PORTAL
start
Aktualności
Filmy polskie
Box office
Baza wiedzy
Książki filmowe
Dokument
Scenarzyści
Po godzinach
Blogi
Konkursy
SFP
start
Wydarzenia
Komunikaty
Pożegnania
Zostań członkiem SFP
Informacje
Dla członków SFP
Kontakt
ZAPA
www.zapa.org.pl
Komunikaty
Informacje
Zapisy do ZAPA
Kontakt
KINO KULTURA
www.kinokultura.pl
Aktualności
Informacje
Repertuar
Kontakt
STUDIO MUNKA
www.studiomunka.pl
Aktualności
Informacje
Zgłoś projekt
Kontakt
AKTORZY POLSCY
www.aktorzypolscy.pl
Aktualności
Informacje
Szukaj
Kontakt
FILMOWCY POLSCY
www.filmowcypolscy.pl
Aktualnosci
Informacje
Szukaj
Kontakt
MAGAZYN FILMOWY
start
O magazynie
Kontakt
STARA ŁAŹNIA
www.restauracjalaznia.pl
Aktualności
Informacje
Rezerwacja
Kontakt
PKMW
start
Aktualności
Filmy
O programie
Kontakt
Portal
SFP
ZAPA
Kino Kultura
Studio Munka
Magazyn Filmowy
Stara Łaźnia
PKMW
Aktorzy Polscy
Filmowcy Polscy
MENU
BLOGI
Malwina Grochowska
  2.11.2012
Zwrotu akcji, jakiego huragan dostarczył politykom, nie wymyśliłby żaden rozsądny scenarzysta. Osiem dni przed decydującym dniem Sandy walnęła we wszystkie skrupulatnie planowane ruchy przedwyborcze, a Amerykanie z dość przewidywalnie przebiegającego dramatu politycznego trafili prosto w kulminację fabuły „Twistera”.

Przynajmniej w niektórych miejscach wschodniego wybrzeża. W mojej okolicy, na Lower East Side, stało się to, gdy wzburzona East River zaczęła wlewać się na ulicę i do samochodów. I jeszcze, gdy parę przecznic dalej rozległ się huk eksplozji z elektrowni. Ale woda po paru godzinach opadła i rano mogliśmy już doświadczyć mniej spektakularnej rzeczywistości, takiej, którą nie interesują się polskie media ani filmy katastroficzne. Rzeczywistości rodem z post-huraganowego „Treme”. Genialny serial Davida Simona o Nowym Orleanie po huraganie Katrina przypomniał mi się głównie dzięki czarnoskóremu panu, który po sztormie zaczął na rogu ulicy grać na trąbce.


Kadr z serialu "Treme", fot. materiały prasowe

Ale zachowajmy proporcje: nowojorczycy nie doświadczyli tego, co południe Stanów podczas Katriny. Ofiary tamtego huraganu nigdy nie doczekały się powrotu do normalności, co świetnie pokazuje właśnie „Treme”. Ubodzy zostali pozostawieni sami sobie; wielu przesiedlono  i przy okazji przyduszono unikalną nowoorleańską kulturę. Katrina była wielką porażką George’a W. Busha. Sandy, mimo ofiar, jakie pochłonęła, może stać się wielkim sukcesem Baracka Obamy.

Kilka dni po sztormie dolny Manhattan wciąż jest pogrążony w ciemnościach, transport ledwo działa, trwa wielkie sprzątanie. Ale wystarczy dostać się powyżej 23. Ulicy, by zobaczyć zupełnie zwyczajnie funkcjonującą metropolię. Widok kiczu na Times Square nigdy nie był dla mnie tak przykry jak teraz: stoi rozświetlony ogromnymi reklamami jak gdyby nigdy nic, podczas gdy z mojej lodówki odłączonej od prądu wycieka coraz dziwniejsza ciecz.

Tyle że nie ma co się temu dziwić. Tu prezydent nie ogłasza żałoby. I nie powtarza w kółko ogólników o tym, że wszyscy są pogrążeniu w smutku. Owszem, solidaryzuje się z rodzinami ofiar, ale jednocześnie daje motywację do działania. W swojej narracji bohaterami czyni zwykłych ludzi. Podkreśla znaczenie klasy średniej, ludzi, pracujących w usługach, prowadzących swoje małe sklepy, knajpy i pracujących teraz dla odbudowy. W końcu bycie patriotą w Ameryce to również wspieranie gospodarki i wydawanie pieniędzy. Tak więc zrozumiałe jest, że restauracje, teatry, kina działają tam, gdzie zniszczenia nie były poważne.



Rynek mimo tego poniósł spore straty, i to nawet jeszcze przed huraganem. Przez przygotowania do Sandy w ostatni weekend odnotowano jedne z najgorszych wyników kinowych tego roku. Piątkowe premiery nie zadebiutowały zgodnie z oczekiwaniami, a na szczyt znowu wzniósł się „Argo” – idealny przedwyborczy film. Ben Affleck bardzo sprytnie udaje tu bycie apolitycznym, będąc przy tym politycznym do szpiku gości. Film koncentruje się na intrydze: przemyceniu przez irańską granicę przy pomocy CIA pracowników amerykańskiej ambasady po kryzysie dyplomatycznym między dwoma państwami w 1979 roku. Z przypadkowych ludzi czyni jednoznacznych bohaterów kina akcji i nie wikła się w pytania o przyczyny ataku na ambasadę. Jedynie na początku, w telegraficznym skrócie przybliżającym wydarzenia poprzedzające kryzys zostanie zasugerowane, że to polityka USA doprowadziła do rewolucji w Iranie. Ale kto by się tym przejmował, gdy potem „Argo” po mistrzowsku wciąga w nas akcję i liczy się już dla nas tylko to, czy amerykańscy bohaterowie zostaną uratowani.

Dopiero po wyborach, w których – miejmy nadzieję, Amerykanie wybiorą prawdziwego męża stanu, do kin trafią filmy o dwóch z nich: "Lincoln" Stevena Spielberga i „Hyde Park on Hudson” Rogera Michella opowiadający o Roosevelcie.
Malwina Grochowska
Portalfilmowy.pl
Zobacz również
Box Office. „Skyfall” niezwyciężone.
Box Office. James Bond z rekordem na starcie
Copyright © by Stowarzyszenie Filmowców Polskich 2002 - 2020
Scroll