PORTAL
start
Aktualności
Filmy polskie
Box office
Baza wiedzy
Książki filmowe
Dokument
Scenarzyści
Po godzinach
Blogi
Konkursy
SFP
start
Wydarzenia
Pożegnania
Zostań członkiem SFP
Informacje
Dla członków SFP
Kontakt
ZAPA
www.zapa.org.pl
Komunikaty
Informacje
Zapisy do ZAPA
Kontakt
KINO KULTURA
www.kinokultura.pl
Aktualności
Informacje
Repertuar
Kontakt
STUDIO MUNKA
www.studiomunka.pl
Aktualności
Informacje
Zgłoś projekt
Kontakt
AKTORZY POLSCY
www.aktorzypolscy.pl
Aktualności
Informacje
Szukaj
Kontakt
FILMOWCY POLSCY
www.filmowcypolscy.pl
Aktualnosci
Informacje
Szukaj
Kontakt
MAGAZYN FILMOWY
start
O magazynie
Kontakt
STARA ŁAŹNIA
www.restauracjalaznia.pl
Aktualności
Informacje
Rezerwacja
Kontakt
PKMW
start
Aktualności
Filmy
O programie
Kontakt
Portal
SFP
ZAPA
Kino Kultura
Studio Munka
Magazyn Filmowy
Stara Łaźnia
PKMW
Aktorzy Polscy
Filmowcy Polscy
MENU
WYDARZENIA
  13.04.2013
Bogusław Linda to twardy facet. Każdy widz to wie. Choć Linda ma w swoim dorobku inne role, kojarzy się przede wszystkim z wizerunkiem „twardziela”. Do tego stopnia, że publiczność utożsamia go z granymi postaciami. Nie chce go z nimi rozdzielać. Woli myśleć, że Linda jest właśnie taki, jak jego bohaterowie - Franz Maurer z „Psów”, porucznik z „Krolla”, ochroniarz z „Sary”, major z „Demonów wojny wg Goi”. I trudno kogokolwiek za to winić.

Nie było bowiem przed Bogusławem Lindą kogoś takiego w polskim kinie. W ogóle niewielu było u nas prawdziwie twardych facetów. Żaden z nich zaś nie przypominał bohaterów wykreowanych przez Lindę. Daniel Olbrychski był raczej typem sportowca, ryzykanta, romantycznego awanturnika. Ryszard Filipski z kolei miał w sobie szorstkość Jamesa Cagneya czy Edwarda G. Robinsona, pasowałby idealnie do gangsterskiego Hollywood lat 30. W jego bohaterach było coś zimnego, wywołującego u widza emocjonalny dystans. Z Lindą jest inaczej. Jego twardych facetów albo się podziwia, albo szczerze nie lubi. Nigdy nie pozostawiają widza obojętnym.


Bogusław Linda w filmie "Matka Królów". Fot. Kino RP

Bo twardziele Lindy to wspaniała mieszanka klasycznego hollywoodzkiego twardego faceta z polską buntowniczą naturą. Jest w nich cynizm i zgorzknienie filmowych wcieleń Humphreya Bogarta, sarkazm i ironia godna postaci  z powieści Raymonda Chandlera i Dashiella Hammetta, brutalność i okrucieństwo bohaterów Jamesa Cagneya i Paula Muni, a jednocześnie typowo polska przekora i bunt – skierowany przeciwko światu, przeciwko wszelkiej maści autorytetom, a niekiedy przeciwko samemu sobie.

Filmowy wizerunek znakomicie współgrał z obrazem Lindy jako osoby prywatnej, kreowanym częściowo przez niezbyt przychylne mu media, a częściowo przez niego samego (kiedy przyznawał się do fascynacji bronią palną albo prowokował feministki, żartując sobie z zasad politycznej poprawności). Kiedyś powiedział o sobie: „wymykam się kontroli”. Bogusław Linda zawsze sprawiał wrażenie osoby, która lubi jazdę po bandzie. Kogoś, kto lubi wsadzać kij w mrowisko i nie boi się budzić skrajnych emocji.


