PORTAL
start
Aktualności
Filmy polskie
Box office
Baza wiedzy
Książki filmowe
Dokument
Scenarzyści
Po godzinach
Blogi
Konkursy
SFP
start
Wydarzenia
Pożegnania
Zostań członkiem SFP
Informacje
Dla członków SFP
Kontakt
ZAPA
www.zapa.org.pl
Komunikaty
Informacje
Zapisy do ZAPA
Kontakt
KINO KULTURA
www.kinokultura.pl
Aktualności
Informacje
Repertuar
Kontakt
STUDIO MUNKA
www.studiomunka.pl
Aktualności
Informacje
Zgłoś projekt
Kontakt
AKTORZY POLSCY
www.aktorzypolscy.pl
Aktualności
Informacje
Szukaj
Kontakt
FILMOWCY POLSCY
www.filmowcypolscy.pl
Aktualnosci
Informacje
Szukaj
Kontakt
MAGAZYN FILMOWY
start
O magazynie
Kontakt
STARA ŁAŹNIA
www.restauracjalaznia.pl
Aktualności
Informacje
Rezerwacja
Kontakt
PKMW
start
Aktualności
Filmy
O programie
Kontakt
Portal
SFP
ZAPA
Kino Kultura
Studio Munka
Magazyn Filmowy
Stara Łaźnia
PKMW
Aktorzy Polscy
Filmowcy Polscy
MENU
BLOGI
Agnieszka Sadurska
  30.01.2012

Nominacje do animowanego Oscara ogłoszone. Nie tylko nasi zostali na lodzie. „Tin Tin“ i „Auta 2“, czyli drogie produkcje 3d przegrały z filmami, w których dekoracje (a niekiedy i animacja) są malowane (patrzcie mnie na usta) ręcznie! Swoją drogą dlaczego te dwa odpadły, a „Kung-fu Panda 2“ i „Kot w butach“ przeszły dalej nie rozumiem. Jak któryś z tych filmow dostanie Oscara, to znaczy, że nagroda zeszła na psy (ew. koty, albo pandy).

A propos kotów: wzorowana plastycznie na malarstwie modernistów (Picassa, Modiglianiego i Herge – autora komiksu o TinTinie) historia „Kota w Paryżu“ to kryminał. Czarny, jak smoła kocur wiedzie podwójne życie; nocą towarzyszy w rabunkowych wycieczkach, złodziejaszkowi Nico, a za dnia mieszka u Zoe, córeczki Jeanne, która jest… komisarzem policji. Piękny, wysmakowany wizualnie, choć prosty film. Ciekawostką jest fakt, że nie powstały do niego modele postaci używane przez animatorów podczas pracy nad ujęciami. Para reżyserów (Jean-Loup Felicioli i Alain Gagno) pozostawili im swobodę – model lekko ‚pływa“ i na tym również polega urok tej animacji.

   "Kot w Paryżu", fot. Ale Kino!
                                                                                                                                                                                                    „Chico i Rita“ – love-story (albo raczej - historia del amor – bo to wszak kubańska opowieść) dla dorosłych. Nie bedę streszczać fabuły – zainteresowanych odsyłam do kina. Proszę zwrócić uwagę na fascynujące „przepisanie“ animacji 3d (samochody!) na wieloplan 2d i sceny erotyczne, dość rzadkie w kierowanym do rozpowszechniania filmie animowanym.                                                                                                                                                                                   

„Rango“ wzbudza we mnie mieszane uczucia. Ta opowieść przy całym swoim zakręceniu ma za dużo nut (czyli wątków i ozdobników stylistycznych jest w niej tyle, co w menuetach Mozarta). Poza tym, skoro fabułę skrojono wyłącznie pod Johnego Deppa, to jaki ma sens oglądanie filmu z polskim dubbingiem? I dlaczego to musi być animacja? Wolę obejrzeć Deppa w ludzkiej postaci. Jako kameleon jest zdecydowanie mniej sexi. 

   "Chico i Rita", fot. Gutek Film

Krótkometrażówki:
„Niedziela“
. Kanadyjczyk. I tu zdumienie mnie ogarnęło. Patrick Doyon zrobił film prościutki plastycznie, monochromatyczny, tak 2d (nawet nie ma wieloplanu), że aż 1d! O chłopcu, który umiera z nudów podczas rodzinnej imprezki i wpada na pomysł, żeby… A nie, nie powiem. Sami sobie zobaczcie.                                      

Drugi Kanadyjczyk (a raczej – Kanadyjki: Amanda Forbis and Wendy Tilby) to  „Wild Life“. Temu duetowi zawdzięczamy malarską opowieść o trudnościach jakie sprawia nam wykonywanie zadań, na które nie mamy ochoty. Obejrzałam sobie „Making of…“ i szczerze zazdroszczę. Siedzą sobie dwie dziewczyny w zalanym światłem słonecznym studio, smyrają sobie pędzelkiem po papierze, dobrze się bawią i jeszcze dostaja nominację do Oscara. Gdzie pot i łzy, w których się kąpie prawdziwa sztuka przed narodzeniem?  

 „The morning scroll“ – scenariusz filmu powstał na podstawie jednego z opowiadań Paula Austera bazujących na prawdziwych historiach „True Tales of american life“.  Znam jedynie trailer, który wygląda interesująco, miks technik i stylów na temat spotkania z kurą na ulicach Nowego Yorku. „Naprawde zabawny“ – jeśli wierzyć zapewnieniom tych, co widzieli.

Na koniec klasyczne 3d.
Nagroda pocieszenia dla Pixarowców, czyli „La Luna“ – najdłuższa krótkometrażowka tej wytwórni, zainspirowana opowiadaniem Italo Calvino (nareszcie ktoś zauważył, że fantasmagorie tego pisarza, to kopalnia pomysłów dla animacji), a także osobiste, genueńskie wspomnienia reżysera: Enrico Casarosy.  Historia chłopca, który wraz ze swoim tatą i dziadkiem odbywa nieoczekiwaną podróż na księżyc.
Reżyser starał się, by mimo trójwymiarowej przestrzeni, plastyka przpominała lekkie obrazki rysowane pastelami, lub malowane akwarelami.

Last, but not least:
„Latające książki pana Morrisa Lessmora“, czyli „historia inspirowana huraganem Katrina, Busterem Keatonem i miłością do ksiażek“, która funkcjonuje „wieloplatformowo“, tzn. oprócz tego, że jest filmem, jest również aplikacją na IPada. Dzieki temu można go sobie „przeczytać", samodzielnie pokolorować, przyjrzeć się poszczególnym elementom i zrobic zbliżenie na szczegóły, które w filmie zwykle przemazują się  przez ekran. Puścić w dowolnie wybranym tempie i pokierować bohaterem wedle swego uznania.  Nie oglądałam jeszcze tego programu w Appstorze, ale dam sobie uciąć rękę, że niestety nie ma jeszcze polskiej wersji.

And the Oscar goes to…

 

 

Agnieszka Sadurska
Zobacz również
Box Office. Oscary wywindowały „W ciemności” na szczyt
Box Office. Dziewczyna z tatuażem szturmuje kina.
Copyright © by Stowarzyszenie Filmowców Polskich 2002 - 2019
Scroll