PORTAL
start
Aktualności
Filmy polskie
Box office
Baza wiedzy
Książki filmowe
Dokument
Scenarzyści
Po godzinach
Blogi
Konkursy
SFP
start
Wydarzenia
Komunikaty
Pożegnania
Zostań członkiem SFP
Informacje
Dla członków SFP
Kontakt
ZAPA
www.zapa.org.pl
Komunikaty
Informacje
Zapisy do ZAPA
Kontakt
KINO KULTURA
www.kinokultura.pl
Aktualności
Informacje
Repertuar
Kontakt
STUDIO MUNKA
www.studiomunka.pl
Aktualności
Informacje
Zgłoś projekt
Kontakt
AKTORZY POLSCY
www.aktorzypolscy.pl
Aktualności
Informacje
Szukaj
Kontakt
FILMOWCY POLSCY
www.filmowcypolscy.pl
Aktualnosci
Informacje
Szukaj
Kontakt
MAGAZYN FILMOWY
start
O magazynie
Kontakt
STARA ŁAŹNIA
www.restauracjalaznia.pl
Aktualności
Informacje
Rezerwacja
Kontakt
PKMW
start
Aktualności
Filmy
O programie
Kontakt
Portal
SFP
ZAPA
Kino Kultura
Studio Munka
Magazyn Filmowy
Stara Łaźnia
PKMW
Aktorzy Polscy
Filmowcy Polscy
MENU
Nie ma drugiego takiego miejsca i drugiego takiego wydarzenia na festiwalowej mapie Polski. Koszaliński Festiwal Debiutów Filmowych „Młodzi i Film” obchodzi w tym roku 40-lecie. W czasach, gdy dążenie do wiecznej młodości jest na porządku dziennym, pytanie o to, czy tak dojrzała stażem filmowa impreza zachowała świeżość, odwagę i bezkompromisowość – po prawie 40 edycjach – wydaje się zasadne. I wcale nieprowokacyjne.
Festiwal „Młodzi i Film” jako jedna z nielicznych imprez w kraju oferuje tak pełny, a przy tym bezpłatny i zróżnicowany przegląd pierwszych dokonań przedstawicieli najmłodszego pokolenia polskich filmowców: studentów szkół filmowych i artystycznych. Bywają lata, że w preselekcji znajduje się około 300 krótkich metraży. Ostatecznie nabór przechodzi prawie 80 tytułów (najwięcej 74). Pokazywane w dwóch konkursach krótkie i długie metraże (tutaj trafia nie więcej niż 12 tytułów, co pokazuje analiza z ostatnich 10 lat) powinny stanowić zapowiedź tego, w jakim kierunku zmierza nasze kino. Czy rzeczywiście tak jest? „Niekoniecznie zapowiedź. Można to przecież traktować jako swoisty przegląd tego, co najciekawsze i najlepsze w danym roku” – mówił śp. Marcin Wrona, w wywiadzie podsumowującym 33. Koszaliński Festiwal Debiutów Filmowych, kiedy to stał na czele jury Konkursu Pełnometrażowych Debiutów Fabularnych. Nagroda główna powędrowała wtedy do Krzysztofa Skoniecznego za Hardkor Disko. – „O ile wyobrażam sobie, że połowa reżyserów pokazująca swoje debiuty w konkursie pełnego metrażu zafunkcjonuje na stałe w zawodzie i będzie regularnie realizować filmy, trudno wymagać, aby autorzy prawie 100 krótkich metraży z takim samym sukcesem i możliwościami weszli na stałe do zawodu reżysera za parę lat i znaleźli swoje miejsce. Tego im życzę, ale ze strony czysto praktycznej nie jest to możliwe. Rynek nie pomieści tylu reżyserów. Czas zweryfikuje ich determinację i talent. Nieliczni przetrwają i dotrą stopień wyżej kilka lat później, czyli do konkursu pełnych metraży. To nawet nie będzie połowa. Ale dobrze, że festiwal organizuje tak bogaty przegląd krótkometrażówek. To sygnał dla każdego z młodych twórców: masz zadatki. Co dalej? Czas pokaże”.

