PORTAL
start
Aktualności
Filmy polskie
Box office
Baza wiedzy
Książki filmowe
Dokument
Scenarzyści
Po godzinach
Blogi
Konkursy
SFP
start
Wydarzenia
Pożegnania
Zostań członkiem SFP
Informacje
Dla członków SFP
Kontakt
ZAPA
www.zapa.org.pl
Komunikaty
Informacje
Zapisy do ZAPA
Kontakt
KINO KULTURA
www.kinokultura.pl
Aktualności
Informacje
Repertuar
Kontakt
STUDIO MUNKA
www.studiomunka.pl
Aktualności
Informacje
Zgłoś projekt
Kontakt
AKTORZY POLSCY
www.aktorzypolscy.pl
Aktualności
Informacje
Szukaj
Kontakt
NIEPODLEGŁOŚĆ
FILMOWCY POLSCY
www.filmowcypolscy.pl
Aktualnosci
Informacje
Szukaj
Kontakt
MAGAZYN FILMOWY
start
O magazynie
Kontakt
STARA ŁAŹNIA
www.restauracjalaznia.pl
Aktualności
Informacje
Rezerwacja
Kontakt
PKMW
start
Aktualności
Filmy
O programie
Kontakt
Portal
SFP
ZAPA
Kino Kultura
Studio Munka
Magazyn Filmowy
Stara Łaźnia
Niepodległość
PKMW
Aktorzy Polscy
Filmowcy Polscy
MENU
Po ukończeniu polonistyki na Uniwersytecie Łódzkim chciała zostać dziennikarką. Ale po mamie, projektantce kostiumów Jadwidze Rutkiewicz-Mikulskiej odziedziczyła smykałkę artystyczną, a po ojcu, reżyserze i specjaliście od militariów Janie Rutkiewiczu – zamiłowania historyczne i wojskowe. Przy nich Magdalena Rutkiewicz-Luterek połknęła bakcyla kina. W końcu sama zabrała się za kostiumy i militaria filmowe.
 Nie posłuchała mamy, która uprzedzała ją, że od grzebania w magazynach z kostiumami można nabawić się egzemy. Nie może odżałować, że kiedy w 1985 roku stawiała pierwsze kroki w kinematografii, mama zmarła. „Tata, choć sam nie jest już aktywny zawodowo, pozostaje moim doradcą i najsurowszym krytykiem. Kiedy asystował przy realizacji filmów wojennych Jerzego Passendorfera, zabierał mnie ze sobą na poligony, gdzie kręcone były zdjęcia, a z okazji świąt państwowych na defilady i cmentarze wojskowe. Dzięki rodzicom nasiąkłam patriotyzmem, który poświadczam solidną pracą. Obowiązkowość i odpowiedzialność także zaszczepili mi moi rodzice” – mówi Magdalena Rutkiewicz-Luterek.

Jej mistrzowie
Przygodę z kinem rozpoczęła w 1985 roku od telewizyjnego filmu swojego ojca – telewizyjnego dramatu okupacyjnego Tate. Reżyser spytał kostiumografa Martę Kobierską, czy nie wzięłaby jego córki do pomocy. Pani Marta zgodziła się. Powiedziała Magdalenie: „Sama zobacz, czy to, od czego odwodziła cię mama, spodoba ci się czy nie”. Po kilku dniach oznajmiła Rutkiewiczowi, że jak na dziewczynę nie mającą wykształcenia plastycznego, Magdalena dobrze sobie radzi i rzuciła ją na głęboką wodę, pozostawiając szereg prac do samodzielnego wykonania. Ponieważ film był kameralny, wierzyła, że debiutantka sobie poradzi. I tak się stało.
Drugi chrzest bojowy Magdalena Rutkiewicz-Luterek przeszła u boku Kobierskiej i Marii Wiłun na planie Komediantki Jerzego Sztwiertni. „Maria Wiłun to moja druga mistrzyni, szereg lat doskonaliłam się pod jej okiem. Jeśli przy filmie było szczególnie dużo pracy, wykonywałyśmy ją równolegle, więc chyba też widziała, że coś umiem. To ona przygotowała mnie do tego, żebym w końcu mogła z kostiumami filmowymi zostać sama na pokładzie. Edukacji kostiumograficznej dopełniłam pracując z tatą przy Pograniczu w ogniu Andrzeja Konica, Sławie i chwale oraz Pułkowniku Kwiatkowskim Kazimierza Kutza czy Syzyfowych pracach Pawła Komorowskiego” – wspomina pani Magdalena.


