PORTAL
start
Aktualności
Filmy polskie
Box office
Baza wiedzy
Książki filmowe
Dokument
Scenarzyści
Po godzinach
Blogi
Konkursy
SFP
start
Wydarzenia
Pożegnania
Zostań członkiem SFP
Informacje
Dla członków SFP
Kontakt
ZAPA
www.zapa.org.pl
Komunikaty
Informacje
Zapisy do ZAPA
Kontakt
KINO KULTURA
www.kinokultura.pl
Aktualności
Informacje
Repertuar
Kontakt
STUDIO MUNKA
www.studiomunka.pl
Aktualności
Informacje
Zgłoś projekt
Kontakt
AKTORZY POLSCY
www.aktorzypolscy.pl
Aktualności
Informacje
Szukaj
Kontakt
FILMOWCY POLSCY
www.filmowcypolscy.pl
Aktualnosci
Informacje
Szukaj
Kontakt
MAGAZYN FILMOWY
start
O magazynie
Kontakt
STARA ŁAŹNIA
www.restauracjalaznia.pl
Aktualności
Informacje
Rezerwacja
Kontakt
PKMW
start
Aktualności
Filmy
O programie
Kontakt
Portal
SFP
ZAPA
Kino Kultura
Studio Munka
Magazyn Filmowy
Stara Łaźnia
PKMW
Aktorzy Polscy
Filmowcy Polscy
MENU
BLOGI
Jerzy Gruza
  26.03.2015
Cierpienie inteligenta. Czasami trudno powiedzieć czy ktoś cierpi, ponieważ w pewnym sensie nie cierpi, a tylko obserwuje siebie, jak cierpi.
Klub Kawalerów
w Teatrze TV. Grubą krechą jadą czołowi aktorzy tego kraju. Boże! Gdzie Kurnakowicz, Sempoliński, Łazuka… Ci śmieją się z wszystkiego co powiedzą, jakby nie wiedzieli, że to widz ma się śmiać. Nie wiem, kto reżyserował, kto to puszcza w eter, jaki dyrektor bez gustu, kto im pozwala wierzyć, że są śmieszni… I nie chcę wiedzieć. Jak mówił Dymsza: „Komiczni, ale nie śmieszni”. A przecież to klasyka polskiej komedii. Co za szmira! Podobno brylantowa seria.
Płakać.
Nie mogę patrzyć na te znane twarze, chcę zobaczyć innych ludzi, łapię się na tym, że każda trzeciorzędna produkcja ze szmirusami zagranicznymi o nieznajomych twarzach jest mi bliższa niż te zdarte przez polskie media od lat talenty, które same się reprodukują w tysiącu min i gestów, jak  jakieś bakterie rozwijające się w świetle reflektorów telewizyjnego studia, filmu czy teatru.
Przepraszam. Ale to mały kraj, w którym nie starcza talentów do zapełnienia programów, teatrów, widowisk, koncertów, kabaretów, imprez okolicznościowych i premier na dużej, małej, średniej skoczni kultury polskiej. Chociaż to są talenty, ale… osobno.
Płakać. Mała pojemność rynku zabija jakość.

Podobno Jan Jakub Rousseau
tak radził Polakom: „Połknięto was, ale nie dajcie się  s t r a w i ć, to wasz jedyny ratunek”… Trochę to przyrodnicze… i fizjologiczne, ale wobec dzisiejszych „połknieć” przez Gazprom, Brukselę, Isis, Ebolę, zatrucia klimatyczne, ceny ropy albo gazu, terroryzm, gender, kościół, giełdę i banki, trzeba  z całej naszej mocy opóźniać i spowalniać proces  t r  a w i e n i a.
A to jest potrzebne na każdym polu, w każdej dziedzinie i każdej chwili, codziennie i bezustannie. Nie dać się zbyt łatwo  s t r a w i ć… Samoobrona uparta, nużąca, bez fanfar, bez reklamy, w samotności – jedyny ratunek.
Chociaż też wątpliwy.

Nie wystarczy celować,
trzeba trafiać. Włoskie przysłowie. Najczęściej  c e l u j ę. Czasami trafiam, oczywiście nie w to, w co celowałem.

Otwieram telewizor
i widzę fragmenty filmu "Ferdydurke". Nie można bardziej oszwabić Gombrowicza, u którego wszystko w warstwie słowa. A w obrazie banalna zgrywa i sentymentalna maniera z przedwojennych filmów polskich, zakończona nalotem sztukasów na Polskę.                     

