PORTAL
start
Aktualności
Filmy polskie
Box office
Baza wiedzy
Książki filmowe
Dokument
Scenarzyści
Po godzinach
Blogi
Konkursy
SFP
start
Wydarzenia
Pożegnania
Zostań członkiem SFP
Informacje
Dla członków SFP
Kontakt
ZAPA
www.zapa.org.pl
Komunikaty
Informacje
Zapisy do ZAPA
Kontakt
KINO KULTURA
www.kinokultura.pl
Aktualności
Informacje
Repertuar
Kontakt
STUDIO MUNKA
www.studiomunka.pl
Aktualności
Informacje
Zgłoś projekt
Kontakt
AKTORZY POLSCY
www.aktorzypolscy.pl
Aktualności
Informacje
Szukaj
Kontakt
FILMOWCY POLSCY
www.filmowcypolscy.pl
Aktualnosci
Informacje
Szukaj
Kontakt
MAGAZYN FILMOWY
start
O magazynie
Kontakt
STARA ŁAŹNIA
www.restauracjalaznia.pl
Aktualności
Informacje
Rezerwacja
Kontakt
PKMW
start
Aktualności
Filmy
O programie
Kontakt
Portal
SFP
ZAPA
Kino Kultura
Studio Munka
Magazyn Filmowy
Stara Łaźnia
PKMW
Aktorzy Polscy
Filmowcy Polscy
MENU
Podczas Gdynia Film Festival w ramach sekcji Dzieła nieznane będzie można poznać, lub przypomnieć sobie po latach, interesujące filmy Tadeusza Chmielewskiego, Janusza Majewskiego, Stanisława Różewicza i Jana Rybkowskiego.
Wszystkich pięć „Dzieł nieznanych” powstało w czasach PRL, a wtedy dzieło stawało się na długie lata „nieznane” przeważnie z powodu swej ideologicznej niezgodności z oficjalną „linią” władzy. Tak było z telewizyjnymi filmami Stanisława Różewicza "Piwo" i "Na melinę" (oba z 1965 roku, drugi doczekał się premiery dopiero w 1981 roku) oraz z również nakręconym dla telewizji „Urzędem” Janusza Majewskiego (z 1969 roku, w tamtej epoce tylko jedna emisja!).
Bardziej problematyczne są przypadki dwóch filmów kinowych w sekcji – "Naprawdę wczoraj" Jana Rybkowskiego z 1963 roku i "Wśród nocnej ciszy" Tadeusza Chmielewskiego z 1978 roku, ale o tym za chwilę.

Skazane na niebyt

Akcja „Piwa” Stanisława Różewicza, opartego na opowiadaniu jego brata Tadeusza, rozpoczyna się zaraz po drugiej wojnie światowej. Na stacyjce kolejowej gdzieś na ziemiach zachodnich młody mężczyzna, Henryk (Stanisław Wyszyński), opowiada zdarzenie z czasów okupacji. Na tym samym dworcu, będąc świadkiem spoliczkowania swej matki przez hitlerowca, nie zareagował tak, jak należałoby oczekiwać od syna kobiety, którą znieważył okupant. Postąpił w sposób odbiegający od stereotypowych wyobrażeń i wizerunków (także filmowych) polskiego bohaterstwa podczas wojny.



"Piwo", fot. FPFF

W filmie "Na melinę" tego samego reżysera – adaptacji opowiadania Jana Józefa Szczepańskiego „Wszarz” – oddział partyzancki dokonuje samosądu na żebraku (wybitna kreacja Kazimierza Opalińskiego) podejrzewanym o kolaborację z Niemcami, na co nie ma jednak żadnych istotnych dowodów. Czyn bohaterów z „lasu” staje się tym samym bardzo wątpliwy od strony moralnej.
Najprawdopodobniej właśnie to przeciwstawienie się w „Piwie” i "Na melinę" obowiązującemu, po zduszeniu Polskiej Szkoły Filmowej, nieskazitelnemu obrazowi naszych rodaków w godzinie okupacyjnej próby, połączone z wyzuciem obrazu wojny z też „obowiązkowego” patosu, stało się przyczyną, dla której obie te znakomite miniatury filmowe (24 minuty, 28 minut) miały bardzo ograniczony kontakt z widownią. Teraz w Gdyni drobna jej część (ale dobre i to) ma okazję nadrobienia zaległości i powinna z niej skorzystać.

