PORTAL
start
Aktualności
Filmy polskie
Box office
Baza wiedzy
Książki filmowe
Dokument
Scenarzyści
Po godzinach
Blogi
Konkursy
SFP
start
Wydarzenia
Komunikaty
Pożegnania
Zostań członkiem SFP
Informacje
Dla członków SFP
Kontakt
ZAPA
www.zapa.org.pl
Komunikaty
Informacje
Zapisy do ZAPA
Kontakt
KINO KULTURA
www.kinokultura.pl
Aktualności
Informacje
Repertuar
Kontakt
STUDIO MUNKA
www.studiomunka.pl
Aktualności
Informacje
Zgłoś projekt
Kontakt
AKTORZY POLSCY
www.aktorzypolscy.pl
Aktualności
Informacje
Szukaj
Kontakt
FILMOWCY POLSCY
www.filmowcypolscy.pl
Aktualnosci
Informacje
Szukaj
Kontakt
MAGAZYN FILMOWY
start
O magazynie
Kontakt
STARA ŁAŹNIA
www.restauracjalaznia.pl
Aktualności
Informacje
Rezerwacja
Kontakt
PKMW
start
Aktualności
Filmy
O programie
Kontakt
Portal
SFP
ZAPA
Kino Kultura
Studio Munka
Magazyn Filmowy
Stara Łaźnia
PKMW
Aktorzy Polscy
Filmowcy Polscy
MENU
W 2021 roku obchodzimy dwie rocznice związane z Krzysztofem Kieślowskim. 13 marca minęło 25 lat od jego śmierci, natomiast 27 czerwca ten wybitny, ceniony na świecie reżyser skończyłby 80 lat.
W tym rocznicowym roku związanym z Krzysztofem Kieślowskim ukazało się i dalej ukazuje wiele artykułów w prasie, wspomnień, publikacji. Różni ludzie, którzy mieli z nim styczność lub gdzieś go kiedyś spotkali, piszą i mówią o tych kontaktach, powołując się na różne okoliczności oraz znajomości z jego współpracownikami. Tak się składa, że pracowałem z Krzysztofem przy jego ostatnich trzech dokumentach, które powstały w Wytwórni Filmów Dokumentalnych przy ulicy Chełmskiej 21. Były to: Siedem kobiet w różnym wieku, Gadające głowy oraz Dworzec. Od początku 1977 roku byłem zatrudniony w WFD jako kierownik produkcji i miałem szczęście pracować z kilkoma wyjątkowymi twórcami. Kieślowski był jednym z nich, innym był jego mentor Kazimierz Karabasz. Należy wspomnieć, iż ja tej współpracy nie szukałem, gdyż od samego początku wolałem się skupić na obserwacji i słuchaniu ludzi, którzy mnie otaczali i którzy każdego dnia mojej bytności w pokoju rozmawiali o innych, o sobie (mniej), o cenzurze, porażkach, sukcesach. Zdarzały się również opowieści z lat przeszłych, czasami bardzo zabawne i dostarczające kolorytu do zdarzeń pisanych w czasie przeszłym. Wśród kierowników produkcji, generalnie rzecz biorąc, były dwa pokolenia. To starsze, jeszcze przedwojenne oraz sporo młodsze, wykształcone – ludzi w porównywalnym do mojego wieku. Dla ilustracji metod działalności starszego pokolenia warto przytoczyć krótką anegdotę opisującą działalność jednego z weteranów. Otóż wraz z ekipą filmową popłynął on Darem Pomorza do Stanów Zjednoczonych. Po zakończeniu zdjęć zakupili dwie skrzynki whisky. Kiedy żaglowiec zacumował w Gdyni, jeden z filmowców, idąc po mostku, upuścił skrzynkę, która szybko zniknęła w wodzie. Wspomniany weteran popatrzył z kamienną twarzą na zdarzenie i rzucił krótko: „wasza spadła”.

Ludzie z dwóch pokoleń zwykle pracowali ze sobą, to znaczy weterani kierownicy produkcji z reżyserami zbliżonymi wiekiem, choć zdarzały się też wyjątki. Podobnie było z pokoleniem młodszym. Warto również dodać, iż większość kierowników bardzo dbała o swój wygląd – zarówno starsi wiekiem, jak i młodsi. Każdy lubił „błysnąć” nową elegancką marynarką, błyszczącymi butami, jedwabnym krawatem. Dbali o włosy, okulary, interesujący zapach. Reżyserzy odbiegali wyglądem, a raczej „opakowaniem”, od swoich mniej zarabiających kierowników produkcji.

