PORTAL
start
Aktualności
Filmy polskie
Box office
Baza wiedzy
Książki filmowe
Dokument
Scenarzyści
Po godzinach
Blogi
Konkursy
SFP
start
Wydarzenia
Komunikaty
Zostań członkiem SFP
Informacje
Dla członków SFP
Kontakt
ZAPA
start
Komunikaty
Informacje
Zapisy do ZAPA
Kontakt
KINO KULTURA
start
Aktualności
Informacje
Repertuar
Kontakt
STUDIO MUNKA
start
Aktualności
Informacje
Zgłoś projekt
Kontakt
AKTORZY POLSCY
start
Aktualności
Informacje
Szukaj
Kontakt
FILMOWCY POLSCY
start
Aktualnosci
Informacje
Szukaj
Kontakt
MAGAZYN FILMOWY
start
O magazynie
Kontakt
STARA ŁAŹNIA
start
Aktualności
Informacje
Rezerwacja
Kontakt
Połącz
Logowanie
Rejestracja
Portal
SFP
ZAPA
Kino Kultura
Studio Munka
Aktorzy Polscy
Filmowcy Polscy
Magazyn Filmowy
Stara Łaźnia
MENU
"Nowa książka" – niebywały majstersztyk młodego mistrza to osiągnięcie artystyczne światowej klasy. Powstała rzecz niemal niewykonalna, a przecież możliwa. Poliptyk, który mieści w sobie dziewięć ekranów i dziewięć absolutnie precyzyjnie zorkiestrowanych ze sobą akcji dziejących się na naszych oczach symultanicznie.
Eksperyment filmowy jedyny w swoim rodzaju. Zrealizować coś takiego w tamtych czasach, czyli w roku 1976 – bez komputera i bez kamer cyfrowych, na taśmie 35 mm, w najeżonych różnego rodzaju przeszkodami i niemożnościami warunkach zwykłej peerelowskiej produkcji – graniczyło z zupełnym nieprawdopodobieństwem. A jednak Zbigniew Rybczyński dopiął swego.
  
Kunszt warsztatowy "Nowej książki" nie polega wcale na wymyślnej technice zdjęć kombinowanych. Clou autorskiego pomysłu tkwi w ich fenomenalnie umiejętnym zaprojektowaniu, opracowaniu i zmontowaniu. Pokazać świat, który wymyka się spod oglądu kamery. Zademonstrować wielość rzeczywistości w jej ruchu, dynamice i rozpostarciu. Łatwo powiedzieć, o wiele trudniej zrobić. Zwłaszcza, gdy ma się jako materiał wizualny nie ruch uliczny na Manhattanie, lecz prozaiczne, senne realia prowincjonalnego miasteczka, w którym ledwie co się dzieje. Cała sztuka w tym, by umieć znaleźć sposób na „nie sposób”. Zmierzyć się z zadaniem z gatunku niewykonalnych. Wieloistny czas przekłada się tutaj z niezrównaną finezją na przestrzeń, a pokawałkowana przestrzeń na czas. Akcje zachodzą jedna na drugą. Tytułowa książka płynnie przechodzi z czasoprzestrzeni jednego kadru w drugi. Zdumiony widz-obserwator musi złożyć tę mozaikę w całość, którą wcześniej wykoncypował i zaaranżował z myślą o nim pomysłowy autor.

Najprościej byłoby ustawić dziewięć kamer w dziewięciu różnych punktach i połączyć wszystko ze sobą. Po pierwsze, prestidigitator Rybczyński celowo utrudnił sobie zadanie, filmując poszczególne wątki, sceny i ujęcia w kilku różnych miejscowościach (!) opodal Łodzi. Po drugie, najpierw stworzył rzecz we własnej wyobraźni, rozrysowując przyszły film w formie scenopisu-partytury, a następnie – ściśle według ułożonego planu – zrealizował zdjęcia, wyznaczając kąty widzenia i trajektorie ruchu występujących aktorów z zegarmistrzowską precyzją i dokładnością: do ułamka sekundy. To dlatego właśnie, biorąc rzecz za oczywistą (choć taką wcale nie jest), nie możemy się do końca połapać w lokacjach kamerowej topografii i rozmaitych szczegółach. Makroobraz dziewięciu strumieni sfilmowanej realności odsłania przed nami swój aleatoryczny rozwój i wielonurtowe bogactwo.

Prawdę mówiąc, o wiele więcej nam się wydaje (moc ekranowego złudzenia), niż realnie się zdarzyło i miało miejsce przed kamerą. Dokumentalizm wiązki kinematograficznych zapisów i iluzja nim wywołana zostają tu wystawione na nie lada próbę własnej wiarygodności. Niby jednoznaczna deskrypcja rzeczywistego okazuje się nad wyraz pojemna w swych znaczeniach.

W wywiadzie udzielonym jesienią 1977 roku dziennikarzowi tygodnika „Film” autor powiedział: „Zawsze szukam symbolu sytuacji, której nie można poznać do końca”. To zdanie coś przypomina i natychmiast przywodzi na myśl. Istotnie, brzmi jak déjà vu. Za trzy lata powstanie oscarowe Tango, które już wtedy artysta miał w głowie i expressis verbis zapowiedział.
   

Marek Hendrykowski
"Magazyn Filmowy SFP", 64 / 2016
  24.02.2017
fot. archiwum własne
Krótkometrażowcy: Oj! Nie mogę się zatrzymać!
Copyright © by Stowarzyszenie Filmowców Polskich 2002 - 2017
Scroll