PORTAL
start
Aktualności
Filmy polskie
Box office
Baza wiedzy
Książki filmowe
Dokument
Scenarzyści
Po godzinach
Blogi
Konkursy
SFP
start
Wydarzenia
Komunikaty
Pożegnania
Zostań członkiem SFP
Informacje
Dla członków SFP
Kontakt
ZAPA
www.zapa.org.pl
Komunikaty
Informacje
Zapisy do ZAPA
Kontakt
KINO KULTURA
www.kinokultura.pl
Aktualności
Informacje
Repertuar
Kontakt
STUDIO MUNKA
www.studiomunka.pl
Aktualności
Informacje
Zgłoś projekt
Kontakt
AKTORZY POLSCY
www.aktorzypolscy.pl
Aktualności
Informacje
Szukaj
Kontakt
FILMOWCY POLSCY
www.filmowcypolscy.pl
Aktualnosci
Informacje
Szukaj
Kontakt
MAGAZYN FILMOWY
start
O magazynie
Kontakt
STARA ŁAŹNIA
www.restauracjalaznia.pl
Aktualności
Informacje
Rezerwacja
Kontakt
PKMW
start
Aktualności
Filmy
O programie
Kontakt
Portal
SFP
ZAPA
Kino Kultura
Studio Munka
Magazyn Filmowy
Stara Łaźnia
PKMW
Aktorzy Polscy
Filmowcy Polscy
MENU
WYDARZENIA
  18.04.2013
Kino offowe oddycha transgresją. Wiadomo: niezależność to bezkompromisowość, a bezkompromisowość to łamanie tabu i pokazywanie rzeczy, o jakich nie śniło się mainstreamowi. Tymi rzeczami są przede wszystkim seks i przemoc.

Off Plus Camera nie ma jeszcze takiej renomy jak Nowe Horyzonty – renomy festiwalu testującego wytrzymałość widzów stężoną dawką filmowego hardkoru – ale i tak można znaleźć w jej repertuarze rzeczy potencjalnie bulwersujące. Wystarczy zajrzeć do katalogu, oto fragment opisu „Simon Killer”: „Po tym, jak jego pięcioletni związek został nagle zakończony, Simon postanawia wybrać się do Paryża w poszukiwaniu siebie. Bardzo szybko zstępuje do mrocznego miejskiego półświatka, szukając transgresyjnego seksu i oddając się niepokojącym zachowaniom”. Opis spełnił swoje zadanie, bo przyciągnął we wtorek do kina Kijów sporo osób. „Też przyszedłeś na transgresyjny seks?” - ludzie pytali się nawzajem przed seansem. „No to jazda” - szepnął ktoś, kiedy zgasły światła. Film jednak nie zaspokoił apetytu na ekstremę. Po bodajże najbardziej szokującej scenie z paryską prostytutką na sali rozpłakało się tylko przyprowadzone do kina z niewiadomych powodów dziecko.


Kadr z filmu "Simon Killer". Fot. Off Plus Camera

Jest to o tyle zabawne, bo sam film traktuje właśnie o nie do końca udanej próbie przejścia na Ciemną Stronę Mocy. Wyreżyserowany przez Antonio Camposa, autora chwalonego „Afterschool”, oraz biorący udział w Konkursie Głównym, portretuje bohatera zaplątanego w sprzeczne pragnienia. Niby chce odnaleźć samego siebie, ale swoje pierwsze kroki kieruje do burdelu; niby zakochuje się tam w prostytutce o złotym sercu, ale szybko zaczyna ją zdradzać; niby namawia swoją partnerkę do szantażowania klientów, ale nie czuje się zbyt pewnie na przestępczej drodze. I tak dalej – razem z Simonem miotamy się po Paryżu i bierzemy udział w coraz bardziej niezręcznych sytuacjach. To film o tyle kłopotliwy w odbiorze i ocenie, bo trudno w nim oddzielić głupotę bohatera od głupoty scenariusza. Tam, gdzie historia zdaje się grzęznąć, pomaga jednak reżyserska wirtuozeria. Campos ma swój styl. Zamyka sceny w pojedynczych, precyzyjnych ujęciach, chętnie sięga po elipsy, łączy wnikliwą obserwację z audiowizualnymi odjazdami: gwałtownie ściszaną i pogłaśnianą muzyką, atakującymi oczy widza stroboskopami. Jest w tym wszystkim coś przyjemnie mechanicznego i nieludzkiego – jakby Simona podglądali przedstawiciele obcej cywilizacji.