Pracując w Wytwórni, miałem ogromne szczęście do swojego zwierzchnika. Była to niezwykle ciekawa, inteligentna kobieta, która nazywała się Maria Biedrzycka. To dzięki niej dostałem pracę w WFD, w bardzo dla mnie niekorzystnych okolicznościach z przeszłości. Pani Maria była nie tylko szefową kierowników produkcji, lecz również osobą o wielu talentach, którymi były m.in. spostrzegawczość, umiejętność obiektywnego słuchania oraz dyplomacja. Nigdy jej nie widziałem zdenerwowanej, niemal w każdej sytuacji była opanowana i szybko myśląca. Trudno mi oceniać jej kontakty z kolegami i koleżankami, ale mnie nigdy nie zmuszała do pracy z ludźmi, których ze swoich powodów nie ceniłem. Była grupa reżyserów, z którymi nie chciałem pracować, ona to szanowała i pozwalała mi szukać łatwych wykrętów. Bardzo wcześnie zacząłem współpracę z Kazimierzem Karabaszem i z nim również długo pracowałem niemal do końca mojej bytności w PRL-u. Mój pierwszy kontakt z Kieślowskim miał prawdopodobnie miejsce dzięki pani Marii. Ja o nim wiedziałem wiele, on o mnie – pewno nic. Jednak to pierwsze spotkanie zaowocowało jakimś zbliżeniem oraz pierwszą współpracą.


Fot. Janusz Guttner/East News

Krzysztof należał do ludzi bardzo zrównoważonych, ważących słowa, skupionych i opanowanych. Miał dobre oko do wyboru zarówno współpracowników, jak i tematów swoich filmów. Większość czasu był poważny, uśmiech rzadko gościł na jego twarzy i trudno by go nazwać duszą towarzystwa. Ten talent do wyboru współpracowników owocował często zawieraniem przyjaźni z niektórymi z nich. Lubił pracować z takimi operatorami, jak Jacek Petrycki, Witek Stok i Piotr Kwiatkowski, niemal zawsze polegał na dźwiękowcu Michale Żarneckim i montażystce Lidii Zonn, a do dokumentacji, wywiadów, badań przeszłości „używał” Krzysia Wierzbickiego i Grzegorza Eberharda. W ostatnich latach swojej pracy dokumentalnej zdecydował się pracować ze mną. Dlaczego? Na to pytanie dokładnie mógłby odpowiedzieć tylko on, ja mogę jedynie spekulować, choć wiem z pewnością, że jestem bliski prawdy. Otóż w tamtych czasach współpraca reżyserów i kierowników produkcji opierała się głównie na wzajemnej sympatii, opinii krążącej po pokojach, doświadczeniu oraz umiejętności danego kierownika do „wytargowania” jak największej kwoty pieniędzy na produkcję. Koszt filmu był wypracowany na podstawie scenariusza przez kierownika produkcji. Obowiązywały wtedy pewne reguły i wzory, jak współczynnik ilości taśmy filmowej na jedno ujęcie. Scenariusz pozwalał wyliczyć ilość statystów, koszt zatrudnienia zawodowców różnych branż, koszty przejazdów, zamieszkania, wyżywienia, wynajmów itp., itd. Był to dosyć skomplikowany proces, którego dokładny opis zająłby tutaj zbyt wiele miejsca. Warto jednak wspomnieć, iż każdy kierownik produkcji miał własne metody, by uzyskać maksymalnie dużo pieniędzy na produkcję swojego filmu. Kilku miało do tego rzadki talent, kilku wypracowało własne sposoby, choćby konkretne słowa i zwroty, by zdobyć nawet 10-20 proc. więcej niż cała reszta. Też posiadałem te umiejętności. Jak wspomniałem wcześniej, nasza pierwsza współpraca przy dokumencie Siedem kobiet w różnym wieku nastąpiła dzięki pani Marii, lecz następne zależały już od nas samych. Jeśli pierwszy raz był przypadkiem, kolejne były oparte na zaufaniu, mojej zdolności zdobywania maksymalnego budżetu oraz pewnej skrytości. Krzysztof zdawał sobie sprawę, że dodatkowe pieniądze, sięgające nawet 20 proc. normalnego budżetu produkcyjnego, mogły znacząco wpłynąć zarówno na treść, wygląd, jak i jakość filmu, który właśnie reżyserował. Ani on, ani ja nie mówiliśmy za wiele, raczej woleliśmy słuchać i obserwować otoczenie. On był poważny i skupiony, ja również. Te cechy charakteru z pewnością nas zbliżyły. Większość spotkań produkcyjnych, rozmów i dyskusji odbywało się na terenie Wytwórni, zdarzało się jednak, że zapraszał mnie do swojego mieszkania, by uniknąć niepożądanych słuchaczy.
Spora część współpracowników Krzysztofa w różnych okresach się rozproszyła bądź odeszła. Witek Stok, w podobnym czasie jak ja, wyjechał na stałe z Polski. Grzesio Eberhard zmarł nagle w 2014 roku, Michał Żarnecki odszedł z tego świata znacznie później. Paru z nich z pewnością mogłoby dodać wiele ciekawostek dotyczących Kieślowskiego, lecz już nigdy tego nie zrobią.