Watykan i nie Watykan

To samo dotyczy „Urzędu” Janusza Majewskiego. Bohater pełnometrażowej ekranizacji powieści Tadeusza Brezy pod tym samym tytułem, Juliusz Starzewski (Ignacy Gogolewski), przybywa do Rzymu, aby przywrócić ojcu – adwokatowi konsystorskiemu – prawo wykonywania zawodu, które zakwestionował ordynariusz diecezji. Wydaje się, że życzliwi Juliuszowi hierarchowie watykańscy rozwiążą problem od ręki. Tymczasem wciągają go
w labirynt bezdusznej urzędniczej machiny.
Film, w ślad za powieścią, przemawiał do widzów mową ezopową: obraz stosunków panujących w Stolicy Piotrowej, zapewne zresztą wiarygodny, krył w sobie metaforę zgoła innego „urzędu” – partyjno-ubeckiego systemu władzy w PRL. Decydenci, kierując się obawą zarówno przed trafnym odczytaniem metafory przez widzów, jak i… zadrażnieniem relacji
z Watykanem, postarali się zatem, by dzieło Majewskiego pozostało szerzej nieznane.
"Urząd" wart jest obejrzenia także ze względu na walory artystyczne, głównie imponującą obsadę aktorską. Obok Gogolewskiego znaleźli się w niej m.in.: Aleksander Bardini, Gustaw Holoubek, Kazimierz Opaliński, Zdzisław Maklakiewicz, Adam Pawlikowski, Franciszek Pieczka i Krzysztof Kowalewski.

Z innej planety

Doprawdy dziwnymi drogami chadzały decyzje „czynników politycznych” za komuny. Najbardziej widomym tego dowodem jest – z jednej strony – surowe osądzenie przez władzę  „Noża w wodzie” Romana Polańskiego i pokazanie reżyserowi palcem drzwi, z drugiej zaś – wytypowanie tego arcydzieła, przecież nie bez wiedzy i zgody tej samej władzy, jako polskiego kandydata do Oscara w kategorii „najlepszy film nieanglojęzyczny”.

Podobnego paradoksu doświadczył inny współczesny dramat psychologiczny – "Naprawdę wczoraj" Jana Rybkowskiego. Pozwolono ten film nakręcić, choć wcześniej cenzura skonfiskowała cały nakład powieści Leopolda Tyrmanda „Siedem dalekich rejsów”, uznawszy, że „promuje prywatną inicjatywę” i posiada „charakter pornograficzny”. Toteż  w czołówce filmu Tyrmand figuruje jako autor scenariusza i dialogów, ale tytuł pierwowzoru literackiego się w niej nie pojawia.

W tytule filmu "Naprawdę wczoraj" tkwi klucz zarazem do struktury, jak i interpretacji tego może nie całkiem nieznanego, ale zapewne całkiem zapomnianego dzieła. Jego akcja rozgrywa się bowiem w dwóch płaszczyznach czasowych – u progu lat 60. XX w. (w Jabłonnie pod Warszawą) i wkrótce po drugiej wojnie światowej (w nadmorskim Darłowie). Znaczenie decydujące ma właśnie to, co zdarzyło się w przeszłości, „wczoraj”: trudna miłość przyszłego uznanego pisarza, który chciał opuścić Polskę (Andrzej Łapicki) i studentki historii sztuki (Beata Tyszkiewicz), a co po latach, czyli „dziś”, gdy bohaterowie spotykają się ponownie, powraca we wspomnieniach (retrospekcjach).



