PORTAL
start
Aktualności
Filmy polskie
Box office
Baza wiedzy
Książki filmowe
Dokument
Scenarzyści
Po godzinach
Blogi
Konkursy
SFP
start
Wydarzenia
Pożegnania
Zostań członkiem SFP
Informacje
Dla członków SFP
Kontakt
ZAPA
www.zapa.org.pl
Komunikaty
Informacje
Zapisy do ZAPA
Kontakt
KINO KULTURA
www.kinokultura.pl
Aktualności
Informacje
Repertuar
Kontakt
STUDIO MUNKA
www.studiomunka.pl
Aktualności
Informacje
Zgłoś projekt
Kontakt
AKTORZY POLSCY
www.aktorzypolscy.pl
Aktualności
Informacje
Szukaj
Kontakt
FILMOWCY POLSCY
www.filmowcypolscy.pl
Aktualnosci
Informacje
Szukaj
Kontakt
MAGAZYN FILMOWY
start
O magazynie
Kontakt
STARA ŁAŹNIA
www.restauracjalaznia.pl
Aktualności
Informacje
Rezerwacja
Kontakt
PKMW
start
Aktualności
Filmy
O programie
Kontakt
Portal
SFP
ZAPA
Kino Kultura
Studio Munka
Magazyn Filmowy
Stara Łaźnia
PKMW
Aktorzy Polscy
Filmowcy Polscy
MENU

Janusz Łęski, Tadeusz Konwicki, Wojciech Krysztofiak, Zdzisław Kudła, Jerzy Blaszyński i Stanisław Manturzewski otrzymali Nagrody SFP przyznawane za całokształt osiągnięć artystycznych. To już piąta edycja tych specjalnych wyróżnień wręczanych przez Zarząd Stowarzyszenia filmowcom, których praca przyczyniła się w wyjątkowy sposób do rozwoju polskiej kinematografii.

Ideą dorocznych Nagród Stowarzyszenia Filmowców Polskich, przyznawanych od 2007 roku, jest, aby trafiały w ręce nie tylko tych przedstawicieli filmowych zawodów, którzy stoją na pierwszej linii – reżyserów, operatorów – ale także tych, których praca jest mniej spektakularna, a jednak niezbędna, czyli np. dźwiękowców, montażystów czy scenografów. I tak wśród zdobywców Nagród w poprzednich latach są m.in.: reżyser filmów animowanych Witold Giersz, montażystka Irena Choryńska, kierownik produkcji Zygmunt Król, reżyser Sylwester Chęciński, scenograf i kostiumolog Wiesława Chojkowska czy operator dźwięku Halina Paszkowska.

Nagrody SFP 2011 zostały wręczone 19 grudnia 2011 w warszawskim Hotelu Sofitel Victoria.

Statuetka autorstwa Doroty Dziekiwicz-Pilich, fot. Emilia Cieniuch/SFP

LAUREACI NAGRÓD SFP 2011:

fot. arch. prywatne

"Rodzina Leśniewskich", "Urwisy z Doliny Młynów", "Janka". W latach 70 i 80. te seriale przyciągały przed telewizory wielomilionową publiczność dziecięco-familijną. Ich twórca, Janusz Łęski, wybrał kino dla młodego widza jako swoją specjalność.

Świetny reżyser! Z olbrzymim wyczuciem kina. Z olbrzymim wyczuciem publiczności. Jestem bardzo szczęśliwy, że mogliśmy razem pracować. Tęsknię za tą współpracą. Tak mówi o Januszu Łęskim wybitny aktor Krzysztof Kowalewski, który grał w tych serialach, a także w kontynuacji "Urwisów...": "Klementynce i Klemensie – gęsiach z Doliny Młynów".

Janusz Łęski urodził się 12.02.1930 r. w Warszawie. Ochrzczony w Radomsku, dzieciństwo spędził na wsi, w Bielikach, w majątku rodziców. Zapamiętane z tamtego okresu obserwacje niejednokrotnie wykorzystał w swojej twórczości. W gimnazjum w Radomsku grywał i reżyserował w teatrze szkolnym. Wtedy narodziło się jego zamiłowanie do reżyserii.