 
Laureaci 29. MiF,  Fot. Archiwum Centrum Kultury 105 w Koszalinie

W 2020 roku odbył się 39. festiwal. Padło wiele ważnych słów przed okrągłą rocznicą, ale też w związku z tym, że była to pierwsza edycja festiwalu organizowana w reżimie sanitarnym podczas trwającej pandemii. Była to jedna z nielicznych imprez, które odbyły się stacjonarnie, a nie online. Wszystko zakończyło się sukcesem, organizatorzy stanęli na wysokości zadania, gwarantując, by tak widzowie, jak i twórcy, mogli poczuć się bezpiecznie, powracając do kina. Podczas gali zamknięcia Bartosz Kruhlik, laureat Wielkiego Jantara za pełnometrażową fabułę Supernova, powiedział: „Pierwszy film, to jest coś, co nas określa, definiuje każdego reżysera, każdego filmowca”. Wielu osobom obecnym na sali przypomniały się wówczas słowa Andrzeja Wajdy: „Filmowcem stajesz się wtedy, kiedy zobaczysz swoje nazwisko na ekranie w napisach końcowych lub w czołówce. I rzeczywiście tak jest. Stajemy się wtedy nie tylko filmowcami, podpisujemy się pod pewnym programem artystycznym, ideowym, estetycznym, pod deklaracją wyborów. Określamy siebie jako artystów. Pierwszy film jest najważniejszym krokiem, potem są następne, ale one już są mniej istotne, bo zaczynamy wypełniać swój zawodowy obowiązek. Debiut pokazuje, kim jesteśmy, jak się nazywamy i jakie nazwisko będziemy chcieli chronić do końca życia”.

Na pewno ważną i dobrą zmianą okazała się rezygnacja z międzynarodowego charakteru imprezy (przez pewien czas Konkurs Pełnometrażowych Debiutów Fabularnych był otwarty na europejskie produkcje z regionu). Jak powiedziała Edyta Wróblewska, która na Koszalińskim Festiwalu Debiutów Filmowych otrzymała dwa wyróżnienia: w 2008 roku za PRL de Lux i w 2010 za Alę z elementarza, ale zasiadała również w jury Konkursu Krótkometrażowych Debiutów Filmowych: „Festiwal poświęcony tylko i wyłącznie polskim debiutom jest potrzebny, choćby z tego powodu, że to okazja, żeby porównać te pierwsze filmy ze sobą, zobaczyć, jakim głosem mówią młodzi krajowi filmowcy, czego szukają w kinie, co ich interesuje i w jaki sposób próbują to pokazać. Ten festiwal daje przedsmak tego, co będzie się działo w głównym nurcie polskiego kina za kilka lat. Lub czego w nim nie zobaczymy. To podglądanie przez dziurkę od klucza jest bardzo ważne. Sprawia, że debiutanci czują, że stają się częścią środowiska. Ale czują też, że bez osoby czy instytucji, która im zaufa, da szansę, nie będą mogli utrzymać się w filmowej branży, jak to się kolokwialnie mówi »żyć z kina«. Tu festiwal odgrywa znaczącą rolę, jest pomostem między młodym twórcą a doświadczonym producentem, dystrybutorem czy script doctorem”.

Jej słowa zdaje się potwierdzać Tomek Wasilewski, który zadebiutował obrazem W sypialni w 2012 roku, a kilka lat później odebrał Srebrnego Niedźwiedzia na 66. MFF w Berlinie. Wasilewski podkreśla: „Dla mnie, jako wtedy debiutującego reżysera, bardzo ważnym było zrobienie kolejnego kroku, kolejnego filmu. Przede wszystkim poznanie nowych producentów. Festiwal taki jak »Młodzi i Film« jest swego rodzaju przepustką dla filmowca”.

Bez czerwonych dywanów
Pierwszy film istotnie często definiuje charakter filmowego pisma, ale zdarza się też, że jest po prostu wprawką, próbą opowiedzenia o świecie przy pomocy nowych narzędzi, języka, który nie jest jeszcze do końca znany i świadomie, precyzyjnie wykorzystywany. Co zatem stanowi o tym, że nawet obrazy niewolne od błędów mają szansę zafunkcjonować na festiwalu „Młodzi i Film”? Organizatorzy tłumaczą, że w zgłaszanych tytułach nie doszukują się perfekcjonizmu w montażu, inscenizacji czy w prowadzeniu aktorów, tylko świeżości oraz atrybutów młodości. Zgłaszane filmy nie są pozbawione błędów, ale jeśli te potknięcia wypływają z serca, ze spontaniczności, z odwagi opowiadania i mówienia o świecie, to one podnoszą walor produkcji. „Film może zawierać błędy, ale dla mnie najważniejsze są trzy kryteria: szczerość, odwaga i osobisty wymiar, wtedy film się obroni” – mówi Janusz Kijowski, dyrektor programowy festiwalu. – „Nie szukam perfekcji w debiutach, one nie mogą być podróbką, nie mogą naśladować, kopiować mód i trendów. Szukam filmów uczciwych i odważnych w penetracji estetycznej czy moralnej, w docieraniu do tematu i aktora. Jeżeli się z tego aktora wydobywa coś więcej niż tylko jego powierzchowność, pozwala się mu zaistnieć swoim wnętrzem i emocjonalnością – wtedy rośnie temperatura odbioru. Odczuwam wówczas osobistą satysfakcję, że mogę taki film zaprosić do Koszalina”.

