PORTAL
start
Aktualności
Filmy polskie
Box office
Baza wiedzy
Książki filmowe
Dokument
Scenarzyści
Po godzinach
Blogi
Konkursy
SFP
start
Wydarzenia
Pożegnania
Zostań członkiem SFP
Informacje
Dla członków SFP
Kontakt
ZAPA
www.zapa.org.pl
Komunikaty
Informacje
Zapisy do ZAPA
Kontakt
KINO KULTURA
www.kinokultura.pl
Aktualności
Informacje
Repertuar
Kontakt
STUDIO MUNKA
www.studiomunka.pl
Aktualności
Informacje
Zgłoś projekt
Kontakt
AKTORZY POLSCY
www.aktorzypolscy.pl
Aktualności
Informacje
Szukaj
Kontakt
FILMOWCY POLSCY
www.filmowcypolscy.pl
Aktualnosci
Informacje
Szukaj
Kontakt
MAGAZYN FILMOWY
start
O magazynie
Kontakt
STARA ŁAŹNIA
www.restauracjalaznia.pl
Aktualności
Informacje
Rezerwacja
Kontakt
PKMW
start
Aktualności
Filmy
O programie
Kontakt
Portal
SFP
ZAPA
Kino Kultura
Studio Munka
Magazyn Filmowy
Stara Łaźnia
PKMW
Aktorzy Polscy
Filmowcy Polscy
MENU
WYDARZENIA
  20.04.2013
Z Jakubem Kijowskim, operatorem „Sekretu” Przemysława Wojcieszka i „Płynących wieżowców”, Tomasza Wasilewskiego, rozmawia Urszula Lipińska.

PortalFilmowy.pl: Kręcąc "Sekret" przejął pan schedę po Jolancie Dylewskiej, operatorce wszystkich wcześniejszych filmów Wojcieszka. Czy pracując nad tym filmem próbował pan w jakiś sposób odnieść się do tego, jak pokazywała ona świat wymyślony przez Przemka?


Jakub Kijowski. Fot. Stowarzyszenie Nowe Horyzonty

Jakub Kijowski: Poznałem Przemka właśnie dzięki temu, że współpracowała z nim Jola, a ja byłem jej operatorem i mogę powiedzieć, że przy niej zdobyłem dużo doświadczenia. Przemek na pewno mógłby o niej powiedzieć to samo, bo nie kończył żadnych szkół filmowych, pracował z nią od pierwszych filmów i wydaje mi się, że oboje czerpiemy z jej wiedzy, czasami nawet nieświadomie.

PF: Co według pana jest najważniejszą rzeczą, która musi zaistnieć między operatorem a reżyserem, żebyś w ogóle mógł pan wejść we prace nad danym filmem?

JK: Najważniejsze jest to, żeby w ogóle się móc dogadać, bo nie z każdym, mimo najlepszych chęci, da się porozumieć. Robiłem z Przemkiem filmy, teledyski i spektakle teatralne, znamy się od kilku lat, ufamy sobie. Przystępując do pracy nad „Sekretem” wiedziałem, że to będzie film niezależny finansowo i nie będzie można szaleć. Gdybym nie znał Przemka, nie wiem, czy tak bezwarunkowo podjąłbym się udziału w projekcie, który w tamtym momencie nie miał zagwarantowanych żadnych pieniędzy. Po prostu wierzyłem, że Przemek ma moc sprawczą, z drugiej strony nie będzie forsował rzeczy niemożliwych. Myślę, że sukcesem tego filmu jest fakt, że został on skrojony do takiej sytuacji budżetowej, jaką mieliśmy. "Sekret" od początku był wymyślony jako film kameralny, rozpisany na trzech aktorów i dziejący się wokół jednego domu. Dzięki temu mogliśmy myśleć jak zrealizować wszystko jak najtaniej. To dotyczyło również doboru środków operatorskich.

PF: Miewał pan momenty frustracji?   

JK: Wiedziałem w co wchodzę. Dosyć dobrze obgadaliśmy z Przemkiem ten projekt wcześniej i dokonaliśmy niezbędnych przekształceń: od razu np. wyszło, że nie możemy zrobić sceny nocnej nad jeziorem, bo nie mieliśmy do tego sprzętu. Poza tym nie marudziłem, miałem jednego oświetlacza i rękawiczki przy pasku i kiedy trzeba było nosiłem kable. Gdybym się z tego powodu frustrował, musiałbym to robić codziennie.


Kadr z filmu "sekret". Fot. Stowarzyszenie Nowe Horyzonty

PF: „Sekretem” Wojcieszek estetycznie odcina się od swoich wcześniejszych produkcji. Czy definiowaliście sobie w jakiś konkretny sposób nowy język, którym chcecie opowiadać ten film?

