PORTAL
start
Aktualności
Filmy polskie
Box office
Baza wiedzy
Książki filmowe
Dokument
Scenarzyści
Po godzinach
Blogi
Konkursy
SFP
start
Wydarzenia
Komunikaty
Pożegnania
Zostań członkiem SFP
Informacje
Dla członków SFP
Kontakt
ZAPA
www.zapa.org.pl
Komunikaty
Informacje
Zapisy do ZAPA
Kontakt
KINO KULTURA
www.kinokultura.pl
Aktualności
Informacje
Repertuar
Kontakt
STUDIO MUNKA
www.studiomunka.pl
Aktualności
Informacje
Zgłoś projekt
Kontakt
AKTORZY POLSCY
www.aktorzypolscy.pl
Aktualności
Informacje
Szukaj
Kontakt
FILMOWCY POLSCY
www.filmowcypolscy.pl
Aktualnosci
Informacje
Szukaj
Kontakt
MAGAZYN FILMOWY
start
O magazynie
Kontakt
STARA ŁAŹNIA
www.restauracjalaznia.pl
Aktualności
Informacje
Rezerwacja
Kontakt
PKMW
start
Aktualności
Filmy
O programie
Kontakt
Portal
SFP
ZAPA
Kino Kultura
Studio Munka
Magazyn Filmowy
Stara Łaźnia
PKMW
Aktorzy Polscy
Filmowcy Polscy
MENU
Studiu im. Karola Irzykowskiego z Magdaleną Łazarkiewicz rozmawia Iwona Cegiełkówna.

Działało w latach 1981-2005. W ciągu niemal ćwierć wieku dało szansę na kinowy debiut tak głośnym dziś twórcom jak Robert Gliński („Niedzielne igraszki”), Waldemar Dziki („Kartka z podróży”),Marek Koterski („Dom wariatów”), Wiesław Saniewski („Nadzór”) , Mariusz Treliński („Pożegnanie jesieni”), Jan Jakub Kolski („Pogrzeb kartofla”), Leszek Wosiewicz („Wigilia ’81”), Dariusz Gajewski („Warszawa”) oraz Magdalena („Ostatni dzwonek”) i Piotr („Fala”, „Kocham kino") Łazarkiewiczowie. Podczas tegorocznego T-Mobile Nowe Horyzonty zaprezentowano szeroką retrospektywę Studia, której pomysłodawcą był Piotr Łazarkiewicz


Kadr z filmu "Ostatni dzwonek", fot. Studio im. Irzykowskiego

Portal Filmowy: Studio Irzykowskiego jest dziś identyfikowane głównie przez pryzmat polityki. Tymczasem idea Studia, która narodziła się na początku lat 70., zakładała twórczą współpracę młodych filmowców i – zgodnie z duchem patrona, wybitnego teoretyka filmu – artystyczne eksperymenty. Jak postrzegała to Pani w latach 80. jako świeżo upieczona absolwentka reżyserii Wydziału Radia i Telewizji Uniwersytetu Śląskiego?

Magdalena Łazarkiewicz: Studio oznaczało dla mnie wspólnotę: nie tylko interesów, ale i celów artystycznych; twórczy ferment myślowy. Jego idea nawiązywała do węgierskiego Studia Beli Balazsa. Węgry były wówczas wiodącą kinematografią w naszym regionie. Założycielom Studia chodziło więc nie tyle o walkę z ustrojem, co wolność artystyczną. Polityczne ostrze filmów realizowanych w latach 80. w Studiu Irzykowskiego było sprowokowane sytuacją historyczną – parę miesięcy po założeniu Studia wprowadzono stan wojenny.  Dziś ostrość polityczna tych produkcji się stępiła, ale zachowały wspólny mianownik – bezkompromisowość, również w operowaniu językiem filmowym.  

PF: Cenzura nie ingerowała w te twórcze działania?

: Ingerowała, ale coraz słabiej. Cenzura mogła wówczas zatrzymać film na każdym etapie produkcji. Jednym z pierwszych postulatów założycieli Studia było więc przesunięcie momentu, w którym cenzura akceptuje film: z etapu scenariusza na etap zakończenia produkcji. Z dzisiejszego punktu widzenia wydaje się to może mało istotnym szczegółem, ale w tamtych czasach było postulatem rewolucyjnym.  

PF: W latach 80. Studio Irzykowskiego nieprzerwanie działało - jako jedna z niewielu instytucji filmowych. Kręcone tu wówczas filmy stały się manifestem pewnej postawy obywatelskiej.

MŁ: W tym okresie Studio było swego rodzaju azylem dla różnych ludzi. Młodzi filmowcy, którzy w latach 80. kończyli szkoły, trafiali w próżnię – został ogłoszony bojkot Telewizji, a respektowanie go wiązało się z większym ryzykiem dla młodego twórcy (istniał wówczas obowiązek telewizyjnego debiutu przed kinowym) niż dla jego starszych kolegów, o już ugruntowanej pozycji. Moje pokolenie zapłaciło za to dużą cenę. Nie mogąc realizować tego, co chcemy, czekając latami na debiut, straciliśmy impet, który ma się tuż po opuszczeniu szkolnych murów.  