Reżyserzy, którzy pokazują swoje debiuty na festiwalu, tak pełne jak i krótkie metraże, często zwracają uwagę na nazwę imprezy. Mówią, że „Młodzi i Film” to dla ich pewnego rodzaju deklaracja, że te dwa słowa dają im legitymację do poszukiwań, ale też do autorskiej wypowiedzi. Przyznają, że czują, iż to wydarzenie robione z myślą o nich – z nimi i dla nich. To też często pierwsza możliwość zetknięcia się z festiwalem jako takim, czyli miejscem, przestrzenią i ludźmi, gdzie inicjacyjnie można pokazać swój pierwszy film, spotykać się z krytyką i opiniami nie tylko publiczności, ale też kolegów, profesorów, branży. To szansa na zaprezentowanie się i zderzenie z gustami odbiorców. U podstaw nazwy festiwalu – dziś afirmującej odwagę poszukiwań twórczych, bezkompromisowość, brak koniunktury, szczerość i siłę intencji – leżą jednak inne założenia. Hasło, które w latach 70. oznaczało co innego, przemierzyło taką drogę jak sam festiwal, zainicjowany w 1973 roku przez ZMS, czyli mocno partyjną organizację młodzieżową. Zgodnie z założeniami organizatorów impreza miała odebrać prymat innym polskim festiwalom – w Łagowie, a potem w Gdańsku. Do Koszalina miała przyjeżdżać młoda generacja filmowców, z kolei ich starsi, doświadczeni koledzy mieli jeździć właśnie do Gdańska albo do Łagowa. Ten podział się nie sprawdził. Festiwal „Młodzi i Film” zaczął przyciągać wszystkich, stając się panoramą debiutów, a tym samym areną dla debiutantów w różnym wielu. Bo o ile w krótkim metrażu pokazują swoje pierwsze dokonania bardzo młodzi ludzie, to w Konkursie Pełnometrażowych Debiutów Filmowych zdarzają się młodzi, nastoletni reżyserzy, ale też tacy po... pięćdziesiątce (Jerzy Kowynia z filmem Kamczatka w 2013), a nawet po siedemdziesiątce (Michał Szczerbic z filmem Sprawiedliwy w 2015). Gdy padały zarzuty o zasadność przyjmowania dzieł twórców debiutujących w tym wieku, najlepszą odpowiedzią była deklaracja Pawła Strojka, dyrektora festiwalu i Centrum Kultury 105 w Koszalinie: „My nikomu w metrykę nie zaglądamy. Co najwyżej w metryczkę filmu!”.

Właśnie dzięki różnorodności festiwal „Młodzi i Film” stał się swoistym forum do międzypokoleniowej dyskusji. To miejsce przyjazne ludziom – jedna z młodych uczestniczek zwróciła uwagę, że słowo „Młodzi” według niej odnosi się zarówno do filmowców, jak i odbiorców. Chodzi nie o datę urodzenia, ale o podejście do kina po obydwu stronach ekranu. „Film” z kolei łączy – nie ważne, czy wyraża się to w powszechnej akceptacji dzieła, czy w prowokacji do dyskusji i gorących sporów... Gdzie, jeśli właśnie nie na sali kinowej, a później podczas dyskusji „Szczerość za szczerość”, mają szansę spotkać się przedstawiciele różnych pokoleń i przekonań? Łukasz Palkowski, twórca głośnego debiutu Rezerwat wspomina swoje zdziwienie, ale i wielką radość, kiedy na cześć jego filmu organizatorzy festiwalu zdecydowali się tak nazwać jedną z festiwalowych restauracji. Chyba na żadnej z imprez nie jest tak skrócony dystans na linii organizatorzy-twórcy oraz twórcy-widzowie, jak właśnie w Koszalinie. „U nas nie ma czerwonych dywanów!” – rokrocznie przekonuje Janusz Kijowski. I to stanowi o sile i fenomenie imprezy, to ją wyróżnia, daje prawo do reprezentowania młodych.

