PORTAL
start
Aktualności
Filmy polskie
Box office
Baza wiedzy
Książki filmowe
Dokument
Scenarzyści
Po godzinach
Blogi
Konkursy
SFP
start
Wydarzenia
Komunikaty
Zostań członkiem SFP
Informacje
Dla członków SFP
Kontakt
ZAPA
start
Komunikaty
Informacje
Zapisy do ZAPA
Kontakt
KINO KULTURA
start
Aktualności
Informacje
Repertuar
Kontakt
STUDIO MUNKA
start
Aktualności
Informacje
Zgłoś projekt
Kontakt
AKTORZY POLSCY
start
Aktualności
Informacje
Szukaj
Kontakt
FILMOWCY POLSCY
start
Aktualnosci
Informacje
Szukaj
Kontakt
MAGAZYN FILMOWY
start
O magazynie
Kontakt
STARA ŁAŹNIA
start
Aktualności
Informacje
Rezerwacja
Kontakt
Połącz
Logowanie
Rejestracja
Portal
SFP
ZAPA
Kino Kultura
Studio Munka
Aktorzy Polscy
Filmowcy Polscy
Magazyn Filmowy
Stara Łaźnia
MENU
W Katowicach – w 1978 roku – powstała druga w Polsce szkoła filmowa. Myślenie o szkole i pierwsze rozmowy miały miejsce rok wcześniej. Kto z kim rozmawiał? Stronami byli: ówczesny prezes Komitetu ds. Radia i Telewizji – Maciej Szczepański, ówczesny rektor Uniwersytetu Śląskiego Henryk Rechowicz, Włodzimierz Knobelsdorf (politolog, który miał zostać pierwszym dziekanem Wydziału Radia i Telewizji) oraz „grupa inicjatywna", w skład której wchodzili młodzi pracownicy naukowi Uniwersytetu Śląskiego – z późniejszą wieloletnią dziekan Wydziału, Krystyną Doktorowicz na czele.
Wkrótce dołączyć mieli do zespołu pracownicy Zakładu Historii i Teorii Filmu UŚ pod kierownictwem legendarnej polskiej filmoznawczyni prof. Alicji Helman. Burze mózgów, gigantyczne płachty papieru ręcznie zapisywane wytycznymi do programów ramowych, na pewno hektolitry kawy i… z całą pewnością przeświadczenie, że powstaje coś nowego, bez precedensu w strukturze polskich uniwersytetów – uniwersytecki wydział sztuki.

Dlaczego Katowice?
Bo był tu jeden z najmłodszych uniwersytetów w Polsce, hołubiony przez władzę, a jednocześnie ze świetną kadrą, bardzo dobrym zapleczem naukowo-technicznym. Bo tu, w bezpośrednim sąsiedztwie przyszłej siedziby Wydziału (Ośrodek Postępu Technicznego), działała prężna wtedy wytwórnia telewizyjna „Poltel” ze znakomitą bazą sprzętową i halami, w których realizowane były duże produkcje dla Telewizji Polskiej i telewizji zagranicznych, kilkaset metrów dalej miał swoją siedzibę (i ma do dnia dzisiejszego) przeżywający wtedy swoje wspaniałe lata katowicki ośrodek TVP. Bo, (a raczej przede wszystkim) Szczepański chciał mieć jednostkę kształcącą świetne kadry do nowocześnie robionej, aczkolwiek pozostającej w ideowym kluczu telewizji… O ile pierwsze marzenie prezesa się ziściło, to drugie z nich miało się okazać niewypałem.
Natomiast w Łodzi w owym czasie panował kryzys. Pod rządami rektora Stanisława Kuszewskiego mocno została przykręcona śruba ideologii, co musiało być boleśnie odczuwane przez środowisko związane z tak z założenia awangardową szkołą artystyczną. Kiedy więc poszła wieść, że coś zaczyna się formować na Śląsku, oczy tych, którzy marzyli o filmowej robocie zwróciły się na Katowice.
Pierwszy nabór ruszył w roku akademickim 1978/79. Kierunki, które można było studiować na otwartym wtedy Wydziale Radia i Telewizji to: reżyseria filmowa i telewizyjna, reżyseria radiowa (zupełne novum w Polsce), organizacja produkcji, a także dziennikarstwo. Od drugiego roku działania szkoły dziekanem został Edward Zajiček, który doładował środowisko potężną dawką własnej energii, zawodowego doświadczenia i twórczych pomysłów. Co okazać się miało bezcenne – zaprosił do współpracy dydaktycznej…

…wielkie postaci polskiego kina.
