PORTAL
start
Aktualności
Filmy polskie
Box office
Baza wiedzy
Książki filmowe
Dokument
Scenarzyści
Po godzinach
Blogi
Konkursy
SFP
start
Wydarzenia
Pożegnania
Zostań członkiem SFP
Informacje
Dla członków SFP
Kontakt
ZAPA
www.zapa.org.pl
Komunikaty
Informacje
Zapisy do ZAPA
Kontakt
KINO KULTURA
www.kinokultura.pl
Aktualności
Informacje
Repertuar
Kontakt
STUDIO MUNKA
www.studiomunka.pl
Aktualności
Informacje
Zgłoś projekt
Kontakt
AKTORZY POLSCY
www.aktorzypolscy.pl
Aktualności
Informacje
Szukaj
Kontakt
NIEPODLEGŁOŚĆ
FILMOWCY POLSCY
www.filmowcypolscy.pl
Aktualnosci
Informacje
Szukaj
Kontakt
MAGAZYN FILMOWY
start
O magazynie
Kontakt
STARA ŁAŹNIA
www.restauracjalaznia.pl
Aktualności
Informacje
Rezerwacja
Kontakt
PKMW
start
Aktualności
Filmy
O programie
Kontakt
Portal
SFP
ZAPA
Kino Kultura
Studio Munka
Magazyn Filmowy
Stara Łaźnia
Niepodległość
PKMW
Aktorzy Polscy
Filmowcy Polscy
MENU
Szał „Dudusia” muzyki Jerzy „Duduś” Matuszkiewicz, ceniony w kraju i za granicą muzyk, pionier i popularyzator polskiego jazzu, wzięty kompozytor muzyki do filmów i seriali, skończył 10 kwietnia 2018 roku 90 lat.
Miano „legendy” bywa w dzisiejszych czasach bezustannie nadużywane, jakby do bycia artystą legendarnym predestynowało samo tylko stworzenie szeregu popularnych, kochanych przez ogół utworów sztuki. Trudno jednak nie określić w ten sposób Jerzego „Dudusia” Matuszkiewicza. Nie dlatego, że skomponowane przez niego motywy i melodie stały się częścią polskiego dziedzictwa kulturowego, lecz z tego względu, że korzystając z bogactwa uniwersalnego, aczkolwiek często bagatelizowanego, języka muzyki wytyczał przez całe dekady nowe ścieżki doceniania i rozumienia piękna oraz wartości płynących z tej formy ekspresji.

Uzasadnienie tego określenia należy rozpocząć od kunsztu Matuszkiewicza w utworach najczęściej kojarzonych z jego nazwiskiem. W temacie przewodnim serialu Janosik Jerzego Passendorfera zbudował za pomocą muzyki charakter i tożsamość tytułowego zbójnika, naznaczając w ten sposób postrzeganie całej produkcji. Ekspresyjne trąbki i puzony są tu odzwierciedleniem hardej natury i nieustępliwości Janosika, natomiast liryczne flety i klarnety zapowiadają łagodniejsze, romantyczne oblicze bohatera. Z kolei w motywie Hansa Klossa ze Stawki większej niż życie Janusza Morgensterna i Andrzeja Konica pierwsze intensywne dziesięć sekund tak doskonale wprowadzało w klimat szpiegowskiego świata, że wielu rodaków uznało ten utwór za deklasujący główny temat Jamesa Bonda autorstwa Johna Barry’ego.

 
Jerzy Duduś Matuszkiewicz, fot. Kuba Kiljan / Kuźnia Zdjęć


A przecież polski kompozytor napisał dziesiątki innych pierwszorzędnych tematów, z jednej strony popularnych, bo efektownych i łatwych w nuceniu, a z drugiej ważnych dla całych pokoleń Polek i Polaków, bo utrwalających pamięć o danym filmie czy serialu. Dość wymienić skoczne, optymistyczne, nierzadko figlarne motywy do Alternatyw 4 Stanisława Barei, Czterdziestolatka Jerzego Gruzy, Nie lubię poniedziałku Tadeusza Chmielewskiego, czy nieco poważniejsze w tonacji ilustracje do Zaklętych rewirów Janusza Majewskiego oraz wyróżniającego się patriotyczną nutą Jak rozpętałem drugą wojnę światową Tadeusza Chmielewskiego.

Jeśli się w nie wsłuchać, wiele z tworzonych przez Matuszkiewicza partytur i motywów zostało naznaczonych jazzowym rytmem i melodyjnością. Nieprzypadkowo. Rozpoznawalny styl kompozytora wyrósł z jego osobistych zainteresowań, gdy po wyjeździe z rodzinnego Jasła do Krakowa, już jako nastolatek, zdobywał pierwsze szlify w tamtejszym oddziale YMCA, a później jako członek orkiestry Kazimierza Turewicza. Zakochany w saksofonie, grający również na akordeonie i klarnecie, był jednym z pierwszych prawdziwych jazzmanów w kraju. To właśnie w tamtym okresie zyskał przydomek „Duduś”, gdyż wedle kolegów przypominał bohatera o tymże imieniu z popularnych rysunków Gwidona Miklaszewskiego.

