PORTAL
start
Aktualności
Filmy polskie
Box office
Baza wiedzy
Książki filmowe
Dokument
Scenarzyści
Po godzinach
Blogi
Konkursy
SFP
start
Wydarzenia
Komunikaty
Pożegnania
Zostań członkiem SFP
Informacje
Dla członków SFP
Kontakt
ZAPA
www.zapa.org.pl
Komunikaty
Informacje
Zapisy do ZAPA
Kontakt
KINO KULTURA
www.kinokultura.pl
Aktualności
Informacje
Repertuar
Kontakt
STUDIO MUNKA
www.studiomunka.pl
Aktualności
Informacje
Zgłoś projekt
Kontakt
AKTORZY POLSCY
www.aktorzypolscy.pl
Aktualności
Informacje
Szukaj
Kontakt
FILMOWCY POLSCY
www.filmowcypolscy.pl
Aktualnosci
Informacje
Szukaj
Kontakt
MAGAZYN FILMOWY
start
O magazynie
Kontakt
STARA ŁAŹNIA
www.restauracjalaznia.pl
Aktualności
Informacje
Rezerwacja
Kontakt
PKMW
start
Aktualności
Filmy
O programie
Kontakt
Portal
SFP
ZAPA
Kino Kultura
Studio Munka
Magazyn Filmowy
Stara Łaźnia
PKMW
Aktorzy Polscy
Filmowcy Polscy
MENU
Mija 20 lat od premiery "Listy Schindlera" Stevena Spielberga. Z Ewą Braun, laureatką Oscara za dekoracje wnętrz do tego filmu, rozmawia Marcin Zawiśliński.

PortalFilmowy: Czy "Lista Schindlera" to największa filmowa przygoda w pani życiu zawodowym?

Ewa Braun:
To było z pewnością jedno z największych wyzwań. Uczestniczyłam w powstawaniu filmu o ogromnym rozmachu inscenizacyjnym, w superprodukcji realizowanej w systemie hollywoodzkim. Kręcił go jeden z najsławniejszych reżyserów świata. Mówi się często, że Steven Spielberg jest takim „zwierzęciem” filmowym.
Może zabrzmi to paradoksalnie, ale dla mnie absolutnie zaskakującą i wywołującą duże emocje była wiadomość o uzyskaniu samej nominacji do Oscara, nagrody pożądanej przez filmowców i stanowiącej ukoronowanie ich osiągnięć zawodowych. Wyróżnienie przez największych profesjonalistów z branży to powód do dużej satysfakcji. Oczywiście, otrzymanie nagrody Amerykańskiej Akademii Filmowej uszczęśliwiło mnie jeszcze bardziej, choć mam świadomość, że to, czy ktoś dostanie statuetkę Oscara, jest czasami wykładnią panujących tendencji, trendów czy też poczucia winy członków Akademii, że ktoś z wybitnych twórców nie został do tej pory nagrodzony.
 

Ewa Braun. Fot. A. Gojke.

PF: To była też największa produkcja filmowa, w jakiej brała pani udział?

EB:
Sporym przedsięwzięciem był również "Król Olch" Volkera Schloendorffa. Mimo wszystko pod względem rozmachu scenograficznego oraz budżetu "Lista Schindlera" była jednak zdecydowanie największym i zarazem najdroższym projektem filmowym, w jakim uczestniczyłam. Żeby zapanować nad takim filmem, w pionie dekoratorskim, za który odpowiadałam, trzeba było się wykazać nie tylko talentem scenograficznym, ale także umiejętnościami logistycznymi i organizacyjnymi. Razem ze swoimi współpracownikami musieliśmy zagwarantować zaplecze wnętrzarskie (meble, rekwizyty) do 146 obiektów zdjęciowych. Pracowały nad tym trzy zespoły dekoratorsko-rekwizytorskie.
Wizualne i emocjonalne oddziaływanie tego filmu polega również na tym, że blisko 90 proc. wyposażenia, wnętrz i plenerów stanowiły autentyczne przedmioty i miejsca. Na przykład mieszkanie Oskara Schindlera było kręcone w miejscu, gdzie on rzeczywiście kiedyś mieszkał.

PF: Trudno było zebrać tę masę przedmiotów?

EB:
Tak. Zebraliśmy ich setki, a nawet tysiące. Jednocześnie było o tyle łatwiej, że Kraków – w przeciwieństwie do Warszawy – nie został  w czasie wojny II wojny zniszczony. Dlatego mogliśmy czerpać do woli z zasobów wielu krakowskich domów czy instytucji. Trzeba było jedynie uważnie szukać, wybierać i gromadzić.