Wiadomość o śmierci Krzysztofa dotarła do mnie podczas pobytu w Stanach Zjednoczonych. Kiedy wyjeżdżałem z Polski w końcu 1981 roku, Kieślowski był znanym reżyserem, ale znanym głównie lokalnie. Jego późniejsze dzieła, realizowane poza Polską, przyniosły mu sławę, uznanie i poważanie wśród milionów widzów i setek krytyków. To rzadkie zjawisko. Pamiętam swoją reakcję na film Czerwony, który oglądałem w Instytucie Kultury w Detroit. Trudno mi było uwierzyć, że jego autorem był reżyser, z którym współpracowałem, dobry i zaufany kolega. Popularność i znaczenie jego obrazów w duże mierze wynikły z unikatowego wydawnictwa filmowego, które istnieje w Stanach Zjednoczonych od dawna. Nazwa tego wydawnictwa to The Criterion Collection. Wydają oni ważne dla historii kina filmy w niezwykle staranny sposób, szczególnie dbając o stronę techniczną oraz materiały dodatkowe. Transfer z oryginalnych negatywów na platformę cyfrową bardzo często przebiega pod nadzorem autorów zdjęć danego filmu. Podczas tego procesu usuwane są przeróżne uszkodzenia, rysy, zanieczyszczenia obrazu i dźwięku. Efekt jest często zaskakujący. Dodatkowo do każdego tytułu przynależy lista materiałów dodatkowych, takich jak wywiady z reżyserem, aktorami, operatorami, filmy dokumentalne autorstwa danego reżysera i wiele innych. Często obejrzenie dodatków zabiera więcej czasu niż obejrzenie filmu. Wydawnictwo wypuszcza na rynek średnio cztery nowe obrazy miesięcznie, które powstały w różnych państwach i w różnym czasie, czasami bardzo odległym. To jedyne takie wydawnictwo na świecie, nikt inny się do nich nawet nie zbliża. The Criterion Collection wydało pięć filmów Krzysztofa: Przypadek, Podwójne życie Weroniki, Niebieski, Biały i Czerwony. Jest on jedynym polskim reżyserem, którego aż tyle filmów CC wydało.


Kilka lat po tej projekcji Krzysztof pożegnał się z tym światem. Pozostały mi wizyty na jego grobie na Powązkach podczas krótkich, niemal corocznych, odwiedzin Warszawy. Kiedy któregoś dnia dowiedziałem się, że unikalna rzeźba na jego grobie została skradziona, tętno mi skoczyło. Nigdy nie przypuszczałem, iż nawet groby w Polsce mogą być okradane i niszczone dla paru złotych. Kiedy później dowiedziałem się, że rzeźba została odzyskana, odetchnąłem.

Nasza znajomość i współpraca z Krzysztofem opierały się na czymś odmiennym niż z innymi filmowcami, łącznie z tymi, z którymi znał się znacznie dłużej. Mieliśmy podobne charaktery, potrzebny mu byłem do zdobycia jak największego budżetu oraz takiej organizacji produkcji, żeby unikać konfliktów, zahamowań i starć z otoczeniem planu zdjęciowego.

W 2016 roku ogłoszono plebiscyt na najlepszy dokument w historii polskiego kina (był to plebiscyt 100/100. Epoka Polskiego Kina Dokumentalnego, zainicjowany i współorganizowany przez SFP – przyp. red.). W pierwszej dziesiątce znalazły się dwa filmy Krzysztofa, on był jedynym z dwoma tytułami, a moje nazwisko, mimo znacznie krótszego stażu, także pojawiło się dwukrotnie.


Lech Grabiński
"Magazyn Filmowy SFP" 118/ 2021
  28.12.2021
Jan Holoubek. Kino: miłość na krawędzi szaleństwa
Alchemia fotosisty: Robert Pałka
Copyright © by Stowarzyszenie Filmowców Polskich 2002 - 2022
Scroll