PORTAL
start
Aktualności
Filmy polskie
Box office
Baza wiedzy
Książki filmowe
Dokument
Scenarzyści
Po godzinach
Blogi
Konkursy
SFP
start
Wydarzenia
Komunikaty
Pożegnania
Zostań członkiem SFP
Informacje
Dla członków SFP
Kontakt
ZAPA
www.zapa.org.pl
Komunikaty
Informacje
Zapisy do ZAPA
Kontakt
KINO KULTURA
www.kinokultura.pl
Aktualności
Informacje
Repertuar
Kontakt
STUDIO MUNKA
www.studiomunka.pl
Aktualności
Informacje
Zgłoś projekt
Kontakt
AKTORZY POLSCY
www.aktorzypolscy.pl
Aktualności
Informacje
Szukaj
Kontakt
FILMOWCY POLSCY
www.filmowcypolscy.pl
Aktualnosci
Informacje
Szukaj
Kontakt
MAGAZYN FILMOWY
start
O magazynie
Kontakt
STARA ŁAŹNIA
www.restauracjalaznia.pl
Aktualności
Informacje
Rezerwacja
Kontakt
PKMW
start
Aktualności
Filmy
O programie
Kontakt
Portal
SFP
ZAPA
Kino Kultura
Studio Munka
Magazyn Filmowy
Stara Łaźnia
PKMW
Aktorzy Polscy
Filmowcy Polscy
MENU
AKTUALNOŚCI
  24.12.2011
Zwyczaj każe zostawiać przy stole wigilijnym wolne miejsce dla niespodziewanego gościa. Historia Polski w XX wieku potoczyła się w taki sposób, że w scenach wigilijnych 
z poświęconych jej filmów, czeka ono przeważnie na kogoś, kto jest w niewoli.

Przeważnie nie znaczy zawsze. W najstarszym z omawianych w niniejszym tekście wybranych przykładów, pochodzącym z "Cudu nad Wisłą" Ryszarda Bolesławskiego (1920) wieczerza wigilijna jest tym, czym być powinna - radosnym spotkaniem rodzinnym. Bohaterowie zasiadają bowiem do stołu w roku 1919, wojna polsko-bolszewicka, o której opowiada film i do której nawiązuje jego tytuł, jest dopiero przed nimi. Ściślej biorąc, 
w "Cudzie nad Wisłą" mamy dwie Wigilie – jedną we dworze, drugą w chłopskiej chacie. Bolesławski daje w ten sposób do zrozumienia, że cały naród, niezależnie od rozwarstwienia społecznego, jednoczy przywiązanie do tradycji i wiary. Dlatego w godzinie próby, która wybije w sierpniu 1920 roku, solidarna postawa w walce z wrogiem chcącym siłą narzucić Polakom obce im poglądy i zwyczaje, weźmie górę nad podziałami klasowymi. Widać więc, że wieczerze wigilijne w "Cudzie nad Wisłą", choć odbywają się jeszcze w czasach względnie spokojnych, nabierają wydźwięku patriotycznego.


 "Katyń", fot. ITI

Daleko i blisko


Ten sam wydźwięk mają sceny wigilijne w większości filmów o tzw. najnowszej historii Polski, zrealizowanych już w suwerennym kraju, po roku 1989. Wynika to nie tylko z faktu, że przez tę historię przetoczyły się burze wywołujące nastroje patriotyczne, ale również 
z kalendarza. Dwie z tych burz – dramat Wybrzeża w 1970 roku i stan wojenny – rozszalały się w grudniu, pogrążając święta w przygnębiającej (zwłaszcza w tych domach, w których przy wigilijnym stole kogoś zabrakło), a zarazem podniosłej atmosferze.

Wcześniej jednak spadła na nas jeszcze potężniejsza nawałnica – druga wojna światowa. Andrzej Wajda powrócił do niej "Katyniem" (2007) i jeden z epizodów filmu poświęcił właśnie Wigilii, a w zasadzie – jak Bolesławski w "Cudzie nad Wisłą" – dwóm Wigiliom. Podczas gdy generałowa Róża (Danuta Stenka) 24 grudnia 1939 roku nakrywa ze służącą (Stanisława Celińska) do wigilijnego stołu i przeznacza jedno nakrycie dla nieobecnego męża, on (Jan Englert) – polski oficer w niewoli jenieckiej u sowietów – pociesza rzesze towarzyszy niedoli i śpiewa z nimi kolędę. Tę słynną scenę, w której unosząca się na kranie kamera pokazuje coraz więcej i więcej ludzi w polskich mundurach, w większości przyszłych ofiar zbrodni katyńskiej, połączonych wigilijnym uniesieniem, poprzedza inna, też bardzo piękna. Montaż równoległy ukazuje w niej na przemian zamyśloną Różę i jeszcze przed chwilą zasępionego, a teraz uśmiechającego się jej męża. On wie, że myśli żony kierują się teraz ku niemu. W tym szczególnym dniu – Wigilii – są duchowo blisko siebie, choć geograficznie tak daleko.