Wykładowcami zostali ci, którzy w ogromnej mierze decydowali w owym czasie o randze polskiej kinematografii: Krzysztof Kieślowski, Kazimierz Kutz, Krzysztof Zanussi, Edward Żebrowski. Od 1980 roku Zakład Realizacji Obrazu prowadził Krzysztof Winiewicz, autor zdjęć do "Zezowatego szczęścia" i "Pasażerki"Andrzeja Munka, "Niewinnych czarodziei"Andrzeja Wajdy… Już wkrótce z Wydziałem miał się na stałe (aż po dzień dzisiejszy) związać inny wybitny twórca – Bogdan Dziworski, który w latach następnych był również dziekanem WRiTV. Dla większości tych wyjątkowej rangi artystów dydaktyka była zupełnie nowym doświadczeniem. Jak twierdzą ich ówcześni studenci, twórcy podeszli do tego zadania z pasją, „nie dawkowali siebie” jako wykładowcy i – co było wyjątkowo cenne – jako artystyczni partnerzy tych młodych ludzi. Zresztą trafił „swój na swego”… Na podyplomowym wtedy kierunku reżyserii filmowej zgromadził się studencki „dream team”: Waldemar Krzystek, Krzysztof Lang,Piotr Łazarkiewicz, Magdalena Łazarkiewicz, Krzysztof Magowski, Maria Zmarz-Koczanowicz. Agnieszka Holland w "Nieobecności" – poruszającym dokumencie Magdaleny Łazarkiewicz poświęconym Piotrowi Łazarkiewiczowi – przybliża tamtą sytuację: „To była grupa ambitnych, młodych ludzi, którzy mieli przeświadczenie, że tu (w Katowicach – przyp. A.S.) będzie się poważnie rozmawiać o kinie i robić takie kino, jakiego chcieli. Szkoła katowicka stawała się wówczas prawdziwą alternatywą dla trzymanej wtedy politycznie za gardło Łodzi… Zaprosili mnie jako młodego reżysera, który był jakoś dla nich interesujący. Nie chciało mi się do tych Katowic jechać i powiedziałam, że pojadę, jeśli Magda pojedzie ze mną. Ona zdawała wtedy na reżyserię do Łodzi, ale stwierdziłyśmy, że nie zaszkodzi sprawdzić, co się w tych Katowicach dzieje…”. Dziać się musiało naprawdę dobrze, nastąpiła prawdziwa eksplozja entuzjazmu wobec tej nowatorskiej inicjatywy.
„Przez pierwsze dwa, trzy lata było to prawdziwe Eldorado dla tych, którzy przyszli tu studiować” – mówi prof. Krystyna Doktorowicz. – „Zaplecze techniczne było imponujące, Wydział wyposażony był w najlepszy, dostępny wtedy sprzęt, pawilony Ośrodka Postępu Technicznego, które dzisiaj mogą stanowić scenografię dla obrazów o latach 80. wtedy zachwycały nowoczesnością. Były to w dodatku tereny znajdujące się w granicach kilkusethektarowego Parku Kultury i Wypoczynku – dumy Katowic. Mieliśmy do dyspozycji fantastyczną salę projekcyjną na kilkaset miejsc, w której odbywały się pokazy filmów z najwyższej światowej półki – Piera Paola Pasoliniego, Ingmara Bergmana, Sama Peckinpaha, Jean-Luca Godarda, Akiry Kurosawy… Wszyscy czuliśmy się jak w filmowym niebie. Ale już wkrótce czekał nas bardzo niebezpieczny zakręt –

– stan wojenny
