PORTAL
start
Aktualności
Filmy polskie
Box office
Baza wiedzy
Książki filmowe
Dokument
Scenarzyści
Po godzinach
Blogi
Konkursy
SFP
start
Wydarzenia
Pożegnania
Zostań członkiem SFP
Informacje
Dla członków SFP
Kontakt
ZAPA
www.zapa.org.pl
Komunikaty
Informacje
Zapisy do ZAPA
Kontakt
KINO KULTURA
www.kinokultura.pl
Aktualności
Informacje
Repertuar
Kontakt
STUDIO MUNKA
www.studiomunka.pl
Aktualności
Informacje
Zgłoś projekt
Kontakt
AKTORZY POLSCY
www.aktorzypolscy.pl
Aktualności
Informacje
Szukaj
Kontakt
NIEPODLEGŁOŚĆ
FILMOWCY POLSCY
www.filmowcypolscy.pl
Aktualnosci
Informacje
Szukaj
Kontakt
MAGAZYN FILMOWY
start
O magazynie
Kontakt
STARA ŁAŹNIA
www.restauracjalaznia.pl
Aktualności
Informacje
Rezerwacja
Kontakt
PKMW
start
Aktualności
Filmy
O programie
Kontakt
Portal
SFP
ZAPA
Kino Kultura
Studio Munka
Magazyn Filmowy
Stara Łaźnia
Niepodległość
PKMW
Aktorzy Polscy
Filmowcy Polscy
MENU
BAZA WIEDZY
FESTIWALE
Wajda milczał. Ścibor-Rylski, lekko podpity, powiedział do Tejchmy: „Albo pan przejdzie do historii polskiej kultury, albo na zawsze zostanie aparatczykiem bez życiorysu”.
Nadeszła moda na to, żeby sycić się tym, co kultowe i pokryte szlachetną patyną, najlepiej o czerwonym zabarwieniu. W zasadzie moda na to co PRL-owskie nadeszła zaraz po upadku systemu, tak więc knajpy, w których autentycznie nie podchodził kelner i panowała atmosfera niezdanego egzaminu, funkcjonowały obok tych „stylizowanych na poprzedni system”. Trudno się było zorientować, czy ktoś nie pracuje i podaje w brudnym szkle, bo tak było zawsze, czy może to nowa  konwencja energicznego menedżera lokalu.

Klubu Piekiełko w hotelu Gdynia raczej te rozważania nie dotyczyły, lokal łagodnie przeszedł transformację, wraz z Festiwalem Polskich Filmów Fabularnych. Można założyć, z dużą dozą prawdopodobieństwa, że gdyby zniknął najsłynniejszy polski konkurs filmowy, nie udałoby się ocalić kultowego, legendarnego Piekiełka, a przynajmniej trzeba by wprowadzić poważny lifting. Dzięki Złotym Lwom klub ma się jednak świetnie, a przynajmniej jest wymieniany w mediach. Nawet gazeta plotkarska napisała, że upił się w nim jeden znany aktor średniego pokolenia. I to był koniec newsa, koniec anegdoty. Dla tych, którzy znają klub i festiwal, anegdota powinna mieć odwrotną pointę. Można by w ramach sensacji donosić, że widziano, iż ze znanej wszystkim bryły hotelu Gdynia, ze słynnego Piekiełka, o godzinie siódmej rano, wyszło dwóch całkowicie trzeźwych aktorów, po czym oddaliło się w celach rekreacyjnych na pobliską bieżnię. Chociaż nie, to chyba nawet kiedyś miało miejsce. Jacek Fedorowicz był ponoć widziany, jak z samego rana wychodzi pobiegać, mijając zastygłe już w piekielnym bezruchu filmowe towarzystwo. To bieganie mu się potem przydało, bo – jak głosi inna legenda – truchtając tyłem, usiłował powstrzymać przed kąpielą w morzu Wojciecha Pszoniaka i Andrzeja Seweryna, którzy szli zrealizować zakład zawarty przy kawiarnianym stoliku: kto pierwszy przepłynie Zatokę Gdańską. Była piąta rano. Ciekawe czy wciąż można by obstawić Seweryna, który kilka lat wcześniej, kiedy festiwal odbywał się jeszcze w Gdańsku, świetnie zagrał w „Człowieku z żelaza”Andrzeja Wajdy wysportowanego, sformatowanego przez system ubola.

Ważne jednak, żeby nie sprowadzić klubu Piekiełko do samego picia, bo to łatwe i na pewno wdzięczne, ale przytrafiło się w tamtym miejscu kilka innych, ciekawych rzeczy. Przede wszystkim niezliczona ilość oficjalnych i – co może nawet bardziej twórcze – nieoficjalnych spotkań między artystami. Zanim jednak kultowym miejscem dla bywalców festiwalu zaczęło być Piekiełko, to wcześniej, jeszcze w Gdańsku – istotne były dwa inne miejsca: hotel Heweliusz i sala widowiskowa Domu Technika NOT, czasami nie tylko sala.