Robert Jaworski/Młodzi i Film / Centrum Kultury 105 w Koszalinie

Zakulisowe konteksty
„Młodzi i Film” to nie tylko kino, to także wydarzenia okołofilmowe. Wymyślone przez Zygmunta Kałużyńskiego i opatrzone przez niego hasłem dyskusje „Szczerość za szczerość” – prowadzone po konkursowych projekcjach krótkich i długich metraży – to znak rozpoznawczy festiwalu. Temperatura tych rozmów bywa wysoka. Zdarzało się, że twórcy nie przychodzili, bywało, że przerywali dyskusje, zdarzały się zasłabnięcia, omdlenia. Kilka rozmów przeniosło się z sali w plener, gdzie dochodziło do zadania ostatecznych, konkretnych ciosów, niekoniecznie tych słownych. „Według mnie i w takim, a może przede wszystkim w takim zachowaniu, mieści się to tytułowe pojęcie młodości” – wyjaśnia Grzegorz Jankowski, laureat Wielkiego Jantara za Polskie gówno w 2015 roku. – „Nie popieram agresji, ale gotowi umierać za własne przekonania i dokonania jesteśmy wyłącznie za młodu. Potem nam się nie chce! Rozumiem młodych, że nie rachują, nie pytają o zgodę, nie pertraktują, tylko przechodzą do... akcji. Nie tylko na planie filmowym”.

Przeciwwagą do rozmów „Szczerość za szczerość” były świetnie prowadzone przez Maćka Buchwalda spotkania „Zawód aktor” – przez ostatnie 10 lat uzupełniały program o zakulisowe konteksty. Te rozmowy stanowiły ciekawą ramę dla licznych seansów, były komentarzem nie tylko do zawodu aktora, do tej jednej profesji, ale też do pracy w kinematografii jako takiej. Publiczność przysłuchująca się rozmowom Buchwalda nie musiała brać udziału w dyskusji. Mogła przypatrzeć się, oswoić z konwencją, z własnym strachem wobec zadawania pytań i publicznych wystąpień. Aspekty edukacyjne, wpisane nie tylko w warsztaty, debaty, panele, webinaria, case study – ale właśnie w otwarte spotkania z profesjonalistami różnych zawodów filmowych – stanowią dziś bardzo ważne zaplecze festiwalu. Nie chodzi tu i nigdy nie chodziło o zapraszanie gwiazd z zagranicy, o zjazd krajowych celebrytów, raczej o to, by rodzimi twórcy – prócz pokazywania filmów – przybliżali publiczności pewne filmowe tematy i aspekty rzemiosła. Rokrocznie dojrzali twórcy, którzy zjeżdżają tu z retrospektywami albo zasiadają w jury, lub biorą udział w panelach, mają pozostawać blisko publiczności, mają z nią rozmawiać, objaśniać świat kina, opowiadać o tym, co być może umyka podczas seansu, a o co widzowie sami baliby się zapytać. I na przestrzeni ostatnich kilku lat widać, że publiczność dorosła wraz z festiwalem. Mówiąc publiczność, mam tu na myśli również filmowców. Możemy mówić już o kolejnym pokoleniu wychowanków „Młodzi i Film”. Widzowie zostają z festiwalem, wiernie wracają do Koszalina. Są twórcy, którzy mimo braku filmów, przyjeżdżają na festiwal dla rozmów, atmosfery, bezpretensjonalnych spotkań z branżą i widzami.

