PORTAL
start
Aktualności
Filmy polskie
Box office
Baza wiedzy
Książki filmowe
Dokument
Scenarzyści
Po godzinach
Blogi
Konkursy
SFP
start
Wydarzenia
Komunikaty
Pożegnania
Zostań członkiem SFP
Informacje
Dla członków SFP
Kontakt
ZAPA
www.zapa.org.pl
Komunikaty
Informacje
Zapisy do ZAPA
Kontakt
KINO KULTURA
www.kinokultura.pl
Aktualności
Informacje
Repertuar
Kontakt
STUDIO MUNKA
www.studiomunka.pl
Aktualności
Informacje
Zgłoś projekt
Kontakt
AKTORZY POLSCY
www.aktorzypolscy.pl
Aktualności
Informacje
Szukaj
Kontakt
FILMOWCY POLSCY
www.filmowcypolscy.pl
Aktualnosci
Informacje
Szukaj
Kontakt
MAGAZYN FILMOWY
start
O magazynie
Kontakt
STARA ŁAŹNIA
www.restauracjalaznia.pl
Aktualności
Informacje
Rezerwacja
Kontakt
PKMW
start
Aktualności
Filmy
O programie
Kontakt
Portal
SFP
ZAPA
Kino Kultura
Studio Munka
Magazyn Filmowy
Stara Łaźnia
PKMW
Aktorzy Polscy
Filmowcy Polscy
MENU
BLOGI
Marta Syrwid
  19.04.2012

Dla tych, którzy nie zdążyli jeszcze zachwycić się Kate Winslet w mini serialu HBO "Mildred Pierce" – stop. Zanim odpalicie na DVD pierwszy odcinek i natychmiast staniecie po stronie biedniutkiej (ale dzielnej), wyrozumiałej (ale stanowczej) i pracowitej Mildred, która założyła sieć restauracji (od zera!), rozstała się z mężem (bo zdradzał), utrzymywała niewdzięcznego kochanka (zadurzona) i była ślepo zapatrzona w pierworodną, okrutną córkę (matka cierpiąca!) – zastanówmy się, czy nie za łatwo Pani Pierce zdobyła wasze serce.

Jest taki film z 1946 roku znajdujący się, według większości rankingów, wśród arcydzieł kinematografii. Nauka – widocznie wciąż uznawana za aktualną – jaką można wynieść z tej opowieści, zamyka się w stwierdzeniu, iż najlepsze życie to życie średnie. Składają się na nie: średnie zarobki, średnie aspiracje, problemy średnie i średnie marzenia – w sam raz do realizowania za średnie oszczędności i przy średnich poświęceniach (bez naruszania świętości typu: rodzina). Główny bohater porzuca marzenia o studiach i podróżach, zostaje w rodzinnym miasteczku by przejąć średni interes po zmarłym (UKOCHANYM) ojcu. Zapewnia rodzinie średni standard życia, ale wszyscy się kochają, więc pieniądze nie mają znaczenia. Mężczyzna popada jednak w tarapaty finansowe, załamuje się i już ma skoczyć z mostu, kiedy pojawia się anioł proponujący wycieczkę po miasteczku – takim, jakie byłoby pozbawione dobrej ręki bohatera społecznika.

"Mildred Pierce", fot. HBO

Cóż widzą? Nędzne meliny, smutne stare panny, alkohol i zgliszcza moralne. Wstrząsająca wizja uprzytamnia więc bohaterowi, że to dzięki niemu miasteczko się rozwija, a mieszkańcy są szczęśliwi (albo przynajmniej nie są nieszczęśliwi). Akcja filmu rozgrywa się w noc wigilijną, w finale bohater wraz z rodziną śpiewa kolędę. Szczęście więc kwitnie w małym mieście, pod dachem domcia, dzieci kochają tatę, choinka strzela błyskiem bombek. Po co się stąd wychylać, jeszcze się spadnie z mostu. W 1947 roku film ten dostał pięć nominacji do Oscara i chociaż żadna nie zmieniła się w statuetkę sława tej produkcji rosła z roku na rok dzięki stałemu miejscu w bożonarodzeniowej ramówce. „To wspaniałe życie” Franka Capry to najbardziej znienawidzony przeze mnie film ever.

