PORTAL
start
Aktualności
Filmy polskie
Box office
Baza wiedzy
Książki filmowe
Dokument
Scenarzyści
Po godzinach
Blogi
Konkursy
SFP
start
Wydarzenia
Pożegnania
Zostań członkiem SFP
Informacje
Dla członków SFP
Kontakt
ZAPA
www.zapa.org.pl
Komunikaty
Informacje
Zapisy do ZAPA
Kontakt
KINO KULTURA
www.kinokultura.pl
Aktualności
Informacje
Repertuar
Kontakt
STUDIO MUNKA
www.studiomunka.pl
Aktualności
Informacje
Zgłoś projekt
Kontakt
AKTORZY POLSCY
www.aktorzypolscy.pl
Aktualności
Informacje
Szukaj
Kontakt
FILMOWCY POLSCY
www.filmowcypolscy.pl
Aktualnosci
Informacje
Szukaj
Kontakt
MAGAZYN FILMOWY
start
O magazynie
Kontakt
STARA ŁAŹNIA
www.restauracjalaznia.pl
Aktualności
Informacje
Rezerwacja
Kontakt
PKMW
start
Aktualności
Filmy
O programie
Kontakt
Portal
SFP
ZAPA
Kino Kultura
Studio Munka
Magazyn Filmowy
Stara Łaźnia
PKMW
Aktorzy Polscy
Filmowcy Polscy
MENU
Był aktorem, którego kreacje bardzo często odpowiadały jego własnym cechom charakteru i wartościom, którymi kierował się w życiu prywatnym.
W wieku 81 lat (29 października 2017) odszedł wybitny aktor filmowy i teatralny – Władysław Kowalski. Trudno wspominać go, nie odwołując się do lekko patetycznej tonacji, odpowiadającej wyjątkowemu miejscu, jakie zajmował w naszej kulturze. Należał po pokolenia artystów urodzonych w latach 30. ubiegłego wieku, które zaraz po generacji Kolumbów kształtowało oblicze polskiej sztuki filmowej. Był postacią drugoplanową, ale emblematyczną. Uosabiał na ekranie i scenie cechy, które przyjaciele i koledzy dostrzegali u niego w życiu codziennym: subtelność, wrażliwość, prawość. Nawet jeśli w jego niektórych rolach pojawiał się rys neurasteniczny, to zwykle niwelowany, czy raczej wzbogacany, nutą człowieka refleksyjnego, posiadającego lub przeczuwającego głębszą życiową mądrość. Komentując jego postawę poza ekranem, koleżanki i koledzy aktorzy podkreślali, że był osobą, która prowadziła rozmowę z namysłem, nigdy nie odwołując się do szablonów i cudzego języka. Stąd inne tempo, charakter i rezultat takiego dialogu – jakby z innej rzeczywistości.


Władysław Kowalski ukończył warszawską PWST w 1959 roku, debiutując na deskach gdańskiego Teatru Wybrzeże rolą Chucha w spektaklu „Kapelusz pełen deszczu” w reżyserii Andrzeja Wajdy. Na ekranie pojawił się już wcześniej u tego reżysera, w drobnej roli w "Kanale". W pamięci wielu widzów pozostał wybitnym filmowym aktorem drugoplanowym, choć dorobek artysty nie potwierdza w pełni tej opinii. W kinie pierwsze większe propozycje pojawiły się u Wojciecha Jerzego Hasa. Zagrał u niego w "Rozstaniu", a następnie główną rolę w "Złocie". Był w tych obrazach nieco zagubionym młodym mężczyzną, właściwie jeszcze chłopcem szukającym dopiero swojego miejsca w świecie. W tym okresie jego ekranowe emploi wiązało się z takąż figurą Chłopca, którego rys rozzłoszczonych, zagubionych, bywa że cynicznych i neurastenicznych młodzieńców dostrzegał wówczas wybitny krytyk, Konrad Eberhardt. Dodajmy jeszcze – zagubionych między marzeniami a teraźniejszością, lirycznych, ale jednak nie infantylnych, banalnych.

Nieco później, w latach 70., aktor bardzo owocnie współpracował z Januszem Morgensternem. Rola Jerzego w serialu "Kolumbowie", lekarza-chirurga w kultowym "Trzeba zabić tę miłość" czy Filipa, przyjaciela głównego bohatera z "Mniejszego nieba" pokazują innego już nieco bohatera, dojrzalszego, operującego ironią i subtelnym poczuciem humoru, czasem przygaszonego, zwykle bardzo inteligentnego. To cechy aktorstwa Władysława Kowalskiego, które cenimy najbardziej, a widoczne zwłaszcza w postaciach z dekady następnej. Najlepszą z nich jest prawdopodobnie rola Jakuba Rosenberga z "Kartki z podróży" Waldemara Dzikiego, mówiącej o Holocauście. Bohater Kowalskiego to samotnik i intelektualista, który sam skazany na zagładę stara się nie poddawać i brać odpowiedzialność za innych, a konkretnie za małego chłopca, któremu pragnie zaszczepić poczucie godności w momencie beznadziei. Taki wizerunek aktora jest dzisiaj powszechny; widzimy w nim kogoś, kto dysponuje mądrością i spokojem, ale jego wewnętrzna żarliwość wcale łatwego spokoju nie przynosi. Raczej komplikuje egzystencjalne, codzienne zadowolenie, ucząc zarazem wrażliwości na odmienność i słabość, która ratuje przed historycznymi i życiowymi zawirowaniami.

Jacek Nowakowski


Jacek Nowakowski
Magazyn Filmowy 76/77
  6.10.2018
fot. Szymon Pulcyn - SFP
Franciszek Pieczka: Pół tysiąca ról
Filmy, których czas się nie skończył
Copyright © by Stowarzyszenie Filmowców Polskich 2002 - 2019
Scroll