PORTAL
start
Aktualności
Filmy polskie
Box office
Baza wiedzy
Książki filmowe
Dokument
Scenarzyści
Po godzinach
Blogi
Konkursy
SFP
start
Wydarzenia
Komunikaty
Pożegnania
Zostań członkiem SFP
Informacje
Dla członków SFP
Kontakt
ZAPA
www.zapa.org.pl
Komunikaty
Informacje
Zapisy do ZAPA
Kontakt
KINO KULTURA
www.kinokultura.pl
Aktualności
Informacje
Repertuar
Kontakt
STUDIO MUNKA
www.studiomunka.pl
Aktualności
Informacje
Zgłoś projekt
Kontakt
AKTORZY POLSCY
www.aktorzypolscy.pl
Aktualności
Informacje
Szukaj
Kontakt
FILMOWCY POLSCY
www.filmowcypolscy.pl
Aktualnosci
Informacje
Szukaj
Kontakt
MAGAZYN FILMOWY
start
O magazynie
Kontakt
STARA ŁAŹNIA
www.restauracjalaznia.pl
Aktualności
Informacje
Rezerwacja
Kontakt
PKMW
start
Aktualności
Filmy
O programie
Kontakt
Portal
SFP
ZAPA
Kino Kultura
Studio Munka
Magazyn Filmowy
Stara Łaźnia
PKMW
Aktorzy Polscy
Filmowcy Polscy
MENU
WYDARZENIA
  10.01.2013
Z Leosem Caraxem, reżyserem „Holy Motors”, rozmawia Ian Pelczar

Portalfilmowy.pl: Krytycy traktują „Holy Motors” jako hołd dla sztuki filmowej, piszą, że to list miłosny do kina.

Leos Carax: Nie taka była moja intencja. To nie jest list miłosny do kina. Kocham kino, ale nie myślę o nim, nie mówię o nim. Czasami wydaje mi się, że żyję na wyspie, która nazywa się kino, a czasami, że zostaję z niej wydalony. Reakcjami na „Holy Motors” jestem zaskoczony. Kiedy kręcę film mam nadzieję, że tworzę kino, ale ono nie jest przedmiotem mojego najnowszego filmu. Kino jest jego językiem. być może nie jesteśmy już przyzwyczajeni do tego języka, stąd takie reakcje. Nie mam kontroli nad odbiorem moich dzieł.


Leos Carax. Fot. Unifrance

PF: Także dlatego, że z reguły odmawia pan wywiadów.

LC: W ogóle nie lubię mówić. I nie lubię rozmawiać o kinie. Ja tego nie potrzebuję i nie wydaje mi się, by ludzie tego potrzebowali. Nasze spotkanie zostało zaprogramowane. Jest 11.00 rano siedzę przed mikrofonem w sali pełnej ludzi, których nie znam i mamy rozmawiać. Nie zawsze wierzę, że na pytania, które padają, oczekiwane są odpowiedzi. To część pracy, rodzaj gry. Co innego, gdybym przypadkowo spotkał w Chinach widzów mojego filmu i poszedł z nimi pogadać na kawę. Wywiady i konferencje prasowe nie są częścią rzeczywistości, i tak nie umiem odpowiedzieć na wszystkie pytania. Jestem zaskoczony wyliczaniem w recenzjach, że w „Holy Motors” jest tak wiele odniesień do historii kina. W moim odczuciu tak nie jest, być może ludzie właśnie tego poszukują. Skoro film nie ma oczywistej fabuły, odwołanie się do kina jest sposobem na wytłumaczenie ekranowej rzeczywistości.

PF: Główny bohater Oscar wsiada do limuzyny i jeździ z miejsca na miejsce, wcielając się w przeróżne postaci.

LC: Limuzyny pierwszy raz zafascynowały mnie w Stanach Zjednoczonych. Nie możesz zobaczyć co jest w środku, ale wszyscy na nie patrzą. Z zewnątrz wyglądają całkiem pięknie, a wewnątrz wyglądają bardzo tanio, jak domy publiczne. Poza tym tych samochodów się nie kupuje, tylko wynajmuje. To także interesujące. Życie Oscara też przypomina pracę najemnika. Limuzyny są ponure i erotyczne. To od nich zaczął się pomysł na film. Całkiem prosty, zrozumiały dla dziecka. Facet wsiada do samochodu i jeździ od pracy do pracy. Wiadomo, że taka praca nie istnieje, więc mamy do czynienia z odrobiną science-fiction lub świata fantastycznego, a może to antycypacja zdarzeń. Pokazywałem „Holy Motors” dzieciom i bawiły się świetnie.


Kadr z filmu "Holy Motors". Fot. Unifrance

PF: Dla mnie to film o walce z przemijaniem, poprzez ponowne przeżywanie. O tym śpiewa zza kadru francuski piosenkarz w jednej z finałowych scen.