Z Jerzym Stuhrem w filmie "Przypadek". Fot. SF Tor

Role twardych facetów to jednak drugi etap w jego karierze. Aktorską drogę Linda zaczynał przecież od zgoła innych ról – młodych buntowników w PRL-owskim kinie moralnego niepokoju. Stworzył wtedy jedne ze swoich najwybitniejszych kreacji – w „Matce Królów” Janusza Zaorskiego, w „Przypadku” Krzysztofa Kieślowskiego, w „Kobiecie samotnej” Agnieszki Holland. Dziś wspomina w wywiadach, że grał wtedy na przekór obowiązującej, a wywodzącej się z teatru, manierze, że bliższa mu była Metoda lansowana przez Actors’ Studio niż to, co wyniósł z krakowskiej PWST. Chciał więc w tych filmach „być”, a nie „grać”.


W filmie "Zabij mnie, glino". Fot. Kino RP

Miał szczęście, bo reżyserzy pozwalali mu na takie eksperymentalne podejście. Miał szczęście, bo jego talent docenili najwybitniejsi twórcy polskiego kina. Ale miał też pecha – większość filmów z jego udziałem z tego okresu, większość jego znakomitych występów, z „Matką Królów” i „Przypadkiem” na czele, trafiło na półki. Coś takiego mogło zniszczyć jego karierę zanim na dobre się rozkręciła, bo Linda przez pewien czas pozostawał właściwie nieznany dla publiczności. Paradoksalnie, był wtedy bardziej popularny na Węgrzech (gdzie zagrał w kilku filmach) niż w Polsce.


W filmie "Psy". Fot. SF Zebra

Kiedy wreszcie jego najważniejsze filmy trafiły pod koniec lat 80. do kin, niemal jeden po drugim, Linda w błyskawicznym tempie zdobył także nad Wisłą należną mu pozycję – jednego z najciekawszych aktorów filmowych. A wkrótce potem – już za sprawą swoich twardzieli - stał się też gwiazdą. Tę pozycję ugruntowała oczywiście współpraca z Władysławem Pasikowskim. Ale zmianę filmowego wizerunku zapoczątkował występ w „Zabij mnie glino” Jacka Bromskiego. Linda zagrał tam niebezpiecznego przestępcę, brutalnego i bezwzględnego. Niektórzy mieli mu za złe, że od kina artystycznego przeskoczył do kina obliczonego na masowego widza. Tym bardziej, że jego nowi bohaterowie, jak eks-ubek Mauser z „Psów” zdawali się mieć za nic narodowe świętości. Linda chyba nic sobie z tego nie robił, a kiedy poczuł się znużony rolami twardzieli, zakpił sobie ze swojego wizerunku (jak w serialu „I kto tu rządzi”).


W filmie "Trzy minuty. 21:37". Fot. Monolith Plus

Linda to aktor, który zrobił de facto dwie odrębne kariery. Teraz może je połączyć, rozpoczynając nowy etap w swoim aktorskim życiorysie. Wciąż może grać role, w których publiczność tak go lubi - twardych facetów, ale dzięki wiekowi (skończył w ubiegłym roku 60 lat) i doświadczeniu może te role wewnętrznie wzbogacić. Ubiegłoroczny serial „Paradoks” pozwolił Lindzie pokazać to nowe, dojrzalsze, oblicze twardziela. Wreszcie aktor doczekał się pierwszoplanowej roli napisanej specjalnie dla niego. Wreszcie, bo ostatnie lata polscy filmowcy jakby Lindy się bali. Zabrakło dla niego ciekawych ról, zabrakło dobrych scenariuszy. Grywał głównie postacie drugoplanowe, a to czyste marnotrawstwo – i jego talentu, i jego silnej ekranowej osobowości.


Elżbieta Ciapara
Portalfilmowy.pl
Ostatnia aktualizacja:  30.12.2013
Zobacz również
Szlakiem "Listy Schindlera" w Krakowie
Argentyna mon amour
Copyright © by Stowarzyszenie Filmowców Polskich 2002 - 2019
Scroll