PORTAL
start
Aktualności
Filmy polskie
Box office
Baza wiedzy
Książki filmowe
Dokument
Scenarzyści
Po godzinach
Blogi
Konkursy
SFP
start
Wydarzenia
Komunikaty
Pożegnania
Zostań członkiem SFP
Informacje
Dla członków SFP
Kontakt
ZAPA
www.zapa.org.pl
Komunikaty
Informacje
Zapisy do ZAPA
Kontakt
KINO KULTURA
www.kinokultura.pl
Aktualności
Informacje
Repertuar
Kontakt
STUDIO MUNKA
www.studiomunka.pl
Aktualności
Informacje
Zgłoś projekt
Kontakt
AKTORZY POLSCY
www.aktorzypolscy.pl
Aktualności
Informacje
Szukaj
Kontakt
FILMOWCY POLSCY
www.filmowcypolscy.pl
Aktualnosci
Informacje
Szukaj
Kontakt
MAGAZYN FILMOWY
start
O magazynie
Kontakt
STARA ŁAŹNIA
www.restauracjalaznia.pl
Aktualności
Informacje
Rezerwacja
Kontakt
PKMW
start
Aktualności
Filmy
O programie
Kontakt
Portal
SFP
ZAPA
Kino Kultura
Studio Munka
Magazyn Filmowy
Stara Łaźnia
PKMW
Aktorzy Polscy
Filmowcy Polscy
MENU
„Operacja Argo” – polityczna sensacja od Bena Afflecka i hiszpański thriller „El Cuerpo” dostarczyły na London Film Festival rozrywki, zbudowanej nie inaczej, jak na ludzkim dramacie.

Środa okazała się najbardziej wymagającym dniem na London Film Festival. W napiętym grafiku trzeba było znaleźć dwie niespodziewane dodatkowe godziny na mecz Polska-Anglia. Wtorkowa farsa z niezamkniętym dachem nad Stadionem Narodowym była sprowokowała w brytyjskich mediach falę szyderstw. Komentatorzy zapomnieli, że Anglicy są równie nieporadni, gdy przychodzi im zasuwać dach nad kortami Wimbledonu. Górę wzięła swoista imperialna wyższość, która przebijała również z najgorętszej premiery dnia na LFF – amerykańskiego „Argo” w reżyserii Bena Afflecka.

"Argo", fot. LFF

Film rozpoczyna komiksowe wprowadzenie do historii Iranu w XX wieku, później następuje imponująco zainscenizowana scena szturmu na amerykańską ambasadę w Teheranie w 1979 roku. „Argo” nie opowiada historii uwięzionych pracowników, której finałem była afera Iran-Contras. Śledzi losy sześciu Amerykanów, którzy zdołali uciec i schronili się w rezydencji kanadyjskiego ambasadora. Tytułowa „Operacja Argo” to próba wywiezienia ich z Iranu przez pracownika CIA. Misji podejmuje się bohater grany przez samego Afflecka. Odtajniona dopiero za prezydentury Billa Clintona operacja nawet dzisiaj wygląda jak political-fiction, chociaż jej istotą jest hollywoodzkie science-fiction. Tony Mendez powołuje do życia fikcyjną spółkę produkcyjną, udającą zamiar zekranizowania jednego z odrzuconych przez wielkie wytwórnie scenariuszy. Poszukiwanie plenerów w Iranie ma pozwolić na wywiezienie pracowników ambasady. Akcja szybko nabiera tempa, Affleck z filmu na film jest coraz sprawniejszym realizatorem. W „Argo” naśladuje klimat kina lat 70., potrafi budować napięcie – nawet kiedy robi to sztucznie, wyciąga widza na samą krawędź fotela. Jowialny charakteryzator grany przez Johna Goodmana i cyniczny producent w gorączkowej kreacji Alana Arkina dostarczają niezbędnego oddechu i rozrywki. Powtarzane przez nich „Argo fuck yourself” będzie z pewnością jedną z najbardziej chwytliwych fraz listopadowego American Film Festival. Na trzeciej edycji wrocławskiej imprezy film doczeka się polskiej premiery. Rzewna muzyka i powiewający amerykański sztandar zapewniają odpowiedni ładunek patriotyczno-propagandowy. Z równowagi wytrącić może schematyczny i niesprawiedliwy sposób, w jaki pokazano Irańczyków. To w zdecydowanej większości po prostu agresywna tłuszcza, barbarzyński bohater zbiorowy. Na pomysł akcji wydobycia zakładników główny bohater wpada oglądając „Planetę Małp”, tak jakby jechał do krainy małpoludów, a nie dawnego królestwa Persji. U Afflecka nawet Luke Skywalker staje się przede wszystkim ucieleśnieniem amerykańskiej dumy narodowej, produktem eksportowym, za zasłoną którego można czynić dobro i ratować od złego. 

