PORTAL
start
Aktualności
Filmy polskie
Box office
Baza wiedzy
Książki filmowe
Dokument
Scenarzyści
Po godzinach
Blogi
Konkursy
SFP
start
Wydarzenia
Komunikaty
Pożegnania
Zostań członkiem SFP
Informacje
Dla członków SFP
Kontakt
ZAPA
www.zapa.org.pl
Komunikaty
Informacje
Zapisy do ZAPA
Kontakt
KINO KULTURA
www.kinokultura.pl
Aktualności
Informacje
Repertuar
Kontakt
STUDIO MUNKA
www.studiomunka.pl
Aktualności
Informacje
Zgłoś projekt
Kontakt
AKTORZY POLSCY
www.aktorzypolscy.pl
Aktualności
Informacje
Szukaj
Kontakt
FILMOWCY POLSCY
www.filmowcypolscy.pl
Aktualnosci
Informacje
Szukaj
Kontakt
MAGAZYN FILMOWY
start
O magazynie
Kontakt
STARA ŁAŹNIA
www.restauracjalaznia.pl
Aktualności
Informacje
Rezerwacja
Kontakt
PKMW
start
Aktualności
Filmy
O programie
Kontakt
Portal
SFP
ZAPA
Kino Kultura
Studio Munka
Magazyn Filmowy
Stara Łaźnia
PKMW
Aktorzy Polscy
Filmowcy Polscy
MENU
WYDARZENIA
  4.09.2012
Z powodu zamieszania wokół nowego filmu Terence'a Malicka uciekło wydarzenie, o którym też było na Lido sporo szumu. Swój uroczysty pokaz poza konkursem miał w Wenecji najnowszy film Susanne Bier „Love is all you need”. To obraz zaskakująco lekki jak na znaną z raczej poważnych „Braci” czy nagrodzonego Oscarem "W lepszym świecie" reżyserkę. A może nie zaskakująco? Przecież nawet w najbardziej złożonych produkcjach Dunki humor zawsze był częścią portretowanej rzeczywistości.

Tak: „Love is all you need” jest lekki. Ale w swojej lekkości nie gubi mądrości, nie przedkłada efektownego dowcipu nad psychologiczne dylematy. Ida (dojrzała i przepiękna Trine Dyrholm) właśnie skończyła naświetlania i z niepokojem czeka na wyniki badań, które wskażą, czy udało się usunąć komórki rakowe. Jakby mało było jej zmartwień, w najmniej spodziewanym momencie odkrywa, że zdradza ją mąż Leif (Kim Bodnia). Tymczasem za kilka dni we Włoszech ślub ma wziąć ich córka Astrid... W drodze na lotnisko zdenerwowana Ida powoduje stłuczkę ze złośliwym i wyniosłym Philipem (Pierce Brosnan), który okazuje się… ojcem narzeczonego córki. Ta z hukiem rozpoczęta relacja dwójki zamkniętych w swoim cierpieniu ludzi zacznie z czasem przyjmować cokolwiek niespodziewane, znacznie cieplejsze barwy...


"Love is all you need", fot. Biennale

Bier, wspierana przez swojego stałego współpracownika, doskonałego scenarzystę Andersa Thomasa Jensena, rysuje historię, która pod pozorem komedii romantycznej przemyca ważne konstatacje na temat ludzkiej natury: potrzeb, słabości, przyzwyczajeń. Porusza też ważki temat raka piersi, jego ewentualnych konsekwencji i społecznego odbioru choroby. Choć film wieńczy dość przewidywalny, zgodny z prawidłami gatunku happy end, ta słodycz, o dziwo, nie razi. „Love is all you need” jest bowiem filmem bardzo szczerym, bezpośrednim, który autentycznie dba o swoją bohaterkę, a to zainteresowanie przekłada się na stosunek widza do niej. Kibicujemy Idzie, która choć bywa irytująca w swej nieporadności, od samego początku wzbudza ogromna sympatię, a w swoich wahaniach i wpadkach jest bardzo ludzka, łatwo zobaczyć w niej samego siebie. Zarówno Trine Dyrholm jak i Pierce Brosnan obsadzeni zostali nieco na przekór swojemu emploi i ten kontrast uwiarygadnia przemianę, jaką przechodzą na ekranie ich postaci. „Love...” to seans, który znacznie wykracza poza poziom zwykłego rom-komu, mądrze ale bezpretensjonalnie, z humorystycznym dystansem, mówią o sprawach najważniejszych.

"Pieta" Kim Ki-duka to tytuł, który walczy o Złote Lwy. Znany z szybkiego tempa autor „Pustego domu” i „Łuku” kilka lat temu na skutek tragicznego zajścia na planie przeżył załamanie nerwowe i całkowicie wycofał się z pracy zawodowej. Podczas długiego odosobnienia filmował swoją codzienną rutynę i tak powstał, częściowo inscenizowany, "Arirang". "Pieta" to pełnowymiarowy fabularny powrót Kim Ki-duka do świata filmu i ciekawa okazja do zastanowienia się, jak twórcę zmieniło kilka lat życia z dala od branży.


"Pieta", fot. Biennale

Bohater filmu trudni się ściąganiem długów. Nie jest jednak zwyczajnym egzekutorem z bloczkiem i ołówkiem, a bezdusznym sadystą, który z pasją wymyśla kolejne formy tortur dla swoich „klientów”. Jego specjalnością jest okaleczanie dłużników, którzy w ten sposób mogą uzyskać odszkodowanie i spłacić swoje zaległości wraz z kosmicznym oprocentowaniem. Pewnego dnia na ścieżce bohatera pojawia się kobieta, która twierdzi, że jest jego matką. Początkowo mężczyzna reaguje na jej obecność agresywnie, jednak z czasem coraz głośniej odzywa się w nim samotne, porzucone dziecko. Dziecko, które pragnie matki... To przedwcześnie utracona niewinność jest najprawdopodobniej powodem jego emocjonalnej obojętności. Kim Ki-duk śledzi powolne budowanie relacji tej dwójki. Nie podąża ona w stronę, której moglibyśmy się spodziewać...

Po przerwie Kim Ki-duk powraca głośniejszy, ostrzejszy i mniej kontemplacyjny, ale nie traci unikalnej umiejętności wpuszczania w kadry liryzmu, obezwładniającego smutku i... harmonii. Choć "Pieta", podobnie jak "Arirang", mówi głosem z głębi trzewi, przypominającym jęk zranionego zwierzęcia, są w niej zaskakujące momenty ciszy. Momenty, w których świat zatrzymuje się, by istnieć. Wprawdzie efekt końcowy zaburzają proporcje dialogu do scenografii: w bardzo określonej, pełnej przedmiotów przestrzeni dodatkowo nadzwyczaj dużo się mówi i lamentuje. A przecież krzyk sam w sobie jest wystarczająco wyrazisty. Choć byłby bardziej przejmujący, gdyby stała za nim tylko pustka.


Anna Tatarska
Portalfilmowy.pl
Ostatnia aktualizacja:  4.09.2012
Zobacz również
Kanadyjczycy nagradzają film „Piękne i bestia”
"Zdjęcie" nagrodzone w Montrealu
Copyright © by Stowarzyszenie Filmowców Polskich 2002 - 2020
Scroll