Rola i oblicze widowni zmieniają się, podobnie jak pejzaż filmowy ulega transformacji – robimy filmy, które jeżdżą na najważniejsze festiwale na świecie, publiczność z roku na rok staje się coraz bardziej śmiała, obeznana z tajnikami sztuki operatorskiej czy montażowej. Jeszcze 10 lat temu widzowie mieli problem z zadawaniem pytań. W pewnym momencie nastąpiło przełamanie. Wszystko miało tu znaczenie: to, że widzowie widzieli tremę na twarzach twórców, czuli ich lęk i niepewność, mogli się więc z nimi identyfikować. Okazało się, że filmowiec to też... człowiek, zawstydza się, rumieni, potrafi zostać zapędzony w kozi róg. To procentuje dzisiaj. Pytania podczas konfrontacyjnych często spotkań „Szczerość za szczerość” bywają bezceremonialnie szczere, odważne, zaczepne, przenikliwe. Szczerość za szczerość: widownia daje zwrotnie to, co otrzymała podczas seansu. Ten drugi seans – tym razem dla twórcy – odbywa się po projekcji jego filmu. Jest on nie mniej ważny niż ten pierwszy. „Widzę ogromną rolę edukacyjną festiwalu” – mówi Andrzej Kołodyński, były już redaktor naczelny „Kina”, miesięcznika, który jest od lat partnerem festiwalu. – „Sama publiczność inaczej podchodzi dziś do dzieła filmowego i jego twórcy. Nie na kolanach, raczej z pytaniami na ustach, wątpliwościami, z innym, pogłębionym ujęciem kina, próbą analizy przez pryzmat osobistych przeżyć i doświadczeń. To ten festiwal wykształcił sobie – zresztą nie tylko sobie – publiczność. Nie szkoły, nie instytucje kultury, właśnie festiwal za sprawą dyskusji, spotkań, konwencji paneli i sposobu rozmowy o filmie”.

Janusz Kijowski dodaje: „Chciałem stworzyć warunki ułatwiające rozmowy o filmie, bycie ze sobą w kinie i poza nim. U nas nie ma ducha niezdrowej konkurencji. Wydaje mi się, że na innych festiwalach to dominuje. W Koszalinie wszyscy dobrze się czują. Nie ma zawiści, nigdy czegoś takiego nie odczułem. Wygrani i przegrani świętują wspólnie. Bardzo mi zależy, żeby ten pierwszy filmowy krok odbywał się w duchu przyjaźni i solidarności środowiskowej. Żeby ci młodzi twórcy wiedzieli, że łatwiej będzie im się przebijać do swoich karier w atmosferze solidarności pokoleniowej. Taka droga egoistyczna, na skróty, niespecjalnie się sprawdza. Każdy oczywiście jest inny, każdy ma swój charakter pisma, ale głęboko wierzę w integrację kolejnych pokoleń filmowców, którzy do nas zjeżdżają. Tylko wtedy można zaistnieć. Koszalin temu sprzyja, sprzyja przyjaźniom, które trwają dłużej niż seans filmowy”.


Agnieszka Holland, Jerzy Stuhr, Fot. Archiwum Centrum Kultury 105 w Koszalinie

Młodzi, mądrzy, odważni
Mało kto dziś pamięta, że przez 10 lat Koszaliński Festiwal Debiutów Filmowych nie odbywał się. W 1999 roku ponownie zaistniał w świadomości tak filmowców, jak i widzów. Przez ten czas udało się zbudować festiwalową rodzinę, która jest tak różnorodna jak filmy tu pokazywane. Był czas, że organizatorzy mierzyli się z brakiem ciekawych konkursowych propozycji – stąd międzynarodowy charakter konkursu – 10-letnia przerwa w odsłonach festiwalu spowodowała, że musiał on ponownie zafunkcjonować wśród rodzimych imprez, jako wydarzenie powracające, a jednak nowe, świeże, po retuszu.

Kiedyś mówiło się, że debiutowali tu Krzysztof Kieślowski, Agnieszka Holland, Krzysztof Zanussi. Dzisiaj mówimy o Tomaszu Wasilewskim, Xawerym Żuławskim, Marii Sadowskiej, Piotrze Mularuku, Bodo Koksie, Pawle Maślonie, Bartoszu Kruhliku, Magnusie von Hornie, Katarzynie Klimkiewicz, Aleksandrze Terpińskiej, Marcinie Bortkiewiczu i wielu, wielu innych. To tutaj takie aktorki, jak Gabriela Muskała, Katarzyna Kwiatkowska, Katarzyna Herman czy Małgorzata Zajączkowska zostały dostrzeżone i nagrodzone. Widać, że debiutanci nie boją się mierzyć z różnymi konwencjami, gatunkami i tematami, dzięki czemu aktorzy mają wspaniałe pole do popisu. Często większe niż u dojrzałych twórców, którzy tworzą bardziej konwencjonalne kino.

