PORTAL
start
Aktualności
Filmy polskie
Box office
Baza wiedzy
Książki filmowe
Dokument
Scenarzyści
Po godzinach
Blogi
Konkursy
SFP
start
Wydarzenia
Komunikaty
Pożegnania
Zostań członkiem SFP
Informacje
Dla członków SFP
Kontakt
ZAPA
www.zapa.org.pl
Komunikaty
Informacje
Zapisy do ZAPA
Kontakt
KINO KULTURA
www.kinokultura.pl
Aktualności
Informacje
Repertuar
Kontakt
STUDIO MUNKA
www.studiomunka.pl
Aktualności
Informacje
Zgłoś projekt
Kontakt
AKTORZY POLSCY
www.aktorzypolscy.pl
Aktualności
Informacje
Szukaj
Kontakt
FILMOWCY POLSCY
www.filmowcypolscy.pl
Aktualnosci
Informacje
Szukaj
Kontakt
MAGAZYN FILMOWY
start
O magazynie
Kontakt
STARA ŁAŹNIA
www.restauracjalaznia.pl
Aktualności
Informacje
Rezerwacja
Kontakt
PKMW
start
Aktualności
Filmy
O programie
Kontakt
Portal
SFP
ZAPA
Kino Kultura
Studio Munka
Magazyn Filmowy
Stara Łaźnia
PKMW
Aktorzy Polscy
Filmowcy Polscy
MENU
WYDARZENIA
  3.05.2012
Po kilku dniach, jakie upłynęły od zakończenia Tarnowskiej Nagrody Filmowej, coraz wyraźniej rysuje mi się w głowie pewien diagram, którego punkty to tematy i motywy filmowe związane z powojenną polską historią.

Przez wiele lat ubolewaliśmy nad tym, że polski film nie potrafi znaleźć odpowiedniego – w tym również atrakcyjnego - języka przekazu historycznego.  Polskie kino - pomiędzy płaszczem i szpadą a martyrologią - na tle światowych nurtów i tendencji sprawiało wrażenie anachronicznego. A może to my nie dojrzeliśmy do zmian w sposobie opowiadania o trudnej historii? Dowodem tego mogłaby by być wielka dyskusja nad nieszczęsną „Tajemnicą Westerplatte”, potępioną i zakrzyczaną na wiele miesięcy przed pierwszym montażem. Bo czy bohater narodowy może nie być Kmicicem? – a tak wynikało z wypowiedzi twórców i tych, którzy czytali scenariusz.


Marcin Dorociński i Agata Kulesza w "Róży"  W. Smarzowskiego, fot.Kino Świat

26. edycję tarnowskiego festiwalu wygrała „Róża” – decyzję te jury podjęło niemal jednogłośnie. Film Smarzowskiego wypełnia białe plamy rzetelnie, ale i boleśnie. Także dla nas, zwykłych widzów, którzy nigdy dotąd nie zastanawiali się nad historią Mazur. Mazury, w powszechnej świadomości jako narodowy „cud natury”, z którego jesteśmy dumni, ale traktujemy jak zręcznie skomponowaną atrakcyjną pamiątkę z wakacji.

Film Smarzowskiego burzy ten dobry nastrój.  Przypomina o najtrudniejszych, najciemniejszych stronach polskiej historii. -  „W tle miłości tych dwojga ludzi ukazana jest tragedia Mazurów. Nowa, komunistyczna, sowiecka władza traktuje Mazurów przedmiotowo, jak ludzi podrzędnej kategorii”, pisze Dariusz Jarosiński w artykule dla Portalfilmowy.pl – „Mazurzy stają się obcymi na swojej rodzinnej ziemi. Poddawani są szykanom, ‘repolonizacji’, weryfikacji narodowościowej. Reżyser pokazuje rozsypujący się w gruzy stary świat i początki budowy nowego świata na Mazurach, części Prus Wschodnich, które decyzją państw alianckich przypadły Polsce.”


Andrzej Seweryn w "Uwikłaniu" Jacka Bromskiego, fot. ITI Cinema

"Kret" Rafaela Lewandowskiego i „Uwikłanie” Jacka Bromskiego to filmy współczesne, ale ich akcja rozgrywa się w dwóch planach czasowych. Nawet, jeśli – tak ja w „Krecie” – ten drugi - tylko w pamięci bohaterów. I bohaterka Bromskiego, grana przez Maję Ostaszewską, i główny bohater „Kreta” w interpretacji Borysa Szyca, to ludzie młodzi, współcześni, którym komunizm kojarzy się w dużej mierze z „Misiem” ("Uwikłanie") lub – tak jak w przypadku  debiutu Lewandowskiego – z piękną (do tej pory) historią swojej rodziny. Ślepi jak „krety”? Wystarczy jeden epizod, by siła kolejno następujących wydarzeń burzyła ich spokój i poczucie względnego bezpieczeństwa.

Nie było żadnej grubej kreski, ludzie, którzy odpowiadali za prześladowania, podsłuchy, areszty, zabójstwa w stanie wojennym lub kiedy indziej, dzisiaj wtopili się w tkankę obywatelską i funkcjonują z nią na ogół zgodnie, ciesząc się względnym dobrobytem i wolnością – mówią reżyserzy. Mówią o tym spokojnie, bez wielkich słów. W ten sposób dosadniej przypominają, że nie ma wyraźnej granicy między tym co współczesne, a tym co trafia do programów nauczania historii. Choć wygodniej byłoby tak uważać.


Borys Szyc, Wojciech Pszoniak w filmie "Kret", reż. Rafael Lewandowski, fot. www.kret-film.pl

Ciekawe, kim byłby dzisiaj płk Sobczak z „80 milionów” Waldemara Krzystka, tak rewelacyjnie zagrany przez Piotra Głowackiego?  Krzystek rozprawił się w swoim filmie z wizją  skomplikowanych wewnętrznie inteligentnych ubeków. Bo ci z "80 milionów", choć czasem śmieszą (dzięki świetnym dialogom),  to po prostu ludzie źli, zdeterminowani, tęskniący do jakże skutecznych metod przesłuchań lat 50. Płk Sobczak co prawda raz popełnia błąd, konstatując to samokrytycznym „ale ze mnie głupi ch…”, ale nie ma obawy. Dzisiaj ma z pewnością z 60 lat i nieźle sobie radzi, choć emerytury już nie te.


Piotr Głowacki w filmie "80 milionów" Waldemara Krzystka, fot. www.80mln.pl

Ale przykład Krzystka jest ważny jeszcze z innego powodu. Otóż być może wrocławski reżyser wieku średniego, twórca sensacyjnego „Ostatniego promu”, odnalazł formułę opowiadania o najnowszej historii w konwencji kina wielkiej przygody.  Dla ludzi urodzonych w latach 80. i 90. „Solidarność” to zbyt często tylko fragment z podręcznika. Zresztą wystarczy sobie przypomnieć efekty niedawnej sondy historycznej  w Sejmie, podczas której wybrańcy narodu mieli problem z przypomnieniem sobie daty stanu wojennego. Im "80 milionów" na pewno by nie zaszkodziło.


Portalfilmowy.pl był patronem prasowym 26. Tarnowskiej Nagrody Filmowej
Anna Wróblewska
Portalfilmowy.pl
Ostatnia aktualizacja:  20.06.2012
Zobacz również
Żuławski - szepty i krzyki w Nowym Jorku
Festiwal w Gdyni: mecz na plaży
Copyright © by Stowarzyszenie Filmowców Polskich 2002 - 2020
Scroll