Kadr z filmu "Northwest". Fot. Off Plus Camera

Dużo sprawniej, konsekwentniej i bardziej spektakularnie dokonują transgresji bohaterowie również biorącego udział w Konkursie Głównym „Northwest” Michaela Noera. Scenariusz tego duńskiego filmu przywodzi na myśl trylogię „Pusher” Nicolasa Windinga Refna. Oto rodzeństwo drobnych rabusiów, mieszkające na przedmieściach Kopenhagi, awansuje do roli pomocników lokalnego alfonsa; nie chroni ich to jednak przed dawnymi zatargami, które z czasem nakręcają się w wielką spiralę przemocy. Kiedy opowiada się o przestępstwie, łatwo zacząć mówić o grzechu; kiedy pokazuje się gangsterską karierę, zawsze jest się o włos od snucia przypowieści. Noer ucieka od tego: nie ma tutaj nawet śladu kryminalnego glamouru, ale nie ma też dydaktycznej czerni i bieli. Podziemiem rządzi zarówno przemoc, jak i lojalność; dzięki sumiennej pracy i oszczędności można prowadzić w nim godziwy byt. Szczególnie niejednoznaczną figurą jest alfons: przypominający skrzyżowanie brodatego krasnala z Tonym Soprano, na zmianę przyjacielski i bezlitosny, wynagradzający za sukcesy i karzący za porażki. Surowa, dynamiczna i dokumentalna forma – nadużywana trochę w kinie niezależnym, ale wciąż funkcjonalna – dodatkowo pozwala spojrzeć na bohaterów i historię bez soczewki z gatunkowych klisz.


Kadr z filmu "The Iceman". Fot. Off Plus Camera

Aby docenić kunszt „Northwest”, dobrze jest porównać go sobie z "The Iceman" Ariela Vromena, wyświetlanym w sekcji „Odkrycia”. Tytułowy bohater to Richard Kuklinski, postać autentyczna, gangster polskiego pochodzenia, który pracował w USA dla włoskiej mafii. Zabił grubo ponad sto osób, dostał wyrok dożywocia, zmarł we więzieniu w 2006 roku. Zanim go złapano, po godzinach był mężem i ojcem. Można długo się zastanawiać: kim był tak naprawdę, która z tych dwóch twarzy była prawdziwa, jak oddzielał okrucieństwo od miłości, czemu w ogóle zabijał. Te pytania odbijają się od formy filmu. "The Iceman" przypomina bowiem drugoligowego akcyjniaka z pierwszej połowy lat 90. Sztampa goni tu sztampę. Rozwój przestępczej kariery pokazany zostaje w formie kalejdoskopu kolejnych zabójstw, przemoc jest efekciarska w dość przaśny sposób, a zatrudniającego bohatera mafiosa gra Ray Liotta, weteran tego rodzaju ról. Nie pomaga filmowi nawet Michael Shannon, wcielający się w Kuklinskiego. Obdarzony obliczem zmurszałego golema, ma w oczach intrygującą pustkę, ale jedyne, co scenarzyści każą mu mówić i robić, to banały.


Piotr Mirski
Portalfilmowy.pl
Ostatnia aktualizacja:  18.04.2013
Zobacz również
42 filmy w konkursie polskim w Krakowie
Nowy film Polańskiego w konkursie w Cannes
Copyright © by Stowarzyszenie Filmowców Polskich 2002 - 2022
Scroll