PF: Ta sytuacja dotyczyła nie tylko młodych filmowców, ale też młodych aktorów, którzy albo nie mieli gdzie grać, albo filmy z ich udziałem wędrowały na półki. Tak stało się np. z Bogusławem Lindą, którego kreacje w „Przypadku” i „Kobiecie samotnej” publiczność poznała dużo później.

MŁ: Cena, jaką zapłaciliśmy jako generacja była więc bardzo wysoka. A że natura nie lubi próżni, wkrótce pojawili się nasi następcy, debiutujący już w zupełnie innych okolicznościach. 

PF: Po stanie wojennym, gdy atmosfera powoli zaczęła się ocieplać, filmy Studia zaczęły w końcu trafiać na kinowe ekrany. Ich percepcja była niesamowita. Pod koniec lat 80. jako licealistka prowadziłam DKF; gdy na jeden dzień udało nam się wypożyczyć ze Studia „Falę” Piotra Łazarkiewicza, na film przyszły takie tłumy, że musieliśmy zorganizować dodatkową projekcję w nocy.

: Film Piotra jest pokazywany co roku na festiwalu w Jarocinie i – co ciekawe – głos tamtego pokolenia jest interesujący również dla współczesnej młodzieży. Myślę, że wynika to między innymi z tego, iż  filmy ze Studia umiały porozumieć się i z widownią, i z krytyką. Mieliśmy wrażenie, że wszyscy jesteśmy po tej samej stronie barykady. Dziś żyjemy w świecie podziałów.   

PF: W Studiu Irzykowskiego realizowano nie tylko zaangażowane dramaty społeczne czy ambitne, celnie portretujące ówczesne status quo dokumenty, ale również filmy przekraczające obyczajowe tabu jak "Nadzór" Wiesława Saniewskiego czy „Kornblumenblau” Leszka Wosiewicza.

MŁ: To prawda. Ale filmy realizowane w Studiu nie tylko szokowały obyczajowo... 

PF:  …kontestowały nie tylko rzeczywistość, ale i filmowy język.

MŁ: Nawet więcej: na nowo ten język definiowały. Dziś pewnie by nie powstał taki film jak "Pożegnanie jesieni" Trelińskiego. Bo czy znalazłby się producent, który zaryzykowałby realizację tak wyrafinowanego, ostentacyjnie niekomercyjnego dzieła? Z kolei film Jacka Skalskiego „Chce mi się wyć” wyprzedzał zasady Dogmy. Paradoksalnie więc w tamtych czasach w Studiu był możliwy taki poziom wolności artystycznej, o jaki dzisiaj trudno. 

PF: Na czym więc polegał fenomen Studia?

MŁ: Studio to fenomen nie tylko w sensie kręconych w nim filmów, ale i psychologii twórczości. To było miejsce, w którym autentycznie działały zasady demokratyczne, co wydaje się sprzeczne z istotą samej sztuki. Osoby o różnych temperamentach twórczych starały się mówić jednym głosem. Była w tym jakaś idealistyczna – utopijna z dzisiejszej perspektywy – czystość intencji i wspólnota interesów. Wydaje mi się, że dziś tego brakuje, że za bardzo eksponowane jest ego twórców, nie tylko młodych. A kino jest dziedziną, w której ruch myśli wokół jakiegoś projektu na ogół działa na jego korzyść.   

PF: Pani pełnometrażowy debiut, "Ostatni dzwonek", to – nomen omen – ostatni film realizowany przed wolnorynkowym boomem lat 90.

: Nie było łatwo doprowadzić do realizacji tego filmu, ale czułam wsparcie ze strony Studia. Zmiany, które wkrótce zaowocowały obradami Okrągłego Stołu, już wisiały w powietrzu. "Ostatni dzwonek" to bodaj ostatni film, który był kolaudowany. Dostaliśmy całą listę zaleceń cenzuralnych, choć władze szybko się z nich wycofały. Zmiany czerwca 1989 roku były zainicjowane przez młodych. Mój film okazał się więc w pewnym stopniu profetyczny w stosunku do tych zdarzeń.  

PF: Historię Studia można określić jako heroiczną i zarazem tragiczną. Studio nie odnalazło własnej drogi w czasach wczesnego kapitalizmu.

MŁ: Wolność, o którą walczyliśmy w pewnym sensie obróciła się przeciwko nam. W latach 90. powstawało mało filmów, Studio też produkowało ich coraz mniej. Zmienił się też jego charakter. Nie mieliśmy świadomości, czym jest wolny rynek w sztuce, nie potrafiliśmy się więc zjednoczyć.  

PF: Studio Irzykowskiego od siedmiu lat nie istnieje, ale może ducha tej twórczej współpracy da się wskrzesić? Czy odnajduje go Pani w którejś z działających dziś instytucji?

MŁ: Znajduję go np. na Nowych Horyzontach. Myślę, że to, co robi Romek Gutek to właśnie wskrzeszanie ducha bliskiego założycielom Studia Irzykowskiego: wspólnego przeżywania kina i intelektualnej dysputy o trudnych, artystycznych filmach. 

Iwona Cegiełkówna
portalfilmowy.pl
Ostatnia aktualizacja:  14.12.2013
Zobacz również
Startują Dwa Brzegi
Nowe Horyzonty. Z kamerą w ciemnym pokoju
Copyright © by Stowarzyszenie Filmowców Polskich 2002 - 2020
Scroll