Fot. Archiwum prywatne Magdaleny Rutkiewicz-Luterek

Nigdy się nie poddawać
Magdalena Rutkiewicz-Luterek dzieli czas swojej aktywności zawodowej na dwie epoki: sprzed transformacji w 1989 roku i po niej. „W pierwszej mieliśmy przemysł filmowy i etos pracy, w drugiej nie mamy nawet wytwórni filmowej z prawdziwego zdarzenia. Kiedy znalazłam się pierwszy raz w magazynie kostiumów WFF w Łodzi, wydawało mi się, że trafiłam do raju. Pełno w nich było wspaniałych strojów z polskich filmów historycznych. Wiele lat później oglądałam w Paryżu suknię, którą nosiła Isabelle Adjani w Królowej Margot. Na ekranie, dzięki oświetleniu, prezentowała się pięknie, ale była tandetą ze sztucznego materiału, z narysowanymi mazakiem złotymi lilijkami. Nie to co nasze suknie przetykane prawdziwą złotą nicią” – mówi Rutkiewicz-Luterek. „Ale cóż z tego, skoro u progu lat 90.ubiegłego wieku, gdy brakowało pieniędzy na filmy historyczne, nie widziano już potrzeby konserwacji  kostiumów. Jedne wyrzucono, inne, jak choćby suknia Aleksandry Śląskiej z Królowej Bony, niszczały tak długo, aż same osunęły się z wieszaków na podłogę, deptano po nich” – dodaje ze smutkiem.
Pani Magdalena wspomina dawne wytwórnie filmowe z ich dobrze wyposażonymi pracowniami kostiumograficznymi, w których kostiumograf miał do pomocy modystkę, krojczych, szewców itp. Za bolączkę dzisiejszej kinematografii uważa skrócenie okresu przygotowawczego w produkcji filmów, na czym cierpi artyzm, także kostiumów. „Ale ja nigdy się nie poddaję!” – wyznaje. Zresztą teraz też ma się na kim oprzeć. Poznańskiej firmie szyjącej filmowe mundury wojskowe sama – uczestnicząc w realizacji Pianisty Romana Polańskiego – utorowała drogę na rynek. „Z usług tej firmy korzystali Spielberg i Tarantino – mówi z dumą. Wśród moich współpracowników są Anna Sapińska i Janusz Adamiak, jedni z ostatnich garderobianych z prawdziwego zdarzenia. Z moją asystentką, Agatą Drozdowską, mimo iż jest młodsza ode mnie o dwadzieścia lat, rozumiemy się znakomicie. Odtwarza się ten sam schemat, jaki był kiedyś między Marią Wiłun i mną: Agata wnosi do naszej pracy młodzieńczy zapał, a ja doświadczenie” – cieszy się Rutkiewicz-Luterek.

Diabeł tkwi w szczegółach
Dorobek bohaterki naszego artykułu wypełnia szereg gorących tytułów ostatniego dwudziestolecia (Zawrócony, Pokuszenie, Wiedźmin) i ostatnich sezonów, a nawet miesięcy (Boisko bezdomnych, Czas honoru, Róża, Obława, Miasto 44, Dzwony wojny). „Taki film jak Miasto 44 trafia się w karierze kostiumografa tylko raz. Ja nie jestem malowaną patriotką, cieszę się, że żyję w wolnej Warszawie, o którą walczyli powstańcy, zarówno ci, którzy polegli, m.in. z mojej rodziny, jak i ci, którzy są jeszcze wśród nas. W hołdzie dla wszystkich powstańców pracowałam przy tym filmie, był najważniejszy w moim życiu, dlatego nie mogłam pozwolić sobie na najmniejszy błąd i wierzę, że żadnego nie popełniłam. A jestem wyjątkowo wyczulona na szczegóły. Nie trawię, jak ktoś mi mówi, że kostiumu jakiejś postaci nie trzeba robić starannie, bo i tak nie będzie jej widać na ekranie. Pytam wtedy: to po co w ogóle ją ubierać do filmu? I skąd można być pewnym, że kamera jednak o nią nie zahaczy? W kostiumie każdy guzik czy celowy ślad zacerowania ma swoje znaczenie” – tłumaczy Rutkiewicz-Luterek. Lubię uzupełniać kostium rekwizytami podkreślającymi indywidualny charakter postaci, a czerpię je z nieprzebranych zbiorów ulubionego rekwizytora mojego męża Sławomira Luterka” – dodaje z uśmiechem.
 
Kostium w roli głównej
Zdarza się, chociaż rzadko, że kostium jest równoprawnym bohaterem filmu. Magdalena Rutkiewicz-Luterek pracowała przy takim filmie: Yumie Piotra Mularuka, w której akcja obraca się wokół ubiorów, a one świadczą o statusie materialnym noszących je postaci. „Lubię Yumę, przypomniała mi czasy z początków mojej drogi zawodowej, kiedy – tak, jak to widzimy na ekranie – bluza od dresu, trzewiki sznurowane i spodnie «w kant» były krzykiem mody” – śmieje się pani Magdalena. „Dziś już takich ciuchów nie mają nawet w «second handach», więc odtworzenie tamtej epoki nie przyszło mi łatwo, ale, jak już mówiłam, ja nigdy się nie poddaję” – podkreśla.

Andrzej Bukowiecki
Magazyn Filmowy SFP 40/2014
  7.04.2015
fot. Archiwum prywatne Magdaleny Rutkiewicz-Luterek
Leszek Olbiński, specjalność – efekty specjalne
Tomasz Stańko- interpretator obrazów
Copyright © by Stowarzyszenie Filmowców Polskich 2002 - 2019
Scroll