i jego ponure dla Wydziału konsekwencje, z których najboleśniejsza była podjęta w 1982 roku decyzja o zawieszeniu naboru na wszystkie kierunki poza organizacją produkcji. Nagle Wydział stracił pełne oparcie finansowe, jakie miał w Radiokomitecie, a trzeba pamiętać, że była to epoka, w której instytucje powoływało się jednym telefonem. I jednym telefonem unicestwiało…”. Najtrudniejszym doświadczeniem musiało być to radykalne ucięcie swobody twórczej, impetu, atmosfery prawdziwej akademii sztuki, gdzie – jak mówi Magdalena Łazarkiewicz – można było o dowolniej porze dnia i nocy zadzwonić do Krzysztofa Kieślowskiego i ciągnąć temat z zajęć, gdzie trwała fantastyczna wymiana twórczej energii. I nagle wokół tej atmosfery „akademii platońskiej” rozległ się chichot historii – szkoła była przecież, przynajmniej z nazwy Wydziałem Radia i Telewizji… Media państwowe, telewizja przede wszystkim, w demonstracyjny sposób stały się tubą ideologii, co – jak pamiętamy – spotkało się z kontrreakcją środowisk twórczych w postaci ostentacyjnego bojkotu mediów. Wśród tych, którzy w ów bojkot się wpisali byli oczywiście także wykładowcy WRiTV. Absolwenci znaleźli się przed ścianą dramatycznego wyboru. „Panowała wtedy zasada – wspomina Magdalena Łazarkiewicz – że dwa filmy zrealizowane dla telewizji były warunkiem do zaliczenia debiutu kinowego. Było oczywiste, że nie chcieliśmy się wpisać w reżimowe media, a inne, oficjalne możliwości działania prawie dla nas nie istniały…To bardzo zaciążyło na naszych biografiach, cała procedura koniecznej wędrówki po kolejnych szczeblach zawodowej praktyki była żmudna i trudna. Ostatecznie jednak cały pierwszy rocznik został wchłonięty przez kinematografię, my z Piotrem zostaliśmy przyjęci do zespołu „Tor”, który wydał nam się filmowym rajem. Co więcej – dostaliśmy etaty adeptów, co wiązało się z niewielkim, ale stałym zabezpieczeniem socjalnym”.
Cóż, na szczęście – tempus fugit… Po dwóch latach przerwy w naborze na większość kierunków kształcenia w WRiTV została podjęta decyzja o przywróceniu całościowego kształcenia. Wydział wrócił do normalnego funkcjonowania, aczkolwiek jego bezprecedensowa w polskim szkolnictwie artystycznym sytuacja wymagała od kadry sporej fleksybilności i ogromnej determinacji w utrzymywaniu status quo. Według prof. Krystyny Doktorowicz (której staż jako pracownika, prodziekana i dziekana jest wyjątkowy), lata 90. stanowiły bardzo istotną dla Wydziału dekadę ze względu na ostateczne ukorzenienie się w strukturze uniwersytetu i akceptację ze strony środowiska naukowego i administracyjnego uczelni. „Zdarzało się przecież nagminnie, że ten nasz »Wydział Nauk Nieistniejących«, jak go kiedyś w desperacji określiłam, musiał odpierać zarzuty o »nienaukowość«, kosztowność kształcenia, hybrydyczność struktury itp. Były pomysły wcielenia go jako Instytutu jedynie w strukturę Wydziału Nauk Społecznych. Na szczęście, całkiem spora grupa kolegów wykładowców z innych wydziałów dostrzegała jego innowacyjność i atrakcyjność formuły”. Kolejny rektor UŚ, wybitny humanista prof. Tadeusz Sławek, był wielkim przyjacielem Wydziału i orędownikiem wzmacniania jego pozycji. To podczas jego kadencji w 2001 roku Wydział został nazwany imieniem Krzysztofa Kieślowskiego. Pomimo jednogłośnego aplauzu wobec osoby patrona, przeprowadzenie samej procedury znów wymagało uporu i determinacji. Obecny rektor prof. Wiesław Banyś swój stosunek do środowiska filmowego i Wydziału zadeklarował jednoznacznie – za jego urzędowania i dzięki jego przychylności podjęta została fundamentalna decyzja o budowie nowej siedziby WRiTV w samym centrum miasta.