Tylko cichy szloch

Ledwie skończyła się okupacja hitlerowska (i sowiecka), a już niebo nad Polską zasnuły kolejne ciemne chmury. Stalinizm znów pozbawił wolności i życia wielu wspaniałych patriotów, wśród nich generała Augusta Emila Fieldorfa „Nila”, legendę polskiej konspiracji.
Do najbardziej przejmujących scen filmu Ryszarda Bugajskiego "Generał Nil" (2009) należy właśnie scena Wigilii. Żona, dwie córki i wnuczka tytułowego bohatera (Olgierd Łukaszewicz), cichutko popłakując, czule się obejmują i drżącymi głosami składają sobie życzenia. Mimo płaczu, słów i słyszalnej w tle kolędy, powstaje wrażenie cmentarnej ciszy. 
Ta cisza jest najbardziej stosownym komentarzem do niewyobrażalnych cierpień i rychłej męczeńskiej śmierci Nila, a jednocześnie oddaje ponurą atmosferę całej epoki stalinowskiej.


"Generał Nil", fot. Monolith

Wigilia, której nie było

Pierwsze ujęcie filmu Antoniego Krauzego "Czarny czwartek. Janek Wiśniewski padł": zbliżenie bombki i lampek na choince. Jest środa, 24 grudnia 1969 roku. Gdyński stoczniowiec Brunon Drywa (Michał Kowalski), jego żona Stefania (Marta Honzatko) wraz 
z trojgiem dzieci podejmują na kolacji wigilijnej brata Brunona i jego żonę. W domu się nie przelewa, ale Wigilia jest radosna: Stefa i Brunon otrzymają wkrótce mieszkanie w bloku 
i już teraz zapraszają do niego rodzinę na następną Wigilię.

Jest czwartek, 17 grudnia 1970 roku. Stefania, żegnając rano męża wychodzącego do pracy, zamartwia się, na czym posadzi gości przy wigilijnym stole, mieszkanie jeszcze nie urządzone. Nawet nie przeczuwa, że Brunon już nigdy nie wróci do domu. Tego dnia zginie w masakrze, jaką stoczniowcom z Gdyni, protestującym przeciw drakońskiej, na domiar złego tuż przedświątecznej, podwyżce cen, zgotowały wojsko i milicja, z rozkazu władzy mieniącej się ludową. Rozpacz, gorączkowe poszukiwania ciała Brunona w szpitalach, jego potajemny pogrzeb pod osłoną nocy, konspiracyjne opuszczenie miasta przed przymusowym wysiedleniem (żeby swą obecnością nie przypominać sąsiadom o masakrze) – tak wygląda tamten adwent Stefanii Drywy. Wigilii 1970, której smutnym symbolem jest nie przystrojone drzewko choinkowe, w miejscu ukrywania się Stefy z dziećmi zapewne nie będzie.
Radosnego świętowania nie było wtedy praktycznie w całym kraju. Mimo blokady informacji 
z Wybrzeża, wiedziano, że dzieje się tam coś strasznego. Posępny nastrój końcowych sekwencji wstrząsającego filmu Krauzego zagościł w większości polskich domów.


"Wigiliaྍ", fot. Filmoteka Narodowa

Dwa spojrzenia na Wigilie z wojny polsko-jaruzelskiej

W polskich dziejach i filmach o nich, przy stole wigilijnym na nieobecnych czekają ich najbliżsi, ich rodziny, przeważnie – kobiety. Tak jest w "Katyniu" i "Generale Nilu". Wkrótce 
po wprowadzeniu stanu wojennego ten specyficzny rys losu polskich kobiet stał się tematem nie pojedynczego epizodu, ale całego filmu. Mowa o "Wigilii’81" Leszka Wosiewicza (1982, prem. 1988), w której na internowanego mężczyznę czekają bezskutecznie: jego babcia (Zofia Mrozowska), matka (Barbara Wrzesińska) i żona (Ewa Błaszczyk). I znów, jak u Bugajskiego czy Krauzego, mówiąc słowami Andrzeja Wajdy, sfotografowała się rzeczywistość. 
W przeżyciach i reakcjach emocjonalnych bohaterek, w mrocznych czarno-białych zdjęciach Krzysztofa Ptaka, w minorowej tonacji muzyki Zygmunta Koniecznego przegląda się ponura atmosfera, jaka zapanowała w nie jednej rodzinie w pierwszych dniach po 13 grudnia 1981 roku. Rozprasza ją jedynie otucha, którą wnoszą słowa księdza Kazimierza Orzechowskiego (autentycznego kapelana Domu Aktora Weterana w Skolimowie), co notabene też trafnie odzwierciedla ówczesne poszukiwanie przez społeczeństwo pociechy i nadziei w Kościele.


"Rozmowy kontrolowane", fot. Akpa

Sztuka, filmowa również, nie może jednak tkwić tylko w nastrojach martyrologicznych. Albowiem nawet w najsmutniejszych czasach i okolicznościach zdarzają się śmieszne sytuacje, godne dobrej komedii. Taką komedią o stanie wojennym są "Rozmowy kontrolowane" Sylwestra Chęcińskiego (1991). Tu też mówi się o Wigilii A.D. 1981, jakże jednak inaczej niż w filmie Wosiewicza. Wypowiedzi generała SB Zenona Zambika (brawurowa rola Mariana Opanii), świadczące o jego tępocie i całkowitym wykorzenieniu z wigilijnej tradycji (słynne: 24 grudnia? Bardzo dobrze, to jeszcze przed świętami i podzielimy się jajeczkiem) stały się kultowe, niczym dialogi Pawlaka i Kargula czy odzywki Maksa w "Seksmisji".


Andrzej Bukowiecki
portalfilmowy.pl
Ostatnia aktualizacja:  25.12.2011
Zobacz również
Jubileusz Jerzego Sztwiertni
Zmarł twórca muzyki do „Piłkarskiego pokera”
Copyright © by Stowarzyszenie Filmowców Polskich 2002 - 2020
Scroll