PORTAL
start
Aktualności
Filmy polskie
Box office
Baza wiedzy
Książki filmowe
Dokument
Scenarzyści
Po godzinach
Blogi
Konkursy
SFP
start
Wydarzenia
Komunikaty
Pożegnania
Zostań członkiem SFP
Informacje
Dla członków SFP
Kontakt
ZAPA
www.zapa.org.pl
Komunikaty
Informacje
Zapisy do ZAPA
Kontakt
KINO KULTURA
www.kinokultura.pl
Aktualności
Informacje
Repertuar
Kontakt
STUDIO MUNKA
www.studiomunka.pl
Aktualności
Informacje
Zgłoś projekt
Kontakt
AKTORZY POLSCY
www.aktorzypolscy.pl
Aktualności
Informacje
Szukaj
Kontakt
FILMOWCY POLSCY
www.filmowcypolscy.pl
Aktualnosci
Informacje
Szukaj
Kontakt
MAGAZYN FILMOWY
start
O magazynie
Kontakt
STARA ŁAŹNIA
www.restauracjalaznia.pl
Aktualności
Informacje
Rezerwacja
Kontakt
PKMW
start
Aktualności
Filmy
O programie
Kontakt
Portal
SFP
ZAPA
Kino Kultura
Studio Munka
Magazyn Filmowy
Stara Łaźnia
PKMW
Aktorzy Polscy
Filmowcy Polscy
MENU
WYDARZENIA
  5.11.2012
„Bunohan” to historia mówiona. Z Dainem Iskandarem Saidem, reżyserem malezyjskiego kandydata do Oscara rozmawia People’s Jury Festiwalu Filmowego Pięć Smaków.

People’s Jury: Czy Kelantan, region Malezji sportretowany w „Bunohan” jako oaza tradycyjnych rytuałów magicznych, jest krainą Pana dzieciństwa?

 Dain Said, reżyser "Bunohan", fot. Jacek Wajszczak/Pięć Smaków

Dain Iskandar Said:
Tak. Stamtąd pochodził mój ojciec. W czasach, w których dorastałem zetknąłem się z dwiema tradycjami – pierwszą z nich jest teatr cieni. Drugą jest rytuał leczenia, który też przybiera formę teatru. Rytuał uzdrowienia przebiega w pewien konkretny sposób: mężczyźni czuwają, ale to szamanki pozwalają wstępować w swoje ciała duchom, dającym im moc uzdrowienia.

To, co trwało przez setki lat, zabija dziś telewizja. Na rzecz rozrywki wymierają też inne rytuały, jak uzdrawianie ziemi czyli sprowadzanie pomyślności na zbiory czy połów ryb. W kulturze Malezji krajobraz od zawsze miał osobowość, znaczenie. W dzisiejszych czasach nikt tak na niego nie patrzy. Chciałem, aby w „Bunohan” krajobraz stał się pełnoprawnym bohaterem. 

Wspomina Pan o znaczeniu kobiet - szamanek, ale oglądając ten film można odnieść wrażenie, że to przede wszystkim męski świat.

Celowo skoncentrowałem się na świecie mężczyzn, który tak naprawdę oznacza chciwość, przemoc, korupcję i żądzę władzy. W wyniku przemocy i zachłanności, utracone może zostać wszystko – od rodziny, przez tradycję, kulturę, ziemię.

Inicjatywy rządowe powodowane chęcią zysku prowadzą do eksploatacji w miejsce poszanowania krajobrazu, który jest nośnikiem naszej kultury. Zmiany są nieodwracalne. Nie będę komentować tego zjawiska szerzej, bo może mnie to narazić na niemiłe konsekwencje w moim kraju. 

Czy wynika to z Pańskich wcześniejszych doświadczeń z cenzurą? Niedopuszczanie filmu na ekrany jest w Malezji na porządku dziennym?

Oczywiście! Mój debiut „Dakun”, który również opowiadał historię szamanki, został zablokowany w dystrybucji. Teraz na planie filmu przez cały czas obecny był policjant.

 "Bunohan", fot. Festiwal Pięć Smaków

Ta wrogość wobec szamanizmu, animizmu jest związana z rosnącymi wpływami konserwatywnej polityki?


W Malezji szamanizm z jednej strony uważany jest za prymitywny, a z drugiej wielu wykorzystuje nostalgiczne przywiązanie ludzi do szamanów, by poprawić sobie wizerunek. 

Jaki jest Pańska relacja z tradycją szamańską? Jak wykorzystuje Pan swój spadek kulturowy?


Szamanizm, duchy, kontakt z naturą są bardzo obecne w naszej mentalności, zwłaszcza poza dużymi miastami. To ważny element naszej tradycji. Nakręciłem nawet dokument o tym, jak malezyjski rybacy ustalają miejsce połowu rozmawiając z rybami. Potrafią usłyszeć ile ryb i jakiego gatunku pływa koło ich łodzi.

Wynika to z nacisku na mówienie w naszej kulturze, opowiadanie historii, przekaz ustny. Wyobraźcie sobie, że nie potraficie pisać. Pisanie zdystansowało nas od świata. 

W „Bunohan” to wszystko jest widoczne. Moją fascynację tradycją opowiadania widać w otwierających film scenach. Są dosyć chaotyczne, dzieją się w czasie równoległym, wertykalnym, to jak opowiadanie komuś skomplikowanej historii.  

