PORTAL
start
Aktualności
Filmy polskie
Box office
Baza wiedzy
Książki filmowe
Dokument
Scenarzyści
Po godzinach
Blogi
Konkursy
SFP
start
Wydarzenia
Komunikaty
Pożegnania
Zostań członkiem SFP
Informacje
Dla członków SFP
Kontakt
ZAPA
www.zapa.org.pl
Komunikaty
Informacje
Zapisy do ZAPA
Kontakt
KINO KULTURA
www.kinokultura.pl
Aktualności
Informacje
Repertuar
Kontakt
STUDIO MUNKA
www.studiomunka.pl
Aktualności
Informacje
Zgłoś projekt
Kontakt
AKTORZY POLSCY
www.aktorzypolscy.pl
Aktualności
Informacje
Szukaj
Kontakt
FILMOWCY POLSCY
www.filmowcypolscy.pl
Aktualnosci
Informacje
Szukaj
Kontakt
MAGAZYN FILMOWY
start
O magazynie
Kontakt
STARA ŁAŹNIA
www.restauracjalaznia.pl
Aktualności
Informacje
Rezerwacja
Kontakt
PKMW
start
Aktualności
Filmy
O programie
Kontakt
Portal
SFP
ZAPA
Kino Kultura
Studio Munka
Magazyn Filmowy
Stara Łaźnia
PKMW
Aktorzy Polscy
Filmowcy Polscy
MENU
WYDARZENIA
  17.09.2013
Z Łukaszem Żalem, nagrodzonym na Festiwalu w Gdyni za zdjęcia do filmu "Ida" Pawła Pawlikowskiego, rozmawia Katarzyna Skorupska.

Portalfilmowy.pl: Z Piotrem Bernasiem zrobił pan dokument "Paparazzi", za który dostał pan Złotą Żabę. Wspólnie nakręciliście "Arenę". Robił pan też zdjęcia  do "Joanny" Anety Kopacz. To przejmujący film.

Łukasz Żal: Pracowałem wtedy jak w transie. Kiedy robi się coś tak ważnego, wszystkie czynności manualne przy kamerze wykonuje  się instynktownie. Pięć godzin mogłem siedzieć w upale bez ruchu, nie czując, że drętwieją mi nogi.


Łukasz Żal na gali zamknięcia 38. Gdynia - Festiwal Filmowy, fot. Marcin Kułakowski, PISF

PF: Jak pan trafił do "Idy"?

ŁŻ:
Pracowałem wcześniej dwukrotnie z Ryszardem Lenczewskim, który jest moim mistrzem. I tym razem miałem być szwenkierem, ale sytuacja się skomplikowała. Ryszard rozpoczął zdjęcia do tego filmu, ale, niestety, pojawiły się problemy zdrowotne, i ostatecznie musiał zrezygnować. Nagle musiałem go zastąpić, Rysiek [Lenczewski – red.] udostępnił mi swoją dokumentację. Zacząłem z Pawłem [Pawlikowskim – red.] pracę, czuliśmy, że coś fajnego się dzieje. Opowiadaliśmy świat fragmentami rzeczywistości, plakatami - jak mówił Paweł. Pojawiło się to pełne powietrza kadrowanie. Ewa Puszczyńska [producentka filmu - red.] podjęła decyzję, żebym to ja kontynuował zdjęcia.

PF: Kiedy została podjęta decyzja o stylu zdjęć?

ŁŻ: Pomysł na format 3:4 powstał wcześniej, podobnie jak film czarno-biały. Nie miałem na to wpływu. Niewiele wtedy o filmie wiedziałem: myślałem nawet, że będzie kręcony z ręki. A tu - długie ujęcia, kamera na statywie. To była dla mnie niespodzianka. Nie było czasu na żadne przygotowania, inspiracje. Uznałem, że jedyne, co mi pozostaje to otworzyć głowę, skoncentrować się i dbać, żeby mieć na planie jak najwięcej energii. Samo kadrowanie, w którym pojawiło się dużo powietrza nad głowami bohaterów, powstało na początku pracy nad filmem. To był bardzo ważny moment  i wypadkowa współpracy z reżyserem. Na początku ostrożnie, a potem coraz odważniej zaczęliśmy komponować kadry. Zobaczyliśmy, że powstaje zagubienie, izolacja, że to nie jakaś dziwna maniera, tylko że opowiada się coś więcej. To były wspólne poszukiwania,  każdy kadr ustawialiśmy razem. I okazało się, że te pomysły pasują do filmu i tworzy się jakiś styl.

PF: To pomaga, że obaj – reżyser i pan - przyszliście z dokumentu?

ŁŻ: Ewa [Puszczyńska] używa wyrażenia, że Paweł pisze film kamerą. Wieczorem  przygotowywaliśmy się, a rano konstruowaliśmy wymyślony obraz. Czasami długo trwało składanie plakatów z tych skrawków dawnej rzeczywistości, z resztek tamtych czasów. To trochę przypominało pracę przy dokumencie.

Kadr z filmu "Ida", fot. Solopan

PF: Film jest bardzo wysmakowany.