LC: To Gérard Manset. Nie znałem go, mimo że jest dość znany, kultowy. Pieśń nazywa się „Revivre” i opowiada o ponownym życiu, o przeżywaniu raz jeszcze. Scenę, w której się pojawia wyobraziłem sobie właśnie z udziałem tej konkretnej muzyki. Życie ponowne jest jednym z głównych motywów filmu, zarówno życie po śmierci, wskrzeszanie się do kolejnego wcielenia, jak i ponowne przeżywanie wydarzenia. Wszystko sprowadza się do doświadczenia. Rzeczy, które przeżyłeś nie będą miały wartości, jeśli ich nie doświadczyłeś. Z nastawianiem się na kolejne doświadczenia i przeżycia związane jest ryzyko. Ciekawi mnie pytanie, czy wciąż jesteśmy gotowi je podjąć. Przypuszczam, że brakuje nam odwagi, kto wie, być może powinniśmy jej uczyć w szkołach. Dla mnie to kino symbolizuje odwagę, doświadczenie  i akcję. To odczucie było zagrożone z powodu wirtualności nowych technologii. Pojawiły się nowe pytania. Czy w internecie można zdobywać doświadczenia? Czy są nimi gry video. Czy kamera cyfrowa pozwala na to w świecie kina? Cały film przeszyty jest wrażeniem, że akcja zniknie i czy jako taka jest wciąż możliwa? Taka akcja, którą ma na myśli reżyser, krzycząc do ekipy przed rozpoczęciem kolejnego ujęcia.

PF: Co pana napędza? W „Holy Motors” jest mowa o tym, że pewne rzeczy czynione są dla samego „piękna gestu”.

LC: Tytułowe „holy motors” to my, ludzie. Jesteśmy maszynami, ale potrzebujemy energii, paliwa. Nawet mi czasem brakuje napędu, trzeba wtedy znaleźć nowe pokłady. To ciągła walka. Mnie w pewien sposób uratowało kino. Od niego zaczęło się moje właściwe życie. Jako dzieciak oglądałem filmy, ale nie wiedziałem nawet, że istnieje ktoś taki jak reżyser. Chodziłem do kina na Marilyn Monroe, Charlesa Bronsona i innych aktorów. Dopiero jako nastolatek zrozumiałem, że za kamerą musi stać jakiś mężczyzna. Mężczyzna albo kobieta, ale w tamtych czasach nie było zbyt wielu kobiet w tym zawodzie. Kiedy to odkryłem, stwierdziłem, że chcę mieszkać na wyspie kino. Ja, kamera i obiekt przed nią. Potem dowiedziałem się, że trzeba jeszcze pieniędzy, ale było już za późno. Co dzisiaj sprawia, że wciąż tworzę? Tylko na tej swojej wymarzonej wyspie mogę oddychać, czuję że oddycham tylko wtedy, kiedy mogę tworzyć filmy. Nie mam więc zbyt wielkiego wyboru, muszę próbować robić filmy. A próba ich realizowania jest niemalże jak sama praca na planie. Starałem się stworzyć więcej dzieł, niż widzieliście. Nie wiem, czy będę do nich wracał. Raczej zrobię coś nowego. Zacząłem robić filmy niedługo po przeprowadzce do Paryża. Przeniosłem się z przedmieść, gdy miałem 17 lat. Rok wcześniej rzuciłem szkołę. Odkryłem to miasto w tym samym czasie, w którym odkryłem filmy i zacząłem je tworzyć.
Nie znałem nikogo, jedynym miejscem, do którego mogłem pójść było kino. Odkryłem też miłość do mostów, do przekraczania wody. To mi zostało do dzisiaj. Rozmawiamy we Wrocławiu, gdzie po zakwaterowaniu w hotelu także poszedłem na spacer w poszukiwaniu mostów. Dobrze trafiłem, bo są piękne. Celebruję pewien rodzaj samotności. Między 17. a 25. rokiem życia oglądałem wiele filmów – kino nieme, dzieła hollywoodzkie, filmy niemieckie i rosyjskie. Później przestałem chodzić do kina. Po zrealizowaniu „Złej krwi” po prostu przestałem . Poczułem, że jeśli chce robić własne, autorskie filmy nie muszę już tego robić. Dwoma pierwszymi produkcjami spłaciłem swój dług wobec kina. Musiałem pójść własną drogą. Bywało, że oglądałem 2-3 filmy dziennie, teraz oglądam 2-3 filmy rocznie. Nie musisz oglądać wielu filmów, by wciąż żyć w kinie.  




Ian Pelczar
Portalfilmowy.pl
Ostatnia aktualizacja:  10.01.2013
Zobacz również
Terry Gilliam i Spike Jonze wybrali Chimney
Hoffman w Budapeszcie
Copyright © by Stowarzyszenie Filmowców Polskich 2002 - 2020
Scroll