Te wartości mieszają się w przeróżnych odcieniach w filmie, który miał swoją londyńską premierę po „Argo”, gdy gwiazdy z Hollywood – Affleck, Goodman i Bryan Cranston – zeszły już z czerwonego dywanu na Leicester Square. Mam na myśli „El Cuerpo” („Ciało”). Debiutujący w fabule hiszpański reżyser Oriol Paulo (współscenarzysta „Oczu Julii”) żongluje nie tylko motywacjami swoich bohaterów, ale przede wszystkim gatunkami filmowymi. Zaczyna od thrillera, wprowadza elementy horroru, ale najlepiej wychodzi mu czarna komedia.


Hiszpańskie plakaty filmu "El Cuerpo"

Tytułowe ciało bogatej kobiety, zmarłej na zawał serca, znika z kostnicy. Jedyny potencjalny świadek – stróż nocny – trafia do szpitala w śpiączce. Podejrzanym wdowcem zajmuje się detektyw po przejściach, który przed laty stracił żonę w wypadku samochodowym. Zwroty akcji nie zawsze przekonują, wątpliwości budzi budowanie filmowej grozy z pomocą ulewnego deszczu, muzyki, mrocznej kostnicy i wyłączających się świateł, ale poczucia humoru reżyserowi odmówić nie można. Hiszpańscy filmowcy raz jeszcze udowadniają biegłość w sięganiu po motywy z horrorów – nawet spodziewane zabiegi budzą pożądany efekt. A prócz oczywistych na pierwszy rzut oka inspiracji filmami Hitchcocka i prozą Christie (m.in zapożyczona scena z „Podejrzenia”) dodać można „ŚledztwoStanisława Lema. Pomyślałem o nim już na samym początku, gdy zniknęło ciało, a kostnicę spowiła mgła. Reżyser Oriol Palau przyznał po premierze, że „Śledztwo” Lema było jedną z jego podstawowych inspiracji. Obiecałem, że dostarczę mu kopię niezrównanego Teatru Telewizji, w którym opowiadanie przeniósł na ekran Waldemar Krzystek. Zastanawiam się tylko, czy znajdę gdziekolwiek wersję z angielskimi napisami. Niepokojące jest też inne wyznanie reżysera – scenariusz pisał wspólnie z żoną,  po perypetiach małżonków z „El Cuerpo” zabrzmiało to dość złowieszczo. Reakcja londyńskiej publiczności pozwoliła na szczerą małżeńską radość: nie było do tej pory na festiwalu wielu filmów, które spotkałyby się z tak entuzjastycznym przyjęciem. Widzowie docenili inscenizację – podobała się kostnica, zbudowana w całości z dekoracji na planie filmowym i wypadki samochodowe, których naturalizm to efekt pracy operatora i ekipy od efektów komputerowych. Wrażenie zrobiły również finałowe wolty scenariuszowe.

Paulo wyzwolił dreszcz emocji, sięgając po niespodziewane. Affleck dostarczał rozrywki w mechaniczny, doskonale znany sposób. Dramatyczne wydarzenia w obu przypadkach pozostały tłem, podbudową. Tak, jak farsa z dachem uczyniła jedynie wstęp do piłkarskiego podziału punktów.



Ian Pelczar
relacja z Londynu/portalfilmowy.pl
Ostatnia aktualizacja:  18.10.2012
Zobacz również
HumanDOC wkrótce w Warszawie
WFF: Smaki młodości. Konkurs 1-2.
Copyright © by Stowarzyszenie Filmowców Polskich 2002 - 2021
Scroll