Studiował ją w latach 1949-1956 w PWSF w Łodzi, pod kierunkiem m.in. prof. Antoniego Bohdziewicza, rozstawszy się z podjętymi wcześniej studiami prawniczymi na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. W 1955 r. został asystentem reżysera Jana Fethkego, który realizował popularną komedię "Irena do domu!". Jako samodzielny reżyser filmowy zadebiutował w 1958 r. dwiema z czterech nowel "Miasteczka". Do tego pesymistycznego filmu wprowadzono, pod naciskiem cenzury, krzepiące poprawki. Na podobne trudności natrafiły dwa inne filmy Łęskiego dla dorosłych, nakręcone, podobnie jak nowele z Miasteczka, według scenariuszy Andrzeja Mularczyka, tyle że dla telewizji – "Na przełaj" (1971) i "Sobie król" (1973). Perturbacje te skłoniły reżysera do przerzucenia się na twórczość dla dzieci i młodzieży.

Kultowa, jak wyraziła się Agata Młynarska, "Rodzina Leśniewskich" (serial i film kinowy) opowiadała o sympatycznej warszawskiej familii z czwórką dzieci. Dziecięcy bohaterowie serialu "Kłusownik" oraz jego wersji kinowej – filmu "Na tropach Bartka" – podczas wakacji w stadninie koni zaprzyjaźnili się ze zwierzętami i pomogli zdemaskować przestępcę: tytułowego kłusownika. Przyjaźń dzieci i zwierząt była też jednym z głównych wątków pogodnych seriali "Przygrywka" i "Urwisy z Doliny Młynów". Ten drugi powstał w koprodukcji z Westdeutscher Rundfunk, podobnie jak jego dalszy ciąg: "Klementynka i Klemens – gęsi z Doliny Młynów", a także adresowany do widowni młodzieżowej serial i film "Janka", z pamiętną rolą "Agnieszki Krukówny", ukazujący rywalizację dwóch band nastolatków z lat międzywojennych i problemy wieku dorastania.

Janusz Łęski, który jest także współscenarzystą, a w przypadku "Urwisów…", "Klementynki…" i "Janki" – scenarzystą swoich seriali i filmów dziecięco-młodzieżowych,  tak dziś podsumowuje ten rozdział własnej twórczości: Realizując filmy dla młodych widzów, starałem się wnieść na ekran uśmiech, radość, szlachetność i dobro. Albowiem właśnie te wartości – jestem o tym głęboko przekonany – towarzyszą nam, gdy wchodzimy w świat.

W Niemczech "Urwisy…", "Klementynka…" i "Janka" są znane także z książek Janusza Łęskiego, które ukazywały się tam w wielotysięcznych nakładach.

Janusz Łęski jest jednym z założycieli SFP.

fot. Krystyna Cierniak

Wielki pisarz i reżyser, współtwórca Polskiej Szkoły Filmowej i kina autorskiego. Scenarzysta "Zimowego zmierzchu", "Matki Joanny od Aniołów, Faraona", "Jowity", "Austerii", "Kroniki wypadków miłosnych". Patron wartościowych inicjatyw, zrodzonych w tych zespołach filmowych, których był kierownikiem literackim, zwłaszcza w zespole KADR.