Kadr z filmu "Lista Schindlera". Fot. TIM Film Studio
 
PF: Film jest czarno-biały. To ułatwiało czy wręcz utrudniało pani pracę?

EB:
Na pewno zmuszało do nieco innego niż zazwyczaj  myślenia o dekoracjach, tworzeniu ich nastroju i klimatu. W filmie barwnym bardzo dużo można zdziałać kolorem. W przypadku „Listy Schindlera” nie mieliśmy takiej możliwości. Byliśmy zdani na faktury i kontrasty. To odnosiło się również do wnętrz, które musiały być odpowiednio spatynowane. Wybieraliśmy przedmioty reliefowe, a nie płaskie, o wyraźnej fakturze, nie chłonące światła. Istotne było też właściwe zestawianie rzeczy jasnych z ciemnymi ze świadomością, że jedne pracują na plastyczny wymiar drugich.

PF: W jaki sposób przebiegała współpraca ze Stevenem Spielbergiem na planie filmowym?

EB:
Na szczęście Steven Spielberg obdarzył polski pion scenograficzny dużym zaufaniem. Po  kilku pierwszych dniach zdjęciowych przekonał się do profesjonalizmu naszych działań. Zwyczajowo jest tak, że reżyser ogląda i akceptuje wybrany i urządzony obiekt w dniu poprzedzającym konkretny dzień zdjęciowy. Przy tym filmie było nieco inaczej. W wielu wypadkach Spielberg przyjmował gotowy obiekt od głównego scenografa, któremu zawsze w tej procedurze towarzyszyłam, niekiedy tuż przed realizacją zdjęć. Nie korzystał też ze storyboardów. Z powodu dużej ilości obiektów zdjęciowych, inscenizacja scen była czasami improwizowana. Ekipa realizacyjna szybko przemieszczała się z jednego obiektu do kolejnego. Bywało również tak, że w ciągu jednego dnia kręciliśmy zdjęcia w pięciu, a nawet sześciu zaaranżowanych uprzednio miejscach.


Steven Spielberg na planie "Listy Schindlera". Fot. TIM Film Studio

PF: Czego oczekiwał od pani reżyser?

EB:
Opowiem to na przykładzie. Była taka dekoracja, na której Stevenowi Spielbergowi szczególnie zależało, bo miała w filmie wielkie znaczenie dramaturgiczne. Chodziło o  obiekt filmowy - magazyn mienia odebranego Żydom przez Niemców. W ogromnej hali kolejowej stworzyliśmy dekorację niezwykle wręcz obfitą w rekwizyty. Wywoływała ona niezwykłe wrażenie w warstwie wizualnej i emocjonalnej.

PF: Jak to się udało osiągnąć?

EB: Zgromadziliśmy tam wręcz hałdy ubrań, butów i futer, piramidy zabawek dziecinnych i okularów. Do tego ogromne ilości judaików, biżuterii, fotografii, antyczne meble i zrolowane dywany. Największe wrażenie robiły, specjalnie zamówione do tej sceny, koronki ze złotymi zębami… Problem polegał nie tylko na zebraniu w jednym miejscu tylu różnych przedmiotów, nierzadko o znaczeniu kolekcjonerskim czy historycznym, ale także na oszacowaniu, jeszcze na etapie przygotowań do filmu, kosztu tej dekoracji oraz zaplanowaniu działań do jej realizacji. Tuż przed dniem zdjęciowym Amerykanie przyjechali obejrzeć efekt naszej pracy. Pamiętam, że Steven Spielberg  był bardzo zadowolony.
Na koniec naszej współpracy otrzymałam od niego piękny, pamiątkowy album oprawiony w czerwoną skórę z fotosami z filmu. Spielberg dołączył do niego list, w którym serdecznie nam dziękował za wspaniałą współpracę oraz twórczy wkład w powstanie tego ważnego filmu.

Portalfilmowy.pl jest patronem medialnym wydania Blu-ray "Listy Schindlera".

Marcin Zawiśliński
Portalfilmowy.pl
Ostatnia aktualizacja:  12.04.2013
Zobacz również
Polacy w elicie twórców zwiastunów
Wiosenne zmęczenie w Cannes
Copyright © by Stowarzyszenie Filmowców Polskich 2002 - 2021
Scroll