipa pojechała na zdjęcia do Częstochowy i nie dawała znaku życia. Zaniepokojony kierownik produkcji zamówił rozmowę międzymiastową z Częstochową i pyta na centrali: - Czy jest tam Papierz? Telefonistka połączyła go więc z Jasną Górą. Kierownik pyta znów: - Czy Papierz już przyjechał? – Jaki papież?! – słyszy w odpowiedzi. – Kto mówi? – Król – odpowiada kierownik produkcji. – Jaki król? – pada pytanie. – Zygmunt – odpowiada. A w odpowiedzi słyszy: - Wariat! – i trzask odkładanej słuchawki [Zygmunt Król (1918-2010) – kierownik produkcji, uczestniczył w realizacji 30 filmów fabularnych, m.in. „Sprawy Gordonowej” i „C.K. Dezerterów”, w latach 1960-68 szef produkcji ZF Studio, a następnie ZF Kadr (1989-91), wykładowca i kierownik Ośrodka Produkcji Filmowej PWSFTViT).

Na pierwszym piętrze były garderoby dla aktorów: kanapka, stolik, skromnie – ale można było położyć się, odpocząć. W ogóle aktor w „Zakazanych piosenkach” traktowany był z ogromnym szacunkiem, czuło się ducha opieki nad aktorem. To była przedwojenna ekipa. Reżyserował Leonard Buczkowski – ujmujący pan z niezwykłą kulturą. Zdjęcia kręcił Adek Forbert, jego asystentem był Karol Chodura, późniejszy operator i reżyser. Nie mogę nie wspomnieć o Ludwiku Starskim, wspaniałym scenarzyście i ojcu znakomitego scenografa Allana. To on napisał scenariusz do „Zakazanych piosenek”, on też do spółki z Romanem Niewiarowiczem napisał "Skarb". To była grupa przedwojennych Żydów, bardzo utalentowanych i z wielką klasą. Także w ekipie technicznej było dużo przedwojennych fachowców, choćby wśród elektryków. Wszyscy byli bardzo sympatyczni i bardzo dla mnie uprzejmi. Pamiętam swoje pierwsze wejście na plan, czułam się jak bardzo ważna osoba, chociaż tak naprawdę byłam tylko młodą aktorką, która jeszcze nic w filmie nie zrobiła i nikt o mnie nic nie wiedział.


Danuta Szaflarska i Jerzy Duszyński w filmie "Zakazane piosenki" . Fot. materiały prasowe

Pierwszą moją sceną było wejście po schodkach, scena, w której przynoszę paczkę dla ukrywającego się Żyda. Nigdy nie zapomnę tego wzruszenia, tej tremy, ale i uczucia szczęścia, jakie wówczas przeżyłam. Ujęcie było kręcone z góry: wykorzystano dźwig, sprowadzony z Babelsberga, z dawnego niemieckiego studia UFA, stamtąd była też jedyna na planie kamera. Ta kamera nie była do końca sprawna, zdarzało się, że nagle zaczynała się strasznie trząść i trzeba było przerywać ujęcie. Ale fachowcy byli świetni. Kiedy Marek Frankfurt robił fotosy, ustawiał na planie wielki skrzynkowy aparat, wchodził pod czarną płachtę i kazał nam znieruchomieć, poczym zdejmował osłonę z obiektywu. Te fotosy do dziś nie mają sobie równych!

Budową dekoracji zajmował się Czesław Piaskowski. To on przed wytwórnią, od strony parku wybudował warszawską ulicę. To było konieczne, bowiem Warszawa była wówczas zrujnowana, a trzeba było gdzieś nakręcić sceny, które rozgrywały się przed powstaniem. Zdjęcia powstańcze kręciliśmy w Warszawie, także dokrętki ukazujące płonące miasto, całą resztę tam, w Łodzi.


Danuta Szaflarska w filmie "Inny świat". Fot. NInA

Dokrętki były konieczne, bo pierwszej wersji „Zakazanych piosenek” cenzura nie dopuściła na ekrany. Zabrakło jej kogoś z opaską AL na ramieniu, chodziło także o to, by film nie kończył się sceną upadku zegara, grającego „Warszawiankę”, ale żeby był jeszcze ciąg dalszy, który sugerowałby, że nasi, ci znad Oki, są po drugiej stronie Wisły.

W Warszawie kręciliśmy też sceny hitlerowskiej defilady w Alejach Ujazdowskich. Adek Forbert ustawił kamerę we włazie kanału kanalizacyjnego i uzyskał przerażające zdjęcia butnych żołnierzy. Niemców nie grali jacyś statyści, tylko autentyczni Niemcy – jeńcy wojenni z obozu na Polach Mokotowskich. Dostali nowe mundury, karabiny (bez nabojów) na ramię, uformowali szyk defiladowy. Ruszyli na kamerę Forberta śpiewając „Heili heilo”. Natychmiast zmienił się wyraz ich twarzy, po plecach przeszły mi autentyczne ciarki.

Bo "Zakazane piosenki" to był autentyk, niemal dokument. Dotyczy to nie tylko piosenek, śpiewanych w wojennej Warszawie. Pamiętam z czasów okupacji skrzypka w korporackiej czapce, który na Nowym Świecie grał odwrócony twarzą do ściany, sama rzuciłam mu kilka groszy. Zaintrygowało mnie, że ten człowiek nosił ciemne okulary i grał do ściany. To zainteresowało również nasz wywiad AK-owski: ustalono, że tam, gdzie on grał, potem gestapo zastawiało „kotły” – to znaczy, że on grał, obserwując drugą stronę ulicy na odbiciu tych ciemnych okularów. Dlatego wydano na niego wyrok śmierci, którego wykonanie uwieczniono w naszym filmie.

Na planie panowały cudowne obyczaje. Któregoś dnia zdjęciowego wchodzę na plan i nagle słyszę, jak elektrycy wołają „- Zapal Danutę!”, a chwilę potem „- Zapal Duszka!” (tak mówiliśmy o Jurku Duszyńskim). Tak ochrzczono pierwsze reflektory, później zdaje się ten zwyczaj zarzucono. Potem zaprosiliśmy elektryków na przyjęcie – skromne, bo wtedy wszystko było skromne - ale wódeczkę i jakąś zakąskę udało się skombinować. Doprawdy, my aktorzy, czuliśmy się jak bardzo ważne osoby i tak nas traktowano.



Kiedy kręciliśmy "Zakazane piosenki", w sali projekcyjnej na pierwszym piętrze wytwórni przeglądano nakręcone materiały. Mnie do tego nie dopuszczono, ponieważ reżyser twierdził, że skoro nigdy nie grałam w filmie, to po zobaczeniu siebie na ekranie zmienię styl gry i tym samym charakter postaci. Jednak popełnił błąd. Gdybym zobaczyła te materiały wcześniej, to bym wiedziała, że przy zbliżeniu nie wolno robić żadnych min. Przecież nie miałam żadnego doświadczenia i grałam teatralnie. Dopiero na premierze zobaczyłam, jakie popełniłam błędy.

Portalfilmowy.pl jest patronem medialnym filmu "Inny  świat".



KJZ
Portalfilmowy.pl
Ostatnia aktualizacja:  14.12.2013
Zobacz również
Erotyka w nawiasie, czyli o "Nimfomance" Larsa von Triera
75. urodziny Jerzego Skolimowskiego
Copyright © by Stowarzyszenie Filmowców Polskich 2002 - 2020
Scroll