Jak film został odebrany w Malezji? Wygląda na to, że jest całkiem popularny, został nawet wybrany malezyjskim kandydatem do Oscara? 

Tak, film został odebrany dobrze, głównie przez młodych ludzi, studentów. Są już zmęczeni komediami romantycznymi i słabymi kopiami amerykańskich filmów akcji. Znacie „Tokio Drift”? Malezja ma swój własny – „KL Drift” [KL - Kuala Lumpur]!

Produkując ten film podjęliśmy duże ryzyko, musieliśmy wziąć pożyczkę, żeby w ogóle wprowadzić go na ekrany. Ja dalej nie jestem całkowicie zadowolony, chciałbym mieć zapasową parę oczu, by móc spojrzeć na film świeżo…  Wiele rozwiązań podyktowanych jest brakiem czasu. Czas – to pieniądz, mówimy w Malezji. Wartość filmu liczy się w zarobionej przez niego sumie. Nie mamy systemu publicznego finansowania.

 "Bunohan", fot. Pięć Smaków

Ale udało się Panu połączyć różne gatunki, gangsterski pulp z kinem autorskim i refleksyjnym. "Bunohan" przypomina dramaty Szekspira – tam obok zapierających dech w piersiach scen walki jest wypowiedź o motywach ludzkiego działania, jest głos z zaświatów.


Wielu zachodnich recenzentów zauważa w „Bunohan” przede wszystkim kino gatunkowe. Recenzenci Variety wyłapali motywy Szekspirowskie i biblijne. To dla mnie nowość! Ja myślałem raczej o filmach Johnniego Woo, który tworzy kino gangsterskie arthousowej formie, albo o kinie meksykańskim np.: Inarritu. Koreańczycy też udowodnili, że granica pomiędzy kinem artystycznym i kinem głównego nurtu jest płynna.

Cieszę się z porównań do Szekspira – przecież on był tak naprawdę bardzo popularny w swoich czasach, publiczność go kochała. To teraz jest ułożony na półce z wyższą kulturą.

To widać, że kino jest Pańską pasją. Chcielibyśmy zapytać o Pańskie inspiracje, ulubionych twórców? Czy np.: słuszne jest skojarzenie z Kaneto Shido, z jego „Onibabą”?


Teraz zdradzę swój wiek! Dorastałem w Anglii lat 70-tych. Oglądałem wiele japońskich i europejskich filmów, kocham też klasyczne Hollywood, film noir. Bardzo cenię Kieślowskiego, Tarkowskiego. Uwielbiam „Dekalog” czy "Zwierciadło", to czyste kino. No i oczywiście, Theo Angelopoulos. Szkoda, że ludzie zasypiają na jego filmach. Banki też niechętnie pożyczają pieniądze na tego typu filmy. Na szczęście moja producentka zajmuje się tym wszystkim!

W praktyce inspiruje mnie Bruce Chatwin, wracając do tradycji ustnego przekazu - trafiłem na jego historię o Aborygenach, którzy wędrują przez kontynent jednocześnie wypowiadając ziemię pod stopami.

W filmie młodszy brat podróżuje do Tajlandii – jest ona jednocześnie miejscem niebezpiecznym, jak i takim, w którym można dobrze zarobić.

Fizyczna granica pomiędzy Tajlandią a Malezją jest łatwa do przekroczenia – nasz japoński operator kamery był zaskoczony tym, że nie potrzebujemy żadnych paszportów. Po prostu przeszliśmy przez rzekę! Ta granica to trochę takie miejsce wyjęte spod prawa - ulubiona kryjówka przestępców.

Relacja z krajobrazem, z ziemią jest dla Pana bardzo ważna. Co się z nim stanie czy jest szansa, żeby go ochronić?

Byliśmy bardzo blisko z ziemią. Brytyjski kolonializm zmienił jego wygląd, nagle zaczęliśmy sadzić inne rośliny, zaczął wyglądać inaczej. Utrata ziemi wiąże się ze stratą tożsamości kulturowej. Dzisiaj krajobraz Malezji jest drastycznie zmieniany przez przemysł, również turystyczny.

Bardzo bym chciał, by to się zmieniło. Współpracuję z WFO, zastanawiamy się jak mądrze podejść do tematu ochrony środowiska, bez wywoływania agresywnej konfrontacji.

Czy ma Pan pomysł na następny film?

Tak! Chciałbym nakręcić thriller noir w Malezji. Pewien europejski etnograf podróżował przez Malezję w latach 70-tych. Rdzenni mieszkańcy wierzyli, że kiedy robił im zdjęcia jednocześnie kradł im dusze. To motyw, który mnie interesuje – wychodząc od niego, chcę zrobić film detektywistyczny.

Dain Said odpowiada na pytania People' s Jury, fot. Jacek Wajszczak/Festiwal Pięć Smaków

 


Film "Bunohan" otrzymał wyróżnienie People's Jury 6. Festiwalu Filmowego Pięć Smaków.

Edyta Jarząb, Bogna Konior
People's Jury/portalfilmowy.pl
Ostatnia aktualizacja:  13.11.2012
Zobacz również
Ogłoszono nominacje do BIFA
W drodze do Oscara przez... Szwecję
Copyright © by Stowarzyszenie Filmowców Polskich 2002 - 2020
Scroll