Czas teraźniejszy, czyli kształcenie
odbywa się w ramach trzech kierunków: Realizacji Obrazu Telewizyjno-Filmowego i Fotografii, Reżyserii Filmowo-Telewizyjnej, Zarządzania Mediami i Organizacji Produkcji Filmowej i Telewizyjnej. W ich strukturze pracuje kilkudziesięciu wykładowców i nauczycieli akademickich, wśród których są wybitni twórcy, bywa że związani z Wydziałem od wielu dekad (na przykład profesorowie Bogdan Dziworski i Krzysztof Zanussi). Oni współtworzą czas teraźniejszy zarówno WRiTV, jak i polskiej kinematografii: Andrzej Fidyk, Adam Sikora, Marcin Koszałka, Maciej Pieprzyca, Magdalena Piekorz, Dagmara Drzazga, Filip Bajon, Jerzy Łukaszewicz, Adam Bajerski, Michał Rosa, Leszek Wosiewicz. Pod ich opieką powstają znaczące pod względem artystycznym etiudy studenckie. „Trudno wyobrazić sobie ich realizację – mówi prof. Doktorowicz – gdyby nie jakże istotne wsparcie PISF-u, który od początku swojej działalności dofinansowuje etiudy z funduszu programów operacyjnych związanych z edukacją”.
O specyfice procesu dydaktycznego wypowiada się szef Zakładu Reżyserii – Andrzej Fidyk: „Cóż – mówi czołowy polski dokumentalista (związany z WRiTV już od 1996 roku) – reżyseria to dziwny przedmiot do nauczania. Wymyka się klasycznej dydaktyce, weryfikują go dopiero filmy, które zrobią kiedyś studenci. To ptak, który musi mieć dwa sprawne skrzydła – jedno, to dar boski, czyli talent, drugie – to rzemiosło. Jeśli nie ma balansu – ptak spada… Pracując z tymi, którzy tu po tę naukę rzemiosła przychodzą, absolutnie nie chcę, żeby robili »moje filmy«. Pomagam im znaleźć własną formułę opowiadania samych siebie… Lubię i potrafię uczyć, mam to pewnie w genach – moi rodzice byli nauczycielami. Wprowadziłem zasadę, że nie ograniczamy się tylko do zajęć na Wydziale – mają do mnie kontakt, piszemy do siebie, rozmawiamy, dyskutujemy, kiedy jest im to jakoś potrzebne i ważne dla rozwoju pracy”.
Adam Sikora (od 2008 roku w kadrze WRiTV, obecnie kierujący Zakładem Realizacji Obrazu) komentuje: „Mam pewien problem z dydaktyką. Nie chcę »sprzedawać samego siebie«. To znaczy – nie chcę stawiać siebie w pozycji jakiegoś mistrza, guru, alfy i omegi. Chcę ich przede wszystkim otwierać na zawód. Często przy tym powracam pamięcią i odnoszę się do fenomenalnych zajęć, jakie miałem w Łodzi z Jerzym Wójcikiem, zwracam uwagę na to, co uniwersalne w zawodzie, uwrażliwiam ich na rolę światła, kompozycję kadru, specyfikę budowania narracji filmowej… Oczywiście, nie robię uników, kiedy chcą wiedzieć, »jak robię to, co robię«, po każdym kolejnym planie filmowym dzielę się doświadczeniami, czasem ich na ten plan zabieram. Zresztą to jest ciągła wymiana energii – w tej chwili w skład Zakładu stopniowo wchodzi grupa młodych, niezwykle utalentowanych wychowanków Wydziału – jak Tomek Woźniczka i Paweł Chorzępa. Ich sukcesy zawodowe i obecność w Zakładzie ogromnie cieszą, bo to też potwierdzenie sensowności naszej pracy jako nauczycieli.” 