Andrzej Titkow:Tadeusz Konwicki jest dla mnie jak wzorzec metra z Sevres pod Paryżem, ale jest on też całkiem realnym, mieszkańcem ulicy Górskiego w Warszawie. Był jednym z przewodników mojej młodości, człowiekiem który kształtował mój umysł i serce. Jego książki i filmy były dla mnie (i są nadal) znakiem nadziei, że ludzka wspólnota, choć tak trudna, jest przecież możliwa. Zrobiłem o Nim dwa filmy dokumentalne, ale nie mogę powiedzieć, że wiem kim jest. Pozostaje Tajemnica…

Tadeusz Konwicki urodził się 22.06.1926 r. w Nowej Wilejce. Maturę zdał podczas okupacji, na tajnych kompletach. W latach 1944-1945 walczył w antykomunistycznej partyzantce AK na Wileńszczyźnie. Od 1945 r. studiował polonistykę na UJ w Krakowie. Od 1946 współpracował z tyg. Odrodzenie. Od 1947 mieszka w Warszawie.

Tadeusz Konwicki publikował swoje książki zarówno w obiegu oficjalnym (m.in. "Dziura w niebie", "Sennik współczesny", "Zwierzoczłekoupiór", "Nic albo nic", "Kronika wypadków miłosnych", "Kalendarz i klepsydra" oraz – już po upadku komunizmu – "Bohiń", "Czytadło"), jak i – od połowy lat 70. po krach reżimu – w podziemiu (np. "Kompleks polski", "Mała apokalipsa", "Wschody i zachody księżyca").

Andrzej Łapicki: 
W moim rankingu pisarzy polskich Tadzio zajmuje pierwsze miejsce. 
Chociaż pochodzi z Litwy, jest absolutnie polski w duchu, w języku, w  sposobie myślenia.

Debiut reżyserski Konwickiego – "Ostatni dzień lata" (1958) – był rewelacją na skalę światową. Nakręcony z nieliczną ekipą, wyprzedzał francuską Nową Falę tonacją osobistej wypowiedzi twórcy i nowoczesną formą (wyłącznie plener, dwuosobowa obsada aktorska). Kolejne filmy: "Zaduszki", "Salto", "Jak daleko stąd, jak blisko", "Dolina Issy" (wg powieści Czesława Miłosza), Opowieść o „Dziadach”Adama Mickiewicza. "Lawa" potwierdziły niepowtarzalny charakter kina Konwickiego.

Prof. Tadeusz Lubelski: 
Tadeusz Konwicki – pierwszy pisarz, który zaczął u nas reżyserować – bynajmniej nie wprowadził do naszego kina fałszywie rozumianej literackości. Wprowadził za to nowoczesne rozumienie autora – jako tego, kto odpowiada za ogół decyzji artystycznych podjętych w filmie. Jego własne, autorskie filmy zawsze były wywrotowe wobec konwencji stosowanych w kinie wcześniejszym. Także kiedy sam zaczął adaptować klasykę literacką, czynił to w sposób przekorny, sobie tylko właściwy.

Filmy Konwickiego zdobywały nagrody na międzynarodowych festiwalach w Edynburgu, Mannheimie, San Remo i Wenecji, a także na FPFF w Gdyni i LLF w Łagowie. Krytycy z SFP wyróżnili Złotą Taśmą "Lawę".

Tadeusz Konwicki otrzymał Orła – Polską Nagrodę Filmową – za Osiągnięcia Życia (2002), medal Zasłużony Kulturze – Gloria Artis (2005) oraz, na 36 FPFF w Gdyni (2011), Platynowe Lwy za Całokształt Twórczości.

Jest jednym z założycieli SFP.


fot. arch. prywatne

Osoby w podległych Wojciechowi Krysztofiakowi pionach scenograficznych odpowiedzialnych za budowę dekoracji, zwracały się do niego panie inżynierze. We wszystkim co robił dla kina, a wcześniej dla teatru, łączył bowiem wyobraźnię artysty z inżynieryjną precyzją. Dowodem na to jest choćby dekoracja z "Pana Wołodyjowskiego" przedstawiająca twierdzę w Kamieńcu: olbrzymia i piękna.