Serial "Mildred Pierce" swój pochód przez telewizję amerykańską zakończył pięcioma nagrodami Emmy i Złotym Globem dla odtwórczyni głównej roli kobiecej. O czym opowiada w swojej najnowszej realizacji Todd Haynes, autor m.in. "Daleko od nieba"? Esencją dotychczasowych recenzji mogłoby być podsumowanie, iż jest to serial o przedsiębiorczej samotnej matce w dobie Wielkiego Kryzysu i klasowego społeczeństwa. Tytułowa bohaterka jest rozdarta między miłością do dziecka, a głupim strachem i poniżającym wstydem przed tym dzieckiem; jest ambitna, ale nie odważna, pracowita, ale nie błyskotliwa. Zakłada własny biznes dopiero kiedy zmusza ją do tego kłamstwo i obietnica złożona córce. Chce być niezależna, ale jedynie po to, aby móc zapewnić to poczucie i „wszystkie ciastka świata” swoim dzieciom. To jest zestaw cech kobiety pozornie wolnej, bo uwiązanej do swojej roli mamusi bolesnej, matki boskiej – nie ludzkiej.

Mildred jest tragicznie kuchenna, a jej zwykłość, cierpliwość, twardość, hardość mają uwieść, pokazując, że my też możemy zaradni & szlachetni zacięcie walczyć z tzw. życiem i robić to wszystko dla bliskich i z głębi serduszka. Mildred ma dawać przykład, że i my – cisi i pracowici – kiedyś będziemy świętować nasze średnie sukcesy kieliszkiem domowego wina, a jak się poszczęści to zaszalejemy i kupimy nowy szlafrok, albo nawet domcio. I będziemy wtedy z siebie dumni, bo to wszystko nasza praca, krew i pot. I dlatego o córce, która żąda luksusów i kpi z pracującej matki, myślimy: sadystka, córka samo zło. Tymczasem to Veda jest cudem – jak okazuje się później – niewiarygodnym talentem. Ona nie musi być pracowita, milutka i cicha, uprzejma, altruistyczna. Spróbujmy chociaż raz nie winić jej za to, że właśnie stanowczość i cynizm umożliwiły Vedzie odkrycie i wykorzystanie własnego talentu, co z tego, że kosztem innych?

Mildred jest przy córce zwykła i bura. Winslet daje tej postaci wypucowaną kuchenną surowość i prostotę, jej bohaterka nigdy nie zachwyca delikatnością czy pięknem – jak Veda. Mildred umie być ładna, ale częściej jest taka sobie. Uwodzi tym, że jest pracowitą myszą. Wykonuje zdecydowane ruchy, bardzo rzadko ma dość, nie wpada w szał, jest po prostu troskliwa, smutna, zmęczona, uśmiechnięta – raz tylko i na chwilę puszczają jej wszystkie hamulce. Mildred to mądra kwoka, nie pretendująca nigdy do wyższych sfer – to byłoby wręcz nieodpowiednie, to byłoby wręcz niewybaczalne w oczach widowni, poprowadzonej tu za rączkę w ten sposób, aby w high class widziała moszczące się w atłasach potwory: bezduszne, piękne i jadowite. „Wyższe sfery” to kombinatorzy, głupi dorobkiewicze, rozpieszczona arystokracja, bezmyślne dzieci. Za co więc lubimy Mildred? Za to, że sprzedaje kurczaki i haruje, zabiegana i zmęczona musi zacisnąć usta, kiedy klientka przypomina jej o tragedii rodzinnej sprzed zaledwie dwóch tygodni. Kocha się Mildred bo udowadnia, że najważniejsza jest uczciwa praca i dobre serce. Kocha się ją, bo dostaje nauczkę, kiedy za dużo pieniędzy wydaje na rozpieszczoną córkę i jej potrzeby. Córka za to nigdy niczego sobie nie odmawia i krytykuje matkę, wykorzystując ją jednocześnie i szantażując emocjonalnie.

I ja właśnie wolę Vedę, bo nigdy w życiu nie chciałabym skończyć jak Mildred, która uprzytamnia sobie w finale ostatniego odcinka, że dobrze jej w domciu i z mężem. Nawet, jeżeli o córce powie „do diabła z nią”, to doskonale wiadomo, że nie Veda, ale Mildred straciła pół życia na realizację utopijnej wizji uszczęśliwienia wszystkich własnym kosztem. Może i zdobyła doświadczenia, ale ich jedynym rezultatem okazał się powrót do punktu wyjścia. Bo przecież mogłoby być gorzej, a w finale przynajmniej nie jest nieszczęśliwa.

Marta Syrwid
Zobacz również
Box Office. „Nietykalni” na czele stawki!
Box Office. Tłumny powrót widzów do kin – szarlotka zwyciężyła.
Copyright © by Stowarzyszenie Filmowców Polskich 2002 - 2020
Scroll