Młodzi filmowcy przede wszystkim chwalą festiwal. Nazywają go wciąż imprezą „bez nadęcia”, bezpretensjonalną i na luzie. Ważnym aspektem dla zgłaszających swoje pierwsze produkcje okazuje się fakt braku opłat przy wysyłaniu filmów do oficjalnej festiwalowej selekcji. Do dziś organizatorzy nie pobierają opłat za nabór do konkursów – dzieje się tak w przypadku krótkiego, jak i pełnego metrażu. To ewenement na skalę europejską, już nie tylko jeśli chodzi o rangę festiwalu, ale przede wszystkim o ilość zgłaszanych tytułów. Prócz tego bywalcy festiwalu chwalą atmosferę sprzyjającą dyskusjom o filmie, mówią, że najważniejsze, iż obok tych oficjalnym spotkań, mogą odbyć się te mniej formalne. Festiwal, korzystając z bazy noclegowej pobliskiego Mielna, organizuje szereg wydarzeń nad morzem. Mielno w oczach zaproszonych gości funkcjonuje jako bonus: czy ktoś zliczy, ile to rozmów z sali kinowej przeniosło się na plażę? Ale lokalni bywalcy festiwalu zwracają uwagę przede wszystkim na to, że seanse i wszystkie wydarzenia są darmowe i otwarte na publikę. Pojawił się argument, że festiwal daje poczucie bezpieczeństwa – zarówno twórcom, jak i widzom. Stanowi przedsmak tego, co jest nieodłącznym elementem zawodu filmowca – chodzi o kontakt i dyskusje na temat kina, co często wiąże się z próbą obrony swojego dzieła. Przemysław Wojcieszek, reżyser o filmowym rodowodzie, choć dziś tworzący głównie z teatrze, wspomina: „Zapamiętałem festiwal jako swoisty kontrapunkt dla festiwalu w Gdyni. Nie wiem, co to konkretnie oznacza dzisiaj, a co oznaczało wtedy, i z czym się wiązało, ale tak właśnie czułem jako bywalec tych dwóch imprez, które przecież ze sobą nigdy nie konkurowały. Być może obecnie są one komplementarne względem siebie. I dla środowiska byłoby to najlepsze!”.

Festiwal „Młodzi i Film” ulega zmianom i modyfikacjom. Tak jak inne jest każde następne pokolenie filmowców, tak różnić się będą między sobą kolejne edycje tego wydarzenia. Najważniejsze, że organizatorzy próbują dostosować je do potrzeb młodych twórców i odbiorców, jednocześnie nie zapominając o rodowodzie festiwalu. Janusz Kijowski tak zapowiedział 40. edycję i lepszych słów nie można by znaleźć, nie tylko o tegorocznej odsłonie. W ogóle jeśli by próbować zgłębić istotę i największą wartość tej imprezy, najpełniej zawiera się ona w deklaracji swojego dyrektora programowego: „Kiedy byłem w Szkole Filmowej, nasi wykładowcy – na wyróżniających się studentów – używali określenia: »ma własny charakter pisma«. Sam również używałem tej formułki, kiedy uczyłem przyszłych reżyserów w szkole w Brukseli, a potem w Łodzi. Dziś powiedziałbym krócej: »ma swój charakter«! Wystarczy. Takich młodych filmowców wyławiamy, a ich filmy zapraszamy na Koszaliński Festiwal Debiutów Filmowych z pośród setek zgłaszanych rokrocznie propozycji. Właśnie z charakterem, odważnych, oryginalnych, nowatorskich i mądrych! Nasze motto: »Młodzi i Film«, koresponduje z tym, co o »młodości« mówił Witkacy: »Młode jest to, co jest mądre i odważne«. Lepszej definicji »młodości« nie znam. Dlatego wiecznie młodzi byli i są nasi Mistrzowie: Wajda, Munk, Has, Kieślowski czy Zanussi. Wiecznie młody jest festiwal, który już po raz 40. łapie w żagle ożywczy powiew bryzy z nad Bałtyku”.


Anna Serdiukow
"Magazyn Filmowy SFP" 118/ 2021
  1.01.2022
40 lat festiwalu Młodzi i Film. Wielki Jantar unosi
Festiwale filmowe online czy offline?
Copyright © by Stowarzyszenie Filmowców Polskich 2002 - 2022
Scroll