Ostatecznie jego przyszłość wyznaczył jednak nie Kraków, lecz Łódź, do której trafił w 1949 roku, by rozpocząć naukę na Wydziale Operatorskim nowoutworzonej Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej. Kierunek ten, wynikający z zaszczepionej przez ojca pasji do fotografii i kina, był tylko pozornie alternatywny dla muzycznych aspiracji „Dudusia”. Nie tylko bowiem muzyk szybko związał się w nowym mieście z rodzącym się środowiskiem jazzowym, ale także znalazł bratnie dusze wśród studentów Szkoły. Wraz z Witoldem Sobocińskim, późniejszym autorem zdjęć do takich dzieł jak Wesele czy Ziemia obiecana Andrzeja Wajdy, współtworzył zespół Melomani, który w latach 1950-1958 wprowadził ostatecznie jazz na polskie salony. Ukoronowaniem tego procesu był koncert Melomanów w warszawskiej Filharmonii Narodowej, który odbył się 5 stycznia 1958 roku.

Zanim jeszcze Matuszkiewicz zakończył tę przygodę, rozpoczął kolejną, właśnie kompozytorską. Z początku pisał niejako z doskoku, ale szybko przekonał się, że połączenie kina i muzyki zdecydowanie go pociąga. Zaczął oczywiście wprowadzać sukcesywnie jazz do nowej profesji, ale tym, co go wyróżniało, był nie warsztat muzyczny, lecz świadomość wyniesiona ze Szkoły Filmowej. Matuszkiewicz rozumiał proces powstawania „ruchomych obrazów”, był świadomy możliwości uzyskiwanych w montażu, rozpoznawał subtelności zawierane w zdjęciach, czuł wyjątkowość celuloidu. Był w stanie zaoferować reżyserom i producentom muzykę, która stawała się nieodłącznym elementem obrazu i dźwięku, a nie tylko ich pojawiającym się raz na jakiś czas towarzyszem. Zdobył zaufanie filmowców, bo był jednym z nich.

Nigdy nie przestał pielęgnować w sobie tej cechy. Muzykę zresztą najpierw wizualizował we własnej głowie, a dopiero później przelewał odkryte w ten sposób emocje, myśli i refleksje na papier. Następnie je przerabiał i aranżował na różne instrumenty, poszukując najlepszych środków wyrazu do oddania duszy danego projektu. W latach 60. jego twórczość była wzbogacana o kolejne sukcesy, wliczając w to muzykę do Wojny domowej Jerzego Gruzy, Stawki większej niż życie, Jak rozpętałem drugą wojnę światową. I Małżeństwa z rozsądku Stanisława Barei, z którym nie tylko współpracował, co dało owoce w postaci Poszukiwanego, poszukiwanej i Alternatyw 4, ale także się przyjaźnił. W latach 70. był już uznaną marką, tworząc utwory do Kolumbów Janusza Morgensterna, Stawiam na Tolka Banana Stanisława Jędryki czy Janosika.

Pracował bez większych przerw aż do przełomu wieków, gdy po Syzyfowych pracach Pawła Komorowskiego odszedł na zasłużoną emeryturę od większych projektów, poświęcając się koncertowaniu oraz nieustannemu promowaniu muzyki jazzowej wśród rodaków. W dorobku ma grubo ponad setkę motywów i partytur, część z których nuci się do dziś, nierzadko z łezką sentymentu w oku, ale głównie z szacunkiem dla ich ujmującego uroku i ponadczasowości. Uznanie zyskał także melodiami do filmowych i serialowych piosenek ze słowami Agnieszki Osieckiej, Janusza Kondratowicza czy Wojciecha Młynarskiego. Tego ostatniego wspomina jako swojego przyjaciela, a ten odwdzięczył mu się m.in. utworem rozpoczynającym się od słów: „Ach, to był szał gdy »Duduś« grał na saksofonie”.

„Legenda” to wyłącznie słowo, któremu znaczenie nadają kolejne pokolenia odbiorców kultury i sztuki, ale dzięki któremu twórczość artysty nie zostaje wyłącznie w pamięci tych, którzy przeżywali jego dzieła w momencie ich szczytowej popularności. Motywy i partytury Jerzego „Dudusia” Matuszkiewicza nie stały się przez dekady kulturowej eksploatacji muzycznymi skamielinami, są wciąż żywe, inspirujące, podatne na interpretacje. Niezmiennie fascynują, poprawiają humor, wprawiają w refleksję bądź zadumę, bywa że wytyczają młodym nowe ścieżki rozumienia piękna oraz wartości płynących z muzyki. A to dziedzictwo, którego nie da się przecenić.



Darek Kuźma
"Magazyn Filmowy. Pismo SFP", 80/2018
  10.03.2019
Bugajski. Nie boję się przekraczać granic
Marek Piestrak: Kino wielkiej przygody
Copyright © by Stowarzyszenie Filmowców Polskich 2002 - 2019
Scroll