Wojciech Krysztofiak urodził się 10.02.1917 r. w Dusseldorfie. Dzieciństwo spędził w Poznaniu, gdzie potem ukończył Liceum Plastyczne. Okres wojny i okupacji przeżył na wschodnich terenach Polski. Szlify scenografa zdobywał w teatrach – początkowo białostockich, m.in. pod kierunkiem reżysera i aktora Aleksandra Węgierko. Po wyzwoleniu znalazł się w Łodzi, gdzie studiował na Wydziale Rzeźby Państwowej Wyższej Szkoły Sztuk Plastycznych, a w dzisiejszym Teatrze im. Stefana Jaracza stworzył scenografię do spektaklu "Niespokojna starość" w reżyserii i z udziałem Aleksandra Zelwerowicza. Również w Łodzi, w 1947 r., podjął, za namową Jana Rybkowskiego, współpracę z Filmem Polskim. Wojciech Krysztofiak uczestniczył w powstawaniu zarówno łódzkiej, jak i wrocławskiej WFF. W łódzkiej wzniósł wiele lat później największą dekorację w jej historii, ukazującą Sejm II RP w "Śmierci prezydenta" Jerzego Kawalerowicza. W WFDiF w Warszawie stworzył Wydział Budowy Dekoracji i był od września 1959 r. do maja 1962 r. jego pierwszym kierownikiem. Zaprojektował nowy system budowy dekoracji: bez użycia gwoździ. Zgłosił dziesiątki pomysłów racjonalizatorskich, pozwalających zaoszczędzić czas i materiały.

Pracę w kinematografii Wojciech Krysztofiak rozpoczął w 1947 r. od współpracy przy realizacji "Jasnych łanów"Eugeniusza Cękalskiego. Jako samodzielny scenograf filmowy debiutował w 1951 r. "Gromadą Jerzego"Jerzego Kawalerowicza i Kazimierza Sumerskiego. W czasie trwającej przeszło 40 lat kariery artystycznej zaprojektował scenografię do ponad 60 filmów kinowych i seriali telewizyjnych. Pracował z Jerzym Antczakiem (film kinowy i serial "Hrabina Cosel"), Stanisławem Bareją ("Mąż swojej żony"), Wojciechem Hasem ("Wspólny pokój"), Jerzym Hoffmanem ("Pan Wołodyjowski", "Potop", serial "Przygody pana Michała"), Agnieszką Holland ("Niedzielne dzieci"), Jerzym Kawalerowiczem ("Śmierć prezydenta", wcześniej owocna współpraca scenograficzna m.in. przy "Faraonie"), Januszem Morgensternem ("Mniejsze niebo"), Konradem Nałęckim (5 odcinków serialu "Czterej pancerni i pies"), Ewą i Czesławem Petelskimi ("Kazimierz Wielki", tylko z Czesławem Petelskim"Baza ludzi umarłych"), Stanisławem Różewiczem ("Wolne miasto", "Westerplatte"), Janem Rybkowskim ("Pierwsze dni", "Spóźnieni  przechodnie", "Sposób bycia", "Gniazdo"). Był scenografem polskich sekwencji angielsko-francuskiej "Nocy generałów" Anatole’a Litvaka.

Potop to jedna z największych superprodukcji polskiego kina – mówi reżyser filmu Jerzy Hoffman. Trzeba było niemal od podstaw stworzyć nieistniejący, XVII-wieczny świat. 
W tej sytuacji pomysłowość i pracowitość Wojciecha Krysztofiaka były nie do przecenienia.

Wojciech Krysztofiak jest najstarszym wiekiem członkiem SFP i jego współzałożycielem.

fot. arch. prywatne

Z jednej strony wieloletni dyrektor i reformator Studia Filmów Rysunkowych w Bielsku-Białej. Z drugiej – jeden z czołowych twórców w polskim kinie animowanym.