"Naprawdę wczoraj", fot. FPFF

Krytyka obeszła się z filmem Rybkowskiego niełaskawie, za co – mimo żenujących, ideologicznych zarzutów, np. hołdowania snobizmowi – trudno mieć do niej pretensje. Na tle fajerwerków Wajdy, Munka, Hasa, Morgensterna, Polańskiego, "Naprawdę wczoraj" – ze swoją koturnową inscenizacją, deklamowanymi dialogami i wystudiowanym oświetleniem w zdjęciach Mieczysława Jahody – sprawiało wrażenie filmu nie tylko z innej epoki,
ale wręcz z innej planety. I właściwie sprawia je do dzisiaj. Tyle że dzisiaj – jak wiele innych filmów polskich sprzed półwiecza, wtedy niedocenionych – kameralne studium Rybkowskiego zyskuje na wartości. Współcześni badacze dopatrują się w nim wpływów francuskiej Nowej Fali (dwie płaszczyzny czasowe akcji, monolog wewnętrzny), kina wczesnego Antonioniego (problem niemożności porozumienia między ludźmi), czy przedwojennego „realizmu poetyckiego” spod znaku Marcela Carne (elegancja stylu). A poza tym, jakaż to przyjemność oglądać Tyszkiewicz, Łapickiego, a także Holoubka, Jana Kobuszewskiego i Wiesława Gołasa (świetny!), w ich najlepszych latach. No i Warszawę z czasów, w których nawet na Marszałkowskiej nic jeszcze nie zapowiadało korków. "Naprawdę wczoraj" naprawdę trzeba zobaczyć!

Kryminał znany i nieznany

Obecność w sekcji „Dzieła nieznane” filmu Tadeusza Chmielewskiego "Wśród nocnej ciszy", nakręconego według powieści Ladislava Fuksa „Śledztwo prowadzi radca Heumann”, może początkowo dziwić. Przecież ten kryminał psychologiczny – jeden z najlepszych nie tylko w polskiej, ale również światowej kinematografi! – wszedł normalnie na ekrany, miał potem liczne emisje telewizyjne, a od pewnego czasu można go sobie kupić na DVD. Jakże więc tu zaliczyć go do dzieł nieznanych? A jednak…



Oto, co specjalnie dla serwisu portalfilmowy.pl powiedział Tadeusz Chmielewski: „Kiedy "Wśród nocnej ciszy" trafiło na Śląsk, tamtejsi polityczni bonzowie, wzmocnieni jakoby oburzeniem klasy robotniczej, orzekli, że w ich regionie jest niemożliwe, aby ojciec tak postąpił z synem, jak to się dzieje w zakończeniu filmu, przeto nie będzie on w śląskich kinach pokazywany. Warszawa się przestraszyła i odtąd ograniczono rozpowszechnianie w całej Polsce”.
Na gdyńskim festiwalu, podczas spotkania z publicznością, Tadeusz Chmielewski być może zdradzi więcej szczegółów. Wraz z nią będzie oglądać mroczną historię tropienia seryjnego zabójcy dzieci, nastrojowe zdjęcia barwne Jerzego Stawickiego oraz rewelacyjne kreacje Tomasza Zaliwskiego, Henryka Bisty i bardzo młodego wówczas (w 1978 r.) Piotra Łysaka.


Korzystałem m.in. z następujących źródeł:
Barbara Brzezińska: „Sztuka widzenia, czyli rzecz o Janie Rybkowskim” Cz. 2, „Film na Świecie”, nr 1 z 1995 r.
Marek Hendrykowski: „Stanisław Różewicz”, wyd. Ars Nowa, Poznań 1999
Janusz Majewski:„Ostatni klaps”, Wydawnictwo Autorskie. Katarzyna Grochola. Elżbieta Majcherczyk, Warszawa 2006
 

Andrzej Bukowiecki
Ostatnia aktualizacja:  14.12.2013
Zobacz również
Krótki film z Więckiewiczem nagrodzony w USA
Festiwal w Gdyni: Bliscy nieznajomi
Copyright © by Stowarzyszenie Filmowców Polskich 2002 - 2019
Scroll