PORTAL
start
Aktualności
Filmy polskie
Box office
Baza wiedzy
Książki filmowe
Dokument
Scenarzyści
Po godzinach
Blogi
Konkursy
SFP
start
Wydarzenia
Komunikaty
Pożegnania
Zostań członkiem SFP
Informacje
Dla członków SFP
Kontakt
ZAPA
www.zapa.org.pl
Komunikaty
Informacje
Zapisy do ZAPA
Kontakt
KINO KULTURA
www.kinokultura.pl
Aktualności
Informacje
Repertuar
Kontakt
STUDIO MUNKA
www.studiomunka.pl
Aktualności
Informacje
Zgłoś projekt
Kontakt
AKTORZY POLSCY
www.aktorzypolscy.pl
Aktualności
Informacje
Szukaj
Kontakt
FILMOWCY POLSCY
www.filmowcypolscy.pl
Aktualnosci
Informacje
Szukaj
Kontakt
MAGAZYN FILMOWY
start
O magazynie
Kontakt
STARA ŁAŹNIA
www.restauracjalaznia.pl
Aktualności
Informacje
Rezerwacja
Kontakt
PKMW
start
Aktualności
Filmy
O programie
Kontakt
Portal
SFP
ZAPA
Kino Kultura
Studio Munka
Magazyn Filmowy
Stara Łaźnia
PKMW
Aktorzy Polscy
Filmowcy Polscy
MENU
WYDARZENIA
  19.11.2012
„Człowiek z kamerą filmową” (1929) Dżigi Wiertowa uważany za jedno z największych osiągnięć kinematografii ze względu na nowatorskie nie tylko jak na tamte czasy rozwiązania montażowe i dojrzałe spojrzenie twórcy, badające granicę między dokumentacją rzeczywistości a jej kreowaniem, można było obejrzeć w tym roku na 6. festiwalu „Sputnik nad Polską”.

Echa pytań o istotę medium filmowego, które prawie sto lat temu zadawał Wiertow odbiło się w nowych obrazach tegorocznej edycji. „Chapiteau show” Siergieja Łobana, podzielony na cztery części (zatytułowane kolejno Miłość, Przyjaźń, Szacunek, Współpraca) to pogodny a zarazem ironiczny obraz niełatwych międzyludzkich relacji. Narracja która splata poszczególne nowelki (główny bohater jednej staje się w następnych postacią poboczną) sugeruje z jednej strony nierozerwalną więź między „najważniejszymi życiowymi sprawami”, a z drugiej - trudność opowiadania o nich. Filmowy autotematyzm podkreślają występy bohaterów w tytułowym show w małej nadmorskiej miejscowości. W kalejdoskopie Łobana to, co realne doskonale stapia się z umownością wyobrażeń i tęsknotą za autentycznością, jak przekonuje jeden z bohaterów erzac (surogat) jest jednocześnie  największą klątwą i wybawieniem człowieka. Poparciem jego słów są niezwykłe, kipiące humorem rozwiązania estetyczne, będące połączeniem cyrkowej farsy z rosyjską wariacją na temat sundance'owych niezależnych produkcji.
 
"Człowiek z kamerą", fot. mat. prasowe

Choć obraz „Anton jest tuż obok” od filmu Łobana odróżnia niemal wszystko – poważny nastrój, społeczny wymiar i dokumentalny pazur, łączy się z nim w autotematycznej refleksji nad formą opowiadania, tyle, że Lubow Arkus nadaje jej wymiar psychologiczny i etyczny. Przyglądanie się rozwojowi autystycznego dziecka jest rodzajem samopoznania dla reżyserki, będącym rezultatem obcowania z tak odmienną jednostką ludzką. Jest też rodzajem psychoterapii dla samego Antona, który wciąż będąc pod obserwacją rozwija samoświadomość i uczy się trudnego życia w środowisku ludzi zdrowych. Z kolei „Nie kocham cię” to dużo lepsza wersja „Klipu” (2012) Mai Miloš, podobnie jak u serbskiej reżyserki Paweł Kostomarow przygląda się współczesnym nastolatkom za pośrednictwem amatorskiej kamery, która towarzyszy im w każdej niemal sytuacji: w szkole, na imprezie, na randce i w toalecie. „Klip” grzeszył jednak dosłownością, chciał szokować za wszelka cenę, w „Nie kocham cię” nie ma ani jednej sceny seksu ani pijaństwa, a mimo to udało się bardzo sugestywnie naszkicować świadomość młodego umysłu - pustki codziennej egzystencji i pozbawiania się perspektyw wyłącznie na własne życzenie. To młodość będąca swym zaprzeczeniem – marazm, zwątpienie, brak marzeń są tu przytłaczające. Kostomarow doskonale wykorzystuje poetykę amatorskiego filmu, z wyczuciem operuje fragmentem i elipsą. Jego bohaterowie dalecy są od jednoznaczności - budzą politowanie, ale potrafią też zadziwić autoironią.