ŁŻ:
Wiedzieliśmy, że przy tak długich i statycznych ujęciach nie możemy sobie pozwolić na błąd. Każdy kadr musiał być esencjonalny, nieść dużo emocji i informacji. Każdy detal, nawet z ostatniego planu musiał funkcjonować genialnie. Robiliśmy dużą ilość dubli, żeby wszystkie elementy rzeczywistości sprząc ze sobą. Wystarczyło, żeby przestał wiać wiatr, żeby powtarzać ujęcie. A Paweł nie odpuszcza. To była dla mnie niesamowita nauka, bo widziałem, jak sceny kiełkowały, rozwijały, rosły. Coś nowego pojawiało się w scenografii, coś zmieniało w grze aktorskiej i czuliśmy, że obraz zaczyna działać. Paweł mówi o tym, że każde ujęcie musi mieć jakiś dowcip. Praca z nim jest niezwykła. To twórcza przygoda. Nie zawsze  pracuje się z reżyserem, który przykłada taką wagę do obrazu, który jest w tej sprawie takim partnerem.

PF: Na konferencji prasowej odniosłam wrażenie, że Paweł Pawlikowski unika interpretowania, że raczej jest skupiony na konkretach. Jak rozmawialiście?

ŁŻ: Właśnie o konkretach. Paweł zapraszał mnie do rozmów o historii, o narracji, o postaciach, obrazie, świetle. Czasami nie musiałem nic mówić, słuchałem, co pozwalało mi się zaangażować emocjonalnie i wiedzieć,  o co chodzi. Omawialiśmy sceny, ujęcia, a potem stawialiśmy kamerę i budowaliśmy obraz. Kiedyś to nie zadziałało. Doszliśmy do wniosku, że wstrzymujemy prace i układamy inscenizację od nowa. To nie był dobry czas na zmiany, ale podjęliśmy taką decyzję. To było dla mnie niezwykłe, że można sobie na coś takiego pozwolić, przyznać się do błędu, nie poddać się. To jest dla mnie jedna z najważniejszych nauk z tego filmu: jeśli coś nie działa, to trzeba sobie dać chwilę czasu i jeszcze raz poszukać rozwiązania. W tej chwili już wiem, że nie można zostawiać sceny, gdy nie ma się pełnej satysfakcji. I na tym planie nigdy mi się to nie zdarzyło.

PF: Które sceny były najtrudniejsze?

ŁŻ: W klasztorze i w gospodarstwie, ponieważ nie byłem tam wcześniej na dokumentacji. Zastałem pewną rzeczywistość, w której musiałem się odnaleźć, a obiekty były minimalistyczne. Ciężko robi się zdjęcia w takich miejscach, w szczególności zbliżenia. Nie było tam sprzętów, żadnych mebli, prawie nic na  ścianach. Geometryczne obiekty, duże sale. Nigdy  w życiu nie robiłem zdjęć w tak "czystych" przestrzeniach. To było wielkie wyzwanie, żeby  znaleźć tam „mocne”, działające kadry.

Kadr z filmu "Ida", fot. Solopan

PF: A ulubiona scena?

ŁŻ: Kiedy Anna rozmawia z Chrystusem. Księżycowa noc, Chrystus w fontannie, w tle pole. Wymarzyłem sobie to ujęcie i zrealizowałem tak, jak je sobie wyobraziłem. Przy wielkiej pomocy ekipy, bo wszystko robiliśmy o zmierzchu. To ujęcie jest techniczne, operatorskie, ale bardzo je lubię. Podobnie, jak scenę miłości Anny z Lisem. Zbliżenie, kiedy Lis ją całuje.

PF: Miał pan dobre relacje z aktorkami?

ŁŻ: To jest podstawa w pracy operatora. Relacja z małą Agatą [Trzebuchowską – red.], była przyjacielska. Z kolei Agata Kulesza okazała mi dużą wyrozumiałość. Ona jest bardzo profesjonalna, ale też niezwykle ciepła. Dostałem od niej wiele wsparcia i życzliwości. Wiedziałem, że rozumie, w jakiej jestem sytuacji, szczególnie na początku, gdy zaczynałem zdjęcia. Agata była bardzo cierpliwa. I chociaż czasami widziałem, że ma dość, nigdy tego nie powiedziała (uśmiech). Kiedyś chciałem, żeby specjalnie ustawiła się do światła, ale nie bardzo wiedziałem,  jak jej to powiedzieć. To była scena, kiedy Agata leżała na łóżku i odwracała się do kamery. I poprosiłem: niezależnie od tego, jak to brzmi, czy mogłabyś spróbować  złapać światło łopatkami? Roześmiała się, ale zrobiła to i jak zobaczyła na monitorze to ujęcie, przyznała mi rację. Czuliśmy, że robimy coś ważnego i bardzo sobie pomagaliśmy.

PF. Jakie ma pan plany?

ŁŻ: Zimą będę robił z Wojtkiem Kasperskim film "Na granicy", jego pełnometrażowy debiut. To thriller zimowy w górach, męskie kino. Bardzo się na to cieszę.

PF: Co jest dla pana najważniejsze przy wyborze projektu?

ŁŻ: Potrzebuję robić rzeczy trudne, które są dla mnie wyzwaniem i przy których uczę się czegoś nowego, inaczej nudzę się i nie potrafię skoncentrować. Nie umiem robić projektów, które mnie nie angażują emocjonalnie. Jak skończyliśmy "Idę", to czułem się tak, jakby mnie ktoś odłączył od tlenu. To było jak narkotyk, przez cały czas  żyłem tym filmem. Staram się wybierać takie projekty, żeby tak było. Wtedy wiem, że mogę dać z siebie wszystko.



Katarzyna Skorupska
portalfilmowy.pl
Ostatnia aktualizacja:  9.10.2013
Zobacz również
Salon odrzuconych
Copyright © by Stowarzyszenie Filmowców Polskich 2002 - 2020
Scroll