W 1977 roku na gdańskim festiwalu wyświetlono „Człowieka z marmuru”, ale film „puszczony” jakby trochę niechcący przez gapiostwo władz, nie miał szans na oficjalną nagrodę. Dostał wyróżnienie od dziennikarzy, którzy w Domu Technika odbyli wiele gorących dyskusji dotyczących bezsensu i szkodliwości cenzury. To w tym budynku właśnie dochodziło do niekończących się rozmów przedstawicieli Stowarzyszenia Filmowców Polskich, którzy – tego samego roku – na oficjalnym Forum zaatakowali politykę kulturalną państwa. Chodziło przede wszystkim o to, że wyniki festiwalu nie mogą być przywożone z Warszawy w teczkach. Taka sytuacja powodowała zrozumiały opór twórców, ale bywało, że i on nie wystarczał.  

Z politykami trzeba było twardo, rozumiał to scenarzysta „Człowieka z marmuru” Aleksander Ścibor- Rylski. Niesamowita jest historia owego gapiostwa władz, które spowodowało, że obraz Wajdy nie stał się „półkownikiem”. Zanim więc filmowi udało się wejść na ekrany, Ścibor-Rylski i Wajda spotykali się dwukrotnie z ministrem kultury Józefem Tejchmą.  Drugie spotkanie miało miejsce w Gdańsku, przy kawie. Powód był wciąż ten sam – trzeba było przekonać ministra. Po latach Tejchma wspominał: „Rylski był trochę podpity i mówił mi, że mogę przejść do historii, puszczając film, albo pozostać aparatczykiem. Byłem oniemiały po obejrzeniu tego obrazu, więc nawet nie mogłem się obrażać, miarkować go. Mowę mi odebrało. Wajda siedział skromnie i milczał. A ja na ekranie zobaczyłem siebie. Widziałem znane mi realia – ludzi wierzących w nowy system, ciężarówki, błoto, budowanie nowego miasta – z wiarą. I później odsłonięcie tego kłamstwa. W „Człowieku z marmuru” negatywnymi bohaterami są aparatczycy pozbawieni życiorysów. Wajda milczał, bo wiedział, że to ja. Ja też to wiedziałem. Puściłem film i przyszło mi za to słono zapłacić.” Nie tak słono, po kilku latach na ławce kar, Tejchma wrócił na stanowisko ministra kultury.

Nie był to zresztą pierwszy tego rodzaju przypadek w jednej z gdańskich knajp. Nie pierwszy raz urabiano tam kacyka z Warszawy. W 1981 festiwal w Gdańsku wygrała "Gorączka"Agnieszki Holland. Nigdy by jednak nie powstała, gdyby nie kierownik produkcji Barbara Pec-Ślesicka. Przysiadła się podczas festiwalu, rok wcześniej, do stolika Michała Misiornego. To był facet, który upijał się na smutno, szlochał nad swoim losem i ubolewał nad stanem polskiej kinematografii. Tak się składało, że kierował również filmy do produkcji z „ramienia centralnego”. Więc te pojękiwania przywodziły na myśl anegdotę o premierze Cyrankiewiczu, kobieciarzu, który obudziwszy się z jedną młodą damą, wysłuchał  uprzejmie jej sugerujących opowieści o słabej pracy i braku perspektyw w zawodzie modelki, po czym skonstatował: „No widzisz, jak oni rządzą”.

Misiornego wystarczyło porządnie upić. Przy kawiarnianym stoliku dał się przekonać Ślesickiej, że Gorączkę trzeba zrobić, a na trzeźwo głupio mu się było wycofać i w durszlaku odgórnej cenzury  powstał kolejny przeciek.

Dziennikarze, po kilku burzliwych dyskusjach w Domu Technika, stanęli na wysokości zadania jeszcze raz, w 1984 roku. Nagrodzili, całkowicie pominiętego przez jurorów, „Dantona” Wajdy. Był to głupi ruch władz, bo posłał ludzi do kin (mimo że bilety na wszystkie seanse były naturalnie wyprzedane) z głębokim przekonaniem, że władza sama o sobie myśli jak o jakobinach, a film wycisza się z obawy przed ewidentnym porównaniem Jaruzelskiego do Robespierre’a. To samobójcze, pokrętne myślenie świetnie pokazał Wojciech Marczewski w „Ucieczce z kina Wolność”, kiedy to cenzor – brawurowo zagrany przez Janusza Gajosa – głupawo, ale przewrotnie tłumaczy meandry swojego zawodu.

Hotel Heweliusz, Dom Technika, a później Piekiełko – kiedy festiwal przeniesiono do Gdyni – to zatem kawał historii polskiego kina, setki spotkań z reżyserami i innymi twórcami filmów, setki dyskusji, czasami mających wpływ na kulturę. No, ale teraz newsem jest to, że się tam popularny aktor średniego pokolenia upił, o czym jedna z gazet donosi na pierwszej stronie. Albo portal donosi. W każdym razie – kończenie opowieści na fakcie upicia się przez kogoś jest doniesieniem małodusznym i legendarnego Piekiełka niegodnym. I niepotrzebnym, bo gdyby chcieć każdego popularnego człowieka, który w Piekiełku…, to jak mawiał redaktor Turowicz: „płachty by nie nastarczyło”.


Marek Łuszczyna
Magazyn Filmowy. Pismo Stowarzyszenia Filmowców Polskich, 37, 2014
  20.12.2014
fot. SFP
Historia festiwali - Jerozolima
Klub Rotunda. Kiwi, Kazik i filmowcy
Copyright © by Stowarzyszenie Filmowców Polskich 2002 - 2019
Scroll