PORTAL
start
Aktualności
Filmy polskie
Box office
Baza wiedzy
Książki filmowe
Dokument
Scenarzyści
Po godzinach
Blogi
Konkursy
SFP
start
Wydarzenia
Komunikaty
Pożegnania
Zostań członkiem SFP
Informacje
Dla członków SFP
Kontakt
ZAPA
www.zapa.org.pl
Komunikaty
Informacje
Zapisy do ZAPA
Kontakt
KINO KULTURA
www.kinokultura.pl
Aktualności
Informacje
Repertuar
Kontakt
STUDIO MUNKA
www.studiomunka.pl
Aktualności
Informacje
Zgłoś projekt
Kontakt
AKTORZY POLSCY
www.aktorzypolscy.pl
Aktualności
Informacje
Szukaj
Kontakt
FILMOWCY POLSCY
www.filmowcypolscy.pl
Aktualnosci
Informacje
Szukaj
Kontakt
MAGAZYN FILMOWY
start
O magazynie
Kontakt
STARA ŁAŹNIA
www.restauracjalaznia.pl
Aktualności
Informacje
Rezerwacja
Kontakt
PKMW
start
Aktualności
Filmy
O programie
Kontakt
Portal
SFP
ZAPA
Kino Kultura
Studio Munka
Magazyn Filmowy
Stara Łaźnia
PKMW
Aktorzy Polscy
Filmowcy Polscy
MENU
BAZA WIEDZY
ORGANIZACJE
Tuszyńska wychodziła w środku nocy, odprowadzana smutnymi spojrzeniami tych, którzy nie godzili się na to, co ze sobą robi. Menel siedzący pod Europejską rzucał do niej: „Do widzenia, do jutra, Tereska”. Niestety, miał rację.
Wojtek Frykowski uczesał się z przedziałkiem. Rano, mimo potężnego kaca, wziął kąpiel i założył najlepszy wizytowy garnitur. W Europejskiej (kawiarni na dole hotelu Europejskiego) na Krakowski
Przedmieściu był około południa. Przy stoliku czekał już na niego ojciec – łódzki fabrykant, człowiek bajecznie bogaty, który przez ostatnie kilka lat finansował nieustającą balangę syna.Spotkanie w akcie desperacji zorganizowała Ewa Frykowska, dwudziestotrzyletnia żona Wojtka,która sama opiekowała się ich trzyletnim synem, Bartkiem, co kilka dni zastając męża śpiącego na wycieraczce. Mieli porozmawiać we troje. Było lato 1962 roku. Roman Polański,,przyjaciel Frykowskiego, osiągnął właśnie wielką popularność dzięki nakręconemu kilka miesięcy wcześniej "Nożowi w wodzie" i Wojtek lubił się ogrzewać w blasku tego sukcesu. Ogrzewanie to polegało, przede wszystkim, na uczestnictwie w nieustającej imprezie ze słynnym reżyserem. Po dwudziestu minutach rozmowy wydaje się, że Frykowski dojrzał do roli ojca albo przynajmniej zdaje sobie sprawę, co musi w swoim życiu zmienić: odstawić alkohol, to na pewno (podczas obiadu pije wodę sodową z syfonu), odciąć się od kumpli i skoncentrować na życiu rodzinnym. Naturalnie. Oczywiście. Tak. Po godzinie bardzo wszystkich przeprasza, wstaje od stolika idzie do toalety. Po dwóch kwadransach jego nieobecności ojciec i żona już rozumieją, co się stało.
 
Roman Polański, fot. SFP

Polański wam pokaże

-W taki sposób zachowywała się większość ludzi związanych ze środowiskiem artystycznym Łodzi i Warszawy- – wspomina Ewa Morele. – Mój mąż, który uciekł od życia rodzinnego przez okno w ubikacji, nie był wyjątkiem. Życie tej bohemy toczyło się w rytmie nieustającej imprezy i tego rodzaju zachowania były traktowane jak dobry numer, wykręcony w stylu Marka Hłaski-. Na uciekającego od życia rodzinnego Frykowskiego czekał już pod Europejską Polański, który jego żony serdecznie nie znosił, więc doradził mu dyplomatyczne, ale rzeczowo rozwiązanie kłopotów rodzinnych: -Spotkaj się, wysłuchaj, nie skacz przez okno. Wody z syfonu pić nie musisz-. Od tamtego momentu Polańskiego i Frykowskiego zaczęto w środowisku artystycznym Łodzi i Warszawy nazywać „chłopcami od wody sodowej”. Była to jednak opinia słuszna tylko w odniesieniu do Frykowskiego. Polańskiego trochę krzywdziła, choć nic sobie z niej nie robił. -Bo miał zakodowane w DNA, wdrukowane w tyle głowy, że droga do sukcesu to suma kilku składowych: talentu, benedyktyńskiej pracy i dobrych relacji z ludźmi. Wojtek miał wdrukowane, żeby wypić pięćdziesiątkę do drugiego śniadania w Europejskiej- – pisał o nich Krzysztof Mętrak. Po latach słynny bywalec Frykowski przyjechał do Los Angeles robić karierę pisarską, ale - jak to ujął Hłasko - Trafił do miejsca, gdzie jest więcej pisarzy niż maszyn do pisania-. Tam, w jednej z kalifornijskich knajp, Wojtek zadzwonił do Romana, żeby ten przyjechał i„coś zrobił”, bo barman nie chce już podać Frykowskiemu alkoholu. -Stawiał Romana w takich sytuacjach. A ten musiał go okłamywać, że jest na planie albo ma ważne spotkanie i przeprasza, ale nie zainterweniuje w sprawie drinka- – wspominał w jednym z wywiadów Jerzy Kosiński, który utrzymywał kontakty z obydwoma przyjaciółmi. Frykowski z wrodzonego egotyzmu nie pojmował do końca skali sukcesu Romka. Niby wiedział o powodzeniu "Matni", "Wstrętu" i "Dziecka Rosemary"; widział przyjaciela na okładkach „Vanity Fair” i innych czasopism, ale nie przeszkadzało mu to w składaniu tego rodzaju próśb. -Przyjedzie Polański i was wyp…doli z pracy – mówił do obsługi jednej z dziesiątek jadłodajni w Los Angeles.

