PORTAL
start
Aktualności
Filmy polskie
Box office
Baza wiedzy
Książki filmowe
Dokument
Scenarzyści
Po godzinach
Blogi
Konkursy
SFP
start
Wydarzenia
Pożegnania
Zostań członkiem SFP
Informacje
Dla członków SFP
Kontakt
ZAPA
www.zapa.org.pl
Komunikaty
Informacje
Zapisy do ZAPA
Kontakt
KINO KULTURA
www.kinokultura.pl
Aktualności
Informacje
Repertuar
Kontakt
STUDIO MUNKA
www.studiomunka.pl
Aktualności
Informacje
Zgłoś projekt
Kontakt
AKTORZY POLSCY
www.aktorzypolscy.pl
Aktualności
Informacje
Szukaj
Kontakt
FILMOWCY POLSCY
www.filmowcypolscy.pl
Aktualnosci
Informacje
Szukaj
Kontakt
MAGAZYN FILMOWY
start
O magazynie
Kontakt
STARA ŁAŹNIA
www.restauracjalaznia.pl
Aktualności
Informacje
Rezerwacja
Kontakt
PKMW
start
Aktualności
Filmy
O programie
Kontakt
Portal
SFP
ZAPA
Kino Kultura
Studio Munka
Aktorzy Polscy
Filmowcy Polscy
Magazyn Filmowy
Stara Łaźnia
PKMW
MENU
Sześćdziesiąt lat temu – 1 lutego 1957 roku – doszło do premiery "Zimowego zmierzchu" Stanisława Lenartowicza, jednego z najciekawszych debiutów w dziejach naszej kinematografii. Po tym „pierwszym kroku w chmurach” jego autor szybko jednak został sprowadzony na ziemię…
Lenartowicz skończył łódzką Szkołę Filmową w 1953 roku, a więc w czasach niezwykle opresyjnych dla kultury, kiedy jedyną słuszną – i urzędowo zadekretowaną – metodą twórczą w każdej dziedzinie aktywności artystycznej był realizm socjalistyczny. Młody adept sztuki reżyserskiej te kilka trudnych lat spędził w łódzkiej Wytwórni Filmów Oświatowych, gdzie udało mu się umknąć przed wymogami obowiązującej propagandy, realizując krótkie dokumenty: Zbiór i suszenie tytoniu (1952), Dur brzuszny (1952), Miniatury kodeksu Behema (1953), Ratujmy dzieła sztuki (1954). Ma na swym koncie jeszcze krótką fabułkę, pełną dydaktyzmu historyjkę o kolarzu dla sportowego sukcesu zostawiającego przyjaciela w potrzebie, która weszła w skład nowelowych Trzech startów (1954). Filmik był dość błahy, ale przynajmniej zrealizowany w dobrym towarzystwie: scenariusz na podstawie opowiadania Stanisława Dygata napisał Leopold Tyrmand, a w głównego bohatera wcielił się Zbigniew Cybulski.


"Zimowy zmierzch", fot. Filmoteka Narodowa

Zimowy zmierzch był poczwórnym debiutem. Scenariusz – według pomysłu reżysera – napisał Tadeusz Konwicki (wcześniej był współscenarzystą – z Kazimierzem Sumerskim – Kariery wyreżyserowanej przez Jana Koechera, 1954), muzykę zaś Adam Walaciński, znakomity krakowski kompozytor, który został później autorem partytur do ponad 120 filmów, a za kamerą stanął Mieczysław Jahoda, który wcześniej zdążył zrobić zdjęcia tylko do trzech krótkich metraży Wojciecha Jerzego Hasa – Zielarze z kamiennej doliny (1952), Karmik Jankowy (1952) i Harcerze na zlocie (1953, współreżyseria: Stanisław Urbanowicz) – a potem stał się jego nadwornym operatorem.

