PORTAL
start
Aktualności
Filmy polskie
Box office
Baza wiedzy
Książki filmowe
Dokument
Scenarzyści
Po godzinach
Blogi
Konkursy
SFP
start
Wydarzenia
Pożegnania
Zostań członkiem SFP
Informacje
Dla członków SFP
Kontakt
ZAPA
www.zapa.org.pl
Komunikaty
Informacje
Zapisy do ZAPA
Kontakt
KINO KULTURA
www.kinokultura.pl
Aktualności
Informacje
Repertuar
Kontakt
STUDIO MUNKA
www.studiomunka.pl
Aktualności
Informacje
Zgłoś projekt
Kontakt
AKTORZY POLSCY
www.aktorzypolscy.pl
Aktualności
Informacje
Szukaj
Kontakt
FILMOWCY POLSCY
www.filmowcypolscy.pl
Aktualnosci
Informacje
Szukaj
Kontakt
MAGAZYN FILMOWY
start
O magazynie
Kontakt
STARA ŁAŹNIA
www.restauracjalaznia.pl
Aktualności
Informacje
Rezerwacja
Kontakt
PKMW
start
Aktualności
Filmy
O programie
Kontakt
Portal
SFP
ZAPA
Kino Kultura
Studio Munka
Magazyn Filmowy
Stara Łaźnia
PKMW
Aktorzy Polscy
Filmowcy Polscy
MENU
BLOGI
Michał Oleszczyk
  4.03.2013
"Eksmisja" Filipa Antoniego Malinowskiego, przemykająca tu i ówdzie w obiegu festiwalowym i bynajmniej nie dyskutowana jako film sezonu, jest tak naprawdę jednym z najlepszych polskich dokumentów ostatnich lat. Razem ze świetnym "Fuck For Forest" Michała Marczaka stanowi ciekawy przykład potencjalnego nowego nurtu: filmów tworzonych przez Polaków zakorzenionych jednocześnie w polskiej i zachodniej kulturze. Malinowski dorastał w Austrii i tam też odebrał filmowe wykształcenie. W jego rzemiośle znać zachodnią precyzję i pragmatyzm środków, których często brakuje wychowankom szkół rodzimych, gdzie wciąż pcha się studentów w stronę abstrakcji i magicznego myślenia.

Opowieść o poznańskich dziadkach reżysera, 82-letniej Marii i 80-letnim Tadeuszu (z których żadne nie wygląda na swój wiek), została zbudowana wokół tytułowego aktu przymusu: nowy właściciel kamienicy, w której Maria się wychowała i przemieszkała z Tadeuszem całe wspólne życie, postanowił pozbyć się lokatorów. Gehenna zaczyna się od drakońskiej podwyżki czynszu, po czym obserwujemy wielomiesięczny znój kolejnych petycji, negocjacji i upokorzeń serwowanych przez milczącego właściciela (włącznie z odcięciem prądu). Cała "Eksmisja" jest historią próby zaszczucia dwojga ludzi, którzy zaszczuć się nie dają – a także o przeszłości, która ukształtowała ich charaktery i światopogląd.


Plakat filmu "Eksmisja" w reż. Filipa Antoniego Malinowskiego . Fot. Ragusa Film

Gdyby film opowiadał tylko o prawnej batalii, tudzież o próbie sił między małżonkami a (nieobecnym na ekranie) właścicielem, byłby co najwyżej przyczynkiem do rozmowy o prawach lokatorów w Polsce – potrzebnym, ale doraźnym. Malinowski trafił jednak na żyłę złota w postaci charakterologicznej przepaści między Marią a Tadeuszem i mądrze zbudował film wokół tego tematu. Maria, jakkolwiek banalnie by to nie brzmiało, ma słońce w oczach – jej zmysłowa radość z obcowania ze światem materialnym jest ewidentna i obecna w każdym geście. Jej optymizm nie ma w sobie nic nachalnego: jest pozbawiony agresji i przypomina żywe źródło, nie maskę. Odwrotnie rzecz ma się z Tadeuszem – wiecznie zmęczonym, z oczami zasnutymi mgłą, z kącikami ust wyrzeźbionymi w smutną podkowę, wydającym się dźwigać na plecach cały ciężar zła tego świata. Małżonkowie są archeologami z dużym dorobkiem, a reżyser przeprowadza coś w rodzaju wykopalisk ich życiowych historii. Koszmarne doświadczenia wojenne odcisnęły piętno na obojgu (Maria mówi wprost: „Zabrano nam młodość”), a mimo to ich usposobienia pozostają krańcowo odmienne. Razem tworzą idealną parę przeciwieństw.

Ledwo zarysowanym (celowo) wierzchołkiem trójkąta jest sam Filip, pojawiający się w kilku zaledwie ujęciach, ale stale obecny przy dziadkach. Nigdy nie widzimy go w Wiedniu – cały film utkany jest z wizyt do Polski, archiwalnych fotografii i rozmów prowadzonych na Skypie. Dzięki takiej strategii udało się Malinowskiemu nasycenie filmu dyskretną subiektywnością: mimo, że głos został oddany Marii i Tadeuszowi, kluczowym elementem „Eksmijsji” jest perspektywa słuchającego ich Filipa, starającego się zrozumieć przeszłość i teraźniejszość swego kraju, a także – samego siebie. W jednej z najlepszych scen filmu Maria krytykuje Filipa, twierdząc, że już zalęgła się w nim gorycz – ta sama, którą tak dobrze widzimy na twarzy Tadeusza. Filip nie protestuje, a zarazem całym swoim filmem oddaje hołd woli przetrwania i wielkiej pokorze dziadków.

Malinowski ma świetne reżyserskie oko i perfekcyjne wyczucie montażu – humor filmu, przesądzający o jego uroku, jest tak przyciszony i podprogowy, że w pierwszej chwili może się wydać elementem przypadkowym. Obraz Marii prowadzącej samochód pewną ręką („Jestem kierowcą rajdowym!”), podczas gdy z głośników płynie „Gangster’s Paradise”; portret podwójny Marii i Tadeusza w tramwaju, z dwiema twarzami reagującymi całkowicie inaczej na świat wokół nich; wreszcie świetny żart montażowy przeciwstawiający zmęczoną twarz Marii uszminkowanej prezenterce telewizyjnej piejącej o sylwestrowych fryzurach – wszystko to są niechybne znaki prawdziwego filmowego talentu. Mam nadzieję, że zostanie on doceniony tak w Polsce, jak i na świecie.





Michał Oleszczyk
portalfilmowy.pl
Zobacz również
Box Office. „Syberiada polska” zdetronizowała „Drogówkę”.
Box Office. Weekend pełen polskich filmów.
Copyright © by Stowarzyszenie Filmowców Polskich 2002 - 2019
Scroll