Czas przyszły – nowa siedziba…
Oczekiwana, wymarzona, dyskutowana i negocjowana „ze światem” od prawie dziesięciu lat. Bryłą i fasadą nawiązująca do idiomu śląskiego w architekturze, czyli z czerwonoceglaną – jak domy na Nikiszu – elewacją, wewnątrz – europejska, światowa pod względem standardu wykończenia i wyposażenia. Autorami wyłonionego drogą zorganizowanego przez SARP konkursu jest warszawska Grupa 5 Architekci i studio BAAS z Barcelony. Przy realizacji współpracuje katowickie Biuro Projektowe Małeccy. Oficjalne otwarcie będzie miało miejsce jeszcze w tym roku. Jakie plany i oczekiwania w związku z przeprowadzką mają wykładowcy i jednocześnie animatorzy WRiTV? Prof. Krystyna Doktorowicz, szefowa Zakładu Zarządzania Mediami i Organizacji Produkcji oraz jednocześnie Prodziekan ds. Budowy Wydziału i Promocji zakłada, że w nowej przestrzeni, jakże różnej od nadwyrężonych zębem czasu, ciasnych pawilonów OPT, zaistnieje także nowa jakość kształcenia w tej wyjątkowo trudnej dziedzinie. Wychodząc naprzeciw dużemu zapotrzebowaniu na zawody usługowe, choćby w zakresie reklamy i bieżącej produkcji telewizyjnej, Wydział doposaża się w sprzęt i oprzyrządowanie wysokiej klasy, które sprosta wymogom technicznym przez kilka najbliższych lat i zaspokoi potrzeby zarówno polskich, jak i zagranicznych studentów, na których WRiTV chce się szerzej otworzyć. Powrócą również studia dziennikarskie w ramach projektu rozpisanego wspólnie z Wydziałem Filologicznym UŚ. Ze względu na centralną lokalizację WRiTV wzmocniona zostanie dotychczasowa współpraca ze świetnymi szkołami artystycznymi Katowic (Akademia Sztuk Pięknych, Akademia Muzyczna z jedynym w Polsce Wydziałem Jazzu), z wieloletnim partnerem jakim jest Instytucja Filmowa „Silesia-Film” i z całym Uniwersytetem. Bliskie sąsiedztwo katowickiej strefy kultury z kultową już w regionie i w kraju Siedzibą NOSPR-u, Międzynarodowym Centrum Kongresowym i nową monumentalną siedzibą Muzeum Śląskiego daje pewność, że katowicka filmówka, jedna z najlepszych w kraju artystycznych uczelni trafi we właściwe środowisko. Adam Sikora – wizjoner nie tylko z racji profesji, nie kryje swojego entuzjazmu: „W nowym budynku, dzięki o niebo lepszym warunkom lokalowym i zakupom sprzętu, szkoła zacznie działać jako niezależne i samodzielne studio produkcyjne. Cała technologia do postprodukcji będzie tu, na miejscu. Świetnie, że nowy adres to praktycznie ścisłe centrum miasta – liczymy na rodzaj sprzężenia zwrotnego…”.

Czas przeszły niedokonany, czyli absolwenci
Postawienie pytania „jacy są, co ich odróżnia od tych, którzy kończą inne uczelnie filmowe” wydawać się może absurdalne, a jednak… Magdalena Łazarkiewicz zapytana o ewentualną więź, czy poczucie wspólnoty wśród jej niegdysiejszych uczelnianych kolegów odpowiada: „Cóż, to chyba jednak duch Kieślowskiego patronujący z góry… Jakoś jesteśmy wszyscy w swoich filmach bliżej życia, bliżej tego »co«, a nie tylko »jak«”. Andrzej Fidyk i Adam Sikora zgodnie podkreślają, że to bycie „blisko życia” przekłada się na znakomitą zdolność katowickich absolwentów do radzenia sobie we wszystkich, zaskakujących nieraz sytuacjach zawodowych. Być może niełatwe (za wyjątkiem najwcześniejszego etapu) dotychczasowe losy szkoły na wszystkich, którzy ją współtworzą zadziałały hartująco? No i jest jeszcze kontekst geograficzny… wszak – jak mawia Lech Majewski – my tu mamy dodatkową energię życiową, bo siedzimy na pokładach węgla... Nie bez przyczyny katowicka filmówka ma swój Węgiel Film Festiwal.
Absolwenci pierwszych legendarnych roczników, ci z lat 80. i 90., to obecnie wielkie nazwiska i piękne postaci. Uhonorowywani Lwami i Orłami polskiego kina, Kijankami Camerimage, laurami z Europy i świata. Wśród tych najmłodszych – Karolina Bielawska i Kuba Czekaj z nominacjami do Paszportów Polityki. Jak w każdym macierzystym środowisku sztuki czas biegnie tu dwojako – linearnie i koliście. Ars longa, vita brevis – Marcin Wrona, absolwent i wykładowca WRiTV swojego Demona zadedykował wielkiemu nauczycielowi Wydziału, Edwardowi Żebrowskiemu.


Anita Skwara
  23.02.2017
Leszek Kopeć: Szkoła, która wychodzi do ludzi
Copyright © by Stowarzyszenie Filmowców Polskich 2002 - 2017
Scroll