Zdzisław Kudła urodził się w 6.07.1937 r. w Wesołej. Rysować i malować zaczął w 1945 r., żeby zagłuszyć smutek po śmierci ojca, który zmarł nabawiwszy się gruźlicy na robotach przymusowych. Uczył się w Liceum Ogólnokształcącym i Liceum Plastycznym w Jarosławiu. Studiował malarstwo na ASP w Krakowie. Podśmiewał się ze swojej dziewczyny, która chodziła na zajęcia z grafiki filmowej. Los się na mnie zemścił – żartuje dziś Zdzisław Kudłabo kiedy po studiach, w 1963 r., szukałem pracy, trafiłem do Studia Filmów Rysunkowych w Bielsku-Białej i zostałem w nim 47 lat. Od końca 1992 r. do połowy 2010 r. Kudła był dyrektorem Studia. Na emeryturę przeszedł mając 73 lata.

- Kudła przeprowadził Studio przez trudny okres transformacji ustrojowej i zmian w technologii produkcji filmów animowanych – mówi Andrzej Orzechowski, który z naszym laureatem zrealizował w 2009 r. pełnometrażową "Gwiazdę Kopernika".

Istotnie, na początku lat 90. sytuacja Studia była trudna. Budynki, które zajmowało ono od lat, trzeba było wykupić od skarbu państwa. Modernizacja też wymagała funduszy, a nikt nie chciał ich przyznać. - Kiedy mimo to wyprowadziłem Studio z zapaści, dziwiono się, że tylu ekonomistów nie dało rady, a mnie, plastykowi, się udało – wspomina Kudła.

Jego sukcesem było również przestawienie Studia – jak mówi – z rękodzieła i taśmy światłoczułej na grafikę komputerową, cyfrową rejestrację obrazu i stereofonię. Praca organizacyjna to jedna strona działalności Kudły. Drugą jest jego twórczość, której początek wyznaczyły dekoracje i opracowania plastyczne w filmach np. takich mistrzów, jak Lechosław Marszałek 
i Władysław Nehrebecki.

W reżyserskim dorobku Kudły można wyróżnić filmy dla dzieci – choćby wspomnianą "Gwiazdę Kopernika", także pełnometrażowe "Porwanie w Tiutiurlistanie", czy kilka odcinków popularnej serii "Bolek i Lolek" – oraz autorskie filmy dla dorosłych. Jeden z nich, "Arena", z 1968 r., był jego debiutem reżyserskim. Te moje próby nawiązania rozmowy z dojrzałym widzem, zwłaszcza w Arenie, Bruku, Syzyfie i Szumie lasu, dostarczyły mi najwięcej satysfakcji – mówi Kudła. - W filmach tych mogłem opowiedzieć o tym, co mnie najbardziej interesuje: o człowieku i jego problemach.

Andrzej Orzechowski: 
W autorskim filmie animowanym [Kudła] wypracował własny charakter pisma. Za swoje filmy zdobył wiele nagród na krajowych i zagranicznych festiwalach, na przykład "Bruk" nagrodzono w Barcelonie, Montrealu i Oberhausen; "Szum lasu" w Krakowie, Belgradzie i Nyon (Szwajcaria); "Porwanie w Tiutiurlistanie" w Poznaniu i Chicago; "Gwiazdę Kopernika" w Łodzi, Erewaniu i Teheranie.

W latach 1971-1975 Zdzisław Kudła był prezesem koła SFP w Bielsku-Białej, a latach 1977-1982 – prezesem Zarządu Okręgu ZPAP.

fot. arch. SFP

Wśród ponad 60 filmów kinowych i seriali telewizyjnych, do których Jerzy Blaszyński, w trakcie trwającej z górą 40 lat kariery zawodowej, nagrał dźwięk, były pionierskie stereofoniczne superprodukcje polskiej kinematografii z lat 70. – "Potop" oraz "Noce i dnie".

Trzykrotny laureat nagrody za dźwięk na FPFF, jeszcze w Gdańsku, w latach 1952-1970 kierował Wydziałem Techniki Dźwięku i Montażu w łódzkiej WFF, gdzie stworzył i bogato wyposażył Studio Dźwięku, zwane od jego nazwiska Pałacem Pod Blachą.