Cierpienie inteligenta
Czasami trudno powiedzieć czy ktoś cierpi, ponieważ w pewnym sensie nie cierpi, a tylko obserwuje siebie, jak cierpi.
Pamiętam aktora, który opowiadał mi, że był na samym dnie, miał takiego „doła”, że stał przed lustrem rano i płakał. Ale po pewnym czasie złapał się na tym, że śledzi w odbiciu lustra jak lepiej wygląda jego płacz i co robi większe wrażenie w układzie ust i skrzywieniu twarzy.

Sięgam na półkę  z książkami
Chce coś dalekiego, od dzisiejszej „bieżączki”. Filozof dziewiętnastowieczny Comte! Na końcu rozpiska: „Klasyfikacja pozytywna. Osiemnastu wewnętrznych funkcji mózgu”. Na początku informacja, że ożenił się z dwudziestoletnią kurwą, która urzekła go inteligencją i wdziękiem.
Rzucam książką o ścianę i nie mogę spać do rana.

Złapali
wysoko postawionego oficera na szpiegowaniu na rzecz Rosji. Nowy Kukliński! Też zdrada tylko na niewłaściwą stronę. Pasikowski już pewnie ma scenariusz. Czy miał rację Macierewicz, jak trąbił o tych „kształconych” w Moskwie? Na ilu tam mają jeszcze haka? Istota zdrady ta sama. Motywy inne i kierunek informacji w przeciwną stronę. Ale też historie rodzinne, strach, lęki, sposoby, tricki… cała ta otoczka towarzysząca każdemu szpiegowi pewnie podobna.
Co na to koledzy z wojska, przełożeni, dowódcy, generał Jaruzelski? W grobie się przewraca.
– Z kim ja musiałem pracować! – woła dramatycznie z Powązek. Najpierw Kukliński, teraz ten też pułkownik, ale na stronę przyjaciół.

Nieoczekiwanie
spotykam ludzi, co chcą być  z a p o m n i a n i. Ale to są jakieś rzadkie kwiatki. Z różnych powodów –  zapomniani. Aby nie być w podręcznikach historii, w sztuce już nie aktualnej, na facebooku, na który rzucali się kiedyś z entuzjazmem nowo ochrzczonego, a dzisiaj płacą słono, aby tam nie być. Zapomniani w towarzystwie jako Don Juani, w biznesie jako dorobkiewicze z handlu na Stadionie dochodzący do fortuny, zapomniani  kochankowie, dzisiaj już o kulach ze sztucznym biodrem, zapomniani jako gwiazdy starego kina, ale większość z wiekiem ciągle wykazuje żarłoczność na gazetę, ekran lub książki o nich z fotografiami z czasów młodości. Pisane przez sprytnych redaktorów- biografów wypatrujących kogo by jeszcze, kogo by jeszcze namówić na „wywiad-rzekę”. Jakie nazwisko pociągnie sprzedaż? Lista jest długa: i prezydentowe, i premierowe, i politycy, i artyści, reżyserzy, muzycy… Zatrzęsienie! Wysyp na wystawach księgarni.
A napiszcie coś sami, chuje! Bez tych wynurzeń z kotła niepamięci innych… Chyba, że jakiś samobójca jak ja, sam jeszcze z odległych zdarzeń, których doświadczał w starości wysnuje coś  ogólnego. A nie kogo pieprzył, gdzie i bez sensu. Pieprzył w polityce jak był, w sztuce czy gastronomii ogólnowarszawskiej.
Ale musi być z pointą, jak głosi z czasopisma „Książki” – pod redakcją redaktora  Szewca (nazwisko) – pewna wynajęta pani.
Jedyną pointą pisania jest śmierć bohatera.
Albo krytyka.

Telefon
od młodego, inteligentnego producenta. Nie chce wziąć udziału w moim projekcie. Ma rację. Zostaję więc sam, ale film to nie to samo co obraz, książka, wiersz… Trzeba wyłożyć kasę, choćby na kupno pozwolenia (!) na kręcenie na ulicy, na jakimś placu czy parku. Platit… platit. Za wszystko. A gdzie kamera, światło, aktorzy, dźwięk… a po tym dystrybucja, reklama…
Kino młodych. Gdzie kino starych?
W dupie.
Polański stary, ale młody, ja młody, ale już stary. Skolimowski młody, mimo, że młody od sześćdziesięciu lat.
Co weekend zamykają ulicę Bagatela i świecą z wysokości trzeciego piętra na całą okolicę.
Nie wolno nam parkować ani przechadzać się po chodniku. „Prawo Agaty”. Podobno bardzo dobre, nie widziałem.

 

Jerzy Gruza
Magazyn Filmowy SFP, 42/2015
Zobacz również
fot. Kuba Kiljan/ SFP
Przedświąteczne pustki w kinach
Wiosenne pikowanie frekwencji
Copyright © by Stowarzyszenie Filmowców Polskich 2002 - 2019
Scroll