PORTAL
start
Aktualności
Filmy polskie
Box office
Baza wiedzy
Książki filmowe
Dokument
Scenarzyści
Po godzinach
Blogi
Konkursy
SFP
start
Wydarzenia
Komunikaty
Pożegnania
Zostań członkiem SFP
Informacje
Dla członków SFP
Kontakt
ZAPA
www.zapa.org.pl
Komunikaty
Informacje
Zapisy do ZAPA
Kontakt
KINO KULTURA
www.kinokultura.pl
Aktualności
Informacje
Repertuar
Kontakt
STUDIO MUNKA
www.studiomunka.pl
Aktualności
Informacje
Zgłoś projekt
Kontakt
AKTORZY POLSCY
www.aktorzypolscy.pl
Aktualności
Informacje
Szukaj
Kontakt
FILMOWCY POLSCY
www.filmowcypolscy.pl
Aktualnosci
Informacje
Szukaj
Kontakt
MAGAZYN FILMOWY
start
O magazynie
Kontakt
STARA ŁAŹNIA
www.restauracjalaznia.pl
Aktualności
Informacje
Rezerwacja
Kontakt
PKMW
start
Aktualności
Filmy
O programie
Kontakt
Portal
SFP
ZAPA
Kino Kultura
Studio Munka
Magazyn Filmowy
Stara Łaźnia
PKMW
Aktorzy Polscy
Filmowcy Polscy
MENU
Jednym z najbardziej pechowych i niedocenionych w swoim czasie polskich filmów jest niewątpliwie "Nikt nie woła'. Gdyby ten awangardowy obraz doceniono tuż po jego premierze, to może jego twórca – Kazimierz Kutz – uchodziłby dzisiaj za jednego z prekursorów nowej fali.
Tak się nie stało. Kiedy w roku 1989 byłem na retrospektywie kina polskiego w Turynie, obecni na niej włoscy krytycy filmowi pytali: „Dlaczego tego filmu wcześniej nie pokazywano poza Polską, na międzynarodowych przeglądach i festiwalach?”. I z uznaniem porównywali dzieło Kutza m.in. do Czerwonej pustyni i później powstałych filmów Michelangela Antonioniego, mówiąc: „Kutz go wyprzedził, ale o tym nie wiedzieliśmy…”.

Tymczasem wtedy, gdy film powstał, w roku 1960, nie został w Polsce zrozumiany. Pokazywano go zresztą dopiero w roku 1961 i to tylko w dwóch kopiach; potem zdejmowano z ekranów z powodu niskiej frekwencji. Poza wąskim gronem przez długie lata prawie nikt tego filmu nie oglądał. W pierwszych recenzjach pisano, że jest „dziwny” i w pewnym sensie „zatruty przez artyzm”. Podobno na jego temat debatowało nawet Biuro Polityczne KC PZPR i od niego wyszedł zakaz wysyłania tego filmu za granicę. Obowiązywał przez prawie ćwierć wieku. Dlaczego? Tego, oczywiście, nigdy oficjalnie nie podano.

Kutz nakręcił Nikt nie woła na podstawie opowieści pod tym samym tytułem autorstwa Józefa Hena. Tyle że ta opowieść, napisana w roku 1956, ukazała się w formie książkowej dopiero po upadku PRL-u, w roku 1990. Po "Październiku ’56" krążyła w środowisku filmowców jako maszynopis.
Kutz zainteresował się nim, a Hen na potrzeby scenariusza przeniósł akcję z Uzbekistanu na tzw. Ziemie Odzyskane. Głównemu bohaterowi dopisał wątek podziemny, konspiracyjny. W rezultacie powstał film dalece odbiegający od literackiego pierwowzoru.

Fabuła jest dość wątła – młody człowiek trafia po wojnie na Ziemie Odzyskane. Chce zapomnieć o konspiracyjnej przeszłości i rozpocząć nowe życie. Ma tylko garnitur, płaszcz i plecak. Osiedla się w małym miasteczku, znajduje zajęcie przy ładowaniu beczek. Ponieważ jest przystojny, robi wrażenie na spotykanych kobietach. Z jedną z nich decyduje ułożyć sobie życie. Na przeszkodzie staje jego przeszłość – nie wykonał rozkazu organizacji podziemnej, nie zabił komunisty. I dlatego znów ucieka, gdy w miasteczku pojawia się jakiś człowiek z dawnej konspiracji. Dlaczego tak postępuje? Nie wiadomo…

Tę pełną niedopowiedzeń historię Kutz sfilmował poniekąd w kontrze do szkoły polskiej. Na pierwszy plan wysunął bowiem nie wątki rozrachunkowo-polityczne, lecz egzystencjalne. Wyeksponował sytuację psychologiczną bohaterów – zranionych poszukiwaczy miłości. Toteż akcja filmu toczy się ospale, poniekąd antyfabularnie. Kamera koncentruje się na twarzach aktorów i wysmakowanych plastycznie kontekstach scenograficznych, którymi są pokiereszowane domy, odrapane ściany, schody, okna, łóżko, wazon – rewelacyjnie zresztą oświetlane, co nietrudno dostrzec. Momentami ogląda się dzieło Kutza i autora zdjęć Jerzego Wójcika niczym album malarski – to obrazy, a nie dialogi budują nastrój, klimat i atmosferę filmu, sugerują też interpretacje.

Główne role w "Nikt nie woła" Kutz powierzył bardzo młodym wówczas aktorom – Henrykowi Boukołowskiemu i Zofii Marcinkowskiej. Oboje, jak się okazało, stworzyli filmowe role życia. Jednak trzy lata po zagraniu w filmie Kutza utalentowana, promieniująca energią i subtelnym erotyzmem aktorka, popełniła samobójstwo. Krążyła plotka, że z powodu nieszczęśliwego romansu z reżyserem. Ale naprawdę z powodu scysji ze swoim ówczesnym partnerem, aktorem Zbigniewem Wójcikiem. Myślała, że śmiertelnie go popchnęła na kant zlewozmywaka i sama w przerażeniu odkręciła kurki z gazem…

Kiedy nie tak dawno "Nikt nie woła" zostało zdigitalizowane i zaczęło wieść „drugie życie”,  zauważono, że ten film jest kopalnią wspaniałych kadrów. Można z nich zrobić kilkanaście wystaw fotografii, skonstatował jeden z recenzentów. W Bystrzycy Kłodzkiej, gdzie przed 56 laty kręcono zdjęcia plenerowe do filmu, zorganizowano poświęcone mu minimuzeum. Natomiast sam reżyser po uhonorowaniu Oscarem "Idy" Pawła Pawlikowskiego skromnie podkreślił, że ma w tym swój wkład…
Może ma…


Stanisław Zawiśliński
Magazyn Filmowy 11/2016
  23.02.2017
fot. Filmoteka Narodowa
W dialogu z Kieślowskim: inspiracje
Czas burzliwy. 1956 a polskie kino
Copyright © by Stowarzyszenie Filmowców Polskich 2002 - 2020
Scroll