Hieny łóżkowe z piekiełka
Kawiarnia Europejska dzieliła się na dwie sale: bankietową, elegancką, szykowną, przeznaczoną dla dewizowych gości, oraz „nocną”, nazywaną przez bywalców „Piekiełkiem”. Po zmroku schodziło się schodami do podziemi hotelu – w wytworny i nieco zakazany świat nocnego życia. Nie było to miejsce dla grzecznych dziewczynek. Knajpa była elegancka, droga i pełna luksusowych prostytutek polujących na bogatych klientów. Milicja robiła co kilka dni naloty, zawijając wszystkie panie, które wydawały im się podejrzane. Oficjalnie w PRL prostytucja nie istniała. Typowa fikcja tamtych czasów- interwencja w celu podtrzymania nieistnienia. Pewna znana aktorka starszego pokolenia, która zagrała m.in. wiele kostiumowych ról w ważnych, epickich produkcjach, wspomina: -To było szalone miejsce w latach 60. Reżyserzy, alkohol, zabawa. Ubierałam się szykownie, ale nie byłam w gronie tamtych hien. Natomiast milicja kilkakrotnie zwijała mnie pod zarzutem uprawiania nierządu. Lądowałam na 48 godzin w brudnej, obskurnej celi razem z połową warszawskich prostytutek-. – -Ty to się przynajmniej z czystymi klientami zadajesz- – mówiły kojarząc moją twarz z telewizji. – -O higienę dbającymi- – wzdychały z zazdrością. Do Europejskiej wpadały również dziewczyny, które chciały zrobić karierę na skróty, przez stolik, przy którym zasiadali: Polański, Skolimowski, Piwowski  inni. Nazywano je „hienami łóżkowymi”. Kiedy jakaś młoda kobieta w dobrym, drogim ubraniu siedziała razem ze słynnymi reżyserami, od kogoś z sali często padało pytanie: -Z kim masz ten sweterek?-. Pytały inne dziewczyny, z prostackiej zawiści, ale i literaci, którzy wpadali do „knajpy filmowców” na kilka głębszych. Trudno powiedzieć, dlaczego utarło się na mieście, że Europejska to  miejsce bardziej dla ludzi filmu niż literatury.

Do jutra, Teresa
W taki sposób zachowywała się większość ludzi związanych ze środowiskiem artystycznym Łodzi i Warszawy – wspomina Ewa Morele. Można rzec: lokal ludzi świadomych, dbających o swoje kariery.Literaci pili, pisali, wydawali, książka wychodziła drukiem, ktoś ją czytał albo nie. Koledzy wiedzieli, że wyszła, co było ważne. Filmowcy musieli panować nad planem, aktorami, byli odpowiedzialni za wielkie pieniądze. Inny zawód. W Europejskiej wielu znanym ludziom filmu krajało się serce, bo na ich oczach więdła tam Teresa Tuszyńska, jedna z najpiękniejszych kobiet w polskim kinie przełomu lat 50. i 60. Sławę przyniosła jej rola w kultowym "Do widzenia, do jutra… " Janusza „Kuby” Morgensterna. Później wszystko odebrał jej alkohol. Wychodziła z knajpy w nocy, z rozmazanym makijażem, ledwo trzymając się na nogach. Menel siedzący pod Europejską rzucał do niej: -Do jutra, Teresa-. I niestety zazwyczaj miał rację. Kiedyś wybitny pisarz Julian Stryjkowski nie wytrzymał i zabiegł Tuszyńskiej drogę: -Ja się nie zgadzam! Jestem w Partii i mogę zakazać!-. Było to tuż przed definitywnym zerwaniem pisarza z PZPR w 1966 roku. Nie mógł jednak zrobić nic. Mimo odwagi i błyskotliwości. W 1956 roku, podczas odwilży, Stryjkowski usłyszał na jednym zebraniu w ZLP,że jest „budowniczym na froncie literatury”. Zerwał się i wykrzyczał do przewodniczącego Iwaszkiewicza: -Protestuję, to degradacja, do niedawna byłem inżynierem dusz ludzkich- . No ale żadna z tych funkcji nie pomogłaby mu w uratowaniu życia Teresie Tuszyńskiej, jednej z najpiękniejszych kobiet powojennej Polski.



Marek Łuszczyna
Magazyn Filmowy SFP, 27, 2013
  21.12.2013
Miejsce: Bristol
Kawiarnia PIW
Copyright © by Stowarzyszenie Filmowców Polskich 2002 - 2020
Scroll