JK: Pół roku przed pracą zrobiliśmy jednodniowe zdjęcia próbne. Zrealizowaliśmy kilka scen. Dzięki temu, że Przemek jest otwarty na propozycje, materiał nagraliśmy bardzo niejednorodnie. Część scen nakręciliśmy bardzo dokumentalnie, kamerą z ręki, a drugą długimi obiektywami. Przemek podchwycił obraz i prosił aktorów o kolejne duble ze zredukowanym dialogiem. Do tych kilku scen dziejących się na wsi dokręciliśmy jeszcze kilka agresywnych ujęć na dyskotece i w kabarecie. Po kilku dniach montażu, ten zabieg okazał się na tyle ciekawy, że postanowiliśmy go potem utrzymać w filmie. W ten sposób "Sekret" składa się z różnych faktur, które wzajemnie się przeplatają. Poza tym, scenariusz od początku narzucał pewne operatorskie wyzwania. Fakt, że będziemy kręcić w otoczeniu przyrody bardzo mnie inspirował. Od początku myślałem, że istotna jest relacja pomiędzy przyrodą a bohaterami, że istotne jest uchwycenie fizycznego upływu czasu. Chcieliśmy pokazać, że kiedy bohaterowie przyjeżdżają na odludzie, zderzając się z burzliwą historią mieszkającego tam dziadka, otacza go natura – zupełnie stabilna, niezmienna od lat, spokojna.

PF: Po nakręceniu „Sekretu”, zrealizował pan zdjęcia do „Płynących wieżowców” Tomasza Wasilewskiego. Czy współpraca z tymi dwoma reżyserami była dla pana w jakikolwiek sposób podobna czy były to dwa kompletnie inne wyzwania?


JK: Do pracy nad „Płynącymi wieżowcami” przystąpiłem późno i po prostu dostałem zadanie stricte operatorskie. Mimo, że to również był projekt niskobudżetowy, było to zupełnie nieodczuwalne. "Płynące wieżowce" dzieją się w Warszawie, kręciliśmy je w parunastu miejscach w mieście, często w nocy. Przy „Sekrecie” wiedzieliśmy, że musimy mieć małą ekipę, a każdy będzie musiał wykonywać pracę kilku osób. U Tomka ekipa, sprzęt i logistyka były bardziej rozbudowane. Jednak obaj reżyserzy bardzo stawiają na autorskie opowiadanie i nie boją się odważnych decyzji.


Kadr z filmu "Płynące wieżowce". Fot. Adam Wenzel/Alter Ego Pictures

PF: Czy jednym z zadań w pracy nad „Płynącymi wieżowcami” było kontynuowanie estetyki zapoczątkowanej przez Tomka w „W sypialni”, czy raczej staraliście się stworzyć film wyraźnie różniący się od jego debiutu?

JK: Tomek jest estetycznie bardzo świadomy, bardzo wrażliwy na obraz i jego detal, widzi dużo rzeczy dla innych zupełnie nieważnych. Zależy mu na uzyskaniu konkretnych rozwiązań formalnych. Dlatego praca z Tomkiem jest siłą rzeczy kontynuowaniem jego estetyki.

PF: Lepiej pracuje się panu z reżyserami dającymi operatorowi wolną rękę czy z tymi, którzy mają sprecyzowaną wizję i oczekują od ciebie jej realizacji?

JK: Na to nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Każdy medal ma dwie strony. Dużo zależy od okresu przygotowawczego, ile jest czasu na wspólną prace. Świetnie się współpracuje z reżyserem, który oczekuje zaangażowania na wielu polach, ale i zadanie dobrze zdefiniowane, kiedy skupiasz się jedynie na swoim poletku, daje dużo satysfakcji. Nie mam pretensji do pozycji operatora w ekipie.

PF: Czy przy „Płynących wieżowcach” inspirowaliście się czymś konkretnym: zdjęciami, obrazami czy filmami?


JK: Obejrzeliśmy parę filmów razem, m.in. „Wstyd”,„Import/Export”, „Nieodwracalne” i „Zapaśnika”. Każdy z nich rozpatrywaliśmy na innym poziomie. Tomek od początku miał kilka konkretnych propozycji dotyczących kręcenie swojego filmu patrzyliśmy jak podobne rozwiązania funkcjonują w innych filmach. Tomkowi od początku zależało żeby całość realizować w panoramicznym formacie, natomiast wspólnie dochodziliśmy do tego jak ma kamera pracować, że będzie prowadzona z ręki.


Urszula Lipińska
Portalfilmowy.pl
Ostatnia aktualizacja:  20.04.2013
Zobacz również
Urodziny Anny Wilskiej-Sztwiertni
Urodziny Haliny Wodiczko-Papuzińskiej
Copyright © by Stowarzyszenie Filmowców Polskich 2002 - 2019
Scroll