Jerzy Blaszyński urodził się 19.08.1928 r. w Radomiu. Od dzieciństwa interesowała go radiotechnika. Po studiach z zakresu elektroniki i telekomunikacji na Politechnice Wrocławskiej trafił do Wytwórni Filmów Fabularnych w Łodzi i objął kierownictwo Cechu (przyszłego Wydziału) Techniki Dźwięku i Montażu. O nagraniach dźwiękowych w filmie wiedział niewiele, uczył się ich od przedwojennych fachowców: Józefa Bartczaka, Jerzego Koprowicza, Jana Radlicza, Stanisława Urbaniaka.

Kiedy zorientował się, że optyczny zapis dźwięku pochłania mnóstwo czasu i energii, a daje rezultaty niedoskonałe, zastąpił go zapisem magnetycznym, pokonując opory montażystek, które na taśmie światłoczułej, stosowanej w zapisie optycznym, widziały ślad dźwiękowy, a przy magnetycznej musiały montować wyłącznie na słuch.

Blaszyński zgromadził tyle sprzętu nagraniowego, że musiał zainicjować budowę osobnego budynku dla Wydz. TDiM. W nowej siedzibie zastosował nowoczesne rozwiązania akustyczne. W tak powstałym Studiu Dźwięku, zwanym Pałacem Pod Blachą, wyposażonym nawet w basen do rejestracji wodnych efektów akustycznych, udźwiękowiono stereofonicznie szerokoformatowe (70mm) kopie "Potopu", "Ziemi obiecanej", "Nocy i dni". Blaszyński był operatorem dźwięku filmów Jerzego Hoffmana i JerzegoAntczaka. Przy "Potopie" dzielił tę funkcję ze Stanisławem Piotrowskim, przy "Nocach i dniach" z Janem Czerwińskim.

Za dźwięk w "Śmierci prezydenta" Jerzego Kawalerowicza, "Pałacu" Tadeusza Junaka i "Akademii Pana Kleksa" Krzysztofa Gradowskiego tegoroczny laureat Nagrody SFP był w latach 1977, 1980 i 1984 nagradzany na FPFF, który wówczas odbywał się w Gdańsku.

W swoim dorobku Blaszyński ma też tak wybitne filmy, jak "Austeria" Kawalerowicza, "Lekcja martwego języka" Janusza Majewskiego, "Pensja pani Latter" Stanisława Różewicza czy "Pożegnanie jesieni" Mariusza Trelińskiego. Karierę zakończył w 1995 r., nagrywając dźwięk do "Drzew" Grzegorza Królikiewicza w systemie Dolby stereo.

Na planie Blaszyński jest wspaniałym kolegą. Oto wypowiedź reżysera Jerzego Ridana: 
W połowie lat 80. debiutowałem „Sonatą marymoncką”. W tamtych czasach trudno było ufać przemysłowej strukturze filmu, dbałości o sprzęt, zawodowości i odpowiedzialności. Na szczęście znajdowali się ludzie, którzy gwarantowali profesjonalność działań i pełne zaangażowanie. Do nich należał Jerzy Blaszyński. Traktowaliśmy go jak przyjaciela. Był nie tylko mistrzem w swoim fachu, ale także osobą niezwykle serdeczną i życzliwą.

Jerzy Blaszyński jest jednym z założycieli SFP.

fot. arch. SFP

O takim człowieku, jakim jest Stanisław Manturzewski, mawiano kiedyś: wielki oryginał. Sam siebie nazywający Stanem Mantu i lumpenintelektualistą, jest jednocześnie niezmiernie interesującym artystą. Oczytany, wiecznie poszukujący Stan Mantu to jedna z najbarwniejszych postaci polskiego kina.