Jednym z najważniejszych wydarzeń tegorocznej edycji jest bez wątpienia nowy film niestrudzonego burzyciela ojczystego sentymentalizmu - Aleksieja Bałabanowa, autora słynnego „Ładunku 200”. „Też chcę” to historia wyprawy osobliwej czwórki – gangstera Sańki, alkoholika Matwieja, ulicznego grajka Siomy i prostytutki Luby, która udaje się do strefy radioaktywnego skażenia w poszukiwaniu cudownej Dzwonnicy – źródła wiecznej szczęśliwości. Nietypowa jak na Bałabanowa nieco baśniowa atmosfera wciąż jednak ożywia charakterystyczny dla reżysera motyw tęsknoty ludzi skrzywdzonych i wykluczonych, tym razem jednak sportretowanych w sposób bardziej wyrozumiały. W miarę upływu czasu poszukiwania Graala obnażają coraz bardziej bierność bohaterów, którzy zamiast sami mierzyć się z rzeczywistością, czekają na cud, który nigdy nie nadejdzie. Obraz społeczeństwa pozbawionego siły i wiary we własną moc sprawczą jest wciąż dominującym wątkiem współczesnej rosyjskiej kinematografii. Zło, niejednokrotnie przybierające twarz umundurowanych strażników prawa i porządku – wojskowych („Żyła sobie baba” i biorący udział w konkursie „Konwój”, reż. A.Mizgiriow) i policji („Portret o zmierzchu” reż. A.Nikonova, "Ładunek 200" z sekcji The best of Sputnik) jest wszechobecne i obezwładniające.

Trzeba jednak przyznać, że nastrój towarzyszący rozliczeniom rosyjskich reżyserów zarówno z własną historią i współczesnością nie jest wyłącznie ponury. Okrutny czarny humor doskonale oddaje absurd tej rzeczywistości, podkreślając jej niejednoznaczność, nieoczekiwanie łapie za gardło, gdy widzowi udaje się na chwilę od niej zdystansować.  Wyrafinowanego komizmu lepiej zatem szukać na formalnych peryferiach niż w gatunkowych komediach bo tak jak w „Wykrętasach” Lewiana Gabriadze, może się okazać, że jedyną zaletą jest możliwość zobaczenia Milli Jovovich w nietypowej dla siebie roli. Rosyjskie lekkie komedie do złudzenia przypominają nasze rodzime produkcje, a to raczej słaba rekomendacja. Żywioł humoru realizuje się zdecydowanie lepiej w pesymistycznych wizjach, obrazy takie jak „Żyła sobie baba”, w którym wielka historia widziana jest oczami prostej chłopki (jak dotąd absolutnie najlepszy film 6.edycji „Sputnika”!) potwierdzają starą prawdę, że najśmieszniej jest wtedy, gdy nikt nie stara się być zabawny, komizm często rodzi się często tam, gdzie już gorzej być nie może.


Ludwika Mastalerz
portalfilmowy.pl
Ostatnia aktualizacja:  19.11.2012
Zobacz również
Festiwal Euroshorts 2012 również dla dzieci
Kolejne laury dla "Argentyńskiej lekcji"
Copyright © by Stowarzyszenie Filmowców Polskich 2002 - 2022
Scroll