Fabuła Zimowego zmierzchu była dość wątła i – szczerze mówiąc – niezbyt oryginalna. Oto syn starego kolejarza powraca do domu ze świeżo poślubioną dziewczyną, której nie akceptuje ojciec. Jemu marzyła się jako synowa córka sąsiada, od dawna kochająca syna, a tu ten żeni się bez wiedzy i zgody ojca, na dodatek młoda żona okazuje się być w ciąży… Nie fabuła jednak, a nowatorska forma zadecydowała o randze artystycznej debiutu Lenartowicza. Zrealizowany po przełomie październikowym Zimowy zmierzch nie tylko bezceremonialnie zrywał z obowiązującym do tej pory socrealizmem, a szedł zdecydowanie dalej. W efekcie powstał chyba najbardziej ekspresjonistyczny film w dziejach naszej kinematografii. Lenartowicz w swej autorskiej wypowiedzi, z wydatną pomocą przyjaciół – Konwickiego i Jahody – poszukiwał nowych środków wyrazu, w dużym stopniu powierzając prowadzenie narracji obrazowi i uzupełniającej go dramaturgicznie muzyce Walacińskiego. Notabene debiutem podobnej rangi w poszukiwaniu formy wydaje się być dopiero zrealizowany szesnaście lat później pierwszy pełnometrażowy obraz Grzegorza Królikiewicza Na wylot (1972).

Główne walory debiutu Lenartowicza znakomicie wychwycił prof. Tadeusz Lubelski, czyniąc z nich śródtytuły w tekście towarzyszącym pakietowi DVD „50 lat Polskiej Szkoły Filmowej” (2008): A. „Akcja z niedopowiedzeń”, B. „Stare jest piękne”, C. „Prowincja jest równie piękna”, D. „Najmniej słów”, E. „Wiara w obraz”, F. „Rama religijna”, G. „Duch Kresów”.

Zimowy zmierzch nie spotkał się z aplauzem publiczności, krytyki, a zwłaszcza władz. Był trudny, dziwny, inny. Jedynie Aleksander Jackiewicz zauważył, że „Lenartowicz i Jahoda z prawdziwą pasją robią wszystko to, czego dotychczas robić nie było wolno”.
„Proszę sobie wyobrazić sytuację reżysera, którego debiut spotyka się z druzgocącą oceną – mówił reżyser Stanisławowi Janickiemu na łamach książki »Polscy twórcy filmowi o sobie« (1962) – [...] Jak wiadomo, dobre czy złe upomnienia pozostawały i sugerowały tych, od których zależała decyzja, czy można społeczne pieniądze powierzać bełkocącemu niemowie. W tej sytuacji miałem obowiązek przekonać tych, którzy mnie za takiego artystę uważali [...], że potrafię płynnie, bez jąkania się opowiadać zwykłe historyjki”. I tak z oryginalnego artysty zrobiono sprawnego rzemieślnika, czego dowodem późniejsze realizacje, m.in. Pigułki dla Aurelii (1958), Giuseppe w Warszawie (1964), Szkoda twoich łez (1983).

„»Chcę być wolny« – powiadał. Nie zależało mu nigdy na sławie, choć lubił, gdy o nim pamiętano i doceniano go. »Nigdy nie miałem dobrych recenzji, nie byłem ulubieńcem żadnych władz. I nie rozumiem, co to znaczy sława. Jak idę ulicą, ludzie mnie nie zaczepiają, może dlatego, że nie mam wypisane na czole: Lenartowicz? Poznają mnie za to gołębie, po ubraniu« – śmiał się niedawno” – pisała Magda Podsiadły, córka przyjaciół reżysera, w pośmiertnym wspomnieniu w „Gazecie Wyborczej”.

Jerzy Armata
"Magazyn Filmowy. Pismo SFP" 66, 2017
  16.04.2018
Krótkometrażowcy: "Święta rodzina"
Copyright © by Stowarzyszenie Filmowców Polskich 2002 - 2018
Scroll