Kim zresztą nie był w swym życiu urodzony 29.09.1928 r. w Warszawie Stanisław Manturzewski! Z wykształcenia archeolog (studia na UW), pracował jako dziennikarz w "Po prostu", gdzie publikował reportaże o gangach młodzieżowych i sektach religijnych, a jako socjolog – w Zakładzie Badań Społecznych PAN. Działał w Klubie Krzywego Koła, prowadził Dom Kultury w Siedlcach, przygotował do druku opowiadania Jana Himilsbacha, zaś razem z Czesławem Czapówem napisał książkę "Niebezpieczne ulice. U  źródeł chuligaństwa. Materiały i refleksje". Pisywał recenzje z filmów. W "Kulisach" udzielał porad erotycznych, podpisując je pseudonimem Izolda Dreszcz. Z Biurem Analiz w Kancelarii Prezydenta prowadził badania nad elektoratem Stanisława Tymińskiego.

Manturzewski zaznacza, że w branży kinematograficznej nie jest profesjonalistą, nie ukończył szkoły filmowej. Współpracę z kinem rozpoczął w 1959 r. od napisania scenariusza filmu fabularnego o trudnej młodzieży: "Lunatyków" – debiutu Bohdana Poręby.

Filmografia Manturzewskiego zawiera tytuły 17 filmów dokumentalnych, do których napisał scenariusze. Są wśród nich filmy Danuty Halladin, duetu Jerzy Hoffman-Edward Skórzewski (specjalnie dla nich przeniknął do pewnej śląskiej sekty religijnej, by mogli nakręcić o niej "Dwa oblicza Boga"), Ireny Kamieńskiej i Andrzeja Titkowa.

Manturzewski wyreżyserował 6 dokumentów, począwszy od rewelacyjnego reportażu socjologicznego "Jastrzębie" (1974, Srebrny Lajkonik na OFFK w Krakowie). Kolejne filmy to: "W tym szaleństwie" (1979, nagrody m.in. na MFF w Cork), "Sęki i drzazgi" (1983), "Więcej światła" (1987, sylwetka operatora Stanisława Niedbalskiego, nagrody na OFFK w Krakowie i Przeglądzie Filmów o Sztuce w Zakopanem), "Żnin – Paryż – Wenecja, czyli sceny z życia prowincji" (1993, wspólnie z Piotrem Bikontem), "Himilsbach – prawdy, bujdy, czarne dziury" (2002, wspólnie z Małgorzatą Łupiną, Złoty Lajkonik i Nagroda Kodaka na Krakowskim FF).

Stan Mantu realizuje filmy długo. - A to dlatego, że on nieustannie poszukuje, mimo swego wieku jest wciąż pełen świeżych pomysłów i marzy o kręceniu filmu, które nigdy by się nie skończyło, gdyż bardziej pociąga go proces twórczy, niż jego rezultat – mówi producent Zbigniew Domagalski, który przy "Himilsbachu…" pracował z Manturzewskim trzy lata.

W dorobku twórczym laureat Nagrody SFP ma komentarze do filmów dokumentalnych, współpracę z Polską Kroniką Filmową, role aktorskie w filmach fabularnych (m.in. w "Klinczu" Piotra Andrzejewa, "Choince strachu"Tomasza Lengrena, "Helu" Kingi Dębskiej i niemal wszystkich, jakie nakręcił Piotr Szulkin) oraz występy w dokumentach o sobie – "Prawdzie naprawdę prawdziwej" Marcina Klingera i "Mantu…Wolnym człowieku" Rafała Glińskiego.

Inspirator wielu trafnych rozwiązań (to on wyszukał Antoniego Zwyrtka, który pięknie zagrał ojca w "Soli ziemi czarnej" Kazimierza Kutza), autor zabawnych powiedzonek i bohater niezliczonych anegdot, jest Stan Mantu kimś, bez kogo pejzaż polskiego kina byłby uboższy.

Stanisław Manturzewski jest członkiem SFP od 1981 r.

GW
SFP
Ostatnia aktualizacja:  8.08.2013
Zobacz również
Nagrody Stowarzyszenia Filmowców Polskich - foto
Danuta Stenka otrzymała Złoty Mikrofon
Copyright © by Stowarzyszenie Filmowców Polskich 2002 - 2019
Scroll